Boks to nasza wspólna pasja

 

 




Patronat medialny



Babilon Promotion - organizacja gale boksu, sporty walki, wynajem ring, oświetlenie LCD, boks, wynajem ringu, obsługa gal boksu i sztuk walki

 



fightklub

Pobierz pasek ringpolska.pl

Kto jest online?

Odwiedza nas 11673 gości oraz 60 użytkowników.



 

Zapraszamy do obejrzenia kolejnego odcinka programu "Duży w Maluchu", którego głównym bohaterem jest tym razem Przemysław Saleta. Były mistrz Europy wagi ciężkiej mówi między innymi o swoim życiu na sportowej emeryturze i dzieli się spostrzeżeniami na temat walki Tomasza Adamka z Arturem Szpilką.

Duży w Maluchu - Artur Szpilka >>

23 lutego w gdańskiej ERGO Arenie Przemysław Saleta (44-7, 22 KO) pokonał przez nokaut w szóstej rundzie  Andrzeja Gołotę (41-9-1, 33 KO). Przemek Saleta na swoim profilu na Facebooku opublikował dziś materiał video z szatni zapisany przed i po walce.

on}

SaletaPrzemysław Saleta w wywiadzie dla "Polska Times" przyznał, że teraz ma dużo więcej szacunku dla Andrzeja Gołoty niż przed walką. Pytany o najlepszego polskiego pięściarza w boksie zawodowym w historii wymienia jednak Dariusza Michalczewskiego.

Sensacyjny zwycięzca walki wieczoru gali "Polsat Boxing Night" z satysfakcją mówi o poziomie pojedynku z Gołotą. - Na pewno była to świetna walka dwóch bokserskich emerytów. Ale w tej formie pokonalibyśmy i ja, i Andrzej całkiem sporą grupę zawodników, którzy zajmują miejsca w pierwszych dwudziestkach rankingów wagi ciężkiej - mówi Saleta w wywiadzie dla "Polska Times".

W starciu z Gołotą Saleta zaimponował przede wszystkim przygotowaniem kondycyjnym. Wytrzymałością i siłą przełamał w końcu Gołotę, kończąc pojedynek w szóstej rundzie. Jaki jego zdaniem Gołota popełnił błąd przygotowując się do walki.

- Andrzej Gmitruk to bezdyskusyjnie najlepszy polski trener, ale moim zdaniem popełnił błąd, przygotowując Andrzeja do tej walki. Postawił na cechy, których Andrzej już nie ma - szybkość, luz, pracę nóg. Zamiast na siłę i wytrzymałość. Ale to łatwo mówi się dziś, tydzień po walce. Tak naprawdę obaj przygotowywaliśmy się po omacku - bo czy ktoś w Polsce prowadził wcześniej bokserów w tym wieku? Chcę jednak podkreślić, że mimo porażki Andrzej zasługuje na ogromny szacunek - twierdzi były mistrz Europy w wadze ciężkiej.

Saleta pytany o najlepszego o najlepszego polskiego pięściarza w boksie zawodowym w historii bez najmniejszych wątpliwości odpowiada: - Z całą pewnością Dariusz Michalczewski. Później długo długo nic i Tomasz Adamek.

Adamek kariery jeszcze nie skończył, ale zdaniem Salety wielkich szans na tytuł w wadze ciężkiej nie ma. - Najlepszego Tomka już widzieliśmy. To było przed walką z Kliczką - w starciach z Andrzejem czy Chrisem Arreolą. Teraz Tomek stracił szybkość, a siły nigdy nie będzie miał takiej, jak inni naturalni pięściarze wagi ciężkiej - uważa Saleta.


on}

Zapraszamy do wysłuchania wywiadu z Przemysławem Saletą (44-7, 22 KO), który w sobotę pokonał przez nokaut w szóstej rundzie Andrzeja Gołotę (41-9-1, 33 KO). W rozmowie z ringpolska.pl Saleta podsumował swoją walkę z "Andrew", opowiedział o swoim spojrzeniu na boks 45-latków i odniósł się do oferty pojedynku złożonej mu przez Olivera McCalla.

Andrzej Gołota vs Przemysław Saleta: serwis specjalny ringpolska.pl >>

Gołota SaletaPięć rund - o jedną mniej - mógł trwać pojedynek Andrzeja Gołoty (41-9-1, 33 KO) z Przemysławem Saletą (44-7, 22 KO), gdyby nie przypadek! - Ale tylko być może - podkreśla sędzia ringowy Leszek Jankowiak. Spokój siedzącej tuż obok ringu Marioli Gołoty mógł w konsekwencji przyczynić się do tego, że Andrzej otrzymał kolejną szansę.

- Czy to była trudna walka dla sędziego?
Leszek Jankowiak: I tak i nie. Trudna, ponieważ emocje i oczekiwania, jakie towarzyszyły kibicom były bardzo duże. Z tego powodu wiązała się z dużym stresem. Z drugiej strony była dość łatwa, choćby w porównaniu z innym pojedynkiem tej gali. Wcześniej sędziowałem walkę Łaszczyk – Cieślak. Odbywała się w bardzo dużym tempie, co oznacza, że trudniej jest wszystko wychwycić. Wieczorny pojedynek nie mógł być tak szybki. Tak więc ze względu na tempo walka nie była trudna, ale ze względu na ładunek emocjonalny – bardzo ciężka.

- Stres towarzyszył przez cały czas?
Nie, zupełnie nie. Stres pojawił się w momencie, gdy Andrzej zaczął wypluwać szczękę. Ten moment oznaczał dla mnie, że zaczynają się schody.

- Ostrzeżenia i w efekcie dyskwalifikacja.
Tak. Pojawił się kłopot. Za pierwszym razem szczęka wypadła po podbródkowym. Zupełnie normalna rzecz, może się zdarzyć. Za drugim razem została po prostu wypluta. W sumie szczęka znalazła się na deskach chyba pięć razy. Coraz bardziej się obawiałem, że za chwilę walka zakończy się przez dyskwalifikację, a to oznacza, że 13 tysięcy ludzi będzie buczeć i okazywać niezadowolenie. Będzie to jakaś kontrowersja, która może zniweczyć całe to wydarzenie i gorącą, co by nie mówić, atmosferę.

- W rękach sędziego jest zdrowie zawodników. Przychodzi chwila, w której trzeba przerwać pojedynek.
Już w piątej rundzie był moment, w którym rozważałem zakończenie walki, bo przewaga Przemka Salety robiła się bardzo widoczna. Myślałem, że już zbliża się ta chwila. Nie chciałem podjąć zbyt pochopnej decyzji. Wiemy, że sami zawodnicy od wielu miesięcy czekali na tę walkę. Tak samo kibice w hali i przed telewizorami. Ludzie chcą igrzysk i chcą widzieć przekonującego zwycięzcę. A przy tym wszystkim cały czas miałem świadomość, że obaj pięściarze mają po 45 lat i być może nie wyjdą już więcej na ring. Ich kariera się tu kończy i nie będzie szansy na kolejne walki. To ostatnia okazja dla obu na pokazanie się z dobrej strony. To wszystko gdzieś tam w głowie siedzi.

- Wkrótce i tak zakończyłeś pojedynek. Przemek „poczuł krew”, a Gołota miał dość. Jak Andrzej przyjął tą decyzję?
O nie! (śmiech). To nasza tajemnica. To się naprawdę nie nadaje do powtarzania… (śmiech). I nie nadaje się do druku z całą pewnością. Ale uwierz mi, że nie był zachwycony i to bardzo. W pełni go rozumiem, ta walka potoczyła się nie tak jak sobie wyobrażał. Zależało mu bardzo, to tyle przygotowań… Był wściekły, to zrozumiałe. Cóż, przerwałem walkę, on wyraził swoje niezadowolenie i miał do tego prawo. Wszystko jest OK.

Cała rozmowa z Leszkiem Jankowiakiem na Sportowewywiady.pl >>

McCallW poczcie znalazłem email od Lee Holidaya, opiekującego się prawną stroną kariery byłego mistrza świata wagi ciężkiej Olivera McCalla (56-12, 37 KO). Lee wystosował pismo do dziennikarzy zajmujących się w USA tematyką pięściarską, by pomogli jego zawodnikowi dostać walkę z... Przemkiem Saletą (44-7, 22 KO).

- Chcę z nim walczyć jeszcze raz. Tym razem nie znokautuję go w czwartej rundzie, i to nie będzie w Chicago. Tym razem pojadę do Polski i zrobię to przed jego rodakami jeszcze przed czwartym starciem. Z pięściarzami z Chicago nie wolno zadzierać -  pisze w e-mailu "Atomic Bull". Zapytany, czy chciałby walczyć jeszcze raz z Saletą, McCall odpowiada: - Gdzie mam się podpisać?

- Mam nadzieję, że mi pomożesz. McCall nie ma na razie żadnego innego zajęcia, a boks to całe jego życie - pisze Lee.  Przypomnijmy, że McCall nie tylko walczył z Przemklem Saletą, ale miał zmierzyć się z Mariuszem Wachem. Walka z "Wikingiem" została odwołana z powodu niedopuszczenia McCalla ze względów zdrowotnych ma zaledwie 48 godzin przed jej zapowiadanym terminem.

SaletaZaledwie cztery dni po zwycięskiej walce z Andrzejem Gołotą Przemek Saleta (44-7, 22 KO) zameldował się na sali treningowej.

- Jak widać mimo 45 lat na karku nieźle zniosłem trudy przygotowań i pojedynku z Andrzejem. Zaraz po walce trochę bolał mnie łokieć, bark, no i szczęka, bo jednak przyjąłem kilka mocnych ciosów, ale dziś już wszystko było w porządku i rano zrobiłem pierwszy trening - opowiada Saleta, który na salę treningową przychodzi regularnie, nawet jeśli nie szykuje się do żadnej walki.

- Czytałem dziś w internecie opinię lekarza, że mogliśmy sobie z Andrzejem zrobić krzywdę w tej walce. Z doświadczenia wiem jednak, że to co mówią teoretycy często bardzo się różni od praktyki. Tak było i w tym przypadku. Od walki minęły cztery dni, ja czuję się bardzo dobrze. To kwestia wytrenowania organizmu, na przykład 45-letni lekkoatleta może sobie poradzić z maratonem, podczas gdy dla zwykłego 45-latka mógłby być to zabójczy dystans - tłumaczy Przemek Saleta, który po wygranej z Gołotą oficjalnie zakończył sportową karierę.

GołotaCztery dni minęły od przegranej walki Andrzeja Gołoty (41-9-1, 33 KO) z Przemysławem Saletą (44-7, 22 KO). W rozmowie z "Przeglądem Sportowym" mistrz Europy wagi junior ciężkiej Mateusz Masternak (29-0, 21 KO), jeden z ostatnich sparingpartnerów "Andrew" podsumowuje najprawdopodobniej ostatni pojedynek w karierze Gołoty

- Jak porównałby pan Andrzeja Gołotę z ostatniego sparingu z panem w Warszawie z tym Andrzejem Gołotą, którego oglądaliśmy tydzień później w walce z Przemysławem Saletą w Gdańsku?
Mateusz Masternak:
Sparingi wyglądały dobrze. Przede wszystkim Andrzej dużo pracował na nogach, a w walce nóg kompletnie zabrakło. Andrzej poszedł na wymianę bez szczelnego bloku. Cios za cios. Przemek był trochę bardziej precyzyjny i miał lepszy blok, na który wyłapywał więcej uderzeń. Andrzej liczył na swój refleks, a wiadomo, że szybkości i refleksu z wiekiem zaczyna brakować. Myślę, że to zaważyło na wyniku. Andrzej do samego końca opuszczał ręce. Próbował sprowokować Przemka i skontrować. Niestety, to mu nie wyszło, przeliczył się. Stąd taki efekt.

- Dla Gołoty często najtrudniejszy był sam początek walki. W sobotę problemy dopadły go później.
Pierwsza runda była bardzo obiecująca. Trudno powiedzieć co się stało, bo kryzys nastąpił od drugiej rundy. Cała walka była bardzo widowiskowa i emocjonująca, dlatego obu pięściarzom należą się słowa uznania. Nie wiem, może Andrzej nie miał odpowiedniej rozgrzewki? Gdy zawodnik jest nierozgrzany, a od razu zaczyna boksować w wysokim tempie, to bardzo szybko przychodzi zakwaszenie mięśni. Gdy to następuje, zawodnik wygląda, jakby odcięto go od prądu. Ma się wtedy wrażenie, że brakuje mu kondycji i wszystkiego po kolei. Trudno powiedzieć co miało kluczowe znaczenie. Nogi na pewno. Gdyby Andrzej pochodził na boki, zrobił sobie trochę miejsca... Rywal też nie chodził na nogach. To byłoby dla Przemka dużo bardziej niewygodne. Trudniej byłoby mu ustawić Andrzeja i nie trafiałby tak często. A tak, dużo tych ciosów Przemka dochodziło celu i pomimo tego, że Andrzej nadal jest odporny na ciosy, to jednak w nieskończoność nie da się ich przyjmować.

- Walka w półdystansie musiała się tak skończyć?
Przemek miał niezły blok i wyłapywał te ciosy, natomiast Andrzej w niektórych fazach walki pozostawał bez żadnej obrony i bezkarnie przyjmował uderzenia. To nie mogło się skończyć powodzeniem.

- Gołota nie miał sił podnieść się z desek w szóstej rundzie. Tydzień wcześniej po pięciorundowym sparingu z panem nie wyglądał na tak wyczerpanego. Brak sił był efektem usztywnienia?
Usztywnienie rzeczywiście było. Wiadomo, że gdy mięśnie są napięte, potrzebują o wiele więcej energii i nie ma jak ich dotlenić. Nawiasem mówiąc, jak długo człowiek wytrzyma nie oddychając, bez tlenu? Tak samo w tym przypadku. Gdy mięśnie nie oddychają, nie mają tlenu, to przychodzi zakwaszenie i wszystko się kończy.

- Brak dynamiki w ciosach też był spowodowany spięciem?
Zawodnik usztywniony nie ma nic. Ani szybkości, ani refleksu, ani uderzenia. Sztywny cios jest wolny. Zastanawiam się co się stało, bo Andrzej raczej nie wyszedł do ringu tak bardzo spięty, a pierwsza runda była naprawdę fajna. Chodził lewy prosty, wyglądało to naprawdę dobrze. Od drugiej rundy coś się zmieniło. Czy to była kwestia mocniejszego ciosu, który Andrzej odczuł i wszystko się posypało? Trudno powiedzieć. Na to pytanie mógłby odpowiedzieć tylko sam Andrzej.

- Niegdyś Gołota słynął z tego, że potężne ciosy nie robią na nim wrażenia. W sobotę było o wiele gorzej.
Tak, ale Andrzej i tak pokazał dużą odporność na ciosy, bo przyjął ich faktycznie sporo. A przecież Przemek to kawał chłopa, więc jego uderzenia swoje ważą. Z odpornością Andrzeja i tak nie było więc najgorzej. Wiadomo, że z wiekiem to wszystko się zmienia, ale jak na swój wiek nadal jest dość twardy i odporny.

- Podstawowy błąd był chyba taki, że przyjął styl walki, który odpowiadał Salecie?
No właśnie. Przecież Andrzej w swoich najlepszych latach tak nie walczył. Chodził na boki, ruszał się, a w sobotę stanął naprzeciw rywala i poszedł na wyniszczenie. Akurat tego dnia Przemek okazał się lepszy. Lepiej zniósł ten pojedynek kondycyjnie i chyba też emocjonalnie. Duże gratulacje dla niego, bo w tym wieku naprawdę wspiął się na wyżyny i stoczył kapitalny pojedynek.

Gołota SaletaZawodowy pięściarz potrafi uderzyć z siłą porównywalną do zderzenia z małym samochodem! Jego pięść może poruszać się z prędkością 50 km/godz., najmocniejsze ciosy mają siłę 400-500 kg.  Jak długo będą dochodzić do siebie po sobotniej walce Andrzej Gołota (41-9-1, 33 KO) i Przemysław Saleta (44-7, 22 KO)?

- Będzie ich wszystko bolało przez tydzień, dwa. Co najmniej. Dojdą do siebie mniej więcej po miesiącu. Ale np. wstrząśnienie mózgu, nierzadkie w bokserskiej walce, leczy się w szpitalu. Dlatego walki powinny odbywać się raz na pół roku - mówi dr n. med. Tadeusz Ściński, ortopeda i traumatolog z Centralnego Ośrodka Medycyny Sportowej. - Pięściarz po pojedynku jest po prostu ciężko pobitym człowiekiem.

Bezpośredni, nokautujący cios jest groźny dla życia, słabsze mogą prowadzić do poważnych urazów głowy. Często "ogłuszają" one zawodnika, powodując, że przestaje panować nad ciałem, nie broni się skutecznie, ale wciąż nie pada na deski. Stoi i dosłownie "prosi się" o kończący cios, który może... No właśnie, co może? Jaką krzywdę mogli sobie wyrządzić dwaj starsi jak na pięściarzy panowie jak Gołota i Saleta?

- Mogli się zabić. Po prostu. W wersji łagodniejszej mogli sobie zrobić krzywdę. I nie mówię o takich drobiazgach jak pęknięty łuk brwiowy, złamana żuchwa, pęknięty oczodół... - tłumaczy dr Ściński.

- Gdy na ringu leje się krew, jest widowiskowo, ale bardziej niebezpieczne są urazy, których nie widać. W pierwszym przypadku sędzia może przerwać walkę. W drugim pięściarz jest nieświadomy, że np. doznał urazu mózgu. Najgorsze są bowiem uderzenia w głowę. Mięśnie ciała można jakoś napiąć, by ochronić przed uszkodzeniem narządy wewnętrzne. Głowy nie można napiąć. Jest jak arbuz na cienkiej szypułce. W czaszce mózg otacza płyn mózgowy. Gdy przeciwnik uderza raz, mózg jest obity, jakby dostał dwa razy. To dlatego, że po ciosie przeciwnika mózg uderza w wewnętrzną ścianę czoła, a następnie wali o tył czaszki. Nie koniec na tym. Cios zawodowego pięściarza jest tak silny, że mózg jeszcze raz wraca i znów uderza o przód czaszki. Nazywamy to w medycynie "contre coup".

GołotaAndrzejowi Gołocie (41-9-1, 33 KO) w walce z Przemysławem Saletą (44-7, 22 KO) nie po raz pierwszy w karierze przeszkodziły nerwy. Pojedynek Gołota rozpoczął nieźle, ale w kolejnych odsłonach rzucał się w oczy brak pracy nóg, słaba dynamika i moc uderzeń, dziury w obronie, brak realizacji założeń taktycznych i szybka utrata sił. Wszystkie te elementy po części spowodował stres.- Emocje, które negatywnie wpłynęły na Andrzeja, zabrały mu co najmniej 50 procent możliwości - uważa Piotr Wojnowski, który w Ergo Arenie sekundował Gołocie wraz z trenerem Andrzejem Gmitrukiem.

- Pierwsza runda była obiecująca, chodził lewy prosty. Kryzys zaczął się od drugiej - zauważa Mateusz Masternak, sparingpartner Gołoty ze stycznia i lutego. - Po pierwszej rundzie Andrzej przestał chodzić na nogach. Wydaje mi się, że powodem było spięcie - tłumaczy Wojnowski. - To duży facet, ale na treningach na nogach ruszał się z lekkością. Powtarzaliśmy z Andrzejem Gmitrukiem: "nie bij się z nim, pochodź na nogach". Bez efektu - wyjaśnia. - Sparingi wyglądały dobrze. Przede wszystkim Andrzej dobrze się ruszał, a w walce kompletnie zabrakło nóg. Powinien pochodzić na boki, zrobić sobie miejsce. To byłoby dla Przemka bardzo niewygodne, o wiele trudniej byłoby mu trafiać. Przecież Saleta też "nie chodził na nogach" - zauważa Masternak.

Gołota padł na deski w 6. rundzie. Nie po ciosie, ale ze zmęczenia. Dlaczego tak szybko opadł z sił? - Był usztywniony. Gdy mięśnie są napięte, potrzebują o wiele więcej energii. Doszło do zakwaszenia, które przyspieszyło wysokie tempo walki. Kondycyjnie Przemek zniósł to starcie o wiele lepiej - uważa Masternak. - Andrzej po prostu stanął - twierdzi Wojnowski.

Założenia taktyczne Gołota realizował tylko w 1. rundzie. Potem nie docierały do niego uwagi z narożnika.  - Miała być lewa ręka, dużo chodzenia, walka techniczna, w dystansie. W ferworze walki Andrzej poszedł jednak na wyniszczenie, do tego bez szczelnego bloku. Cios za cios. Przemek był precyzyjniejszy i miał lepszy blok, na który wyłapywał sporo ciosów - analizuje Masternak.

Ciosy rywala nie robiły na Salecie wrażenia. - Bokser usztywniony nie ma nic. Ani refleksu, ani szybkości, ani uderzenia. Sztywny cios jest wolny - podkreśla Masternak. Przegrany słabo też się bronił. - Andrzej za bardzo liczył na refleks, a wiadomo, że szybkości reakcji z wiekiem zaczyna brakować. Do samego końca opuszczał ręce, licząc, że sprowokuje Saletę. W niektórych fazach walki bezkarnie przyjmował ciosy - zauważa "Master". - Gdyby nie trzymał gardy w dystansie, byłoby OK. Ale nie w półdystansie - mówi Wojnowski. Gołota zawsze słynął z twardej szczęki, ale po latach jego odporność znacznie spadła.

- I tak nie było najgorzej, bo tych uderzeń Przemka, a to kawał chłopa, przyjął sporo - twierdzi sparingpartner Gołoty. - Kiedyś Saleta nie miał takiego ciosu, który zagroziłby Andrzejowi. Ringowe wojny zrobiły jednak swoje - przyznaje sekundant.

Gołota- Zawsze są jakieś wyzwania w życiu, ja po prostu chciałem sprawdzić, czy się jeszcze nadaje do boksu - powiedział gość programu "Tomasz Lis Na Żywo" Andrzej Gołota (41-9-1, 33 KO). Polski bokser pojawił się w studiu z jeszcze wyraźnymi śladami, niedawnej, przegranej walki z Przemysławem Saletą.

Gołota stwierdził, że sam nie potrafi wyjaśnić dlaczego ciągle chce wracać na ring i to mimo ostatnich porażek z Adamkiem i Saletą. - Ciężko powiedzieć, co mnie ciągnie, po prostu jakaś taka chęć, że po prostu chce się jeszcze to robić - lakonicznie, w swoim stylu, wyjaśnił "Andrew". - Boks to jest i moje życie, ale na pewno też sposób zarabiania pieniędzy. Jednak przyszedł teraz taki czas, że po prostu muszę trenować, muszę boksować, bo inaczej to życie nie ma dla mnie sensu. Bez boksu umieram - dodał szczerze Gołota.

Bokser nie chciał lub nie potrafił jeszcze odpowiedzieć na pytanie, czy walka z Saletą była jego ostatnią. - Nad swoją przyszłością muszę się jeszcze zastanowić, na razie nie jestem w stanie podjąć decyzji. Czy gdybym wygrał to chciałbym walczyć dalej? Wiesz co, nie wiem. Moim celem było sprawdzenie tej lewej ręki, czy ona działa - podsumował "Andrew".

O swoje zdanie na temat ostatniej walki Gołoty zapytana została też obecna w studiu żona boksera Mariola - Ja w sumie byłam przeciwna tej walce, ale Andrzej od trzech lat w sumie cały czas trenował i nie chciałam mu tego odbierać. Dodatkowo w chwili, gdy usłyszałam, że to ma być Przemek Saleta to myślałam, że zagrożenie nie jest tak duże i to dobry sposób na pokłon dla swoich kibiców - przyznała małżonka boksera.

- Żona patrzy na to trochę prewencyjnie, ona po prostu nie chce mnie widzieć przegranego i może dlatego nie chce czasem, żeby walczył - podsumował Gołota.

GołotaWalkę Andrzeja Gołoty z Przemkiem Saletą oglądałem legalnie, czyli  w polskim  klubie w Chicago na IPLA. Z 52 zawodowych walk Andrzeja, to była dopiero druga, której nie oglądałem będąc przy ringu. Byłem na tej pierwszej, trzyrundowej w Milwaukee, kiedy Andrzej dostawał po 50 dolarów za rundę, więc biedaka już w drugiej przytrzymywał, żeby za szybko nie upadł. Pamiętam jak w szatni Madison Square Garden, po walce z Johnem Ruizem, powtarzał , że"powinienem tego frajera rozwalić! Teraz jest po walce a ja nie jestem nawet zmęczony". Albo kiedy siedział sam, na schodach swojego domu, po walce z Lennoxem Lewisem.  Nasze drogi się rozeszły - dlaczego to nieważne - po 18 latach, po walce z Tomkiem Adamkiem. Dlatego komentarz będzie emocjonalny.

Wytłumaczenie polskiego fenomenu Andrzeja Gołoty dla kogoś, kto jak ja pisze w Stanach, nie jest możliwe. Przestałem to robić jakieś 10 lat temu. W USA nigdy nie jesteś srebrnym medalistą - zawsze jesteś tym,który przegrał. To zupełnie inna mentalność, bo jak napisał mi o Gołocie sentencjonalnie na twitterze Mati Borek: "Jest jak my wszyscy z tej ziemi. Często przegrani ale żyjący marzeniami. Słowiańska dusza jest inna od amerykańskiej komercji". Dlatego nie zdziwiłem się, że Dan Rafael wyśmiał walkę z Przemkiem Saletą, bo nigdy nie był fanem Andrzeja. Nawet kiedy Gołota wygrywał, Dan nigdy specjalnie nie ukrywał, że nie może znieść tej niewytłumaczalnej strony Andrzeja. Zdziwił mnie tylko krytyką tego, co się według niego działo na ringu.

Nikt przy zdrowych zmysłach nie mógł oczekiwać wirtuozerii od dwóch 45-letnich mężczyzn, bo to było nierealne dla każdego mającego choćby śladowe pojęcie o pięściarstwie. Dlatego nie będę się ośmieszał jakimiś analizami. Mam za to żal do Andrzeja Gmitruka, za dokładanie do ostatniej soboty marzeń o podboju wagi ciężkiej, doskonale wiedząc, że to reklamowe bajki. Z drugiej strony, kto mógł oczekiwać ponad 100 trafionych ciosów, ciągłych wymian, trzech dramatów na minutę? Ja bałem się czegoś wręcz przeciwnego czyli pięciu zadawanych uderzeń na rundę, ogólnej nudy, przepychanki dwóch facetów czekających na wnuki.

Było odwrotnie: kibice dostali wielki prezent. Przemek Saleta czekał całe życie (i dwie odwoływane walki) na moment, kiedy będzie mógł podnieść ręce w górę stojąc na ringu z Gołotą. Zrobił straszną robotę, było widać, że nawet jakby tuż przed walką, ktoś  powiedział , że będzie się bił za darmo, nic by się w jego postawie nie zmieniło. To samo z Andrzejem. Jest taki moment w szóstej rundzie, kiedy po dwóch ciosach Przemka, chce znowu wypluć ochraniacz, żeby złapać tych parę sekund odpoczynku. Powstrzymuje się, jakby myśląc, "no nie, nie mogę, muszę wytrzymać". Chwilę później jest już po walce.

Andrzej,nawet jak się sam do tego nie przyzna, zmienił u końca kariery  spojrzenie na sport, któremu poświęcił całe życie. Determinacją w pożegnalnym występie, dał nam przebłysk tego, co być mogło 10, nawet 15 lat temu. Pamiętam takie zdanie: "Wiesz co mnie zawsze wkurza? Jak mi się ludzie pytają, jakim jestem bokserem. Po pierwsze dlatego, że bokser to pies - ja jestem  pięściarzem. Po drugie dlatego, że sam nie wiem. Chyba dobrym, któremu zawsze coś wyskakuje, no nie?"

Gołota SaletaDostęp do jednego z największych wydarzeń telewizyjnych tego roku - gali "Polsat Boxing Night", podczas której 23 lutego w walce wieczoru zmierzyły się dwie legendy wagi ciężkiej Andrzej Gołota (41-9-1, 33 KO) i Przemysław Saleta (44-7, 22 KO) - wykupiło w usłudze PPV Cyfrowego Polsatu i telewizji internetowej ipla ponad 120 tysięcy osób.

- Jesteśmy bardzo zadowoleni z przebiegu gali i ze sprzedaży tego wydarzenia w usłudze PPV. To drugi najlepszy wynik jaki dotychczas osiągnęliśmy. Jest on na tyle satysfakcjonujący, że już rozpoczęliśmy planowanie kolejnych wydarzeń, które moglibyśmy zaproponować widzom w ramach usługi PPV. Chcielibyśmy, aby ekskluzywne imprezy sportowe były u nas dostępne przynajmniej raz na kwartał. Nie zawiedli nas także kibice, którzy postanowili obejrzeć galę na żywo w Ergo Arenie. Hala była w 100% zapełniona przez fanów pięściarzy, co pozwoliło zbudować prawdziwie sportową atmosferę gali  - podsumowuje Dominik Libicki, Prezes Zarządu, Cyfrowy Polsat S.A.

Gala Polsat Boxing Night: Gołota - Saleta realizowana została w jakości HD. Obraz z Ergo Areny zarejestrowało 16 kamer, dzięki którym widzowie PPV w Cyfrowym Polsacie i ipla, mogli także dotrzeć do szatni zawodników, obserwując poza samą walką również ostatnie chwile przed starciem. Organizatorem całego przedsięwzięcia był Cyfrowy Polsat. Pomysł na listę walk to zasługa Mariana Kmity, dyrektora ds. sportu w Telewizji Polsat. Pojedynki komentował Andrzej Kostyra z Polsatu Sport, a gośćmi Jerzego Mielewskiego w studio byli: ekspert bokserski - Janusz Pindera, wielokrotna mistrzyni świata i Europy w boksie i kick-boxingu Iwona Guzowska oraz aktualny Mistrz Europy w kategorii junior ciężkiej Mateusz Masternak. Rozmowy z zawodnikami przeprowadził Mateusz Borek, a z gośćmi Polsat Boxing Night rozmawiała Karolina Szostak. Galę poprowadzili Waldemar Kasta i Paweł Wójcik, a producentem wykonawczym była Federacja KSW.

Cyfrowy Polsat udostępnia wydarzenia sportowe w usłudze PPV od jesieni 2011 roku. Od tego czasu cieszą się one rosnącą popularnością wśród polskich widzów. Platforma planuje już kolejne wydarzenia, które będzie można zobaczyć w ramach usługi PPV Cyfrowego Polsatu i telewizji internetowej ipla.

Fiodor Łapin, trener jedynego aktualnego polskiego mistrza świata w boksie, Krzysztofa Włodarczyka, surowo ocenił walkę Andrzeja Gołoty (41-9-1, 33 KO) w walce z Przemysławem Saletą (44-7, 22 KO) - czytamy w "Przeglądzie Sportowym".

- Co mogę powiedzieć? Niewiele. Myślałem, że Andrzej Gołota wcześniej zakończył karierę. Te kilka lat temu. Pojedynki z Przemysławem Saletą i z Tomaszem Adamkiem do niczego nie były mu potrzebne. Więcej, to był błąd, że się na nie zgodził. Ta walka z Przemkiem pokazała, że z takiego boksera, z takiej legendy, zostało już tylko nazwisko - powiedział Fiodor Łapin.

- Bardzo lubię Andrzeja, bardzo go szanuję i to się nigdy nie zmieni. Zawsze będę pamiętał to, co zrobił dla boksu, jakich dostarczał emocji. Dlatego teraz czuję ból, szkoda mi go. Taka kariera, tyle wspaniałych pojedynków. Ale to już nie ma sensu. Szkoda, że nie wiedział, kiedy dać sobie z tym spokój. Co dalej? Niech już nigdy nikomu nie da się podpuścić. Wystarczy - skwitował szkoleniowiec Krzysztofa "Diablo" Włodarczyka.

Choć Andrzej Gołota (41-9-1, 33 KO) i Przemysław Saleta (44-7, 22 KO) w wieku 45 lat daleko odbiegali formą od czasów, gdy osiągali swoje największe sukcesy, w sobotni wieczór dostarczyli 14 tysiącom kibiców zgromadzonych w gdańskiej ERGO Arenie mnóstwo emocji. Niezwykle zacięty i toczony w szybkim tempie pojedynek weteranów polskiego boksu zawodowego wygrał przez nokaut w szóstej rundzie Saleta.

on}

Gołota SaletaPrzemysław Saleta (44-7, 22 KO) pokonał 
w szóstej rundzie Andrzeja Gołotę (41-9-1, 33 KO) 
po walce, która kończy kariery ich obu. Saleta obiecywał wojnę w ringu, dużo ciosów, wielkie emocje, i dotrzymał słowa. Zaskoczył Gołotę, który słabł z minuty na minutę, czterokrotnie wypluwał ochraniacz na szczękę, za co sędzia Leszek Jankowiak odebrał mu dwa punkty. Ale to on po piątej rundzie prowadził na kartach punktowych u dwóch sędziów (trzeci widział remis).

Pod koniec szóstego starcia Saleta trafił kilka razy, później odepchnął Gołotę i ten padł na matę. – To była kumulacja ciosów, miałem prawo go wyliczyć – powiedział „Rz" Jankowiak, który nie zgadzał się z punktacją swoich kolegów. Jego zdaniem to Saleta był lepszy do momentu przerwania walki.

To był niezapomniany wieczór w trójmiejskiej Ergo Arenie. 13 tys. widzów (najdroższe bilety po 3000 zł) czekało prawie do północy na walkę Gołoty z Saletą, danie główne Polsat Boxing Night II. Z nieoficjalnych informacji wiemy, że transmisje w systemie pay per view wykupiło prawie 130 tysięcy osób, co gwarantuje finansowy sukces organizatorom.

Saleta jeszcze przed pierwszym gongiem mówił, że bez względu na wynik będzie szczęśliwy, że wreszcie do tej walki doszło. Wcześniej dwukrotnie ją odwoływano. Gołota w odróżnieniu od rywala nie dopuszczał myśli o porażce. Dowcipkował wprawdzie w swoim stylu, ale chyba już myślał o kolejnej walce, najlepiej z Tomaszem Adamkiem, który pokonał go w 2009 roku.

Pierwsze starcie Gołota wygrał u wszystkich sędziów, tam samo jak piąte, ale przyjął też dużo ciosów. Saleta w tej bitwie postawił na atak. Tak jak zapowiadał, doprowadził do ringowej wojny, którą Gołota na swoją zgubę przyjął, bo nie docenił rywala. Przed laty w takiej wojnie Saleta przegrałby bez wątpienia, ale czas wyrównał szanse.

GołotaBez większego echa przeszła w światowych mediach poświęconych tematyce bokserskiej sobotnia walka Przemysława Salety (44-7, 21 KO) z Andrzejem Gołotą (41-9-1, 33 KO).

Ceniony amerykański ekspert pięściarski Dan Rafael starcie dwóch polskich weteranów ringów nazwał wprost "katastrofą". - Czuję, że zgrzeszyłem, oglądając tę katastrofę kategorii ciężkiej. Zrobiłem to za was, żebyście wy nie musieli tego robić - napisał komentator telewizji ESPN.

Walka Gołota - Saleta zakończyła się zwycięstwem Salety przez nokaut w szóstej rundzie. Po pojedynku Saleta potwierdził swoją wcześniejszą decyzję o zakończeniu kariery. Gołota zapytany o to, czy to koniec jego przygody z boksem odparł "prawdopodobnie tak".

Zapraszamy do wysłuchania rozmowy z Andrzejem Gołotą (41-9-1, 33 KO), który przegrywając wczoraj przez nokaut z Przemysławem Saletą (44-7, 22 KO) najprawdopodobniej już na dobre zakończył swoją bogatą karierę bokserską.

on}

ISSN: 2082-9760

Najnowsze komentarze