onet.pl sport


ARTV Chicago




Przegląd Sportowy





   
BRK Gladiator

Patronat medialny





 

 

 

 

Ostatnio zarejestrowani

  • shryne11
  • shryne10
  • Shryne23
  • boxingfan88
  • tobac



<a href="https://www.ebilet.pl/sport/sporty-walki/boxing-night/" target="_blank"><img src="http://www.ringpolska.pl/images/banners/legionowo_2017_noflash.jpg"></a>

- Zdobyłem w tej walce to doświadczenie, którego nie miałem - mówi Izuagbe Ugonoh (17-1, 15 KO), podsumowując w rozmowie z Jeffem Wojciechowskim przegrany pojedynek z Dominikiem Breazealem (18-1, 15 KO).

25 lutego na gali w Alabamie na amerykańskim ringu zadebiutował Izuagbe Ugonoh (17-1, 14 KO). Startujący w wadze ciężkiej Polak swoją przygodę z boksem w USA rozpoczął od porażki, jednak jego walka z Dominikiem Breazealem (18-1, 15 KO) była prawdziwą ringową wojną.

- Po walce nie ma śladu. Mógłbym ponownie rozpocząć treningi - mówi portalowi Boxing.pl Izuagbe Ugonoh (17-1, 14 KO), który pod koniec lutego poniósł pierwszą zawodową porażkę, przegrywając przez techniczny nokaut z Dominikiem Breazealem.

- Ze zdrowiem wszystko ok. Może oprócz lekkiego opuchnięcia na lewej dłoni, które powinno zniknąć niebawem. Byłem gotów, żeby boksować przez 10 rund, ale poszedłem na wojnę, w której wkładałem pełną siłę w każde uderzenie i niestety, choć to błąd bardzo szkolny, to popełniłem go właśnie teraz, w najważniejszej walce mojej dotychczasowej kariery - mówi Ugonoh.

Dla polskiego pięściarza był to debiut na amerykańskich ringach i jednocześnie pierwszy występ od momentu nawiązania współpracy z Alem Haymonem, menadżerem wielu gwiazd światowego boksu.

- Walka z Dominikiem Breazeale'em uświadomiła mi, że jeśli poprawię kilka elementów, to spokojnie mogę wygrywać na najwyższym światowym poziomie. Mój organizm musi być jednak na 100% - zaznacza polski pięściarz.

Na razie nie wiadomo, kiedy trenujący na co dzień w Las Vegas pięściarz wróci na ring. 

Pełna treść artykułu na Boxing.pl >>

Lou DiBella jest zachwycony sobotnią walką na gali w Alabamie pomiędzy Izuagbe Ugonohem (17-1, 14 KO) i Dominikiem Breazealem (18-1, 16 KO). Pojedynek zakończył się zwycięstwem Amerykanina w piątej rundzie, jednak "The Trouble" w drodze po wygraną musiał podnosić się z desek. 

- To był klasyczny pojedynek w kategorii ciężkiej - wspomina współpracujący z Alem Haymonem promotor gali. - Ci faceci rzucali się na matę nawzajem w każdej rundzie, miałem wrażenie że tam było pięć nokdaunów.

- Myślę, że Izu pokazał swoje atletyczne możliwości i dużo talentu, ale był zbyt niecierpliwy i narwany. Breazeale pokazał większe doświadczenie, więcej widział do tej pory w ringu i popisał się lwim sercem - dodał Lou DiBella.

Dla Izuagbe Ugonoha przegrana z Dominikiem Breazealem była pierwszą w zawodowej karierze. Breazele powrócił między liny zwycięstwem po ubiegłorocznej porażce z mistrzem świata IBF Anthonym Joshuą.

- Nie miałoby teraz większego sensu ponownie wystawiać Ugonoha na zawodnika z podobnym doświadczeniem jak Breazeale. Problemem była dla niego stawka i okoliczności walki. Zabrakło doświadczenia i spokoju - mówi Tim Smith, szef prasowy Premier Boxing Champions, po sobotniej przegranej przez nokaut w Alabamie Izuagbe Ugonoha (17-1, 14 KO) z Dominicem Breazeale (18-1, 16 KO).

Przemysław Garczarczyk: Rozmawialiśmy na temat Izu Ugonoha tuż po podpisaniu kontraktu z Alem Haymonem. Czas na ocenę pierwszego testu Izu.
Tim Smith: Wynik, przebieg walki poszedł w świat. Tak na gorąco powiedziałem Izu, że musi opanować nerwy, że musi walczyć bardziej z głową, a nie bić każde uderzenie tak, jakby to miało być ostatnie. Przykład z walki, która była zaraz po jego potyczce z Breazeale'em. Hurd wiedział, że Harrison szybko zaczyna, później jest szansa na zadanie mocnego ciosu, skończenie walki. I tak się stało. Do tego trzeba jednak doświadczenia, spokoju. Na Ugonohu była duża presja, nie tylko dlatego, że rywal był z wyższej półki. Większym, moim zdaniem, problemem była dla niego stawka, okoliczności walki. Wielka gala z udziałem mistrza świata, od razu w pierwszym występie w Stanach Zjednoczonych, to było chyba dla niego trochę zbyt dużo do przetrawienia. Przegrał tak samo z presją chwili, jak z Breazealem, którego chyba nie doceniał.

Sportowo?
Jego umiejętności też, ale jeszcze bardziej faktu, że na pewnym poziomie zawodnicy po prostu się nie poddają, kiedy są w kłopotach. Ci z wyższej półki - jak Breazeale - walczą dalej, są jeszcze bardziej niebezpieczni. Mają serce do walki. Miałem wrażenie, że Ugonoh był już przekonany, że wygrał, choć do tego było jeszcze daleko. Zabrakło doświadczenia, wiedzy o tym, jak zachowują się w kryzysie dobrzy pięściarze.

Jak widziałbyś powrót Ugonoha?
Na razie ma obowiązkową przerwę, narzucaną automatycznie przez Komisję Sportową, bo został znokautowany. Szybkiego powrotu raczej nie będzie. Na pewno z rywalem – albo z rywalami bo powrót może oznaczać więcej niż jedną walkę - z niższej półki. Jeden, może dwa pojedynki na odzyskanie wiary w siebie? Później na ringu z kimś klasy Amira Mansoura czy Travisa Kauffmana? Za wcześnie o tym mówić. Nie miałoby teraz większego sensu ponownie wystawiać Ugonoha na zawodnika z podobnym doświadczeniem jak Breazeale. W przyszłości rewanż Dominic kontra Izu na pewno chciałbym zobaczyć.

Artur Szpilka, Izuagbe Ugonoh - dwóch polskich pięściarzy wagi ciężkiej, którzy w ważnych walka wyglądali dobrze... ale kończyli na deskach. Jest porównanie?
Dla mnie nie ma... bo inny rywal. Problem Szpilki polegał na tym, że jak wszyscy, którzy walczą z Wilderem, zaczął myśleć, że mu dobrze idzie. Syndrom "ten mistrz nie jest taki straszny!". Deontay robi to specjalnie. Zaczynasz się czuć komfortowo, raz czy drugi bomba Wildera mija, chcesz zaatakować... i nagle widzisz sędziego, który liczy do dziesięciu bo doszła prawa Deontaya. Tak było z Arturem. Izu stracił w Alabamie za szybko siły, więc zaczął się bić, a to chyba nie jest jego nasilniejszą strona. Kiedy boksował pod kontrolą, wszystko było w porządku.

Szpilka kontra Ugonoh?
Chyba jeszcze nie teraz, może w przyszłości. Uda się taką walkę zrobić? Szpilka kontra Breazeale to byłaby bokserska uczta. Dwóch chłopaków z wielkim sercem do bitki.

Izuagbe Ugonoh (17-1, 14 KO) zabrał głos po sobotniej porażce z Dominikiem Breazealem (18-1, 16 KO) na gali Premier Boxing Champions. 

"Dziękuje Wam wszystkim za wsparcie, za wasze wiadomości i komentarze napływające z Polski i z całego świata! Wczoraj w walce zdobyłem ogromne doświadczenie, którego myślę, że bardzo potrzebowałem. Boli mnie ze nie wygrałem, ale wiem, że to zaprocentuje i wrócę mądrzejszy i bardziej niebezpieczny! Mam się dobrze i wyglądam jak przed walką ;) Do następnego razu!" - napisał w mediach społecznościowych polski pięściarz.

Dla boksującego w kategorii ciężkiej przegrana z Dominikiem Breazealem była pierwszą w zawodowej karierze. Pojedynek był dla "Izu" pierwszym występem po podpisaniu kontraktu z Alem Haymonem.

Choć w ringu Dominic Breazeale (18-1, 16 KO) i Izuagbe Ugonoh (17-1, 14 KO) nie szczędzili sobie mocnych ciosów, po walce nie czuli do siebie wrogości. Amerykanin opublikował w mediach społecznościowych wspólne zdjęcie z polskim rywalem. 

"Nie chciałbym, aby niefortunne wydarzenia ostatniego wieczora przykryły naszą świetną walkę z Izu". - napisał pod fotografią "The Trouble", nawiązując do napaści, jakiej dokonała w hotelu na jego team ekipa Deontaya Wildera. 

"Wielki szacunek dla Izu. Wyszedł się bić i daliśmy fanom to, co chcieli zobaczyć - to była prawdziwa jatka. Wielkie podziękowania dla całej mojej rodziny i mojej drużyny za wsparcie." - dodał pierwszy pogromca Ugonoha.

Jak się pan czuje po pierwszej przegranej w karierze?
Izuagbe Ugonoh: Fizycznie dobrze, wyglądam lepiej niż mój przeciwnik, którego twarz ma większe obrażenia. Zatem można powiedzieć, że nadal jestem piękny (śmiech). A psychicznie w sumie też jest OK.

Co spowodowało, że po bardzo dobrych dwóch rundach, tak szybko utracił pan kondycję?
Myślę, że najzwyczajniej w świecie górę wzięły emocje, gdy walka układała się po mojej myśli. Byłem lepszym pięściarzem, ale walczyłem na takim podnieceniu, że po prostu "siadłem". Oczywiście to w żaden sposób nie jest próbą szukania usprawiedliwienia. Tak naprawdę ta walka, w pewnym momencie, mogła pójść w jedną lub w drugą stronę. Poszła akurat na korzyść Dominika, ale byłem milimetry od tego, żeby wygrać. Tak się czuję.

A może pana osłabienie było efektem pojedynczych, mocnych ciosów Breazeale’a, które destrukcyjnie wpłynęły na pana organizm? To nie napawałoby optymizmem na przyszłość...
Nie, to nie w tym rzecz. To była walka, którą przegrałem w samym sobie, w tym sensie, że udzielił mi się entuzjazm jej przebiegu i zapowietrzyłem się. Niewłaściwe oddychanie, brak doświadczenia... Również sposób, w jaki boksowałem, nie pozostawał bez wpływu. Mogłem wrzucić większy luz, poboksować podwójnym lewym prostym i więcej się poruszać, a nie bić się tak dużo z takim wielkim koniem. Wiele rzeczy pewnie można byłoby poprawić, ale zrobiłem tak, jak zrobiłem. Miałem swój plan na tę walkę, lecz nie w pełni go zrealizowałem.

Pełna treść artykułu na Interia.pl >>

Jak podaje portal Compubox, Izuagbe Ugonoh (17-1, 14 KO) w chwili zastopowania sobotniej walki z Dominikiem Breazealem (18-1, 16 KO) miał miażdżącą przewagę nad swoim rywalem pod względem liczby trafionych ciosów. 

Na przestrzeni niespełna pięciu rund Polak, bijąc z ponad 45-procentową skutecznością doprowadził co celu 92 uderzenia, z czego 72 były to tzw. "ciosy mocne" (power punches). Amerykanin odpowiedział 53 trafieniami (34 mocne, skuteczność 28,3%). 

Ugonoh, który w sobotę debiutował na amerykańskim ringu, za swój agresywny i odważny boks zapłacił niestety skrajnym wyczerpaniem i ostatecznie został znokautowany przez zazwyczaj wolno "rozkręcającego" się oponenta. 

Pełne statystyki ciosów w walce Ugonoh - Breazeale >>

- Miałem plan, żeby go znokautować - powiedział Izuagbe Ugonoh (17-1, 14 KO), który wczoraj doznał pierwszej zawodowej porażki, przegrywając przed czasem z Dominikiem Breazealem (18-1, 16 KO) na gali Premier Boxing Champions w stanie Alabama.

- Spodziewałem się takiego przebiegu walki, Breazeale niczym mnie nie zaskoczył. Trafiałem dobrymi ciosami na górę i na dół, ale on pokazał wielkie serce. Doświadczenie mu na pewno pomogło. Widać, że wyciągnął wnioski po walce z Joshuą i dużo się nauczył - ocenił Ugonoh.

- Dałem z siebie wszystko co miałem, a później byłem zbyt zmęczony, by realizować swój plan taktyczny. Nie szukam żadnych wymówek, chociaż muszę to przetrawić, bo nie jestem przyzwyczajony do porażki. Mimo wszystko uważam, że pokazałem, że jestem niebezpiecznym zawodnikiem - podsumował Polak, dla którego był to debiut na amerykańskim rynku.

Breazeale dzięki wygranej z Ugonohem udanie wrócił na ring po ubiegłorocznej porażce z mistrzem świata IBF wagi ciężkiej Anthonym Joshuą.

Lou DiBella była zachwycony pojedynkiem Izuagbe Ugonoha (17-1, 14 KO) z Dominikiem Breazealem (17-1, 15 KO). Promotor sobotniej gali w Alabamie podkreślił wielką determinację Breazeale'a, który jego zdaniem był na skraju porażki z Polakiem, jednak ostatecznie rozstrzygnął bój na swoją korzyść. 

- Ten facet ma ogromne serce do walki. Nie można nie mieć do niego szacunku! Wszyscy myśleli, że już jest po nim. Myślę, że Ugonoh też tak myślał. I to był jego błąd. O to właśnie chodzi w walce, o serce i jaja. To był znakomity występ - powiedział DiBella. 

Walka Ugonoha z Breazealem zakończyła się wygraną Amerykanina w piątej rundzie. "The Trouble" tym samym zaliczył udany powrót po porażce z Anthonym Joshuą.

ISSN: 2082-9760

Najnowsze komentarze