Boks to nasza wspólna pasja





 

onet.pl sport


ARTV Chicago




Przegląd Sportowy







   
BRK Gladiator

Patronat medialny





 

 



 

fightklub

Kto jest online?

Odwiedza nas 11395 gości oraz 51 użytkowników.

Ostatnio zarejestrowani

  • WBOCHAMP
  • mentor
  • tbefan
  • dejwi
  • dejw

Igor Jakubowski (91 kg) dokonał trudnej sztuki, wygrał turniej kwalifikacyjny do igrzysk w Baku i zobaczymy go w sierpniu w Rio de Janeiro. Pięściarz z Konina dołączył tym samym do Tomasza Jabłońskiego (75 kg), który start w igrzyskach zapewnił sobie dobrymi występami w ubiegłorocznej edycji rozgrywek WSB (World Series of Boxing). Później obaj zdobyli jeszcze tytuły wicemistrzów Europy w Samokowie, potwierdzając tym samym, że polski boks może na nich liczyć.

Nie zmienia to jednak mojej opinii, że Jakubowski dokonał trudnej sztuki w Baku. Zadanie było bowiem wyjątkowo skomplikowane. W jego kategorii (podobnie jak w wadze superciężkiej) kwalifikował się tam tylko zwycięzca.

Presja była więc ogromna. W kwietniu stracił szansę na awans podczas turnieju w tureckim Samsunie, gdzie rozgrywano kwalifikacje europejskie. Pozostały mu dwie próby: najpierw w Baku, a gdyby nie powiodło mu się w stolicy Azerbejdżanu, szukałby jej jeszcze w pierwszych dniach lipca w Wenezueli.

Na szczęście dał radę, pokonał czterech rywali i zapewnił sobie spokój. Teraz może już myśleć tylko o przygotowaniach do igrzysk.

Początek roku nie był łatwy dla Jakubowskiego. Miał za sobą operację oka, więc obawy czy wróci na czas do formy, którą prezentował podczas ubiegłorocznych mistrzostw Europy, były jak najbardziej uzasadnione. Tym razem stoczył tylko jeden pojedynek w rozgrywkach WSB, ale zwycięstwo w meczu z Argentina Condors w Buenos Aires nie rzucało na kolano.

Po przegranym turnieju w Samsunie Jakubowski zdecydował się na przygotowania klubowe. Władze związku wyraziły na to zgodę i teraz wszyscy mogą się cieszyć. Ale prawda jest taka, że zwycięzca jest jeden – Igor Jakubowski. Podjął ryzyko, wybrał trenerów w Koninie i ma awans. Tylko dlaczego nie chciał przygotowywać się na zgrupowaniach reprezentacji, pod okiem Zbigniewa Rauby?

Pełna treść artykułu na Polsatsport.pl >>

20 sierpnia na gali w Międzyzdrojach dojdzie do walki w kategorii super lekkiej pomiędzy Tomaszem Królem (3-1-1, 1 KO) i Kamilem Młodzińskim (8-0-1, 5 KO) - poinformował na Twitterze Marcin Piwek z grupy promującej Króla grupy Fight Events.

Młodziński ostatni pojedynek stoczył w marcu, wygrywając na punkty z Ivanem Njegacem. Król w maju na gali w Szczecinie udanie zrewanżował się Jackowi Wyleżołowi za jedyną porażkę na zawodowych ringach.

Głównym wydarzeniem tej imprezy będzie pojedynek z udziałem coraz wyżej notowanego w światowych rankingach wagi średniej Kamila Szeremety.

W plebiscycie na najlepszego sportowca województwa świętokrzyskiego wygrywa ze szczypiornistami Vive i piłkarzami Korony. „Najlepsza fightera w tym kraju” – możemy przeczytać na jej fanpage’u. A jednak znacznie ustępująca popularnością niektórym. Lokomotywa polskiego boksu olimpijskiego. Zwyciężczyni turnieju Stamma, która ma dość pytań: „Dlaczego właśnie boks?”. Zadałem inne, bo rozmawiać z wicemistrzynią pierwszych igrzysk europejskich naprawdę jest o czym. Sandra Drabik - nasza jedyna bokserska nadzieja na Rio.

Skoczyłaś już na bungee?
Sandra Drabik: I na bungee, i ze spadochronem – te małe marzenia już zrealizowałam. To drugie w zeszłym roku.

Jeżdżąc na gokartach ostro wchodzisz w zakręty, a jeśli wkraczasz na paralotnię, to prosisz instruktora o lot z „wygibasami”.
Wszystko co mnie interesuje kręci się wokół sportu. Lubię te ekstremalne. Mój następny cel to lot samolotem akrobatycznym. Nie znoszę nudy.

Mówi się, że osoby inteligentne się nie nudzą.
Więc chyba i ja taka jestem. (śmiech) Na paralotni lecieliśmy z odwróconym do góry skrzydłem. Skok ze spadochronem? Panowie łapali się za głowy, bo zamiast bać – jak inni śmiałkowie, tuż po wzbiciu w powietrze dopytywałam tylko: „Ale będziemy wyżej, prawda?”. Wjeżdżając na górę wiele osób rezygnuje ze skoku na bungee. Opiekun standardowo ostrzegł mnie: „Pamiętaj, jeśli nie skoczysz, stracisz swoje pieniądze”. „Niczego nie stracę” – odpowiedziałam pewnie. Swój drugi raz miałam na Bemowie, wjechałyśmy z Ewą Piątkowską na 90 metrów. To był spontaniczny wypad. Skoczyłam pierwsza. Ewa się cykała, ale wiedziała, że jestem na dole i jak nie skoczy, to jej nie odpuszczę. Przełamała strach.

Feminizm Ewy Brodnickiej kończy się, gdy trzeba zabić pająka. Ty chyba nie jesteś taka jak ona - w 100% kobieca?
Dziś zdecydowanie bardziej niż kiedyś, aczkolwiek nie jestem typową delikatną, zwiewną dziewczynką. Od dzieciaka byłam lekką chłopaczarą. Trzymałam się z 4-5 lat starszymi kolegami.

Ostatni polski reprezentant boksu na igrzyskach Karolina Michalczuk wyznała przed Londynem, że dopiero boks skierował jej energię we właściwą stronę. Wcześniej boksowała świetnie, tyle że na ulicy. Siedziała na ławce z chłopakami żłopała piwo, paliła i niejednokrotnie zdarzało się, że spuściła komuś łomot. Czy to pięścią, czy kablem.
Ja też nie zawsze byłam grzeczną i ułożoną dziewczynką. Tak jak Karolina siedziałam pod blokiem, choć kablem nikt ode mnie nie oberwał. (śmiech) W szkole szturchaliśmy się z chłopakami. Ze wszystkiego trzeba wyrosnąć. Boks, kickboxing uczą systematyczności, odpowiedzialności. Druga z tych dyscyplin przyszła w odpowiednim momencie mojego życia - musiałam wszystko podporządkować pod trening. Nigdy nie chciałam być przeciętna, zawsze miałam wyższe ambicje. Wyróżniałam się, miałam własne zdanie - czy to w szkole, czy na podwórku. Znalazłam w życiu cel, a moi koledzy nadal nie odkleili się od ławki. Są po trzydziestce, mieszkają z rodzicami i nie za bardzo wiedzą, co ze sobą zrobić.

Na pierwszy trening kickboxingu zabrał Cię właśnie starszy kolega.
Odkąd pamiętam chciałam uprawiać sporty walki. Od dziecka męczyłam mamę: „Kickboxing, kickboxing – zapisz mnie”. Ona tłumaczyła: „Dziecko, obdzwoniłam całe Kielce. Nie ma u nas takich zajęć”. Było karate. Poszłam któregoś roku na „Ferie z karate” - organizował je trener Kęćko. Po dwóch tygodniach uznałam jednak, że to nie to, czego szukam.
Parę miesięcy później siedzę z kolegami. Chwalą się, że chodzą na treningi. „Gdzie? Jest w Kielcach kickboxing?!” – zrobiłam wielkie oczy. Prosiłam, żeby mnie ze sobą wzięli. Większość odmówiła.

Dlaczego?
Zniechęcało ich to, że będą musieli się mną – młodszą – zajmować. „Pewnie zaraz ci się znudzi i przestaniesz chodzić” – słyszałam tylko. „Wiesz co, przyjedź. Wprowadzę cię” – powiedział wreszcie jeden.

Dawał Ci miesiąc.
Tak, maksymalnie. „Potem na pewno zrezygnujesz” – mądrzyli się. A to oni poodpadali! Mnie już po trzecim treningu dołączono do grupy zaawansowanej, bardzo szybko łapałam ten sport. Koledzy zostali w podstawowej i po jakimś czasie odpuścili. (śmiech) Grupy były koedukacyjne. Przez ponad rok byłam tam jedyną kobietą. Nazywali mnie rodzynkiem.

Pełna treść artykułu na Sporteuro.pl >>>

25 czerwca na gali organizowanej w Tczewie na zawodowych ringach zadebiutuje należący od kilku lat do krajowej czołówki boksu olimpijskiego Michał Olaś. Pięściarz z Warszawy będzie rywalizował w gronie profesjonalistów w limicie kategorii junior ciężkiej.

Olaś podpisał kontrakt menadżerki z Tomaszem Turkowskim, a na razie do swoich walk będzie przygotowywał się w Legia Fight Clubie pod okiem Pawła Kłaka. Nazwisko jego pierszego rywala nie zostało jeszcze oficjalnie potwierdzone.

Olaś ma za sobą także występy w lidze World Series of Boxing, gdzie reprezentował barwy drużyn z Włoch i Polski. Pięściarz kilkukrotnie stawał również na podium amatorskich mistrzostw Polski.

Na gali w Tczewie kolejne zawodowe walki stoczą także m.in. doświadczony zawodnik kategorii cruiser Łukasz Rusiewicz.

Nie ma też pomysłu, jak zainteresować polskich zawodowych bokserów igrzyskami olimpijskimi w Rio de Janeiro. O tym, że AIBA (Międzynarodowe Stowarzyszenie Boksu Olimpijskiego) chce dopuścić zawodowców do rywalizacji z amatorami mówiono już w ubiegłym roku, ale dopiero kilkanaście dni temu zapadły ostateczne decyzje. 1 czerwca w Lozannie, na Nadzwyczajnym Kongresie tej organizacji poprawiono słynny już artykuł 13 Statutu AIBA. Wprowadzone i przegłosowane zmiany (przygniatającą większością głosów) pozwalają teraz zawodowcom rywalizować z amatorami na każdym szczeblu rozgrywek.

Turniej na którym walczyć będą o prawo startu na igrzyskach w Rio rozegrany zostanie w dniach 3-8 lipca w miejscowości Vargas w Wenezueli. Przed ostatnią szansę zdobycia olimpijskiej kwalifikacji staną tam również ci, którzy brali udział w World Series of Boxing (WSB) oraz AIBA Pro-boxing (APB).

Z tego co wiem, ministerstwo sportu wyraziło już zgodę na sfinansowanie takiego wyjazdu dla naszych zawodowców, ale na razie nie ma chętnych. Przepraszam, był jeden, Kamil Szeremeta, który zadeklarował swój start w wadze 81 kg, ale odzewu nie było. W kadrze narodowej, w tej kategorii, o miejsce w reprezentacji walczą Aleksander Szwedowicz i Mateusz Tryc, więc uznano, że kandydatura Szeremety, pięściarza wagi średniej, nie jest atrakcyjna.

Problem jest jednak inny i myślę, że znacznie poważniejszy. Wygląda na to, że żadna ze stron (Polski Związek Bokserski i promotorzy) nie jest udziałem zawodowców w igrzyskach zainteresowana. Władze związku mają mizerne rozeznanie jeśli chodzi o ich sportowe możliwości, z góry zakładając też, że niepotrzebne im problemy z tym związane, a promotorzy twierdzą, że rozmowy prowadzone na ostatnią chwilę, nie mają żadnego sensu.

Pełna treść artykułu Janusza Pindery na Polsatsport.pl >>

W najbliższą niedzielę o godzinie 12:00 w poznańskiej Akademii Boksu Krzysztofa Chudeckiego, odbędzie się trening otwarty, podczas którego będzie można poćwiczyć z doświadczonymi pięściarzami.

Swój udział w zajęciach potwierdzili m.in. Damian Wrzesiński, Mariusz Biskupski czy Roman Szymański. Zapisy na: Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.. Udział w treningu jest bezpłatny.

Dawida K. ps. Cygan zatrzymali funkcjonariusze rzeszowskiego CBŚP we współpracy z Lubelskim Zamiejscowym Departamentem ds. Przestępczości Zorganizowanej i Korupcji Prokuratury Krajowej. Mężczyzna jest podejrzewany o kierowanie zorganizowaną grupą przestępczą, trudniącą się legalizacją kradzionych samochodów na terenie Unii Europejskiej, wyłudzaniem VAT i praniem brudnych pieniędzy. Były bokser usłyszał zarzuty kierowania grupą i inne. Grozi mu do 10 lat pozbawienia wolności.

Policjanci CBŚP zatrzymali 35-letniego Dawida K. w Lublinie. Mężczyzna był jednym z najważniejszych szefów zorganizowanej grupy przestępczej, zajmującej się legalizacją luksusowych samochodów, kradzionych z terenu Unii Europejskiej. Grupa ta trudniła się również wyłudzaniem podatku VAT i praniem brudnych pieniędzy. Po zarzutach sąd zadecydował o jego tymczasowym aresztowaniu na 3 miesiące.

Grupa Dawida K. zalegalizowała co najmniej 15 aut skradzionych w Niemczech i Belgii (głównie BMW) i 8 wyłudzonych z wypożyczalni (dostawcze mercedesy) o wartości 3 mln złotych. Policjanci odzyskali do tej pory 12 samochodów, które zostały zwrócone niemieckim i belgijskim firmom ubezpieczeniowym.

Jak ustalili policjanci CBŚP, grupa ta równolegle zajmowała się wystawianiem nierzetelnych faktur i wyłudzaniem podatku VAT z tytułu wewnątrzwspólnotowych dostaw towarów. Funkcjonariusze ustalili również, że członkowie grupy prali brudne pieniądze z tego tytułu. Wykorzystywali do tego szereg spółek - słupów, powoływanych tylko na potrzeby przestępczego procederu, między którymi krążyły faktury. Jak ustalili policjanci grupa wyłudziła co najmniej 11 milionów złotych. Przestępcy swoje zyski lokowali w budowę osiedla domków jednorodzinnych w Warszawie, by utrudnić organom ścigania wykrycie przestępczego procederu. Prokurator wydal decyzję o zabezpieczeniu majątkowym na 5 mln złotych.

Do tej pory policjanci zatrzymali 18 osób, którym przedstawiono zarzuty udziału w zorganizowanej grupie przestępczej. Trzy z tych osób usłyszały zarzuty kierowania grupą, za co grozi do 10 lat pozbawienia wolności.

Film o dwukrotnym mistrzu olimpijskim ma nosić tytuł "Zwycięzca". W roli głównej wystąpi Dawid Ogrodnik. Jerzy Kulej jest jedynym w historii polskiego boksu dwukrotnym złotym medalistą igrzysk (Tokio 1964, Meksyk 1968). Wojownik wspaniałej drużyny Feliksa Stamma zmarł niespełna cztery lata temu, ale jego legenda nadal rozpala wyobraźnię miłośników sportów walki. Jednym z nich jest Mike Zawadzki, który w wieku pięciu lat wyemigrował z rodzicami do Kuwejtu. Biznesmenem został na Cyprze, a po latach wrócił do rodzinnej Warszawy. To jego firma Zawadzki Productions ma zająć się realizacją filmu. Może on trafić do kin w przyszłym roku.

- Polska potrzebuje bohaterów, na których może wzorować się młode pokolenie. Historia Jerzego Kuleja jest niesamowita. Przeszedł, w pewnym uproszczeniu, drogę od pucybuta do milionera. Z zupełnej biedy w Częstochowie dotarł aż na sam szczyt w Tokio i Meksyku. Był jak Rocky Balboa, tylko że prawdziwy, a nasz film będzie oparty na faktach. Kulej udowodnił, że amerykański sen może się spełnić także w Polsce - tłumaczy Zawadzki.

Scenariusz napisał Krzysztof Rogulski, który w 1978 roku pracował z Kulejem jako reżyser na planie filmu "Papa Stamm". Głównego bohatera ma zagrać Dawid Ogrodnik, mistrza olimpijskiego z Tokio i brązowego medalistę z Rzymu (1960) Mariana Kasprzyka - Tomasz Schuchardt, zaś w rolę trenera Stamma ma się wcielić Arkadiusz Jakubik. Na współprodukcję filmu fabularnego "Zwycięzca" Zawadzki namówił firmę Ringier Axel Springer Polska. Projekt czeka na akceptację Polskiego Instytutu Sztuki Filmowej. Decyzja o dofinansowaniu ma zostać podjęta w lipcu.

Pełna treść artykułu w "Przeglądzie Sportowym" >>

Już wkrótce na zawodowych ringach zadebiutuje należący od kilku lat do krajowej czołówki boksu olimpijskiego Michał Olaś. Pięściarz z Warszawy będzie rywalizował w gronie profesjonalistów w limicie kategorii junior ciężkiej.

Olaś podpisał kontrakt menadżerki z Tomaszem Turkowskim, a na razie do swoich walk będzie przygotowywał się w Legia Fight Clubie pod okiem Pawła Kłaka. Pierwszą zawodową walkę Olaś mógłby stoczyć już pod koniec czerwca, ale będzie to uzależnione od jego ewentualnego udziału w turnieju kwalifikacyjnym do olimpiady w Rio de Janeiro. Te zawody mają się odbyć na początku lipca w Wenezueli.

- Chciałbym stoczyć jedną lub dwie walki na rozgrzewkę, a potem chętnie zaboksuję z takimi zawodnikami jak Nikodem Jeżewski czy Paweł Kołodziej. Od dłuższego czasu mam okazję do sparingów z zawodowcami i wiem, ile jeszcze czeka mnie pracy - komentuje Olaś.

Olaś ma za sobą także występy w lidze World Series of Boxing, gdzie reprezentował barwy drużyn z Włoch i Polski. Pięściarz kilkukrotnie stawał również na podium amatorskich mistrzostw Polski.

ISSN: 2082-9760

Najnowsze komentarze