Partnerzy Gali Boksu Szczecin

 










 




 

onet.pl sport


ARTV Chicago




Przegląd Sportowy





   
BRK Gladiator

Patronat medialny





 

 



 

Ostatnio zarejestrowani

  • Przemyslaww94
  • Patrox
  • rafcikct
  • xywz
  • michael234

<a href="https://www.ebilet.pl/sport/sporty-walki/szczecin-boxing-night/" target="_blank"><img src="http://www.ringpolska.pl/images/banners/600x200_szczecin_2017_noflash.png"></a>

17 marca na gali w podwarszawskim Żyrardowie na ring powróci Norbert Dąbrowski (19-6-1, 7 KO) - poinformował promotor imprezy Marcin Piwek, szef grupy Fight Events. Rywal popularnego "Norasa" nie jest jeszcze znany. 

Dąbrowski w ubiegłym roku stoczył cztery walki z dobrymi rywalami, notując remis z Jordanem Kulińskim, wygraną z Markiem Matyją oraz porażki z Pawłem Stępniem i challengerem do pasa WBC wagi półciężkiej Eleiderem Alvarezem. 

Główną atrakcją gali w Żyrardowie będzie pojedynek w kategorii ciężkiej z udziałem niepokonanego Siergieja Werwejki (5-0, 3 KO) i ostatniego oponenta Mariusza Wacha - Brazylijczyka Marelo Luisa Nascimento (22-14, 19 KO). W innym ciekawym starciu rękawice skrzyżują Jordan Kuliński (3-0-1, 1 KO) i Piotr Podłucki (4-0, 2 KO).

Oficjalny plakat gali w Żyrardowie >>

ŁączyNasPasja: Minęło już trochę czasu od Twojego pojedynku z Alvarezem. Jak z perspektywy czasu oceniasz swój występ?
Norbert Dąbrowski: Oceniam go bardzo dobrze. Uważam, że wygrałem ten pojedynek. Zadawałem więcej ciosów, które były celniejsze. Jestem bardzo zadowolony. Nie ma tutaj mowy o porażce. Wyrzuciłem to słowo ze swojego słownika.

Bardzo wiele osób chwaliło Twoją postawę w tej walce. Nikt chyba publicznie nie napisał, że zawalczyłeś słabo?
No nie było chyba nikogo takiego. To był naprawdę bardzo dobry pojedynek. Telewizja kanadyjska nagrywała tą walkę i mam nadzieję, że niedługo kibice w Polsce będą mogli obejrzeć zapis mojego starcia z Alvarezem. Wtedy każdy upewni się co do tego, że byłem lepszy. Po walce podchodzili do mnie kanadyjscy kibice i mówili mi, że to ja wygrałem walkę.

To czego brakowało, żeby go jednak znokautować?
Hmmm… może celności? Miałem raz taki moment w czwartej rundzie, kiedy uderzyłem go lewym prostym po zakroku na brodę i widziałem, że aż "zatańczył na nogach", zachwiało nim, ale potem już nie udało mi się tego powtórzyć. Ciężko jest znokautować zawodnika, który jest numerem jeden na świecie w rankingu WBC. Niestety się nie udało.

Sam podkreślasz, że zmieniłeś się bardzo mentalnie. Czym jest to spowodowane?
Mam wokół siebie odpowiednich ludzi. Bardzo pomaga mi Filip Bątkowski, który był cutmanem w moim narożniku. Jest w moim zespole. On jest takim trenerem mentalnym. Nastraja mnie do walk. Bardzo mi to pomaga i wprowadza fajną atmosferę. Poza tym, mój trener Krzysztof Drzazgowski również przekazuje bardzo pozytywną energię. Te osoby zmieniły moje nastawienie do życia zarówno sportowego jak i prywatnego.

Ty masz jakąś "kosę" z Darkiem Sękiem teraz?
Nie. To, że powiedziałem, że mógłbym stoczyć z nim pojedynek, to tylko dlatego, że jest to zawodnik, z którym sportowo chciałbym rywalizować. Jest wysoko w rankingach i boxrecu. Normalnie się kolegujemy, a to, że wyszlibyśmy do ringu to tylko nasza praca. Ta ewentualna rywalizacja miałaby tylko wymiar sportowy. Poza tym, toczyliśmy już pojedynki jako amatorzy i nie zepsuło to naszych relacji koleżeńskich.
To był słaby rok dla polskiego boksu zawodowego. Jest natomiast taki pięściarz jak Robert Talarek, który odnosi zwycięstwa z dobrymi rywalami, a praktycznie tylko nieliczni mogą usłyszeć o jego sukcesach.

Co jest Twoim zdaniem przyczyną, że tak mało o nim słychać?
Wydaje mi się, że brakuje promocji. Przy dobrym promotorze i menadżerze mogłoby być o Robercie głośno. To jest "facet z jajami", bierze wszystkie pojedynki, nie patrzy na to, czy rywal jest słaby czy mocny, jedzie, boksuje, robi swoją robotę. Teraz udało mu się zdobyć pas, także gratuluję mu bardzo. Musi być lepiej promowany, bo sportowo niczego mu nie brakuje w stosunku do pięściarzy, którzy są wywindowani w rodzimych mediach.

Zacząłeś jak miałeś 13 lat. Pamiętasz swoje pierwsze przyjście na salę treningową?
Jasne, że pamiętam. Towarzyszyło mi uczucie wielkiej ciekawości. Jak po raz pierwszy zobaczyłem salę treningową, to zakochałem się od pierwszego wejrzenia. Od razu złapałem bakcyla na uprawianie boksu. Za każdym razem nie mogłem się doczekać następnego treningu. Tam był taki charakterystyczny smród, a miejsce samo w sobie było kultowe, bowiem tam szkolili się najlepsi w historii polskiego boksu, z Panem Jerzym Kulejem na czele.

Gdzie zaczynałeś?
Zaczynałem w Gwardii Warszawa. Klub się mieścił na Hali Mirowskiej. Moim trenerem był Roman Misiewicz. Z Maćkiem Sulęckim znamy się od naszego pierwszego kroku bokserskiego, ponieważ zaczynaliśmy u tego samego trenera.

Jako młody chłopak byłeś bardzo mocno zapatrzony w postać z filmu Rocky?
Zapatrzony w ten film byłem jeszcze przed pierwszym przyjściem na salę treningową. Na pewno ta postać grana przez Sylvestra Stallone, był to też jeden z głównych powodów, dla których chciałem uprawiać boks. Chodziłem po domu w szlafroku i robiłem walkę z cieniem. Ojciec się ze mnie śmiał i mówił, że Rocky to jest tylko film i wszystko jest udawane. Powiedział, że ma znajomego trenera i weźmie mnie na prawdziwe zajęcia. Od razu się zgodziłem i nie mogłem się doczekać, kiedy mnie tam zaprowadzi.

Jak po latach patrzysz na te pojedynki głównego bohatera z Apollo Creedem, gdzie coś takiego, jak garda w ogóle nie obowiązywało?
Śmieszy mnie to dzisiaj. To było jednak kręcone wiele lat temu. Fajna historia filmowa. Jak ktoś nie ma pojęcia o boksie, to może pomyśleć, że tak właśnie wygląda ten sport. Mimo, że znam ten film prawie na pamięć, to zawsze chętnie go oglądam.

Czy to prawda, że Ty musiałeś mieć dobre wyniki w nauce, żeby w ogóle trenować?
Tak było. Miałem taką umowę z rodzicami, że jak zawalę szkołę, to kończą się automatycznie treningi. Starałem się osiągać takie wyniki w nauce, żeby móc boksować. Raczej mi to wychodziło.

Cały wywiad z Norbertem Dąbrowskim na laczynaspasja.pl >>

Norbert Dąbrowski (19-6-1, 7 KO) wyznał w magazynie sportów walki "Puncher", że bardzo chętnie zmierzyłby się w najbliższych miesiącach z Dariuszem Sękiem (28-2-2, 8 KO). Pięściarze długo trenowali wspólnie z Andrzejem Gmitrukiem, ale jakiś czas temu ich drogi się rozeszły.

- Mnie interesują wyzwania sportowe. Darek jest takim wyzwaniem, jest moim kumplem, ale to jest nasz zawód. Jeśli kasa będzie się zgadzała, to dlaczego nie? Dowiemy się, kto jest lepszym sportowcem - przekonuje Dąbrowski, który w październiku niespodziewanie pokonał w pojedynku rewanżowym Marka Matyję i na razie nie myśli o trzecim pojedynku z wrocławianinem.

- Mieliśmy rewanż: wygrałem, więc trzecia walka kompletnie mnie nie interesuje. To, co było w ringu, zostało wyjaśnione. Jestem teraz lepszym zawodnikiem. Ja toczę wyrównany bój z Alvarezem, a on męczy się na punkty z Fedotovsem. Sportowo to nie ma dla mnie żadnego sensu - twierdzi Dąbrowski.

Pełna treść artykułu na Polsatsport.pl >>

Osiemnaście miesięcy temu Norbert Dąbrowski (19-6, 7 KO) wychodził na ring w Krynicy Zdroju, przegrywając z pięściarzem, mającym na koncie jedną zawodową walkę. Sobotniego popołudnia w Casino de Montreal "Noras" walczył jak równy z równym z Eleiderem Alvarezem (21-0, 10 KO)... numerem 1 światowego rankingu World Boxing Council. Dąbrowski ma 28 lat i szansę na nowy początek kariery. Lepszego wejścia smoka niż walka, jaką dał z Alvarezem nie mógł mieć. Najważniejsze tego nie zmarnować.

Kiedy Yvon Michel, promotor Eleidera Alvareza (a przy okazji mistrza świata WBC Adonisa Stevensona), zdecydował się zaproponować walkę Dąbrowskiemu, wybór był prosty. Leworęczny Polak, który nigdy nie przegrał przez KO - da dobrą walkę, może przewalczy 4-5 rund, a później kanadyjski Kolumbijczyk pokaże coś efektownego i będzie promocja. Dla "Norasa" sprawa też była prosta: jest w trybie treningowym, walczył niedawno, i nie tylko można zarobić, ale pokazać się nie tylko z anonimowym rywalem za gotówkę, ale z liderem rankingu WBC. W tym pierwszym wypadku można "tylko" zyskać kasę. W tym drugim, coś znacznie cenniejszego - reputację. Dąbrowski zgarnął obie pule.

Gala i walka Alvarez-Dąbrowski w Casino de Montreal była od poczatku przygotowywana jako promocyjny rozbieg do dalszych walk Kolumbijczyka. Bez bezpośredniej transmisji telewizyjnej, dla 600 wybranych, zaczynająca się o dwunastej w południe. W ostatniej chwili zapadła decyzja by walkę - z perspektywy stołu głównego promotora i gościa numer 1 gali, byłego mistrza świata Luciana Bute - pokazywać za pośrednictwem Facebooka. Za dużo widać nie było (czasami przemykał kelner), ale jedno było widać na pewno - "Noras" wiedział, po co przyleciał z Warszawy: żeby wygrać.

Spokojna obrona, szukanie szansy w kontratakach, bolesne testowanie korpusu Alvareza (komentarz Artur Szpilki: "Myślałem, że Alvarez wypluje wątrobę...") - było wszystko, czego... miało w Montrealu nie być. "Nie ma szans, żeby to była jakakolwiek walka. Alvarez ma w 2017 walczyć o tytuł z Adonisem Stevensonem, może nawet z Andre Wardem o wszystko w wadze półciężkiej" - pisał specjalista jednej ze stron bukamcherskich. Jego notowania? Za 100 dolarów postawione na zwycięstwo Dąbrowskiego, do wzięcia było... 3,5 tysiąca.

Punktacja sędziów - szczególnie dwójki dającej Alvarezowi zwycięstwo 99-91 oraz 98-92 - jest kompromitująca. Nawet nie chodzi o moją opinię czyli kogoś oglądającego walkę z fatalnej perspektywy Facebooka, ale nawet kilku moich kanadyjskich kolegów po fachu, będąc na sali, widziało inny przebieg głównego pojedynku wieczoru. Bezcenny jest nagrany na żywo komentarz wspomnianego już Bute, zapytanego o werdykt przed kamerą, jeszcze przed ogłoszeniem decyzji sędziów. Wielokrotny mistrz świata wagi superśredniej, zaraz po zakończeniu walki mówi o tym, że Alvarez "stawiam, że wygrał ją 1-2 punktami u dwóch sędziów, remis u trzeciego". Dziś ten sam Bute był z Alvarezem na konferencji prasowej, zapowiadając ich walkę, 24 lutego, w tym samym Montrealu. Trochę się na boksie zna.

We wstępie napisałem, że to jest szansa na nowy początek dla Norberta. Jego opiekunowie, trenerzy na pewno zdają sobie sprawę z faktu, że najważniejsze po bardzo dobrej walce z numerem 1 światowego rankingu, będzie formę z Kanady powtórzyć w kolejnych walkach. Iść, dosłownie i w przenośni, za ciosem. I jeszcze jedna uwaga. Wiele oklasków dostał od dziennikarzy kanadyjskich Damian Mielewczyk (10-3, 7 KO), który poszedł w Montrealu na wojnę z faworytem kibiców, Francisem Lafreniere (13-5, 7 KO). Przegrał na punkty, ale była bitwa jak w budce telefonicznej, dobrze się to wszystkim oglądało. Polak potrafi.

Oficjalny pretendent do tytułu mistrza świata WBC wagi ciężkiej Eleider Alvarez (21-0, 10 KO) pokonał jednogłośnie na punkty Norbert Dąbrowskiego (19-6-1, 7 KO) na gali w Montrealu.

Walka miała dosyć wyrównany przebieg. Na początku przewagę uzyskał Alvarez, ale Polak miał swoje dobre momenty. Dąbrowski często trafiał na tułów i starał się odpowiadać na każdy atak Kolumbijczyka.

W drugiej połowie pojedynek bardzo się wyrównał, ale po dziesięciu rundach sędziowie punktowali 99-91, 98-92 i 97-93 dla Alvareza, który 24 lutego skrzyżuje rękawice z byłym czempionem kategorii super średniej Lucianem Bute.

Jutro na gali w Montrealu dojdzie do walki pomiędzy Norbertem Dąbrowskim (19-5-1, 7 KO) i oficjalnym pretendentem do tytułu mistrza świata WBC wagi półciężkiej Eleiderem Alvarezem (20-0, 10 KO). Pojedynek odbędzie się w umownym limicie do 81,6 kg. Na ceremonii ważenia obaj pięściarze zmieścili się w wyznaczonym przedziale, a Polak był minimalnie lżejszy.

- Mam przed sobą grubą rybę. Dlatego przygotowałem solidną wędkę i konkretną żyłkę, żeby złapać ją na haczyk - mówi Norbert Dąbrowski przed walką życia. Polski bokser zmierzy się z notowanym na pierwszym miejscu w rankingu WBC Eleiderem Alvarezem.

W sobotę walka życia z notowanym na pierwszym miejscu w rankingu federacji World Boxing Council Eleiderem Alvarezem. Jak przebiegły przygotowania, kto pomagał w sesjach sparingowych przed startem w Kanadzie?
Norbert Dąbrowski: Korzystam z pomocy każdego dobrego zawodnika. Pomagał mi Maciej Sulęcki, który jest szybki i bardzo dobrze ułożony technicznie. Piotr Podłucki jest z kolei silny i wysoki. Paweł Rumiński ma bardzo dynamiczne nogi, a Mateusz Masternak również posiada odpowiednią siłę. Alvarez boksował kiedyś w kategorii junior ciężkiej, dlatego chciałem mieć ogląd sytuacji z rywalem naturalnie cięższym, jakim jest "Master".

22 października w Wieliczce po raz drugi spotkał się pan w ringu z Markiem Matyją. Za pierwszym razem była nieznaczna porażka na punkty, ale rewanż miał słodki smak. Zwycięstwo, które z perspektywy czasu okazało się niezwykle istotne.
To było najcenniejsze zwycięstwo w karierze, bo zapewniło mi pojedynek na takim poziomie. Rewanż z Matyją chcieliśmy od razu po pierwszej walce. Wiedziałem od początku, że w drugim podejściu zwyciężę. Cieszę się, że spotkaliśmy się w ringu po ponownie, szczerze tego chciałem.

Wydaje się, że nowe życie uzyskał pan pod skrzydłami charyzmatycznego trenera Krzysztofa Drzazgowskiego, który kiedy trzeba, potrafi w mocnych słowach zmobilizować. Wcześniej lata pracy u boku Andrzeja Gmitruka, ale jakby z czasem coś się wypaliło.
Trener Drzazgowski z pewnością nie usypia na sali treningowej i podczas walk. Doskonale potrafi mnie zmotywować, a ja w pewnych momentach potrzebuję takiego silnego bodźca. Cieszę się z tej współpracy, bo podczas trenowania z Andrzejem Gmitrukiem czułem się momentami odtrącony na bok. Szkoleniowiec miał pod swoimi skrzydłami kilku zawodników i nie mógł poświęcić mi odpowiednio dużo czasu.

Pełna treść artykułu na Sportowefakty.wp.pl >>

10 grudnia na gali w Montrealu boksujący w kategorii półciężkiej Norbert Dąbrowski (19-5-1, 7 KO) zmierzy się z oficjalnym pretendentem do tytułu mistrza świata fedracji WBC Eleiderem Alvarezem (20-0, 10 KO). Dla 28-latka z Warszawy będzie to najważniejszy występ na zawodowych ringach.

10 grudnia na gali w Montrealu dojdzie do walki Norberta Dąbrowskiego (19-5-1, 7 KO) z oficjalnym pretendentem do tytułu mistrza świata WBC wagi półciężkiej Eleiderem Avarezem (20-0, 10 KO). Trener "Norasa" Krzysztof Drzazgowski mocno wierzy w zwycięstwo nad faworyzowanym przeciwnikiem.

10 grudnia na gali w Montrealu dojdzie do walki Norberta Dąbrowskiego (19-5-1, 7 KO) z oficjalnym pretendentem do tytułu mistrza świata WBC wagi półciężkiej Eleiderem Avarezem (20-0, 10 KO). - Przygotowuje się na sto procent, jak gdyby miała to być walka na śmierć i życie, dam z siebie wszystko - zapowiada popularny "Noras".

10 grudnia na gali w Montrealu dojdzie do walki Norberta Dąbrowskiego (19-5-1, 7 KO) z oficjalnym pretendentem do tytułu mistrza świata WBC wagi półciężkiej Eleiderem Avarezem (20-0, 10 KO). Trener "Norasa" Krzysztof Drzazgowski przed zbliżającym się pojedynkiem wprowadził do treningu swojego podopiecznego kilka nowinek, w tym "matematyczne" ćwiczenie sprawdzające pamięć ruchową i koncentrację.

ISSN: 2082-9760

Najnowsze komentarze