Jutro na gali grupy Evil Promotions w Hamburgu Grzegorz Soszyński (19-1-1, 10 KO) zmierzy się w pojedynku o pas WBC Mediterranean wagi półciężkiej z Geardem Ajetovicem (18-4-1, 9 KO). - Jeśli wygram to wracam do rankingów i możemy już myśleć pod koniec roku o poważnych sprawach - mówi w wywiadzie dla ringpolska.pl ambitny Zakopiańczyk.
- Grzegorz, 9 kwietnia w Hamburgu, czeka cię ciężka walka. 12 rund z wicemistrzem świata juniorów Geardem Ajetovicem z Serbii. Aktualnie jest to 29-letni pięściarz, który boksował pełne dystanse z takimi zawodnikami jak: Pirog, Macklin, Geale. Jak Twoja forma fizyczna i psychiczna i oczywiście jak przebiegły przygotowania?
Grzegorz Soszyński: Przygotowania poszły po mojej myśli, jestem przygotowany fizycznie jak i psychicznie. Wiem, że Geard Ajetovic jest utytułowanym zawodnikiem, ale myśląc o samej czołówce światowej, muszę wygrywać z takimi zawodnikami jak on. Będzie to dla mnie świetny sprawdzian, gdyż boksował on już ze znanymi klasowymi zawodnikami, w boksie amatorskim jak i zawodowym. Jestem bardzo zadowolony ze sparingów, robiłem je z samym mistrzem świata WBA, Dimitrijem Sartizonem. Niestety podczas ostatniego sparingu nabawił się poważnej kontuzji kolana, która go wykluczyła z obrony tytułu w tą sobotę. Ale ta faza przygotowań przebiegła bardzo pomyślnie.
- Został jakikolwiek ślad po urazie dłoni, coś cię boli?
GS: Dłoń jest w porządku. Mam nadzieję że będę nią szybko i mocno trafiał w sobotę.
- Walka z Ajetoviciem będzie trudna z kilku względów. Pierwszy to spory przeskok w poziomie rywali, drugi to dystans 12 rund, trzeci to jakaś tam presja, która może mieć wpływ na przebieg pojedynku. Czy studiowałeś walki rywala i co wywnioskowałeś?
GS: Tak, jest to spory przeskok, ale tak jak mówię, na co dzień sparuję też z zawodnikami klasowymi jak Dimitri Sartizon, Alexander Aleksiejew i jeszcze kilka innych nazwisk. Jest to dla mnie wyznacznik, na jakim poziomie się znajduję. Trenerzy Oktay Urkal, Bulent Basser, Czy Magomed Schaburow mówią że jestem gotowy na walki z najlepszymi. To mi pomaga i muszę im zaufać. Sam też się czuję na siłach, by podejmować coraz to większe wyzwania. Co do dystansu 12 rund, to zawsze musi być ten pierwszy raz. Kondycja jest moją mocną stroną, wiec musi być wszystko OK.
- Czy to jest walka o "być albo nie być" w tej grupie?
GS: Już każda walka jest dla mnie o "być albo nie być" - po prostu muszę ją wygrać by się wspiąć wysoko i do końca roku powalczyć o coś poważnego. Ta walka jest dużym krokiem do przodu.