onet.pl sport


ARTV Chicago


Przegląd Sportowy

Patronat medialny





 

 

 

 


28 kwietnia na gali HBO na Brooklynie Maciej Sulęcki (26-0, 10 KO) zmierzy się z byłym czempionem wagi średniej Danielem Jacobsem (33-2, 29 KO). Świeżo koronowany mistrz Europy w limicie 160 funtów Kamil Szeremeta (17-0, 3 KO) jako amator kilka razy boksował z Sulęckim, a całkiem niedawno miał okazję posparować w Nowym Jorku z Jacobsem. W wywiadzie dla rignpolska.pl niepokonany białostoczanin dzieli się swoimi uwagami na temat kwietniowego starcia i odpowiada na pytania o swoje najbliższe plany sportowe.

Hiszpan Ruben Diaz (25-1-2, 16 KO) został wyznaczony oficjalnym pretendentem do tytułu mistrza Europy wagi średniej. Ten tytuł od tygodnia dzierży Kamil Szeremeta (17-0, 3 KO).

Europejska Unia Boksu nakazała przedstawicielom pięściarzy rozpoczęcie negocjacji w sprawie organizacji walki. Jeśli rozmowy nie przyniosą rezultatu, o terminie i miejscu walki zadecyduje przetarg.

38-letni Diaz przez ostatnie dwa lata dzierżył tytuł mistrza Unii Europejskiej. Ostatni pojedynek Hiszpan stoczył w listopadzie, wygrywając na punkty z Rafałem Jackiewiczem.

Szeremeta pas EBU wywalczył, nokautując Włocha Alessandro Goddiego. Białostoczanin jest siódmym polskim pięściarzem, który sięgnął po tytuł Europejskiej Unii Boksu.

- Pas EBU to tylko przystanek na mojej drodze - powiedział Kamil Szeremeta (17-0, 3 KO) po piątkowej wygranej z Alessandro Goddim. Polak od kilkudziesięciu godzin jest mistrzem Europy wagi średniej.

Spodziewaliście się aż tak łatwej walki?
Kamil Szeremeta: Pracowaliśmy na to, żeby wszystko mieć pod kontrolą. Ten kończący cios to nie był przypadek. To było wypracowany. Wiedzieliśmy, że Goddi odkrywa się, kiedy zadaje podwójny lewy i trzeba go wtedy skontrować.

Jak to się stało, że zacząłeś przewracać rywali pojedynczym ciosem?
Precyzja. Zawsze mi jej brakowało. Wiele osób mówiło, że jestem silnym, ale brakowało precyzji. Teraz wszystko było jak należy.

Władimir Kliczko kiedyś powiedział, że ojcowie biją mocniej. Zgodzisz się z tym?
Coś w tym jest. Ja oczywiście głównie robię wszystko dla mojej córki. Chcę, żeby była dumna z ojca i mogła się pochwalić, że jej tata jest mistrzem Europy, kiedy pójdzie do przedszkola. Chociaż wtedy być może będzie już się mogła pochwalić, że jej ojciec jest mistrzem świata.

Po pierwszej rundzie już byłeś pewien zwycięstwa?
Tak, w pierwszej rundzie podłączyłem go na górę i na dół. Poczułem, że już go mam.

Widać było u ciebie duży spokój. W ogóle nie odczułeś presji walki o stawkę?
Nie, byłem bardzo spokojny, niczym sie nie stresowałem. Jak grali hymn, to podszedłem, przytuliłem biało-czerwoną flagę i kompletnie się wyłączyłem. Byłem skoncentrowany i słyszałem wszystkie uwagi narożnika. Pamiętam jak w pierwszej rundzie usłyszałem trenera, który zwrócił mi uwagę, żeby nie wypadać po ciosach, to nawet miałem czas, żeby podnieść rękę i pokazać trenerowi, że usłyszałem jego uwagę. Generalnie Fiodor Łapin jest pierwszym trenerem, którego słucham podczas walki. Ma na mnie tak duży wpływ, że faktycznie słyszę jego głos z narożnika w trakcie pojedynku. Wcześniej w ringu czułem, że jestem sam, zdany na siebie.

Przygotowania trwały kilka miesięcy, ale wydawało się, że trafiliście z formą idealnie.
Tak, w dniu walki czułem się rewelacyjnie, chociaż sam jestem ciekawy, jak by to wyglądało, gdyby to trwało więcej rund. Trener mnie pytał po pierwszej rundzie jak się czuję, a ja go uspokajałem, że wszystko jest w porządku. Mógłbym boksować w takim tempie przez 12 rund.

Jak wyglądało świętowanie po wygranej?
W Rzymie skromnie, bo nie było wielu polskich kibiców, chociaż i tak kilku fanów z Białegostoku przyleciało do Włoch. W domu żona zrobiła mi za to niespodziankę, bo czekali na mnie wszyscy znajomi i przyjaciele. Zapowiedziałem, że wygram, przywiozę pas i będę jadł ciasto po zwycięstwie, i tak się stało. Żona zrobiła mi trzy ciasta.

Dostałeś pas od razu po walce?
Tak, i dobrze, bo niedługo odbieramy mieszkanie, a mamy tam zaprojektowaną specjalną gablotę na pasy. Co ciekawe, jak ta gablota była projektowana, to na wizualizacjach był tam ten pas EBU, więc nie mogłem go nie zdobyć, bo zespułbym projekt.

Rozmawiałeś z promotorem o dalszych planach?
Rozmawialiśmy krótko z moim promotorem Andrzejem Wasilewskim o tym, że może być oferta stoczenia obrony pasa we Włoszech, być może z innym zawodnikiem. Nie chcę jednak na razie o tym rozmawiać. Przez tydzień nie chcę nawet myśleć o boksie.

Byłbyś chętny na kolejną wyprawę do Włoch?
Ja nie mam z tym problemu. Trzeba na pewno zbierać doświadczenie w walkach wyjazdowych, bo pojedynki o najważniejsze tytuły pewnie będę dostawał poza Polską. Pierwsze doświadczenie było dobre i trzeba iść tą drogą.

Do tej pory, kiedy mówiłeś o tym, że chcesz być mistrzem świata, wiele osób tylko się uśmiechało. Być może teraz zmienią zdanie?
Ja wierzę w siebie i słucham tylko osób, które są dla mnie ważne - rodziny, trenerów, przyjaciół. W internecie pojawiają się różne komentarze na mój temat, ale nawet jak je przeczytam, to nie biorę ich do siebie. Ja mam w głowie poukładane, wiem na co mnie stać, wiem co chcę osiągnąć i będę do tego dążył. Pas EBU to tylko przystanek na mojej drodze do dalszych sukcesów.

Czujesz się już gotowy, żeby boksować z każdym w wadze średniej?
Szczerze mówiąc, to chciałbym podnosić sobie poprzeczkę stopniowo. Wiem, że dzisiaj porwanie się na walki z takimi zawodnikami jak Saul Alvarez czy Giennadij Gołowkin, to byłby ogromny przeskok, ale jest kilku zawodników z czołowej dwudziestki na świecie, z którymi chciałbym się zmierzyć i wiem, że jestem w stanie z nimi wygrać.

- Tydzień odpocznę od boksu, nie chcę nawet myśleć o tym, co dalej - mówi Kamil Szeremeta (17-0, 3 KO), który w piątek na gali w Rzymie znokautował Alessandro Goddiego, zdobywając tytuł mistrza Europy wagi średniej. Niewykluczone, że w kolejnych miesiącach polski pięściarz stoczy we Włoszech kolejną walkę.

- Rozmawiałem krótko z moim promotorem Andrzejem Wasilewskim na temat przyszłości. Podobno jest szansa, że Włosi będą zaintersowani kolejną walką, być może z innym rywalem, ale na razie nie zamierzam drążyć tego tematu - tłumaczy białostoczanin.

Szeremeta, zdobywając pas Europejskiej Unii Boksu został siódmym polskim pięściarzem, który zdobył to trofeum i drugim, który dokonał tego w limicie do 72,5 kg. W najbliższych tygodniach federacja EBU powinna wyznaczyć Polakowi obowiązkowego rywala, z którym będzie bronił tytułu.

Polska doczekała się siódmego zawodowego mistrza Europy w boksie! Kamil Szeremeta (17-0, 3 KO) w pięknym stylu pokonał w Rzymie miejscowego faworyta Alessandro Goddiego (33-3-1, 16 KO) wygrywając z nim przez techniczny nokaut w drugiej rundzie. - Ten pas to tylko przystanek w drodze po kolejne trofea – mówi "Super Expressowi" pięściarz z Białegostoku, który zdobył pas EBU w wadze średniej.

Emocje już opadły?
Kamil Szeremeta: Tak, dziękuję Bogu, że obyło się bez kontuzji, nie mam nawet żadnych obtarć i siniaków. Wszystko poszło lepiej, niż się spodziewałem.

Nie sądziłeś, że będzie aż tak łatwo?
Wiedziałem, że jeśli narzucę rywalowi swoje tempo, to go „zajadę”. Ten prawy krzyżowy, po którym Goddi padł na deski ćwiczyliśmy od kilku tygodni. Kiedy Włoch zaczyna akcję to zostawia dużo miejsca nad lewą ręką. Wykorzystałem to i tak jak zapowiadałem, przywiozłem pas z ziemi włoskiej do Polski.

Jak traktowali cię Włosi?
Włosi słyną z podkładania świń zawodnikom, ale oprócz tego, że na konferencji prasowej nie było tłumacza, wszystko było w porządku. Po walce włoscy kibice bili mi brawa, przychodzili, by zrobić sobie zdjęcie. Czułem się jak filmowy Rocky Balboa, któremu w walce w Rosji z Ivanem Drago publika też nie sprzyjała, a po pojedynku skradł ich serca. Tu było podobnie, to piękne uczucie.

Pełna treść artykułu w "Super Expressie" >>

Kamil Szeremeta (17-0, 3 KO)  po piątkowej wygranej przez nokaut z Alessandro Goddim awansował o 16 pozycji w rankingu wagi średniej bokserskiego portalu statystycznego Boxrec. Pięściarz z Białegostoku plasuje się aktualnie na 19. miejscu w zestawieniu najlepszych średnich globu.

Szeremeta dzięki wczorajszemu zwycięstwu został liderem listy polskich średnich, wyprzedzając Roberta Talarka (Maciej Sulęcki sklasyfikowany jest w kategorii super półśredniej). W polskim rankingi P4P zawodnik Sferis KnockOut Promotions jest piąty.

Ranking Boxrec wagi średniej: 1. Saul Alvarez, 2. Gienadij Gołowkin, 3. Daniel Jacobs, 4. Jermall Charlo, 5. Billy Joe Saunders, 6. Demetrius Andrade, 7. Siergiej Dieriewianczenko, 8. Ryota Murata, 9. Martin Murray, 10. David Lemieux, (...) 19. Kamil Szeremeta, 26. Robert Talarek.

Polski ranking P4P Boxrec: 1. Krzysztof Głowacki, 2. Maciej Sulęcki, 3. Andrzej Fonfara, 4. Michał Syrowatka, 5. Kamil Szeremeta, 6. Krzysztof Włodarczyk, 7. Mateusz Masternak, 8. Robert Talarek, 9. Tomasz Adamek, 10. Patryk Szymański (od redakcji: Adam Kownacki sklasyfikowany jest przez Boxrec jako zawodnik USA, jego dorobek punktowy w polskim rankingu P4P pozwalałby mu na zajęcie czwartej pozycji).

Kamil Szeremeta (17-0, 3 KO) sięgnął wczoraj na gali w Rzymie po tytuł mistrza Europy wagi średniej, nokautując w drugiej rundzie faworyta gospodarzy Alessandro Goddiego (33-3-1, 16 KO). Dla niepokonanego Polaka wygrana z notowanym w rankingach WBA i IBF Włochem była najważniejszym sukcesem w zawodowej karierze.

Oficjalny profil Kamila Szeremety na Facebooku >>

W piątek na gali w Rzymie Kamil Szeremeta (17-0, 3 KO) we wspaniałym stylu wywalczył mistrzostwo Europy wagi średniej, nokautując w drugiej rundzie Alessandro Goddiego (33-3-1, 16 KO). Po walce pięściarz z Włoch był pod dużym wrażeniem siły ciosu Polaka.

- Goddi po walce powiedział, że był kompletnie bezradny, Kamil był doskonale przygotowany, niesamowicie precyzyjny i strasznie mocny. Powiedział że zderzył się z polskim tirem - zdradził na Twitterze  obecny na walce w stolicy Włoch Andrzej Wasilewski, jeden z promotorów Szeremety.

Dla pięściarza z Białegostoku to największy sukces w zawodowej karierze. Goddi klasyfikowany był w czołowych piętnastkach rankingów IBF i WBA, co oznacza, że dzięki tej wygranej pozycja Szeremety w najważniejszych światowych zestawieniach powinna bardzo się poprawić.

28-letni Kamil Szeremeta, który w Rzymie znokautował Włocha Alessandro Goddiego, i został siódmym, polskim mistrzem Europy, zrobił to co obiecywał. Nie pozostawił decyzji sędziom.

Walka skończyła się w drugiej rundzie. Sycylijczyk dwukrotnie lądował na deskach po prawych sierpowych Szeremety i od ciężkiego nokautu uchronił go ręcznik rzucony przez jego sekundantów. Włoski pięściarz, co warto podkreślić, nie miał w tym krótkim pojedynku wiele do powiedzenia. Polak tym samym wywalczył tytuł mistrza Europy wagi średniej.

Zobaczymy co teraz los przyniesie Szeremecie. Nie wszyscy z jego otoczenia liczyli na ten sukces, sądzili że jeśli Kamil nie znokautuje Włocha, to przegra na punkty. Nie dowiemy się, czy mieli słuszne obawy, bo Kamil wziął sprawy w swoje ręce i szybko wykonał robotę. Nie ukrywam, że sam jestem ciekaw jak potoczy się jego kariera. Dziś w tej wadze przed wielką szansą stoi Maciej Sulęcki, który 28 kwietnia stoczy w Nowym Jorku walkę wieczoru na gali HBO. Jego rywalem będzie znakomity Daniel Jacobs z Brooklynu.

Myślę, że Szeremeta nie czuje się gorszy od swojego rówieśnika, więc na pewno fakt że "Striczu" pierwszy dostał tak wielki pojedynek będzie dla niego bardzo silną motywacją. Tyle że ten nokaut w Rzymie i tytuł mistrza Europy tak naprawdę niczego jeszcze nie zapewnia. Takie są fakty. Ale niewątpliwie daje nadzieje na lepsze jutro.

Pełna treść artykułu na Polsatsport.pl >>

Najnowsze komentarze