onet.pl sport


ARTV Chicago


Przegląd Sportowy

Patronat medialny





 

 

 

 





 

W niedzielę do Polski przyleciał Michael Buffer – najsłynniejszy pięściarski anonser. Amerykanin będzie jedną z gwiazd piątkowej Narodowej Gali Boksu organizowanej na stadionie PGE Narodowym. W mediach społecznościowych nie krył zachwytu nad Warszawą.

Buffer poprowadzi w Warszawie ceremonię ważenia przed piątkową galą, jak i oczywiście samą imprezę na stadionie PGE Narodowym. Na Twitterze przywitał się z polskimi kibicami, przyznając, że Warszawa zrobiła na nim pozytywne wrażenie. - Warszawa jest jednym z najpiękniejszych miast w Europie - napisał.

Karierę konferansjera zawodowych gal boksu rozpoczął w 1982 roku. Dwa lata później po raz pierwszy wykrzyczał "Let’s Get ready to rumble" (przygotujmy się na wielkie grzmoty) - hasło, które stało się jego wizytówką i do dziś rozgrzewa wyobraźnię kibiców przy okazji największych imprez.

Pełna treść artykułu na Sport.tvp.pl >>  

Ruszyła sprzedaż zagranicznej transmisji piątkowej Narodowej Gali Boksu. Kibice w Polsce imprezę na PGE Narodowym zobaczą w TVP Sport oraz TVP 1, z kolei poza granicami Polski, galę będzie można obejrzeć na stronie narodowagalaboksu.pl.

Podczas gali w Warszawie na ring wróci m.in. byli pretendent do tytułu mistrza świata wagi ciężkiej Artur Szpilka, dla którego będzie to pierwszy pojedynek stoczony w Polsce od blisko czterech lat. Rywalem "Szpili" będzie doświadczony Amerykanin Dominick Guinn.

Na Narodowym kibice zobaczą w akcji także m.in. Mariusza Wacha, Izuagbe Ugonoha oraz mistrzynię świata WBC wagi super półśredniej Ewę Piątkowską. Rywalką "Tygrysicy" będzie Szwedka Maria Lindberg.

Michael Buffer, najsłynniejszy na świecie bokserski anonser wylądował już w Polsce. W piątek Amerykanin poprowadzi Narodową Galę Boksu w Warszawie.

Podczas imprezy organizowanej na PGE Narodowym wystąpią m.in. Artur Szpilka, Mariusz Wach, Izuagbe Ugonoh i mistrzyni świata WBC wagi super półśredniej Ewa Piątkowska. Buffer w trakcie gali wywoła do ringu pięściarzy uczestniczących w czterech pojedynkach. Amerykanin poprowadzi też oficjalną ceremonię ważenia.

Kup bilet na Narodową Galę Boksu, zobacz walki Szpilki, Ugonoha, Wacha, Piątkowskiej >> 

2 czerwca na gali KnockOut Boxing Night #2, która będzie częścią Kongresu Sportów Walki w Rzeszowie, kolejny zawodowy pojedynek stoczy Łukasz Różański (8-0, 7 KO). Tym razem boksujący w kategorii ciężkiej specjalista od szybkich wygranych przez nokaut, zmierzy się z doświadczonym Anglikiem Michaelem Sprottem (42-28, 17 KO).

- To będzie dla mnie największe wyzwanie w karierze. Sprott na zawodowych ringach widział już wszystko. Ja na pewno niczym go nie zaskoczę, więc spodziewam się bardzo trudnej walki, jednak będę na to przygotowany - mówi Różański.

32-letni rzeszowianin docenia klasę rywala, który w swojej karierze wywalczył tytuł mistrza Unii Europejskiej, wygrał popularny na Wyspach Brytyjskich turniej "Prizefighter" oraz boksował o mistrzostwo Europy. Sprott może się także pochwalić zwycięstwami nad takimi pięściarzami jak Danny Williams, Brian Minto czy złota medalista olimpijski Audley Harrison. Brytyjczyk cały czas jest chętnie zapraszany do walki przez pięściarzy ze światowej czołówi. Nie tak dawno miał okazję zmierzyć się m.in. z Anthonym Joshuą i Kubratem Pulewem.

- Joshua szybko i efektownie wygrał ze Sprottem, ale ja nie zamierzam się z nim ścigać. Zawsze powtarzam, że nie nastawiam się na wygrane przed czasem. One są dla mnie miłym dodatkiem, chociaż tak się zdarza, że swoje walki kończę bardzo szybko. Z jednej strony to bardzo przyjemne, z dugiej jednak, czuję, że tym razem nie będzie o to tak łatwo - mówi Różański.

W ubiegłym roku pięściarz z Rzeszowa znokautował w pierwszej rundzie Alberta Sosnowskiego i skutecznie zakończył karierę byłego mistrza Europy. Wkrótce Różański sam chciałby stanąć do walki o podobne tytuły.

- Liczę, że wygram ze Sprottem i stoczę jeszcze dwie walki w tym roku. Chcę coraz lepszych rywali i mam nadzieję, że moja kariera przyśpieszy. Może w końcu dojdzie do mojej walki z Krzysztofem Zimnochem. Wiem, że była taka propozycja, ale on nie był zainteresowany. Ja wciąż jestem na taką konfrontację otwarty, bo tylko wygrane z takimi zawodnikami pozwolą mi dojść do walk o jakieś poważniejsze tytuły - przekonuje pięściarz z Podkarpacia.

Głównym wydarzeniem KnockOut Boxing Night 2 oraz całego Kongresu Sportów Walki, będzie pojedynek dwukrotnego mistrza świata wagi junior ciężkiej Krzysztofa Włodarczyka (54-4-1, 38 KO) z Olanrewaju Durodolą (27-5, 25 KO). Obaj pięściarze słyną z nokautującego ciosu, a sam pojedynek zapowiada się jako jedno z najlepszych sportowych zestawień, jakie w ostatnich latach widzieli polscy kibice na galach organizowanych nad Wisłą.

W Rzeszowie kibice zobaczą w akcji także kilku niepokonanych utalentowanych pięściarzy młodego pokolenia, o których mówi się, że w przyszłości mogą sięgać po poważne trofea w zawodowym boksie. W hali G2A Arena kolejne zawodowe walki stoczą m.in. Paweł Stępień, Fiodor Czerkaszyn i Przemysław Zyśk.

Bilety na Kongres Sportów Walki + KnockOut Boxing Night 2 >>

Dzisiaj o godz. 16.20 na warszawskim lotnisku im. Fryderyka Chopina wyląduje Michael Buffer - najsłynniejszy bokserski anonser na świecie. Amerykanin zapowie cztery najważniejsze walki podczas piątkowej Narodowej Gali w Boksu w Warszawie. Buffer poprowadzi również czwartkową ceremonię ważenia przed imprezą organizowaną na PGE Narodowym. 

Michael Buffer do tej pory tylko raz pojawił się w Polsce. W 2011 roku pracował przy okazji gali we Wrocławiu, gdzie wywoływał do ringu Witalija Kliczkę i Tomasza Adamka przed walką o mistrzostwo świata wagi ciężkiej. 

Podczas Narodowej Gali Boksu kibice zobaczą w akcji m.in. Artura Szpilkę (20-3, 15 KO), Mariusza Wacha (33-3, 18 KO), Izuagbe Ugonoha (17-1, 14 KO) oraz mistrzynię świata WBC wagi super półśredniej Ewę Piątkowską (10-1, 4 KO). Swój pojedyneks toczy także Marcin Najman, który jest jednocześnie organizatorem całej imprezy. Gala zostanie pokazana na żywo na TVP Sport oraz TVP 1. 

Kup bilet na Narodową Galę Boksu, zobacz walki Ugonoha, Wacha, Piątkowskiej >>  

 

Doświadczony Brytyjczyk Michael Sprott (42-28, 17 KO) będzie najprawdopodobniej rywalem boksującego w kategorii ciężkiej Łukasza Różańskiego (8-0, 7 KO) podczas gali KnockOut Boxing Night #2, która odbędzie się 2 czerwca podczas Kongresu Sportów Walki w Rzeszowie.

Sprott to były mistrz Unii Europejskiej, zwycięzca turnieju Prizefighter oraz pretendent do tytułu mistrza Europy. W swojej karierze wygrywał m.in. z Dannym Williamsem, Audleyem Harrisonem, Brianem Minto czy Martinem Roganem. Anglikmiał także okazję boksować m.in. z Kubratem Pulewem i Anthonym Joshuą.

Dla Różańskiego będzie to drugi tegoroczny występ. Wyrastający na specjalistę od szybkich nokautów rzeszowianin w lutym wygrał przed czasem z Andrasem Csomorem, z kolei w ubiegłym roku 32-latek zakończył karierę Alberta Sosnowskiego, stopując go już w pierwszej rundzie.

Główną atrakcją podkarpackiego wieczoru z boksem będzie pojedynek dwukrotnego mistrza świata wagi junior ciężkiej Krzysztofa Włodarczyka (54-4-1, 38 KO) z Olanrewaju Durodolą (27-5, 25 KO). Obaj pięściarze słyną z nokautującego ciosu, a sam pojedynek zapowiada się jako jedno z najlepszych sportowych zestawień, jakie w ostatnich latach widzieli polscy kibice na galach organizowanych nad Wisłą.

W Rzeszowie kibice zobaczą w akcji także m.in. Pawła Stępnia, Fiodora Czerkaszyna oraz Przemysława Zyśka. Galę pokażą na żywo kanały TVP Sport oraz TVP 1.

Bilety na Kongres Sportów Walki + KnockOut Boxing Night 2 >>

Igor Jakubowski zawodowcem. Wicemistrz Europy i olimpijczyk z Rio otwiera nowy rozdział pięściarskiej kariery. Pięściarz podpisał kontrakt z Tomaszem Turkowskim.

Od dobrych kilkudziesięciu miesięcy Igora Jakubowskiego próżno szukać w ringu. Utalentowany pięściarz boryka się z kontuzją dłoni co na długo wykluczyło go ze sportowej rywalizacji. Trzykrotny mistrz Polski seniorów, mistrz Unii Europejskiej, zwycięzca Turnieju im. Feliksa Stamma, wicemistrz Europy z 2015 roku i uczestnik igrzysk w Rio de Janeiro rozpoczął treningi ale nie do końca uporał się z kontuzją.

- Moje plany trochę przesunęły się w czasie. Okazało się, że czeka mnie jeszcze poprawka zabiegu prawej dłoni. 5 czerwca kładę się na stół w klinice w Poznaniu i oddaję się w ręce doktora Przemysława Lubiatowskiego. Już 2 miesiące po operacji będę mógł normalnie, to znaczy z pełną mocą, uderzać prawą ręką.

Wszystko wskazuje na to, że Jakubowski jeszcze w tym roku wejdzie do ringu. Pewne jest, że już jako zawodowiec.

- Na moją decyzję złożyło się wiele czynników. Przede wszystkim osiągnąłem w boksie olimpijskim prawie wszystko to, co zamierzałem. PZB potraktował mnie jak Amerykanie traktują samochody, zepsuty to na śmieci... Potrzebuję nowego bodźca, motywacji do ciężkiej pracy, a wiem że boks zawodowy mi to da. To tylko moja decyzja. Nikt mnie nie namawiał, a gdyby nie ta kontuzja do zawodowego debiutu doszło by dużo wcześniej. Chcę spełniać swoje marzenia, ale w jakiś sposób podziękować też ludziom, którzy mi pomagali mi podczas kariery olimpijskiej. Mogę osiągnąć wiele. Jeśli będzie zdrowie to Polska będzie jeszcze ze mnie dumna. Rezygnuję z ubiegania się o kwalifikację olimpijską. Boks olimpijski to zamknięty ale wspaniały okres w mojej karierze. Były wzloty i upadki, ale całokształt to dla mnie coś pięknego - podkreśla 26-letni pięściarz.

Co ciekawe Jakubowski deklarował, że zawodowy kontrakt podpisze tylko z zagraniczną grupą. W czwartek zmienił zdanie.

- Doszedłem do porozumienia z Tomaszem Turkowskim. Wydaje mi się, że mamy podobną wizję boksu. W ten sam sposób myślimy o mojej karierze, a na początku współpracy to bardzo istotne. Jeśli potrafisz z kimś 2 godziny przegadać na tematy czysto bokserskie i czujesz, że to czyjeś życie to gdzieś, powoli rodzi się zaufanie. Wiążę się z polskim promotorem mimo wcześniejszej deklaracji, za którą biorę odpowiedzialność. Wywiad, podczas którego padły te słowa był chwilę po tym jak PZB o mnie zapomniał. Kierowały mną różne, skrajne emocje. Uważałem wtedy, że Polski boks to banda oszustów. Czas leczy rany, a ja sam pokornieję. Być może niepotrzebnie rzucałem mięsem w kierunku ludzi, z którymi nie miałem nigdy do czynienia no ale mleko się rozlało. Nazwisk nie było, a ja sam staję się dojrzalszym człowiekiem i wyciągam wnioski z błędów, które w życiu popełniam - konkluduje zawodnik.

Ruszyła sprzedaż biletów na Kongres Sportów Walki, który odbędzie się w dniach 1-2 czerwca w Rzeszowie. Częścią tego wydarzenia będzie pokazywana w Telewizji Polskiej sobotnia gala KnockOut Boxing Night #2.

Główną atrakcją podkarpackiego wieczoru z boksem będzie pojedynek dwukrotnego mistrza świata wagi junior ciężkiej Krzysztofa Włodarczyka (54-4-1, 38 KO) z Olanrewaju Durodolą (27-5, 25 KO). Obaj pięściarze słyną z nokautującego ciosu, a sam pojedynek zapowiada się jako jedno z najlepszych sportowych zestawień, jakie w ostatnich latach widzieli polscy kibice na galach organizowanych nad Wisłą.

- Durodola jest w stanie znokautować w każdym momencie. Dodatkowo zdarza mu się walczyć nieczysto, więc trzeba będzie się bardzo pilnować. Przede mną wyzwanie i zrobię wszystko, żeby mu sprostać - zapowiada Włodarczyk, który w swojej karierze toczył aż dwanaście walk o mistrzostwo świata.

W Rzeszowie kibice zobaczą w akcji także m.in. Pawła Stępnia, Fiodora Czerkaszyna, Przemysława Zyśka oraz boksującego w kategorii ciężkiej rzeszowianina Łukasza Różańskiego. Galę pokażą na żywo kanały TVP Sport oraz TVP 1.  

Bilety na Kongres Sportów Walki + KnockOut Boxing Night 2 >>

Porównywany jesteś głównie do dwóch postaci. George’a Foremana i Arnolda Boczka.
Adam Kownacki: Do Foremana jeszcze mi dużo brakuje, to był wielki mistrz. Strasznie miło. Przede mną bardzo dużo pracy, żeby zasłużyć sobie na takie porównanie.

A co z Boczkiem?
Z kim?

No wiesz, ten bohater „Świata Według Kiepskich. Większość kibiców pewnie by chciało, żebym spotkał się z tobą w McDonaldzie.
Nie przepadam za McDonald’s. Jeżeli już, to wolę zjeść pizzę. A jak burgera, to z dobrej knajpy – z dużym, fajnie zrobionym kawałkiem mięsa. Co nie jest takie złe.

Z czym masz większy problem? Tłuszcze czy słodycze?
Bardziej słodycze. Ale czy to ma wpływ na mój boks? Boksuję dobrze, wygrywam, robię swoją robotę. A jak się komuś nie podoba, to nie musi tego oglądać. W czasach internetu mamy dostęp do tylu rzeczy… Wiesz, jestem takim człowiekiem, że staram się być dla każdego miły, nikomu nie ubliżać. I jak mi coś nie pasuje, to się od tego oddalam. Wokół mojego życia staram się trzymać tylko pozytywne rzeczy.

Czytałem, że to Ziggy Rozalski doradził ci, żebyś na początku sam reprezentował swoje interesy.
Przed przejściem na zawodowstwo miałem spotkanie z nim i z Adamkiem. Ziggy wtedy powiedział: „Bądź wolny jak ptak. Chcesz walczyć tu, wolisz tam – to ty decydujesz”. Naprawdę mądra rada, której trzymałem się najdłużej jak mogłem. Kuzyni, bracia pomagali mi rozwieszać plakaty, sprzedawać bilety. W końcu przyszedł jednak etap, że musiałem z kimś się związać, bo sam – bez nazwiska – takich gal bym sobie nie zorganizował. Podpisałem kontrakt z Alem Haymonem, bo jeśli już się z kimś łączyć, to z najlepszą osobą. Ale najpierw jest praca po to, aby któryś z tych rekinów się tobą zainteresował.

Walczysz na amerykańskiej licencji.
Tu się zarejestrowałem. W Stanach to proste, a słyszałem, że w Polsce ciężko jest załatwić pewne rzeczy. Musiałbym szukać, wysyłać – dużo roboty. Tu tak wszystkiego nie oceniają. Idziesz do budynku, robią ci egzamin, egzamin medyczny i jesteś bokserem zawodowym.

Nie lubisz, jak ci się przypomina tę amerykańską flagę.
W spodenkach zawsze chodzę biało-czerwonych, zauważ. Na każdej walce. A niektórzy mają na nich tylko sponsorów. Ja reprezentuję biało-czerwone barwy, bo jestem dumny z bycia Polakiem. Jeżeli ktoś w to wątpi, to strasznie się myli.

Finansowo długo byłeś na minusie?
Był taki moment, że usiadłem z żoną i padło pytanie: „kurcze, co robimy?”. „Już kontuzja to przeszłość, jestem zdrowy. Co teraz?”. Nie idzie ciągnąć boksu z pracą na budowie, jest za ciężko.

Kiedy dokładnie pojawiły się rozterki?
Wróciłem do sportu, wygrałem dwie walki i w swoim siódmym zawodowym pojedynku zmierzyłem się z Charlesem Ellisem. Dobry zawodnik, miał rekord 9-1-1, a ja pracowałem dalej na bramkach. I właśnie jak szykowałem do tej walki, odezwał się Haymon. Powiedziałem mu, że obiecałem, iż zabokuję z Ellisem i jeśli wygram, to się odezwę. Po czym stoczyłem swoją najtrudniejszą walkę. To były pierwsze tygodnie mojej współpracy z trenerem Keithem Trimble. Zdecydowanie przełom. Mówię żonie: „albo to wygram i jedziemy z kosem, albo idę na budowę, bo to nie ma sensu”. Położyłem rywala na deski i podpisałem kontrakt z Haymonem.

Pełna treść artykułu na Sporteuro.pl >>

Ma 22 lata i już dziś jest uznawany przez wiele osób za największy bokserski talent trenujący na co dzień w Polsce. Urodził się Charkowie, do niedawna mieszkał na Ukrainie, ale po znalezieniu dokumentów swojej babci postanowił przeprowadzić się do Polski i tu kontynuować swoją karierę. U naszych wschodnich sąsiadów nikt nie wyrażał zainteresowania jego osobą, gdyż... wszyscy w grupie promotorskiej braci Kliczko skupiali się na Ołeksandrze Usyku. Na własny koszt przyjechał do Warszawy i próbował przekonać do siebie Fiodora Łapina. We wszystkim pomógł mu Przemysław Runowski, którego... widział na wspólnym zdjęciu właśnie z Łapinem. Na dzień dobry musiał zmierzyć się z Kamilem Szeremetą i poradził sobie na tyle, że zapracował na zawodowy kontrakt z grupą Sferis KnockOut Promotions. W Wałczu podczas swojego debiutu na polskiej ziemi znokautował ciosem na wątrobę Daniela Urbańskiego. Po walce poszedł do hotelu, by zobaczyć, jak jego rodak i wielki autorytet, Wasyl Łomaczenko, w ten sam sposób rozprawia się z Jorge Linaresem w walce o tytuł mistrza świata w kategorii lekkiej.

Usmażyłeś wątróbkę w sobotę…
Fiodor Czerkaszyn: (śmiech) No tak, udało się.
 
Takim samym ciosem kiedyś Bernard Hopkins załatwił Oscara de la Hoyę. Nie wiem, czy pamiętasz taki pojedynek.
Pamiętam, ale nie możesz do mnie w ten sposób mówić, bo aż się zaczerwieniłem. Pewnie, pamiętam, oglądam boks.
 
Mówiłeś o tym ciosie na wątrobę przed walką. Trafiłeś w punkt, idealnie.
Myślałem o tym przed walką. Bardzo podobają mi się nokauty, gdy zawodnik wszystko pamięta, reaguje, a mimo wszystko nie może się podnieść i kontynuować pojedynku. Gdy cios pada na głowę, gaśnie światło, ktoś traci przytomność i odzyskuje ją dopiero w szatni, to oczywiście z perspektywy wygranego boksera jest to wielka sprawa, ale po ciosie na wątrobę świadomość pozostaje, a brakuje siły, by wstać i kontynuować pojedynek. Ambicja jest, ale nie ma zdrowia, by ponownie wstać. Wasyl Łomaczenko, bohater Ukrainy, w ten sam sposób pokonał kilka godzin po mojej walce Jorge Linaresa. Fantastyczny pojedynek swoją drogą.
 
W Polsce masz stworzone dobre warunki do treningu?
Tak, nie mam na co narzekać. Dbają o mnie ludzie, mam kolegów na sali, dobrego trenera - cieszę się, że w końcu mogę boksować. Na Ukrainie nie każdy się mną interesował. Tu mam przyjaciela, który mi pomaga, dzięki któremu od kwietnia mieszkam już sam w mieszkaniu i niczego mi nie brakuje. Nie mam jeszcze sponsorów. Nikt nie wspiera mnie finansowo, ale jeszcze nie pokazałem tak naprawdę niczego dobrego, więc to całkiem normalne. Chcę zademonstrować w ringu, że jestem wartościowym pięściarzem i dopiero wtedy ktoś się mną zainteresuje - mam taką nadzieję. Kibice lubią ciekawych pięściarzy, którzy walczą w sposób widowiskowy. Ja bardzo chciałbym zrobić wszystko, aby fani lubili oglądać moje walki i żeby Fiodor Czerkaszyn z czasem zaczął w nich wzbudzać emocje.
 
Wielu pięściarzy - Główka, Diablo czy Szpilka mówili, że Fiodor Łapin to nie tylko dobry trener, ale i znakomity psycholog. Ty też możesz o nim już teraz to powiedzieć?
Tak, zdecydowanie. Mi trener bardzo podpasował, podobnego pod względem charakteru szkoleniowca miałem w Charkowie. Wydaje mi się, że nie wszyscy mogliby z nim pracować. Ma swoje zasady, jest bezkompromisowy, dla mnie to super, bo ja potrzebuję takiego trenera i mentora, ale pewnie nie wszystkim pięściarzom by to pasowało. Dogadujemy się znakomicie, od razu złapałem to, co mi przekazał i wiem, czego ode mnie oczekuje. Nie martwię się niczym, bo wiem, że mam do czynienia z profesjonalistą, który na pewno dołoży wszelkich starań, abym spełnił wszystkie swoje sportowe marzenia.
 
Fiodor Łapin widzi w tobie ogromny potencjał. Któryś z dziennikarzy napisał artykuł, że masz predyspozycje do tego, aby w boksie zajść naprawdę bardzo daleko. Padło nawet stwierdzenie, że możesz być mistrzem świata.
Spokojnie, do tego daleka droga. Mam 22 lata i dopiero podpisałem kontrakt. Nie ma się gdzie spieszyć. Moimi interesami zajmuje się Andrzej Wasilewski, czyli znakomity promotor, który wielu pięściarzy doprowadził do wielkich walk. Ostatnio Sulęcki, wcześniej Głowacki, Włodarczyk, Szpilka, Wawrzyk czy Kołodziej – palców u rąk pewnie by mi nie starczyło, jakbym miał wszystkich wymienić. Mam dobrego trenera, przy którym się rozwinę i promotora, który gdy tylko będę w formie, doprowadzi mnie na sam szczyt. Powiedz mi Kuba, jak ja mam się z tego nie cieszyć? Przecież ja do Polski przyjechałem po to, aby ktoś dał mi szansę. Teraz taka się przytrafiła, to wielka sprawa.
 

- Wolę boksować na dłuższych dystansach i jestem pewny, że dobrze odnajdę się w zawodowym pięściarstwie - mówi Rafał Grabowski, który 3 profesjonalną walkę stoczy już 2 czerwca na gali Babilon Promotion w Legionowie.

Pochodzący z Pionek koło Radomia bokser w tym roku wygrywał już z Aliaksandrem Abramenką i Andreiem Staliarchukiem. Za niecałe 3 tygodnie spotka się z rodakiem - Kamilem Młodzińskim, który ma rekord 9-2-4, a na zawodowych ringach występuje, z przerwami, od końcówki 2010 roku.

- Zdecydowałem się na zawodową karierę z wielu powodów. Raz, że wolę boksować na dłuższych dystansach i jestem pewny, że mój styl bardziej odpowiada profesjonalnym walkom. Poza tym zebrało mi się na żale po ostatnich Młodzieżowych Mistrzostwach Polski, gdzie w walce o medal zdaniem sędziów uległem rywalowi 2:3. Wtedy wspólnie z moim trenerem podjąłem decyzję o zakończeniu występów w gronie amatorów-olimpijczyków. Ile razy można przegrywać 2:3? - powiedział Rafał Grabowski.

Jego największym sukcesem był brązowy medal MP Seniorów, które 1,5 roku temu odbyły się w Sokółce na Podlasiu. Wcześniej i później medalu nie zdobył, bowiem przegrywał z takimi zawodnikami jak Dawid Michelus, Kazimierz Łęgowski (w Legionowie będzie miał zawodowy debiut) czy Łukasz Niemczyk.

- W Mistrzostwach Polski Seniorów startowałem bodajże 4 razy i zazwyczaj byłem o krok od medalu. Nie miałem szczęścia delikatnie mowiąc, a o werdyktach 2:3 już wspominałem. Takie punktowanie to ciężka sprawa w boksie olimpijskim - dodał.

Rafał Grabowski przyznał, że raczej nie ma szans np. na rewanż z Kazimierzem Łęgowskim, który profesjonalne boksowania zaczyna od sporego wyzwanie jakim będzie walka z doświadczonym Ukraińcem Artemem Karpecem (21-7).

- Myślę, że na tę chwilę nie ma możliwości, abyśmy spotkali się w ringu, ponieważ na dziś boksujemy w całkiem innych kategoriach wagowych. Ja najprawdopodobniej w kolejnym pojedynku zadebiutuje już w niższym limicie, czyli w kategorii lekkiej, a z tego co pamiętam najbliższy rywal Łęgowski to zawodnik z wagi -70kh z małym haczykiem, a więc to spora różnica - powiedział podopieczny trenerów Adama Jabłońskiego i Rafała Wojdy.

Rafał Grabowski ma 23 lat, a jak mówi pierwsze walki toczył dopiero w 2011 roku, kiedy jego rywale, np. Kazimierz Łęgowski i Dawid Michelus byli już kilkukrotnym medalistami MP w różnych grupach wiekowych.

- Dzięki moim wszystkim sponsorom, osobom, którzy wyciągają do mnie pomocna dłoń mogę skupić się na treningach. Mam wokół siebie świetnych ludzi, bardzo dobrych trenerów, wszystkim bardzo dziękuję za pomoc. Na co dzień ciężko trenuję, a do tego prowadzę treningi w Pionkach. Czasem dorabiam pracując w pizzerii. Jeśli chodzi o mojego przeciwnika, w ostatnich walkach Kamil Młodziński pokazuje charakter, serce do walki i toczy ringowe wojny, które i ja lubię. W boksie olimpijskim tego nie było. Brakowało jednej, dwóch rund żeby zajeżdżać swoich rywali. Tu jest całkiem inny boks - dodał.

W głównym pojedynku 2 czerwca w Legionowie, w wadze junior ciężkiej, radomianin Michał Cieślak (15-0, 10 KO) zmierzy się z Ukraińcem Siergiejem Radczenką (6-1, 1 KO), który sparował z całą światową czołówką. 

 

Najnowsze komentarze