onet.pl sport


ARTV Chicago




Przegląd Sportowy

 



   
BRK Gladiator

Patronat medialny





 

 

 

 

W czwartek na gali organizowanej we Francji kolejną zawodową walkę stoczy Robert Świerzbiński (18-6-2, 3 KO). Przeciwniiem białostoczanina na dystansie ośmiu rund będzie Christian Mbilli (6-0, 6 KO).

Świerzbiński ostatni raz boksował w kwietniu, remisując z Krzysztofem Kopytkiem po kontrowersyjnej decyzji sędziów. Mbilli swój profesjonalny debiut zanotował w lutym.

Głównym wydarzeniem tej imprezy będzie walka Johanna Duhaupasa z Newfelem Ouatahem o pas WBA International wagi ciężkiej.

Gala bokserska na Stadionie Narodowym to duże ryzyko?
Marcin Najman: Oczywiście, to ryzyko jest, ale przystałem na nie, ogłaszając, że gala się odbędzie. Teraz nie ma się co nad tym rozwodzić, trzeba zakasać rękawy i wziąć się do pracy.

Do gali pozostało pół roku. Niby sporo, ale z perspektywy organizatora pewnie niewiele...
To odpowiedni czas, żeby przygotować imprezę tak, jak na to zasługuje, czyli z największym pietyzmem. Narodowa Gala Boksu ma być wielkim świętem sportu, patriotyzmu i muzyki. Wiele elementów musi zaskoczyć jednocześnie. Co do samej karty walk, na ten moment pewniakami są zawodnicy i zawodniczki, którzy pojawili się na pierwszej konferencji prasowej - m.in. Mariusz Wach, Rafał Jackiewicz, Tomasz Sarara, Ewa Piątkowska - plus ogłoszony nieco później Robert Talarek, natomiast to nie są wszystkie gwiazdy, które wystąpią na Stadionie Narodowym. Zaraz po Świętach lecę do Londynu rozmawiać z największymi tuzami wagi ciężkiej.

Po przeciwnika dla Mariusza Wacha?
Tak. Mając takiego zawodnika w walce wieczoru mamy duży komfort, ponieważ Mariusz nie pęka przed nikim. Może boksować z każdym. Już nawet nie dzwonię pytać czy ten czy tamten, bo on nie ma z nikim problemu.

Dlaczego Wielka Brytania?
Uznałem ten kierunek za najlepszy, mamy tam wiele gwiazd zawodowego boksu, z absolutnego topu wagi ciężkiej, jak Tyson Fury, David Haye, Tony Bellew, Hughie Fury...

Pełna treść artykułu na Interia.pl >>

 

- Musimy teraz mniej myśleć emocjami a więcej rachunkiem biznesowym - mówi w wywiadzie dla ringpolska.pl Andrzej Wasilewski. Zapraszamy do lektury rozmowy z szefem grupy Sferis KnockOut Promotions.

Jak wygląda w tej chwili sytuacja w największej polskiej grupie bokserskiej? W ostatnich dniach w mediach społecznościowych pojawiło się kilka interesujących wpisów pięściarzy, szykują się jakieś zmiany? 
W tej chwili mamy swego rodzaju stagnację, bo czekamy na potwierdzenie dat na przyszły rok, a bez tego ciężko cokolwiek jest zaplanować. Zmiany w grupie muszą nastąpić z całą pewnością. Długo broniłem się przed nimi rękami i nogami, wbrew moim wspólnikom. Będą to zmiany nie ewolucyjne a rewolucyjne.

Skład grupy zostanie okrojony?
Nie będziemy trzymać w grupie takiej liczby zawodników, bo nie jesteśmy im w stanie zapewnić optymalnej z mojego punktu widzenia ścieżki kariery. Mam pełną świadomość, że jako jedyni w Polsce potrafiliśmy doprowadzić naszych pięściarzy do wielkich walk, ale teraz będziemy się chcieli skupić na mniejszej grupie zawodników, bo rynek bokserski i telewizyjny bardzo się zmienia i mimo że próbowałem ten trend powstrzymać, to z rynkiem walczyć się nie da. Musimy przemodelować naszą współpracę, pewnie niektórym zawodnikom będzie bardzo przykro, ale nic na to nie poradzimy. Ja mam osobistą sympatię do zawodników, szanuję ich ciężką pracę, ale na końcu trzeba jednak płacić wszystkie rachunki. Musimy mniej myśleć emocjami a więcej rachunkiem biznesowym.

Czyli mówimy tu raczej o zakończeniu współpracy z zawodnikami niż modyfikacji warunków współpracy?
Prawda jest taka, że nasi pięściarze są przyzwyczajeni do pewnych rzeczy u nas i nagle, gdy czegoś nie dostają, to bardzo głośno protestują. Jeśli są tacy głośni, to myślę, że trzeba im dać szansę sprawdzenia, czy u przysłowiowego sąsiada trawa lepiej rośnie. Takich zawodników będziemy puszczać, bo taka sytuacja nie ma większego sensu.

Co w najbliższym czasie, jeśli chodzi o starty? 27 stycznia boksować miał Krzysztof Głowacki, podczas gali WBSS w Rydze. To pewne?
W tej chwili czekamy jeszcze na potwierdzenie. Zakładamy że faktycznie Krzysiek w Rydze wystąpi, ale na razie nie mamy potwierdzenia z strony organizatorów.

Jak wygląda sytuacja Krzysztof Włodarczyka po porażce z Muratem Gasijewem?
Jeszcze nie rozmawialiśmy o dalszych planach, ale według mnie ta walka pokazała, że Krzyśkowi będzie już ciężko rywalizować z następnym pokoleniem pięściarzy, wielkich i silnych jak tury. Moim zdaniem "Diablo" dalej należy do czołówki, ale trudno będzie mu już się wznieść na ten poziom, by wygrywać z absolutnym topem, bokserami takimi jak Gasijew.

Maciej Sulęcki na gali Diablo w Newark pokonał Jacka Culcaya, co dalej?
Maciej ma kontuzję ręki, w niefortunnym momencie, bo szykowała się duża walka, ale Maciek nie przekazał nam, że z Culcayem doznał urazu. Teraz na gwałt próbujemy zrobić porządek z ręką, bo zaraz będzie eliminator albo walka o tytuł.

Artur Szpilka?
Szpila zaczął współpracę z Andrzejem Gmitrukiem i jest z niej bardzo zadowolony, jest pełen energii. Jakoś po świętach musimy z Arturem na spokojnie usiąść i zacząć układać jakiś plan.

Co z mistrzowskim pasem WBC Ewy Piątkowskiej?
Próbujemy zorganizować Ewie walkę, prawdopodobnie na początku przyszłego roku będzie broniła tytułu.

Krzysztof Zimnoch w MMA to dobry pomysł?
Szczerze, to my mamy kontrakt z Krzyśkiem na walki bokserskie, nie obejmuje on MMA i ta historia jest zupełnie poza mną. Jeśli Krzysiek widzi dla siebie większe szanse w MMA, to jest to jego wybór.

25 maja na gali organizowanej na stadionie PGE Narodowym w Warszawie kolejną walkę stoczy Robert Talarek (20-12-2, 13 KO). Organizujący imprezę Marcin Najman rozważał zestawienie w ringu Talarka z byłym mistrzem Europy i pretendentem do tytułu mistrza świata wagi średniej Grzegorzem Proksą (29-4, 21 KO), ale już wiadomo, że do takiego pojedynku nie dojdzie.

- W tym przypadku to nie kwestia pieniędzy. Robert to fajny chłopak, zawsze chętnie pomagał na sparingach. Na razie pracuję i cieszę się rodziną - skomentował na Twitterze Proksa.

33-letni zawodnik z Węgierskiej Górki pozostaje nieaktywny od czasu, kiedy został znokautowany przez Macieja Sulęckiego w listopadzie 2014 roku. Wcześniej Proksa przegrał także z Sergio Morą.

25 maja przyszłego roku Marcin Najman organizuje galę boksu na Stadionie Narodowym. Jednym z uczestników imprezy będzie Robert Talarek (20-12-2, 13 KO). Najman i Talarek o przyszłorocznej imprezie opowiadają w rozmowie z portalem future-champion.pl.

W piątek na gali w Lincoln trzeci tegoroczny pojedynek stoczy była pretendentka do mistrzowskiego pasa wagi super półśredniej Aleksandra Magdziak Lopes (18-4-2, 1 KO).

Polka mieszkająca na stałe w Stanach Zjednoczonych skrzyżuje rękawice z Kanadyjką Natashą Spence (8-3-1, 6 KO). Pojedynek zakontraktowano na osiem rund.

Dla Magdziak Lopes będzie to już trzeci występ od czasu ubiegłorocznej porażki z Ewą Piątkowskiej. Stawką tego pojedynku był tytuł federacji WBC.

 

Marek Piotrowski to bezsprzecznie największy polski wojownik w historii sportów walki i jeden z najlepszych kickbokserów na świecie. 9 grudnia w Champions Sports Bar Restaurant w Warszawie legendarny "Punisher" zostanie uhonorowany wraz z innymi pionierami kickboxingu nad Wisłą podczas benefisu na gali DSF Kickboxing Challeneg 12: Najlepsi z Najlepszych II. Sylwetkę najwspanialszego zawodnika w dziejach naszego kraju przybliżają kibicom zasłużeni dziennikarze Andrzej Janisz oraz Janusz Pindera.

- Marek Piotrowski był karateką. Kickboxingiem zajął się w 1987 roku - wspomina Andrzej Janisz z Polskiego Radia. - Jeszcze w październiku tego samego roku został mistrzem świata w Monachium, gdzie wygrał wszystkie walki przez nokaut i został wybrany najlepszym zawodnikiem turnieju. Powiedział, że potrzebuje najwyżej dwóch lat i 50 dolarów do kieszeni, a poleci do Stanów i skopie wszystkim tyłki. Dwa lata później Piotrowski został zawodowym mistrzem świata - dodaje Janusz Pindera, komentator telewizyjny.

Karierę Marka Piotrowskiego obecny przy jego największych sukcesach Pindera dzieli na dwa okresy: krótki - Polski oraz dłuższy - amerykański (międzynarodowy). Obydwa były pełne sukcesów i niesamowitych dokonań. 44 zwycięstwa i tylko dwie porażki. 10 tytułów mistrza świata. Swoją nieprzejednaną postawą i fanatycznym podejściem do treningów i walk Marek zapracował na pseudonim "Punisher" - czyli niszczyciel. Jego pojedynki śledziła cała sportowa Polska. Dwukrotnie zajmował drugie miejsce w plebiscycie „Przeglądu Sportowego” na sportowca roku.

- Marek był tytanem pracy, a przy tym miał charakter zwycięzcy. Nie uznawał półśrodków, liczyło się tylko zwycięstwo. Dlatego pojechał do Stanów i walczył z najlepszymi. Pokonywał wielkie legendy - Ricka Roufusa, Dona "Dragona" Wilsona, dlatego też zgodził się na tę nieszczęsną walkę z Robem Kamanem, choć nie wiedział nawet, czym jest formuła low-kick czy boks tajski - mówi Andrzej Janisz. - To była nieprawdopodobna walka. Zatytułowałem korespondencję "Siedem rund umierania". Marek padał, ale nie pozwalał się poddać. Gdy sędzia w końcu przerwał pojedynek, klęcząc powiedział do Marka "Przepraszam" - uzupełnia Janusz Pindera.

Piotrowskim pałała żądza rewanżu za jedyne dwie porażki w karierze. Nie dostał ich, ale wygrywał dalej - do samego końca. W ostatnich latach przekwalifikował się na boks i coraz częściej bił się w tej formule. Wygrał wszystkie 21 pojedynków. W 1997 roku na jego stole leżała oferta walki o mistrzostwo świata wagi półciężkiej i czek na 250 tysięcy dolarów. Marek miał już jednak problemy zdrowotne i nieżyjący już trener Piotr Pożyczka nakłonił go do przejścia na emeryturę.

- Dla Marka nie było dobierania sobie rywali. Jeśli ktoś był teoretycznie lepszy, miał wyższą pozycję, to Marek chciał się z nim bić i go pokonać. To było najważniejsze. Nie zastanawiał się nad pieniędzmi i skutkami. Za wszelką cenę chciał wygrać - opisuje Andrzej Janisz. Podobnie podejście Piotrowskiego wspomina Janusz Pindera. - Stoczył wielkie walki, zdobył w sumie dziesięć tytułów zawodowego mistrza świata. Przydomek idealnie do niego pasował, on autentycznie był Niszczycielem - dodaje.

Dziś nie ma już takich wojowników jak Marek Piotrowski. 53-letni legendarny mistrz prezentował zupełnie inne podejście do sportu niż dzisiejsi zawodnicy. Dla "Niszczyciela" liczyła się tylko prawda - o sobie, o walce i o życiu. Celem było podejmowanie wyzwań, nieustanne sprawdzanie się i wygrywanie. Marek nadal jest fighterem - dziś walczy z ciężką chorobą o normalne funkcjonowanie. I nie podda się, tak jak nie poddawał się w ringu.

Nie da się określić, jak wielką popularnością cieszyłby się Marek Piotrowski, gdyby walczył zawodowo w XXI wieku na oczach publiczności telewizyjnej i internetowej. Po prostu nie ma takiego przełożenia. Pewne jest jednak, że osiągnąłby nie mniejszy sukces i byłby inspiracją dla całego pokolenia. Zdaniem weteranów dziennikarstwa, którzy byli przy nim przez całą jego karierę, Marek dałby sobie zresztą radę w każdej dyscyplinie sportu.

- Gdyby zechciał zostać mistrzem świata w szachach, to może i by nie został, ale na pewno byłby w czołówce. Miał taki charakter, a w sporcie liczy się przede wszystkim charakter! Można wytrenować ciało, mieć różną skalę talentu, być pracowitym albo leniem. To wszystko są części składowe, które tworzą wspaniałych sportowców. Bez charakteru zwycięzcy nic się nie osiągnie, będzie się przeciętniakiem. Marek taki nie chciał być - kończy Andrzej Janisz.

Benefis legend polskiego kickboxingu odbędzie się 9 grudnia w Champions Sports Bar Restaurant w Warszawie na gali DSF Kickboxing Challenge 12: Najlepsi z Najlepszych II. Transmisja na żywo w Canal+ Now (godz. 20:00) oraz w Player.pl (godz. 19:00). Bilety zostały wyprzedane.

Wczoraj na gali w Oberhausen  boksujący w kategorii super piórkowej Marek Jędrzejewski (13-0, 12 KO) zastopował w pierwszej rundzie Karoly Gallovicha (10-6, 0 KO). Pojedynek na Twitterze skrytykował Mateusz Borek, przy okazji proponując pięściarzowi First Punch Boxpromotion walkę z Damianem Wrzesińskim (12-1-1, 5 KO).

"Oglądam 'walkę' Jędrzejewskiego z Węgrem. 40 sekund walki z gulaszem. Ludzie by mnie 'zabili' gdybym takiego rywala na galę w Polsce sprowadził. Ponawiam ofertę dla Marka na walkę z Wrzesińskim. Wyłonimy najlepszego polskiego lekkiego. Wiosna 2018. PBN. Let’s do it." - napisał szef MB Promotion. Wpis Borka skomentowali w rozmowie z ringpolska.pl Jędrzejewski i promujący go Krzysztof Jaszczuk.

- Po pierwsze nie było nam łatwo znaleźć solidnego przeciwnika dla Marka - oznajmił Jaszczuk. - Były dobre oferty, ale niestety ośmiu dobrych przeciwników nam odmówiło. Planowaliśmy zaboksować dziesięć rund o jakiś lepszy pas. Miała to być druga główna walka wieczoru, niestety na końcu przeciwnikiem był Gallovich - zawodnik wybrany przez promotora gali. Nie było łatwo zakontraktować kogoś na 10 dni przed walką, więc zgodziliśmy się na Gallovicha, aby na tej gali w ogóle wystąpić. Ważne, że Marek jest aktywny i tak jak już mówiłem wcześniej, najważniejszy jest dla nas wyjazd do Stanów w następnym roku.

- Szkoda, że tylu bokserów nam odmówiło, bo wolałbym zaboksować z mocniejszym przeciwnikiem, ale taki jest boks. Były rozmowy z Robertem Tlatlikiem, Bihesem Barakatem , Nico Venetisem, Enginem Guelem i Atillą Kayabasim. To były dobre oferty, ale niestety nikt ze mną do ringu nie wyszedł - dodał Jędrzejewski.

Odnosząc się do propozycji pojedynku z Wrzesińskim, Jaszczuk stwierdził: - Wszędzie słyszę o walce Marka z Damianem, że niby się jej boimy i tak dalej, ale tak nie jest. W sumie nie chciałem się na ten temat wypowiadać, bo nie jestem człowiekiem, który dużo mówi, ale jak słyszę, że Mateusz Borek na ten temat naciska, to jestem zmuszony się odnieść. Walka na PBN nas w ogóle nie interesuje, bo nie będziemy występować na galach, na których podpisane kontrakty nie mają żadnego znaczenia. Oprócz tego ciekawe, czy Damian albo jego promotor zgodziłby się zaboksować na mojej gali 10 rund za te same pieniądze, które zostały nam zaoferowane dla Marka  czyli 2 tysiące euro brutto. Jakby się Damian zgodził, to daję mu natychmiast taką samą ofertę na naszej gali w Niemczech. Oprócz tego od początku była rozmowa o całkiem innych pieniądzach dla Marka przeciwko Damianowi. Więc dzięki za ponowienie, ale nie!


Najnowsze komentarze