onet.pl sport


ARTV Chicago


Przegląd Sportowy

Patronat medialny





 

 

 

 


 

- Izu w swoim boksie łączy elegencję z brutalną siłą - mówi Marcin Najman, organizator Narodowej Gali Boksu, podczas której na ring wróci Izuagbe Ugonoh (17-1, 14 KO). Przeciwnikiem 31-letniego Polaka podczas imprezy zaplanowanej na 25 maja na PGE Narodowym będzie Fred Kassi (18-7-1, 10 KO).

- Wierzę w to, że Izu się świetnie zaprezentuje. Izu przypomina mi swoim stylem braci Kliczko. Oni też potrafili być eleganccy, ale także brutalni. Przychodzi mi tutaj na myśl np. walka Witalija Kliczki z Lennoxem Lewisem - ocenia w rozmowie z serwisem Sportowefakty.wp.pl Najman, który sam też stoczy pojedynek na majowej gali.

- Myślę, że Izu wykorzysta swoją szansę, żeby po latach pokazać polskiej publiczności, jak dużo pracy włożył w ostatnich latach w trening, gdzie teraz jest i że puka do czołówki światowej wagi ciężkiej - przekonuje "El Testosteron".

Występ w Warszawie będzie dla Ugonoha pierwszym ringowym występem od ubiegłorocznej porażki z Dominikiem Breazealem. Na Narodowym swoje walki stoczą także m.in. Artur Szpilka, Mariusz Wach oraz mistrzyni świata WBC wagi super półśredniej Ewa Piątkowska.

 

Szerokim echem w mediach społecznościowych odbił się wywiad, jakiego ostatnio udzielił Izuagbe Ugonoh (17-1, 14 KO) Anicie Werner z TVN 24. Ciemnoskóry pięściarz z Gdańska zapytany w nim został m.in. o Marsz Niepodległości, którego uczestnicy eksponowali hasła o treści rasistowskiej. 

- Szczerze mówiąc, nie wiem, jak do tego podejść - stwierdził Izu. - Ja w tym marszu nie szedłem, ale na tym marszu było wielu moich kolegów, wielu znajomych, ludzi, którzy mnie znają, których ja znam i których szanuję, więc nie chciałbym wszystkich, którzy tam byli wrzucać do jednego worka.

- Jeden polityk napisał, że przez Polskę maszeruje stado nazistów czy coś takiego. Ja sam sobie wówczas pomyślałem, jak łatwo jest przeinaczyć fakty, bo to po prostu nie była prawda. Tam było wielu moich kolegów, których ja lubię i którzy lubią mnie - dodał Ugonoh.

Izuagbe Ugonoh kolejną walkę stoczy 25 maja na Narodowej Gali Boksu w Warszawie, krzyżując rękawice z ostatnim przeciwnikiem Tomasza Adamka Fredem Kassim  (18-7-1, 10 KO).

Kup bilet na Narodową Galę Boksu, zobacz walki Szpilki, Ugonoha, Wacha, Piątkowskiej >>

- Chcę wygrać najbliższą walkę, potem kolejną, nic więcej - mówi Izuagbe Ugonoh (17-1, 14 KO), który 25 maja na gali na PGE Narodowym skrzyżuje rękawice z Fredem Kassim (18-7-1, 10 KO). Pojedynek będzie jedną z głównych atrakcji Narodowej Gali Boksu. 

Kiedyś marzył pan o mistrzostwie świata. Zweryfikował pan już plany?
Izu Ugonoh: Sporo się zmieniło, dużo się dowiedziałem, zrozumiałem lepiej rynek, grę. Nabrałem doświadczenia sportowego, ale także życiowego. Marzeń nie zmieniam, ale inaczej układam swoje cele. Nie mówię wzniośle o tym, że jestem w stanie zostać mistrzem świata, nie przewiduję, że stanie się to za chwilę. Chcę wygrać najbliższą walkę, potem kolejną, nic więcej. Mam tylko wpływ na swoje przygotowanie, więc na tym się skupiam. Jeśli uda mi się utrzymać koncentrację, będą kolejne, większe szanse.

Żałuje pan, że do poprzednich walk przygotowywał się pan w Las Vegas?
Decyzja o wyjeździe do Stanów nie była trudna, mogłem jechać gdziekolwiek, bo wiedziałem, że wszędzie sobie poradzę. W Vegas żyłem jak w trwającym bez przerwy obozie treningowym. Przygotowywałem się trochę jak Mike Tyson z Cusem D’Amato, między mną a trenerem także nawiązała się specyficzna relacja - wyglądało to trochę, jak między ojcem a synem. Oczywiście wyjechałem z Polski jako dorosły facet, ale mieszkałem z Barrym w jego domu, jego żona nam gotowała. Tworzyliśmy rodzinę. Dysfunkcyjną, ale rodzinę. To nie jest coś, co da się zauważyć przez kilka dni, takie relacje budują się długimi miesiącami, mieszają się cechy charakteru, jeden dostosowuje się do drugiego. Przede mną był tam jednak Joseph Parker, to ja dołączyłem do drużyny i musiałem pójść na wiele ustępstw. Myślałem jednak wtedy tylko o tym, co mogę zyskać i była to cena, jaką godziłem się płacić.

Barry był surowym ojcem?
Tak. Jeśli miałbym iść na wojnę, wolałbym, żeby Kevin był po mojej stronie. Nie powinno się tak mówić o kimś, kogo się lubi i szanuje, ale Barry to jednak kawał skurczybyka i dokładał wszelkich starań, żeby ludzie tak o nim myśleli. Niesamowicie zorganizowany, dobry strategicznie tytan pracy i tego samego wymagał ode mnie.

Pan był potrzebny Parkerowi czy Parker panu?
Ja Parkerowi (to wybitny pięściarz, przegrał niedawno walkę o mistrzostwo świata z Anthonym Joshuą - przyp. red.). Oczywiście wiele na tym skorzystałem, mówi się "iron sharpens iron" - żelazo wyostrza żelazo. Samo przebywanie w tamtych warunkach, rygor treningów i oczekiwanie najlepszego wyniku sportowego, to było coś, do czego dążyłem. Pracowałem ciężko, bardzo ciężko, czasami za ciężko. Miałem przed oczami tylko cel, byłem nim zaślepiony. Dopiero teraz jestem w stanie przeanalizować swoją drogę. Wiem, że Barry zdecydował się mnie wziąć do teamu, bo wiedział, że jestem w stanie pokonać Parkera.

Pełna treść artykułu na sportowefakty.wp.pl >>

- To najważniejsza walka w mojej karierze. Staram się do niej podchodzić jak Kamil Stoch, skupiać się na każdym kolejnym treningu zamiast na celu długoterminowym. Chcę dobrze pokazać się przed własną publicznością i wygrać w dobrym stylu - podkreśla Izu Ugonoh (17-1, 14 KO), polski pięściarz wagi ciężkiej, który 25 maja na Narodowej Gali Boksu zmierzy się z Kameruńczykiem Fredem Kassim (18-7-1, 10 KO).

Ogłoszono już oficjalnie, że pana rywalem podczas gali na PGE Narodowym będzie Fred Kassi. Wyczekiwał pan tej chwili z niecierpliwością?
Izu Ugonoh: Jakiś czas temu zostałem zapytany, czy chcę z nim walczyć. Wyraziłem zgodę, po czym wszystko było już w rękach jego i promotora. Szybko doszli do porozumienia, no i mam rywala. Cieszę się, że wiem już, z kim będę boksował. Na tym etapie przygotowań może nie ma to jeszcze wielkiego znaczenia, ale znacznie ułatwia pracę, jaką mam do wykonania później.

Kiedy przygotowania ruszą pełną parą?
Typowe sparingi zamierzam rozpocząć w kwietniu. Będę chciał popracować z Arturem. Fred Kassi to zawodnik, który często zmienia pozycję. Najrozsądniej przygotowywać się do walki z nim sparując zarówno z praworęcznymi, jak też mańkutami. „Szpila” co prawda nie przypomina Kassiego warunkami fizycznymi, ale myślę że i tak będę mógł sporo wyciągnąć ze wspólnych treningów.

Przerwę po ostatniej walce wymusiły m.in. problemy zdrowotne. Jak poważna była sytuacja?
Problemy zaczęły się jeszcze przed walką z Breazeale'em. Nałożyło się kilka kontuzji. Miałem dolegliwości brzucha, sam nie jestem w stanie bliżej określić, co je spowodowało. Do ringu wyszedłem osłabiony, po walce tylko się pogorszyło. A ze względu na kontrole antydopingowe nie mogłem zażywać wielu leków. To też spowodowało, że walka wyglądała tak a nie inaczej. Najmądrzejszą decyzją byłoby wycofanie się z pojedynku. Ale w życiu nie dostaje się wielu takich szans. Trzeba spróbować je wykorzystać, inaczej człowiek później pluje sobie w brodę przez całe życie. W tamtym momencie zrobiłem wszystko co w mojej mocy, by wykorzystać daną mi okazję. Nie byłem faworytem, ale wyszedłem i walczyłem z całych sił. Do szczęścia zabrakło milimetrów.

Powrót akurat podczas gali na PGE Narodowym cieszy podwójnie?
Cieszę się przede wszystkim z tego, że wystąpię na dużej gali. W Polsce nie walczyłem od pięciu lat. Przy okazji będzie to pierwszy pojedynek, który zobaczy na żywo cała moja rodzina. Jest o co walczyć. Chcę pokazać się dobrze przed ludźmi, którzy wierzyli we mnie od początku kariery. Oczywiście nie ma co podchodzić do tego zbyt emocjonalnie. Muszę wejść do ringu i zrobić swoje. Ale cała otoczka na pewno będzie motywująca. Fajnie, że na gali wystąpią też tacy zawodnicy jak Artur Szpilka i Mariusz Wach. Jestem podekscytowany tym projektem.

 Pełna treść artykułu w Polskatimes.pl >>

 

Najnowsze komentarze