Boks to nasza wspólna pasja




Patronat medialny



Babilon Promotion - organizacja gale boksu, sporty walki, wynajem ring, oświetlenie LCD, boks, wynajem ringu, obsługa gal boksu i sztuk walki

 



fightklub

Pobierz pasek ringpolska.pl

Kto jest online?

Odwiedza nas 8128 gości oraz 58 użytkowników.




Chorwat Toni Visic (14-14-1, 4 KO) będzie najprawdopodobniej rywalem Nikodema Jeżewskiego (7-0, 5 KO) podczas gali w Dzierżoniowie, która odbędzie się 17 października. Główną atrakcją tej imprezy będą walki z udziałem Mariusza Wacha i Kamila Łaszczyka.

Visic na zawodowych ringach boksuje od czerwca 2011 roku. W swoim trzecim pojedynku zmierzył się z Krzysztofem Zimnochem, przegrywając przez techniczny nokaut. W tym roku Chorwat stoczył już pięć walk, notując cztery wygrane i jedną porażkę.

Jeżewski, który w tym tygodniu sparuje z mistrzem świata WBC wagi junior ciężkiej Krzysztofem Włodarczykiem, ostatni raz boksował w maju, nokautując Marko Rupcica na gali w Ślesinie.

17 października na gali w Dzierżoniowie kolejną walkę stoczy boksujący w wadze półciężkiej Michał Gerlecki (7-0, 4 KO). Podczas tej samej imprezy wystąpią także Mariusz Wach (27-1, 15 KO), Kamil Łaszczyk (17-0, 7 KO) i Nikodem Jeżewski (7-0-1, 5 KO). 

6 września na gali w Londynie do walki o pas IBA wagi super piórkowej przystąpi Krzysztof Rogowski (7-9, 2 KO). Pięściarz grupy Wschodzący Białystok Boxing Team zmierzy się na dystansie dwunastu rund z Benem Jonesem (15-4-1, 6 KO).

Dwa ostatnie zawodowe pojedynki 33-letni Rogowski stoczył na terenie Irlandii Połnocnej, przegrywając z Martinem Lindsayem oraz Willie Caseyem. Jones ostatni raz boksował w październiku ubiegłego roku, Rogowski ma już w tym roku na koncie pięć występów.

Kamil Kierzkowski: Jakiś czas temu wyleciałeś z Polski. Czym spowodowana była ta decyzja?
Damian Wrzesiński: Wyjazd z Polski spowodowany był zwyczajnie mało perspektywicznymi realiami życia w naszym kraju. Brak konkretnej pracy, narastające problemy finansowe. Te i kilka innych czynników spowodowało, że nie mieszkam już w Polsce.

- Czemu akurat Norwegia?
Mam tu rodziców, którzy pomagają mi na starcie. Dzięki nim mogę pracować, chodzić do szkoły językowej i w dalszym ciągu trenować boks. Planujemy zostać tu z żoną już na stałe.

- Wylot do Norwegii nie przystopuje Twojej kariery pięściarza zawodowego?
Nie, zdecydowanie nie. Mam tutaj lepsze warunki niż w Polsce. Mieszkam w pobliżu gór, morza. Nieporównywalne są również warunki sprzętowe. Spędzam tutaj dużo czasu na sali treningowej. Poznaję coraz więcej ludzi ze środowiska bokserskiego. Nowi trenerzy, sparingpartnerzy... nie brakuje ich tutaj. Przy tym wszystkim nie muszę się martwić o to, czy starczy mi pieniędzy na życie do końca miesiąca.

- Stosunkowo niedawno rozpocząłeś współpracę z Tymex Boxing Promotion. Jak na decyzję zareagował pan Mariusz Grabowski?
Kontrakt z moim promotorem podpisałem mieszkając już tu w Norwegii. Prowadziliśmy ze sobą negocjacje i rozmowy od dłuższego czasu. Obaj wiedzieliśmy na co się piszemy. Myślę jednak, że nie będzie to stanowiło aż tak wielkiego problemu.

- Gdy rozmawialiśmy wcześniej wspomniałeś, że prawdopodobnie będziesz ćwiczył pod okiem doświadczonego i utytułowanego Norwega - Ola Klemetsena [były mistrz Europy, pretendent do tytułu mistrza świata w kategorii półciężkiej - przyp. red.]. Jak sytuacja wygląda w chwili obecnej?
Ole to świetny człowiek. Polecił mi treningi w najlepszym z tutejszych klubów - "Wiking". Mam tu kilku dobrych sparingpartnerów, w tym mistrza Norwegii w mojej wadze. Oprócz sparingów będę tu uczestniczył w turniejach międzyklubowych itp. Ole ma pokaźne znajomości i zapewniał, że pomoże mi w przygotowaniach do walk zawodowych.

- W mediach pojawiało się kilka różnych informacji na temat Twoich najbliższych pojedynków. Czy są jakieś rzeczywiste konkrety w tym temacie?
Do pewnych należy to, że 17 października walczę w Dzierżoniowie na gali Tymex-Global Boxing, gdzie w walce wieczoru wystąpi Mariusz Wach. Przygotowuję się już do tej walki od jakiegoś czasu i nie mogę się jej doczekać. 9 miesięcy przerwy od ostatniego pojedynku to zbyt długi okres. Teraz już nie powinienem mieć tego typu problemów.

Przemysław Opalach (15-2, 13 KO) dołączył do grona sportowców wspieranych przez firmę Adidas. Wcześniej z firmą reprezentowaną przez Franka Kocha (managing director Adidas) związał się m.in. Yoan Pablo Hernandez (29-1, 14 KO), obecny mistrz świata federacji IBF w kategorii cruiser.

- Negocjacje chwilę trwały, ale obie strony są zadowolone z podjętej współpracy. Z takim partnerem z pewnością łatwiej będzie o przygotowania, kolejne zawodowe starty i gale, które będę organizował w oparciu o moją grupę First Round Promotions - stwierdził założyciel klubu sportowego "Wilki Olsztyn".


Przemysław Opalach
(15-2, 13 KO) odbył dziś trening w G.I. Sports w niemieckiej Kolonii, gdzie szlifował umiejętności pod okiem swego pierwszego trenera – Garipa Ilbay’a. W ćwiczeniach uczestniczył również syn szkoleniowca - Deniz Ilbay (12-0, 7 KO), który dwa tygodnie temu wywalczył tytuł IBO Youth kategorii półśredniej.

- Właśnie tutaj stawiałem pierwsze kroki w tajskim boksie. W tym miejscu nauczyłem się nie tylko wygrywać, ale i doceniać porażki oraz wyciągać z nich wnioski. Ta sala nauczyła mnie szanować przeciwnika, szanować ludzi. Ta ekipa była i jest wciąż dla mnie jak druga rodzina. To świetne uczucie móc po latach znów wspólnie trenować – stwierdził olsztynianin, który w kwietniu zwyciężył Bakera Barakata, zdobywając tym samym pas WBC Baltic Silver wagi superśredniej.

Wydarzenie miało miejsce kilkadziesiąt lat temu w jednym z większych miast województwa rzeszowskiego: wracający w niedzielny poranek z kościoła ze śmiechem reagowali na widok potężnego mężczyzny, który stojąc na balkonie w uniesionymi ramionami, wołał: Wygrałem! Jestem mistrzem! Nie wiedzieli, że rozgrywa się dramat; w pokoju mieszkania leży ciężko znokautowana małżonka byłego pięściarza.

O jedną walkę za dużo...

Za kadencji prezesa Czesława Ptaka, a także jego następcy Jerzego Rybickiego pojawiał się dość regularnie w bokserskiej centrali jegomość pod siedemdziesiątkę, wcześniej bokser wagi bodaj półciężkiej warszawskiej Skry, z krótkim epizodem pod koniec kariery - w Legii. Ów mężczyzna natarczywie domagał się licencji pięściarza zawodowego, chciał również uzyskać zaliczkę w wysokości kilku tysięcy złotych na, jak utrzymywał, koszty związane z przygotowaniem do pierwszego profesjonalnego pojedynku. Wybrał już sobie nawet ringowy przydomek: Yamacha John, a jego sekundantem miał być… jamnik, z którym się nie rozstawał. O takich zawodnikach zwykło się w żargonie bokserskim mówić, iż stoczyli o jedną walkę za dużo.

Opisane wydarzenia są drastyczne, ale niestety prawdziwe. Zdarzają się nadal, choć zdecydowanie rzadziej niż przed laty; szczegółowe badania, przede wszystkim MRI głowy, wykrywają wszelkie nieprawidłowości mózgu. Jednak "licho nie śpi" i każdy sygnał o zaburzeniach równowagi, zawrotach głowy powinien być natychmiast zweryfikowany przez lekarzy - specjalistów. Sporty walki, choć przecież nie tylko one, noszą w sobie duże ryzyko utraty zdrowia i wspomnianych zaburzeń.

Na problemy o charakterze neurologicznym narzekał niedawno Krzysiek Cieślak. Prawie pięć lat temu, dokładnie w grudniu 2009 roku, został znokautowany przez Krzysztofa Szota. Tuż po tym spotkaniu Jerzy Kulej stwierdził, iż "Skorpion" już nie odzyska w pełni swoich możliwości. Ale dwa miesiące później Cieślak obronił tytuł młodzieżowego mistrza IBF, stoczył wiele pasjonujących pojedynków. Czyżby więc mistrz Kulej mylił się w swojej ocenie? Nie sądzę. W kilku walkach Krzysiek, mimo zwycięstw, został "podłączony", był na granicy nokautu. Zdarzyło się tak chociażby w pojedynku z Arielem Krasnopolskim czy, w ostatniej walce - z Chacygowem. Potężne uderzenia z tych, ale i innych pojedynków wołomińskiego fightera po prostu się skumulowały. Nie zapominajmy, że "Skorpion" miał wypadki samochodowe i na motocyklu, co także może mieć wpływ na stan jego zdrowia. Cieślak zapowiedział, iż kończy karierę, ale kilka dni później uznał, że najchętniej zrobiłby to po gali Polsat Boxing Night, gdzie chciałby spotkać się z Rafałem Kaczorem. A więc jest czy nie jest w stanie walczyć? Andrzej Wasilewski, promotor SKP uważa, że Krzysiek po prostu obawiał się rywalizacji z Szotem, podobnego zdania jest Tomasz Babiloński. Być może prawda leży pośrodku; Cieślak obawiał się rywalizacji z Szotem, z którym nigdy nie wygrał, a stan jego zdrowia również może mieć wpływ na decyzję zakończenia kariery. Natomiast z Rafałem Kaczorem; mają zadawnione porachunki, obaj publicznie wymieniają się "uprzejmościami". Zapewne i chęć zarobienia większej kasy podczas gali Polsat Boxing Night ma dla Krzyśka niebagatelne znaczenie. Zdrowie poczeka?

Posługuję się przykładem "Skorpiona", wymieniam go z imienia i nazwiska tylko dlatego, że o swoich problemach zdrowotnych otwarcie mówi on sam, potwierdza je menedżer pięściarza, Krzysztof Werelich. Są jednak pięściarze, którzy wchodzą do ringu niczym ćmy do ognia.. Czynią to automatycznie, zapominają, że czas jest nieubłagany. Nie wiedzą jak ułożyć sobie życie, nie potrafią bez boksu normalnie funkcjonować. Jeszcze jedna walka, jeszcze jedno pożegnanie, może jakiś pasek… Dla nich przykładem może być 49-letni mistrz świata Barnard Hopkins czy Evander Holyfield, który w tym wieku odprawił w 10.rundzie Duńczyka Nielsena... Obaj, choć nie tylko oni, przedłużyli granicę bokserskich możliwości, ale czy dla wszystkich może być ona jednakowa? Zdecydowanie nie.

Gorzej, gdy decydują się na kolejne konfrontacje nie będąc w pełni zdrowymi. Od pewnego czasu obserwuję jednego z popularnych pięściarzy; już na pierwszy rzut oka widać, że ma zaburzenia równowagi, podobnego zdania są inni. On sam uważa, że z jego zdrowiem jest wszystko w porządku. Boksując w Polsce posiada autoryzację organizacji, którą reprezentuje. Może więc tkwię w błędzie - podobnie jak wszyscy, którzy moje obawy potwierdzają…

Kilka tygodni temu przedstawiłem historię J. Braddocka, który mając jeszcze realne szanse na odcinanie kuponów jako były mistrz świata wagi ciężkiej, zrezygnował z dalszej kariery. Zwyciężając - niezupełnie zasłużenie - ostatniego rywala, doszedł do wniosku, że jego czas minął, że nadeszła pora, aby rozstać się z ringiem, podjąć inne, bezpieczniejsze zajęcie. Tak samo postąpił mistrz olimpijski z Rzymu Kazimierz Paździor, wiedział kiedy zakończyć karierę wicemistrz z Monachium Wiesław Rudkowski. Jerzy Kulej, dwukrotnie stojący na najwyższym podium igrzysk olimpijskich; w Tokio i Mexico City, podjął decyzję o zakończeniu ringowej przygody kiedy po raz trzeci otrzymał cios, który nieomal pozbawił go przytomności. Nie czekał kiedy nastąpi ta jedna walka za dużo. 

Na dzisiejszy wieczór kanały grupy Polsat przygotowały dla kibiców solidną dawkę dobrego boksu. W programie relacje z gal w Międzyzdrojach, Erfurcie i Carson. O najważniejszych walkach z transmitowanych imprez mówi w wywiadzie dla ringpolska.pl Maciej Miszkiń - pięściarz wagi półciężkiej i komentator boksu.

6 września w Łomiankach w hali ICDS przy ul.Staszica 2 odbędzie się gala boksu "Siła braci", której głównymi atrakcjami będą walki z udziałem Marcina Brzeskiego (4-0, 3 KO) i Patryka Brzeskiego (1-0).

Całkowity dochód z gali zostanie przeznaczony na rzecz remontu zakładu rehabilitacji szpitala dziecięcego w Dziekanowie Leśnym. Organizatorem gali jest Fundacja Splotu Ramiennego z Dziekanowa Leśnego. Honorowy patronat nad imprezą objął Burmistrz Łomianek Tomasz Dąbrowski.

Rywalem Patryka Brzeskiego będzie Marlon Szabo (1-3, 1 KO), Marcin skrzyżuje rękawice z Muslimem Benkacimi (1-1, 0 KO). Oba pojedynki zakontraktowano na cztery rundy. 

- Okres sparingowy dobiega końca został nam tylko ostatni tydzień w którym mamy do zrobienia max 2 sparingi w zależności od dyspozycji moich podopiecznych,Władimir Letr sparował z grożnym i atakującym Rogerem Hryniukiem z Cristal Pruszynka Białystok, który na pewno prezentuje wyższy poziom niż Ben Wrotniak, natomiast Andrei Abramenka sparował z Szymonem Brzękiem i Patrykiem Litkiewiczem z Thunder Promotion mamy jeszcze do zrobienia dwa sparingi i wierze że podczas gali w Miedzyzdrojach pokarzemy dobry boks - zapowiada Dariusz Snarski, trener i jednocześnie właściciel grupy Wschodzący Białystok Boxing Team.

Podczas planowanej na 16 sierpnia gali Seaside Boxing Show w Międzyzdrojach Snarski stanie w narożniku Władymira Letra (2-3, 1 KO) oraz Andreia Abramienki (20-6-2, 4 KO). Pierwszy walce kategorii ciężkiej zmierzy się z Benjaminem Wrótniakiem (5-1, 1 KO), zaś Białorusin postara się sprawić niespodziankę w starciu z Przemysławem Runowskim (7-0, 1 KO).

ISSN: 2082-9760

Najnowsze komentarze