Boks to nasza wspólna pasja

 

 





 

onet.pl sport


ARTV Chicago




Przegląd Sportowy







   
BRK Gladiator

Patronat medialny





 

 



 

Kto jest online?

Odwiedza nas 14216 gości oraz 4 użytkowników.

Ostatnio zarejestrowani

  • Leonard
  • oktawave
  • MinisterPropagandyPL
  • Skałka
  • Doris

Złoty medalista olimpijski z igrzysk w Londynie Oleksandr Usyk (9-0, 9 KO) będzie gościem dzisiejszego wydania magazynu sportów walki "Puncher". Ukrainiec już 17 września na gali Polsat Boxing Night w trójmiejskiej ERGO Arenie skrzyżuje rękawice z Krzysztofem Głowackim (26-0, 16 KO).
 
Usyk już po raz drugi w ostatnim czasie odwiedził Polskę. W poniedziałek Ukrainiec pojawił się na warszawskim Okęciu, a we wtorek weźmie udział w konferencji prasowej oraz otwartym treningu, pokazując próbkę swoich umiejętności na niespełna miesiąc przed najbardziej wyczekiwanym pojedynkiem w historii polskiego boksu zawodowego.
 
Premierowa emisja magazynu "Puncher" w poniedziałek 22 sierpnia w Polsacie Sport News o godz. 20.00.
 


 

W piątek na gali w Niemczech dziesiątą zawodową wygraną zanotował Marek Jędrzejewski (10-0, 9 KO). Boksujący w wadze lekkiej 26-letni Polak pokonał jednogłośnie na punkty Bakhtiyara Isgandarzadę (11-9, 4 KO).

- Przeciwnikiem Marka pierwotnie miał być Billal Messoudi, który jednak doznał kontuzji, więc zdecydowaliśmy się na wybór doświadczonego Isgandarzady - relacjonuje promujący Jędrzejewskiego Krzysztof Jaszczuk.

- Rywal miał co prawda ponad 4 kilo nadwagi, ale chcieliśmy konfrontacji z doświadczonym zawodnikiem przed galą w Plettenbergu planowaną na 5 listopada. Pojedynek był dobry technicznie i ciekawy. Marek musiał pokazać, na co go stać. Wypadł dobrze, zachwycił publikę i zebrał pochwały od niemieckich reporterów obserwujących go w akcji - dodał szef grupy First Punch Boxpromotion.

Dla niepokonanego w gronie profesjonalistów Marka Jędrzejewskiego piątkowe zwycięstwo było pierwszym pojedynkiem rozstrzygniętym na pełnym dystansie. Wcześniejsze walki polski pięściarz zakończył przed czasem.

Kamil Młodziński (8-0-2, 5 KO) zremisował z Krzysztofem Szotem (19-18-2, 5 KO) na gali Seaside Boxing Show. Po finałowym gongu dwóch sędziów punktowało 57-57, zaś trzeci arbiter wskazał na przewagę Młodzińskiego 58-56.

Pojedynek od początku miał wyrównany przebieg. Szot, który przyjął ten pojedynek z małym wyprzedzeniem zaskoczył dobrą formą i nie odstawał od dużo młodszego rywala.

Walka nie toczyła się w szybkim tempie, a obaj pięściarze wyczekiwali na wzajemne błędy. Ostatecznie sędziowie orzekli o remisie i niewykluczone, że za kilka miesięcy zobaczymy tych zawodnikó w ringu ponownie.

Kamil Młodziński (8-0-1, 5 KO) stoczy dzisiaj na gali w Międzyzdrojach swoją drugą tegoroczną walkę. Rywalem pięściarza z Mysłowic będzie doświadczony Krzysztof Szot (19-18-1, 5 KO), który zastąpił w tej rywalizacji niedysponowanego Tomasza Króla.

Transmisja z gali Międzyzdrojach od godz. 20.00 w Polsacie Sport i od godz. 23.10 w Polsacie

Doświadczony Krzysztof Szot (19-18-1, 5 KO) będzie ostatecznie rywalem Kamila Młodzińskiego (8-0-1, 5 KO) podczas sobotniej gali w Międzyzdrojach. Szot w tym pojedynku zastąpił kontuzjowanego Tomasza Króla.

Norbert Dąbrowski (18-4-1, 7 KO) rozpoczął sesje sparingowe w ramach przygotowań do walki z Pawłem Stępniem (4-0, 4 KO). Zakontraktowany na osiem rund pojedynek odbędzie się 17 września na gali Polsat Boxing Night w ERGO Arenie.

W pierwszych sparingach Dąbrowskiemu pomaga m.in. zaliczany do światowej czołówki wagi średniej Maciej Sulęcki. Pojedynek ze Stępniem będzie dla Dąbrowskiego drugim tegorocznym występem.

Główną atrakcją gali Polsat Boxing Night będzie wyczekiwany przez kibiców pojedynek mistrza świata WBO wagi junior ciężkiej Krzysztofa Głowackiego (26-0, 16 KO) ze złotym medalistą olimpijskim z Londynu Oleksandrem Usykiem (9-0, 9 KO).

Kup bilet na  galę Polsat Boxing Night >> 

W sobotę na gali w Międzyzdrojach drugi tegoroczny pojedynek stoczy Kamil Młodziński (8-0-1, 5 KO), który tym razem zmierzy się z doświadczonym Krzysztofem Szotem (19-18-1, 5 KO). Początkowo rywalem Młodzińskiego miał być Tomasz Król, ale szczecinianin musiał wycofać się z walki z powodu problemów zdrowotnych.

Marcin Najman przygotowuje się walki z Jahmaiem Satischem, która odbędzie się 28 sierpnia. Stawką wspomnianego pojedynku będzie tytuł mistrza wagi ciężkiej K-1 organizacji WKU.

Do walki z Jahmaiem Satischem pozostało jeszcze kilkanaście dni. Przygotowania przebiegły po pana myśli?
Marcin Najman: Nadszedł moment dużego zmęczenia. Kończy się okres przygotowawczy w hotelu OSSA oraz obóz sparingowy. Miałem do dyspozycji trzech sparingpartnerów i nie mogłem na nikogo narzekać. Wszystko poszło zgodzie z planem. Pojawił się nawet czas na jeden dzień odpoczynku, ale potem wróciłem na salę. W przyszłym tygodniu czeka mnie jeszcze jedna seria walk. Jestem w najlepszej dyspozycji od lat.

Kibice nie muszą się obawiać o pana zdrowie? Sytuacja z kwietnia, kiedy przez chorobę musieliście przełożyć walkę się nie powtórzy?
Nie. To była wyjątkowa sytuacja. Byłem strasznie przeziębiony i nie mogłem nawet myśleć o ewentualnym pojawieniu się w ringu. W okresie letnim nie powinno się to przytrafić. Obecnie czuję się na siłach i nic mi nie dolega.

Podczas treningów pojawili się nowi sparingpartnerzy?
Wybrałem sobie szybkich chłopaków z wagi cruiser. Szansę w walce upatruję przede wszystkim w tym, że będę zdecydowanie szybszy od rywala. Chciałem to jeszcze bardziej podkręcić i uwydatnić. Mogłem współpracować m.in. z Adamem Koprowskim. Nie wszyscy z przeciwników byli mańkutami, ale bardzo mi pomagali bijąc lewą ręką.

W mediach pojawiła się już informacja o ewentualnym rewanżu. Czy to prawda?
Bardzo długo zabiegałem o tę walkę. Splot różnych okoliczności spowodował, że pojawię się w ringu właśnie z Jahmaiem. Najpierw Andrzej Krajewski zadzwonił do mnie z propozycją walki o tytuł mistrza Europy WBO. Oczywiście od razu ją przyjąłem, ale potem prawie rok byłem nieaktywny w sporcie. Musiałem zmienić swoją decyzję i przyjąłem propozycję od WKU. Satisch wysyłał do mnie e-maile. Chciał, żebym pojawił się w ringu. Przedstawiłem swoje warunki, a on je zaakceptował. Mieliśmy już walczyć w 2009 roku. Wtedy wszystko się skomplikowało. Przy umawianiu tego pojedynku wzorowałem się na braciach Kliczko, którzy bardzo mądrze podchodzą do swoich walk, również pod względem finansowym. Zawsze byli zabezpieczeni ewentualnym rewanżem. Postanowiłem zrobić podobnie. Zawarliśmy umowę, że w trakcie dziesięciu miesięcy możemy przystąpić do drugiego starcia. Wszystko może się odbyć w listopadzie na hali Torwar w Warszawie.

Pełna treść artykułu w "Przeglądzie Sportowym" >>

Miał Pan okazję oglądać walki duetu naszych olimpijczyków Igora Jakubowskiego i Tomasza Jabłońskiego, którzy są już za burtą turnieju?
Wojciech Bartnik, brązowy medalista olimpijski z 1992 roku: Oczywiście patrzyłem, ale nie zamierzam uciec się do stwierdzenie: „wy jesteście słabi, a nasze pokolenie było lepsze”. Kiedyś słyszałem takie wypowiedzi z ust naszych starszych mistrzów, lecz to byłoby zbytnie uproszczenie. Boks się zmienia, ten obecny jest szybszy, bardziej atletyczny i siłowy.

Czego zabrakło naszym zawodnikom, by przebrnąć pierwszą rundę?
Przede wszystkim mądrej taktyki, zwłaszcza że obaj byli faworytami. Przecież to aktualni wicemistrzowie Europy, pięściarze bardzo doświadczeni występami w rozgrywkach World Series of Boxing. Na ringu olimpijskim ich sposób boksowania był dla mnie niezrozumiały.

Mijają 24 lata, a Pan niezmiennie jest ostatnim polskim medalistą IO w boksie…
Dramat, coś strasznego. Jest mi bardzo przykro, że od tego czasu ciągle jestem tym ostatnim, a po drodze było już tyle igrzysk. Trzeba coś z tym zrobić, a póki co łzy same cisną mi się do oczu. Ubolewam, że moja ukochana dyscyplina, dzięki której jestem takim człowiekiem, nie może się odrodzić. W Rio miało być pięknie, a skończyło się, jak zawsze.

Jesienią dojdzie do wyborów nowych władz Polskiego Związku Bokserskiego. Wiele osób postuluje, cytuję: „rozpędzenie obecnego zarządu pod rządami prezesa Zbigniewa Górskiego na cztery wiatry”.
Dokładnie tak samo uważam. W związku potrzebna jest młoda krew i ludzie, którzy przede wszystkim chcą działać i być aktywni, a ponadto umieją rozmawiać z mediami, co pomaga w pozyskiwaniu sponsorów. Wie pan, ja byłem członkiem tego zarządu, bo przez pewien czas cieszyłem się bardzo dużym poparciem. Natomiast gdy zobaczyłem, jak to wygląda od środka, po prostu odszedłem.

Pełna treść artykułu w "Gazecie Krakowskiej" >>

ISSN: 2082-9760

Najnowsze komentarze