onet.pl sport


ARTV Chicago




Przegląd Sportowy





   
BRK Gladiator

Patronat medialny





 

 



 

Ostatnio zarejestrowani

  • Suchczenko
  • jaras47
  • JacksonJames
  • Arek
  • olis101

Środowisko bokserskie wspiera byłego zawodowego pięściarza Mariusza Cendrowskiego, który niedawno uległ poważnemu wypadkowi samochodowemu.

W sobotę we Wrocławiu, rodzinnym mieście Cendrowskiego, odbędzie się gala "Królowie Nokautu". 50% dochodu z każdego sprzedanego w dniu gali biletu, zostanie przekazane na rehabilitację pięściarza, który doznał poważnego urazu kręgosłupa.

- Włączymy się w akcję pomocy Mariuszowi Cendrowskiemu i 50 procent wpływów z sobotniej sprzedaży biletów w internecie i w kasach przekażemy na jego dalsze leczenie. To wspaniały zawodnik z Wrocławia, który w przeszłości odnosił sukcesy w boksie olimpijskim, wygrywał także na ringach zawodowych - zdradził w rozmowie z Polską Agencją Prasową Andrzej Wasilewski, który jest jednym z organizatorów wrocławskiej imprezy.

Do wypadku samochodowego z udziałem Cendrowskiego doszło 13 listopada. Były pięściarz, który w ostatnich latach pracował głównie jako trener, przebywa cały czas w szpitalu.

Kup bilet na galę "Królowie Nokautu" we Wrocławiu >>  

Kilkanaście godzin temu współwłaściciel Grupy Sferis Knock Out Promotions Piotr Werner, zakończył negocjacje z właścicielami największego Centrum Konferencyjno-Hotelowego w Zakopanem, oddanego właśnie do użytku w Nosalowym Dworze. Pierwszym kompleksie SPA, trzech Grup hotelowych 3-4-i 5 gwiazdkowych. Strony ustaliły, że pierwsza zawodowa gala odbędzie się w/w kompleksie 8 kwietnia 2017 roku. Odbędzie się sześć walk zawodowych, gdzie wystąpić mają czołowi zawodnicy grupy Sferis KnockOut Promotions. Gośćmi specjalnymi gali będą: mistrzyni świata WBC Ewa Piątkowska, dwukrotny mistrz świata Krzysztof "Diablo" Włodarczyk i były mistrz świata Krzysztof Głowacki.

- Gala odbędzie się tzw. scenerii Las Vegas, czyli przy suto zastawionych stolikach, z pełnym cateringiem. Oprócz walk bokserskich, przewiduje się pokaz najpiękniejszych ring-girls, występy muzyczne, rozdawanie rękawic i losowanie nagród dla widzów.

Jak ustalono z dyrektorem marketingu panem Wojciechem Budzowskim, intencją właścicieli jest, aby gale boksu odbywały się w Nosalowym Dworze każdego roku. Trzeba poinformować, że pomimo tego iż rozmowy zakończyły się niedawno, poczta "pantoflowa" spowodowała, że do Piotra Wernera już odezwały się liczne hotelowe kompleksy i co ciekawe, jest zaproszenie do zwizytowania jednego z tatrzańskich Centrów Hotelowych po stronie słowackiej.

- Sprawy są świeże, ale i interesujące, bo przecież oprócz sportów typowo zimowych, niewiele imprez sportowych odbywa się tatrzańskich ośrodkach. Może rzeczywiście uda się stworzyć w Zakopanem coś na wzór "Górskiego Las Vegas". Wiem też, że czynione są starania zdobycia koncesji na otwarcie kasyna i wtedy kto wie czy "górskie Las Vegas" nie będzie hitem na skalę niespotykaną w Europie? Na razie zapraszam na Wielką Galę Boksu Zawodowego w Nosalowym Dworze 8 kwietnia. Informacje na temat rezerwacji miejsc hotelowych i zaproszeń udzielamy od 20 grudnia - mówi Piotr Werner.

Informacje i rezerwacje: Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.,  tel. 601 300 736, 601 503 231

W sobotę na gali w Nowym Sączu kolejny zawodowy pojedynek stoczy Daniel Bociański (5-0, 2 KO). Rywalem 21-letniego pięściarza grupy Fight Events będzie Andrejs Loginovs (17-45-2, 10 KO).

W tym roku Bociański stoczył dwa pojedynki, a ostatni raz boksował w marcu, wygrywając przez techniczny nokaut z Vitalijsem Parsinsem.

Podczas gali w Nowym Sączu publiczności pokażą się także m.in. Tomasz Gargula i Jacek Chruślicki.

Mariusz Cendrowski, olimpijczyk z Sydney i był pięściarz zawodowy, dwa tygodnie temu miał poważny wypadek samochodowy, w wyniku którego doznał urazu kręgosłupa. Bokser o swoim stanie zdrowia poinformował za pośrednictwem Facebooka.

- W wyniku obrażeń obecnie nie mam władzy w nogach i poruszam się na wózku. W najbliższych dniach rozpoczynam rehabilitację - wg wszelkich prognoz czeka mnie długa droga i największa walka, jaką przyszło mi stoczyć jako sportowcowi - zdradził Cendrowski. 

Pieniądze na pomoc dla Mariusza Cendrowskiego będą zbierane przy okazji zaplanowanej na 10 grudnia we wrocławskiej hali Orbit gali, na której Krzysztof Włodarczyk (51-3-1, 37 KO) zaboksuje o pas IBF Inter-Continental z Leonem Harthem (14-1, 10 KO).

- Ja mam trochę wrażenie, że odpowiadam w jakiejś części za polski boks - mówi portalowi Boxing.pl Andrzej Wasilewski, jeden z właścicieli Sferis KnockOut Promotions, największej polskiej grupy bokserskiej, która najbliższą galę zorganizuje 10 grudnia we Wrocławiu.

W ostatnich dniach mocno zabiega pan o zaangażowanie Andrzeja Wawrzyka do walki z Tomaszem Adamkiem. Na Twitterze nie brakuje gorących dyskusji na temat organizacji gal Polsat Boxing Night, opinie są często bardzo podzielone. Przyglądając się temu, można odnieść wrażenie, że Polsat i Sferis KnockOut Promotions nie zawsze mają wspólny punkt widzenia.
Andrzej Wasilewski: To jest w ogóle ciekawe zjawisko. Moim zdaniem to są relacje nie biznesowe, a emocjonalne. Przekaz jest taki, że my chcemy, żeby na PBN boksowali tylko nasi pięściarze, a tak nie jest. Polak powinien na takiej imprezie walczyć z Polakiem, tak uważam. Ale nie musi to być koniecznie nasz pięściarz. Wolałbym, żeby z Tomaszem Adamkiem walczył Andrzej Wawrzyk, a nie Wach. Ale wolałbym też, żeby rywalem Tomka był Wach, a nie Molina. A dlaczego? Przy naszym płytkim rynku nie mamy za bardzo możliwości na zorganizowanie poważnych walk chłopakom, którzy się wybijają. Możemy się rzucić raz na jakiś czas z taką galą jak Głowacki - Usyk, czy Włodarczyk - Cunningham, ale do walki "Diablo" dołożyliśmy wtedy duże pieniądze, PPV na galę Głowackiego też nie sprzedało się tak, jak tego oczekiwaliśmy. Projekt PBN świetnie się rozpoczął. Można to jednak z korzyścią dla polskiego boksu lepiej wykorzystać. Kolejna walka Tomka Adamka nie powinna być walką wieczoru, bo w tym przypadku zjada to cały budżet gali. Tomek zasługuje na piękne pożeganie, sam stanę w pierwszym rzędzie i z szacunkiem będę bił brawo. Jednak nie powinna to być walka wieczoru, bo w takim wypadku zżera to cały budżet imprezy. Brakuje wtedy środków na inne walki. Proszę zauważyć, jak wspaniale wypadły walki Artura Szpilki z Adamkiem, czy Maćka Sulęckiego z Grzegorzem Proksą. Te walki przeszły do historii. Oczywiście oddaję tutaj honor, pomysłodawcą tych pojedynków był Polsat. Nie wiem czy walka ostatnia z Moliną przeszła do historii. Ta gala była dużo slabsza. Ona nic nie zbudowała. I to próbuję przekazać. To nie jest tak, że ja chodzę, płaczę, szantażuję i proszę o walki tylko moich chłopaków. Na jakiej polskiej gali ma boksować Maciej Sulęcki? Albo PBN, albo Ameryka. Zwróćmy uwagę, kto boksował na galach Polsat Boxing Night. Pan Włodarczyk? Ani razu. Krzysztof Głowacki? Ani razu na gali organizowanej przez Polsat. Pan Sulęcki? Raz. Wygrał piękną walkę, a potem nikt go już nigdy nie zapytał o chęć boksowania na gali Polsatu. Ten brand Polsat Boxing Night można pięknie wykorzystać. My nie zabieramy bokserów później do Ameryki. Oświadczam i deklaruję, że każdy nasz bokser jest do dyspozycji, jeśli chodzi o występ w Polsce. Każdy bokser, związany z Leonem Marguelesem czy Alem Haymonem. Często słyszę, że Krzysztof Włodarczyk nie walczy, bo jest za drogi. A skąd to wiadomo? Nikt nas nie zapytał, ile on będzie kosztował. Skąd wiadomo, że Andrzej Wawrzyk chce zarobić na Tomaszu Adamku, skoro nikt nie pytał, ile on by za taki pojedynek chciał? A może będzie chciał dwa lub trzy razy mniej niż Eric Molina? To bardzo modny trend, by w ten sposób to przedstawiać. Nie jestem człowiekiem, który żyje z boksu. I dobrze, bo w Polsce zarobić na boksie to jest bardzo trudna sprawa. Dlatego uważam, że telewizja ma w nas bardzo dobrego partnera. My nie wyciągamy z gal pieniędzy dla siebie. Dzięki temu robimy dużo lepsze eventy i stwarzamy proporcjonalnie lepsze szanse niż robią to grupy niemieckie. Mając tu na uwadze środki, jakie otrzymujemy od telewizji. Tym nadrabiamy to, że w Polsce nie ma boksu olimpijskiego. Nadrabiamy tym, że mocno inwestujemy w tych kilku czy kilkunastu zawodników. Oczywiście, czasami nie trafiamy. W niektórych inwestowaliśmy duże pieniądze. Płaciliśmy pensje, opłacaliśmy operacje, płaciliśmy za obozy, a oni nie spełnili oczekiwań. Ale na tym polega to ryzyko. Nie mamy zaplecza w boksie olimpijskim...

Tak krawiec kraje, jak mu materiału staje.
O, bardzo ładnie. Tak krawiec kraje, jak mu materiału staje - to jest nasza sytuacja. Ostatnie Mistrzostwa Polski... Poziom żenujący. Oglądając te finały okazuje się, że będzie problem ze sparingpartnerami dla nas. Ci zawodnicy są kompletnie nieprzygotowani do boksu. Jeden z czołowych chłopaków z wagi super ciężkiej był u nas na sparingach. Ale jego trzeba uczyć jeszcze podstaw. 30 lat temu potrafili to 16-latkowie, a dziś nie potrafią seniorzy. Wracając do tematu. Robimy więcej niż nas na to stać. A już naprawdę dobrze stoimy, jeśli chodzi o kontakty ze światowymi federacjami, zagranicznymi promotorami.

Odniosłem ostatnio wrażenie, że jest pan przeciwny przede wszystkim obcokrajowcom na galach Polsatu.
Ja mam trochę wrażenie, że odpowiadam w jakiejś części za polski boks. Dlatego też chcę walki Adamek - Wawrzyk, ale chcę też walki Adamek - Wach. Bo za pół roku będzie można zrobić walkę Wach - Wawrzyk. A jak wygra Molina, to co? Wyjedzie, zaboksuje w Ameryce, Anglii i co z tego będzie? Co to nam da na przyszłość? W Polsce jest tylko kilku zawodników na wysokim poziomie, w dodatku skromnie promowanych. Już jest problem z tym, kto ma walczyć na polskich galach. Za sprzedaż PPV i promowanie pięściarzy odpowiadają promotorzy, ale głównie powinna to robić telewizja. Czy Eddie Hearn biega po Londynie z zawodnikiem pod pachą i pokazuje go na skrzyżowaniach? Nie. Sky Sports genialnie promuje bokserów, jak choćby Joshuę. Choć oczywiście jest tam o to łatwiej, Joshua to mistrz olimpijski. Jednak przy lepszym planie działania moglibyśmy osiągnąć więcej w zakresie promocji, niż to co do tej pory udało się zrobić. Moglibyśmy budować bokserów, którzy za kilka lat dźwignęliby sprzedaż gali w systemie PPV.

Pełna treść artykułu na Boxing.pl >>

- Z różnych przyczyn 2016 był słabym rokiem w boksie, jednym z najgorszych, od kiedy zostałem promotorem - mówi portalowi Boxing.pl Tomasz Babiloński, jeden z promotorów m.in. byłego mistrza świata wagi junior ciężkiej Krzysztofa Głowackiego i Michała Cieślaka.

Jakie są teraz plany wobec "Główki"? Którą drogą będzie podążał? Ostatnio w wadze junior ciężkiej zrobiło się bardzo ciekawie. Pas WBO w rękach Usyka, o tytuł WBC być może będzie walczył niebawem Krzysztof Włodarczyk. Zaatakujecie jeden z pasów organizacji WBA?
Tomasz Bailoński: Chcemy, ale musimy najpierw poczekać, co się wydarzy na linii Lebiediew - Gassijew. Mówiąc szczerze - trzymamy kciuki za Gassijewa. To jest pięściarz Leona Margulesa, a wiemy przecież, że Margules związany jest również z Głowackim. Wszystko się rozstrzygnie do końca roku. Zobaczymy także, kto powalczy o tytuł WBC. Z pewnością chcemy doprowadzić do pojedynku, który pomoże Głowackiemu wrócić na tę mistrzowską ścieżkę, który da mu przepustkę do walk o światowe trofea. Jeżeli taka okazja się nadarzy, na pewno z niej skorzystamy. Nie mamy zamiaru budować jego kariery od początku. Rewanż z Marco Huckiem? Jestem za. Krzysiek pali się do tego, a Huck zapewne także chciałby pokazać, że jego porażka była przypadkiem. A wiemy, że tak nie było.

W jakiej fazie znajdują się aktualnie negocjacje z Mikiem Mollo w sprawie jego rewanżowej walki z Krzysztofem Zimnochem?
Jesteśmy na dobrej drodze. Pracujemy nad różnymi punktami w kontrakcie. Mike chce się w jakiś sposób zabezpieczyć, my również. Wiemy, że Mollo potrafi solidnie przyłożyć, przekonaliśmy się zresztą o tym na własnej skórze. Jesteśmy bliżej niż dalej, jeśli chodzi o rewanż Zimnoch - Mollo. Jeśli kontrakty będą podpisane, pojedynek oficjalnie ogłosimy. Odbędzie się prawdopodobnie 25 lutego.

Zimnoch kontra Mollo to byłby główny punkt wieczoru na tej gali?
Nie. Mamy jeszcze asa w rękawie. Zdawaliśmy sobie sprawę z faktu, że Głowacki prawdopodobnie nie będzie w stanie wystąpić pod koniec lutego, choć myśleliśmy, że jego rehabilitacja zakończy się szybciej i Krzysiek tym samym szybciej powróci do treningów. Tak się jednak nie stało. Mamy jednak asa w rękawie, młodego wilka i będziemy chcieli zaskoczyć kibiców jego dyspozycją, pokazać go z jak najlepszej strony. Być może to on właśnie zaprezentuje się w głównej walce wieczoru.

W styczniu Michał Cieślak ma wylecieć do Stanów Zjednoczonych na treningi.
W 2017 Michał stoczy minimalnie trzy walki, a jeśli zdrowie mu dopisze, to chcemy mu zorganizować aż sześć pojedynków. Staję na uszach, żeby Michał wziął udział w walce o pas interkontynentalny. Chciałbym, żeby poszedł tą samą drogą co Krzysiek Głowacki. Jeśli nie masz właśnie tego typu pasa, to trudno być wywołanym do tablicy.

Pełna treść artykułu na Boxing.pl >> 

Jutro na gali w Londynie na zawodowych ringach zadebiutuje złota medalistka olimpijska Katie Taylor, która skrzyżuje rękawice z Kariną Kopińską (7-14-3, 2 KO). Dzisiaj pięściarki wzięły udział w oficjalnej ceremonii ważenia przed walką zakontraktowaną na sześć rund.

Złota medalistka olimpijska z igrzysk w Londynie Katie Taylor i Karina Kopińska (7-14-3, 2 KO) spotkały się na finałowej konferencji prasowej przed sobotnią galą organizowaną przez grupę Matchroom w stolicy Anglii. Pojedynek został zakontraktowany na dystansie sześciu rund.

Jest najbardziej zapracowaną pięściarką zawodową w Polsce. W sobotę stoczy ósmy pojedynek w tym roku. Ma opinię zawodniczki o wielkim sercu do walki. Nie szokuje ani nie prowokuje swoich rywalek jak Ewa Brodnicka. Zamiast tego uśmiecha się do nich. Jednak zamierza to zmienić. Swoim dorobkiem na zawodowych ringach raczej nikomu się nie chwali. Ma dwa razy więcej porażek niż zwycięstw.

Warto jednak zwrócić uwagę, że na 24 pojedynki aż 17 stoczyła poza Polską. Karina Kopińska nie boi się wyzwań. Poza tym trochę rozumie Kamila Szeremetę, który uważa, że kobiety w boksie są jak chłopy w balecie. W sobotę na gali w Manchesterze Polka zmierzy się z debiutującą w profesjonalnym boksie mistrzynią olimpijską Katie Taylor.

„Z reguły jestem miła, aczkolwiek w mordę też potrafię dać..!” Taki cytat znalazłem na twoim Facebooku. Niezła wizytówka. 
Karina Kopińska:
(śmiech) To odnosi się do życia codziennego. Nie można odbierać tego dosłownie. Chodzi o to, że nie boję się mówić tego, co myślę. Ogólnie jestem miła dla ludzi, ale jak coś mi się nie podoba, to mówię o tym wprost, czyli “potrafię w mordę dać”. Tak na marginesie, poza ringiem nie jestem zwolenniczką rozwiązań siłowych.

Pod koniec listopada stoczysz w Anglii ósmą walkę w tym roku. Sporo się tego uzbierało.
Tak to wygląda, ale przynajmniej na nudę nie mogę narzekać. Zresztą codziennie jestem w treningu. Zazwyczaj boksuje na wyjazdach, nie wybieram sobie rywalek, tylko one mnie. Boks jest moją pasją, więc nikt mnie siłą do ringu nie zaciąga. Jednak walka z Katie Taylor będzie ostatnią w tym roku, trzeba w końcu odpocząć.

Dla Katie Taylor będzie to debiut na zawodowych ringach, ale to nie byle jaka przeciwniczka. Irlandka jest wielokrotną mistrzynią świata i Europy, mistrzynią olimpijską. Czujesz przed nią strach?
Na pewno walczę ze świetną zawodniczką, teoretycznie o klasę lepszą ode mnie, ale o strachu raczej bym nie mówiła. Choć muszę przyznać, że przed każdą walką czuję tremę. Może tego po mnie nie widać, ale przeżywam wszystko i trochę się stresuję. Wiem, że to jest głupie, ale najbardziej przejmuje się tym, co ludzie powiedzą. Że ktoś będzie się ze mnie śmiał. Najchętniej walczyłabym tam, gdzie nie ma publiczności (śmiech). Wiem, tak się nie da. Żeby nie było, daję sobie z tym radę. Mam trochę tych walk na koncie i potrafię zachować zimną krew. Na pewno nie przytłoczy mnie atmosfera na Wembley Arenie.

Książki nie ocenia się po okładce, a czy pięściarza można oceniać po jego rekordzie?
W jakimś tam sensie rekord jest naszą wizytówką. Wiadomo, jak dostaję propozycję walki, to od razu zwracam uwagę na bilans swojej potencjalnej przeciwniczki. Z drugiej jednak strony, rekordy potrafią też zakłamywać rzeczywistość. Dla przykładu: gdy ktoś ma bilans 10-0, to wydaje się, że może być niezły, ale trzeba zwrócić uwagę, gdzie walczył, z kim walczył i tak dalej. Czasem dziewczyny z takimi rekordami biły się tylko na swoim terenie, same wybierały sobie rywalki, a takie okoliczności sprzyjają budowaniu ładnego dla oka bilansu. Zadałeś pytanie o rekord, bo pewnie chcesz pogadać o moim dorobku na zawodowych ringach…

Dokładnie, ale najpierw chciałem wybadać teren. Twoja bokserska wizytówka to: 7 zwycięstw, 14 porażek i 3 remisy. Szału nie ma.
No nie ma. Muszę go trochę podreperować, bo ludzie na to patrzą i komentują. Nikt prosto w oczy nigdy nie nazwał mnie „kelnerką” czy jakoś podobnie, ale wiadomo w internecie ludzie różne rzeczy wypisują. Nic na to nie poradzę. Przegrywam dość często, ale nie wychodzę do ringu, jak niektórzy sugerują, tylko dla pieniędzy.

Wygląda na to, że torby podróżne masz cały czas pod ręką. Na 24 pojedynki aż 17 stoczyłaś poza Polską. Kto odpowiada za organizację twoich walk?
To działka trenera Irka Butowicza, który jednocześnie jest moim menedżerem. Ma kontakty z różnymi promotorami i menedżerami z całego świata i to oni przysyłają do niego propozycje pojedynków. Później siadamy, analizujemy i bierzemy walkę albo nie.

Zdarzały się przypadki, że oferta wpłynęła we wtorek, a w sobotę byłaś już w ringu?
Zwykle o walkach dowiaduję się dość późno. Może nie trzy dni przed pojedynkiem, ale do rzadkości należą sytuacje, że wiem miesiąc wcześniej. Zwykle taka informacja pojawia się dwa tygodnie przed, ale były też sytuacje, że dowiadywałam się parę dni wcześniej. Nie wiem, czemu tak się dzieje. Zwykle wszyscy dają późno znać. Jeśli jestem zdrowa, przyjmuję takie propozycje, bo i tak jestem cały czas w treningu. Poza tym lubię wyzwania i chcę wygrywać, ale na obcym terenie nie jest to wcale takie łatwe.

Czy w pojedynkach wyjazdowych odczułaś, że sędziowie łaskawszym okiem patrzą na twoje przeciwniczki?
Kilka walk było wyrównanych i werdykt mógł pójść w jedną albo drugą stronę. Najczęściej szedł jednak w przeciwną. W stronę rywalki. Przy wyrównanym pojedynku zwykle daje się wygraną gospodyni. Tak to działa.

W takim razie spytam inaczej: o ile mniej miałabyś porażek, gdyby te pojedynki odbyły się w Polsce?
Trudno powiedzieć. Może o połowę mniej, zamiast dwunastu może sześć. Na pewno wygrałam dwie walki, w których sędziowie widzieli remis. Tu nie ma żadnych wątpliwości. Jednak nie mam do nikogo żalu o te werdykty, nie narzekam. Muszę więcej popracować nad siłą ciosu, żeby nokautować przeciwniczki i nie zostawiać decyzji w rękach sędziów.

To chyba odpowiedni moment, żebyś opowiedziała, w jaki sposób trafiłaś na zawodowe ringi.
W pewnym momencie boks amatorski zaczął mnie nudzić, bo co chwila naprzeciw mnie stawały te same rywalki. Przestałam też jeździć na kadrę, bo jednocześnie uczyłam się i pracowałam. Nie było na to czasu. Poza tym chciałam spróbować czegoś innego, dlatego zapadła decyzja o zmianie ringów amatorskich na zawodowe. To było ponad cztery lata temu. Nie żałuję tej decyzji. Byłam jedną z pierwszych dziewczyn na zawodowstwie w Polsce. Jaki był pierwszy krok? Pojechałam do Silesia Boxing, przywitałam się z trenerem Irkiem Butowiczem i powiedziałam, że chcę trenować w jego grupie. Nie był zadowolony, że jakaś baba przyszła, ale długo nie musiałam go przekonywać.

Co powiedziałaś trenerowi? Że jesteś „kobietą pracującą i żadnej pracy się nie boisz”.
To inteligentny facet i nie uwierzyłby w takie gadki. Musiałam mu pokazać, że jestem „kobietą pracującą”. Trener często wspomina mój debiut na zawodowych ringach. Rozcięłam wtedy głowę w drugiej rundzie, ale nie poddałam się i wytrwałam do końca walki z pięciocentymetrowym rozcięciem. Niestety, przegrałam. Po tym pojedynku trener powiedział: możesz zostać z nami. No to zostałam. Chyba zobaczył, że jakiś tam talent we mnie drzemie.

Jesteś w stanie utrzymać się z boksu? Czy to tylko dodatek do życia zawodowego?
Boks jest raczej dodatkiem. Można nawet zarobić, ale chodzi o to, że nie jest to stały zarobek. Akurat teraz mam sporo walk, ale był taki okres, że miałam długą przerwę, nie było żadnych propozycji, więc trzeba było pracować. Traktuję to jako dodatkowe źródło dochodu.

Masz za sobą walki z Saszą Sidorenko i Ewą Piątkowską. Jesteś w stanie pokusić się o porównanie tych pań?
Ewa jest zdecydowanie silniejsza fizycznie od Saszy i to dużo. Zresztą Piątkowska była chyba najsilniejszą rywalką, z którą miałam do czynienia. W pojedynku z nią musiałam być cały czas czujna, bo Ewa ma czym przyłożyć. W końcówce chciała mnie znokautować, ale przetrwałam. Pojedynek z Sidorenko był zupełnie inny. Powiem szczerze, że Sasza nie zrobiła na mnie wielkiego wrażenia. Jasne, zdecydowanie ze mną wygrała, ale ona nie jest groźna. To chyba dobre określenie. Chodzi o to, że nie odczuwałam jej ciosów. Ładnie punktuje, ma fajną technikę, ale nie ma tej siły co Ewa. Jednak zdecydowanie trudniej trafić Sidorenko niż Piątkowską.

A jak na ich tle wypada Ewa Brodnicka?

Trudno powiedzieć, bo nigdy z nią nie walczyłam ani nie sparowałam. Pamiętam Ewę z amatorstwa, ale ona była dwie wagi wyżej. Szczerze mówiąc, nie podoba mi się jej styl walki. Boksuje w tym samym tempie, bez fajerwerków. Wolę już boks w wykonaniu Piątkowskiej.

Nie podoba Ci się styl boksowania Brodnickiej, a co sądzisz o jej strojach i zachowaniu na ceremoniach ważenia? Ewa Piątkowska twierdzi, że pięściarka Tymexu chce być na siłę kontrowersyjna.
Nie znam Brodnickiej i dlatego nie chcę się wypowiadać na jej temat. Nie jestem zwolenniczką takiego zachowania, ale może Ewa lubi robić szum wokół swojej osoby. Może chciałaby być celebrytką? Na pewno jest kontrowersyjna, lubi aferki, ale to jej sprawa. Na mnie nie naskoczyła, więc nic do niej nie mam.

Pełna treść rozmowy na blogu "Po Gongu" >>

W sobotę na gali w Manchesterze zawodowy debiut zaliczy mistrzyni olimpijska z Londynu Katie Taylor. Jej pierwszą rywalką będzie Polka Karina Kopińska (7-14-3, 2 KO).
 
- To nie będzie łatwa walka, bo Kopińska ma ode mnie dużo większe doświadczenie w walkach zawodowych. Widziałam kilka pojedynków z jej udziałem. Jest bardzo silna i twarda, dodatkowo nigdy się nie poddaje. Myślę, że uda nam się zafundować kibicom dobry pojedynek - przekonuje Taylor.
 
W najbliższych miesiącach pięściarka z Irlandii ma być bardzo aktywna. Kolejną walkę stoczy już w grudniu, a w przyszłym roku ma pokazywać się także na galach organizowanych w Skandynawii i Stanach Zjednoczonych.
 
- Kopińska to dobra rywalka na zawodowy debiut dla Taylor, w końcu boksowała pełne dystanse z późniejszymi mistrzyniami świata. Chciałbym, żeby Katie wygrała przez nokaut, ale nie wiem, czy ona jest w stanie znokautować Kopińską - ocenia Eddie Hearn, promotor Taylor.

ISSN: 2082-9760

Najnowsze komentarze