Boks to nasza wspólna pasja

 




Patronat medialny





 



fightklub

Pobierz pasek ringpolska.pl

Kto jest online?

Odwiedza nas 14637 gości oraz 64 użytkowników.





- Spadł mi kamień z serca. To definitywny koniec kariery Andrzeja. Ta walka była takim podsumowaniem jego kariery. Andrzej w ostatnich miesiącach zdał sobie sprawę - jako sportowiec - z tego, że przygotowanie do dwunastorundowego pojedynku wymagałoby ostrych treningów przez cztery-pięć miesięcy. A takiego reżimu nie wytrzymałby jego organizm. Tym samym koło się zamknęło - powiedziała Mariola Gołota, żona znakomitego pięściarza Andrzeja Gołoty, po pożegnalnej walce męża z Danellem Nicholsonem w Częstochowie.

Tomasz Kalemba: Spadł pani kamień z serca po tej ostatniej walce męża?
Mariola Gołota: Tak. Ta walka teoretycznie miała być pokazowa, spokojna i ładna. Chyba jednak nikt tak do końca nie wierzył w to, że właśnie tak będzie. Wystarczyłaby mała iskra zapalna i obaj panowie mogliby rozpocząć walkę jak przed szesnastu laty. Dlatego zarówno ja, jak i żona Danella Nicholsona, byłyśmy takie trochę przerażone, a kiedy to się skończyło, to byłyśmy szczęśliwe i zadowolone.

Nerwy były takie same jak w czasie walk o stawkę?
Zawsze są nerwy, kiedy mąż wchodzi do ringu. Tyle tylko, że przy tych poważnych walkach zaczynały się one znacznie wcześniej. W starciu z Nicholsonem pierwszy raz w życiu wyszłam z szatni do ringu z Andrzejem. Nigdy wcześniej mąż się nie zgodził na to.

Większe wzruszenie było, kiedy widziała pani męża w ringu w czasie pożegnalnej walki, czy kiedy słyszała niesamowite owacje na cześć Andrzeja Gołoty?
Cieszyłam się z tego wspaniałego dopingu, ale też od razu pomyślałam, że im jest on większy, tym Andrzej będzie chciał się bardziej pokazać. Nie chciałam, żeby w ringu zaczęła się wojna. A do tego wystarczy sekunda.

Czy w tych ostatnich godzinach przed walką mąż był bardzo zdenerwowany?
Nie. Był jednak rozdrażniony, bo zmagał się z przeziębieniem. Nie chciał brać antybiotyków, żeby nie osłabić organizmu. Nie ukrywam, że martwiłam się trochę o to, żeby choroba go nie rozłożyła.

Podobało się pani pożegnanie męża z ringiem?
To było najpiękniejsze pożegnanie, jakie widziałam. Wszystko było znakomicie zorganizowane i do tego ta publiczność.

Andrzej Gołota zostawił sobie jakąś furtkę czy to jest jednak definitywny koniec jego kariery?
Myślę, że definitywny koniec. Ta walka była takim podsumowaniem jego kariery. Andrzej w ostatnich miesiącach zdał sobie sprawę - jako sportowiec - z tego, że przygotowanie do dwunastorundowego pojedynku wymagałoby ostrych treningów przez cztery-pięć miesięcy. A takiego reżimu nie wytrzymałby jego organizm. Tym samym koło się zamknęło.

Macie już zaplanowaną przyszłość?
Tak. Życie z dnia na dzień. A może los nam coś przyniesie, bo Andrzej ma do tego szczęście. Liczę zatem na niego (śmiech).

A może rola trenera to zadanie dla Andrzeja Gołoty?
Jeśli Pan Bóg ześle mu takiego chłopaka, u którego Andrzej zobaczy błysk w oku i straszliwą ambicję, to myślę, że zająłby się albo prowadzeniem treningów, albo w charakterze menedżera. Na pewno sprawdziłby się w boksie od tej innej strony, bo przecież przeszedł tę całą drogę. Może kiedyś w gymie, albo na jakiejś gali, ktoś taki wpadnie w oko Andrzejowi. To musi być jednak osoba, która nie boi się poświęcić na trening dwanaście godzin dziennie, bo Andrzej właśnie tak trenował. Mąż najbardziej by się ucieszył, gdyby to był zawodnik z Polski.

To znaczy, że częściej będziecie teraz bywać w Polsce?
Na pewno będziemy przyjeżdżać do kraju, bo dla Andrzeja każda wizyta w Polsce to jest dla niego ogromna radość. Uwielbia spacerować po ulicach Warszawy.

Wczoraj na gali w Częstochowie pożegnalną walkę stoczył czterokrotny pretendent do tytułu mistrza świata wagi ciężkiej Andrzej Gołota (41-9-1, 33 KO), który po czterorundowym pojedynku z Danellem Nicholsonem zakończył swoją przygodę z zawodowym boksem.

Andrzej Gołota (41-9-1, 33 KO) pokazową walką z Amerykaninem Danellem Nicholsonem (42-5, 32 KO) zakończył bokserską karierę. Czterorundowy pojedynek w Częstochowie nie był punktowany.

W połowie ostatniej rundy wszyscy wstali ze swoich miejsc. Bijąc brawo skandowali "dziękujemy, dziękujemy!". Piękniejszego zakończenia kariery Andrzej Gołota nie mógł sobie wymarzyć. W Częstochowie w pojedynku z Danellem Nicholsonem po raz ostatni obejrzeliśmy w akcji najwybitniejszego zawodowego polskiego pięściarza w wadze ciężkiej.

Marcin Najman cztery miesiące temu wpadł na pomysł, by zorganizować Gołocie pożegnalną walkę. Andrzej i jego żona Mariola zgodzili się pod warunkiem, że nie będzie to starcie na śmierć i życie. Nie było sędziów, werdyktu. Ale nikomu to nie przeszkadzało.

Doping sześciotysięcznej publiczności był ogłuszający. "Andrzej, Andrzej" niosło się z trybun przez cztery rundy. Mocnych ciosów nie było zbyt wiele, ale nie o to chodziło. Kibice byli wniebowzięci, że jeszcze raz mogli zobaczyć Endrju w akcji.

- Przed czwartą rundą powiedziałem: "Andrzej, to twoja ostatnia runda. Baw się dobrze - powiedział Najman.

Po ostatnim gongu wszyscy zaczęli śpiewać "sto lat". Na ring wniesiono ogromny tort, który bohater wieczoru pokroił szablą otrzymaną w prezencie, a spod dachu posypało się konfetti. Gołota i Nicholson dostali okazałe puchary.

Wzruszona była Mariola Gołota. - To była niezwykła walka. W tym tygodniu Andrzej po raz pierwszy powiedział mi, że to pożegnanie z karierą. Mam nadzieję, że dotrzyma słowa - powiedziała żona pięściarza.

Tak samo uważa Andrzej, choć w rozmowie z nami, pół godziny po walce, trochę się przekomarzał. Pytany przez Fakt, czy kończy karierę, odparł: - Przez 33 lata trenowania boksu trochę się zmęczyłem. Ale jak odpocznę, pomyślę.

Zaraz jednak dodał: - żartuję oczywiście. Nie kuście, nie wrócę.

O boksie przeczytasz także w "Przeglądzie Sportowym" >>

Podczas gali w Częstochowie oficjalnie z zawodowymi ringami pożegnał się czterokrotny pretendent do tytułu mistrza świata wagi ciężkiej Andrzej Gołota. "Andrew" stoczył pokazowy pojedynek ze swoim byłym rywalem Danellem Nicholsonem. Ringowi weterani jak na swoje lata pokazali się z całkiem niezłej strony, przeboksowując cztery rundy w dość żwawym tempie. Ostatnie sekundy walki toczone były przy gromkich okrzykach kibiców na cześć Gołoty. Wcześniej pod Jasną Górą rozegrano kilka zawodowych pojedynków. Wyniki poniżej...

Robert Parzęczewski (6-0, 3 KO) zastopował w trzeciej rundzie Rusłana Rodiwicza (13-12, 13 KO), zdobywając wakujący pas World Boxing Foundation International wagi półciężkiej. 

Częstochowski ciężki Marcin Siwy (10-0, 4 KO) zwyciężył jednogłośnie na punkty Artsioma Czarniakiewicza (1-7, 1 KO). Boksujący w wadze średniej Łukasz Wawrzyczek (20-3-2, 3 KO) pokonał przez techniczny nokaut w szóstej rundzie Andrieja Dołhożijewa (7-9-1, 5 KO).

W pojedynku w kategorii półśredniej Dawid Kwiatkowski (8-2-1, 3 KO) po słabym występie zremisował z Andriejem Staliarczukiem (11-23-3, 2 KO).

Częstochowa. Wczesny poranek. Z hotelu wychodzi Danell Nicholson i rusza przed siebie. Rywal Andrzeja Gołoty nie marnuje ani chwili. Chce jak najlepiej przygotować się do sobotniej walki. Już za dwa dni pożegnamy w ringu Gołotę. Podczas częstochowskiej gali organizowanej przez Marcina Najmana polski pięściarz zmierzy się z Amerykaninem w czterorundowym pojedynku, który nie będzie punktowany. Wczoraj byliśmy świadkami porannej przebieżki Nicholsona, który w naszym kraju czuje się coraz lepiej, choć jeszcze niedawno miał obawy, czy zdąży dobrze przygotować się do walki. Był otyły i wolny. Okazuje się, że zrzucił kilkanaście kilogramów. Werwy mu nie brakuje.

– Niech Gołota się mnie obawia, bo forma rośnie. Poza tym wszystko mi się w Polsce podoba: ludzie, jedzenie. Jestem głodny boksu i szykuję niespodziankę dla Andrew w ringu. Nie możecie tego przegapić! – zachęca Nicholson.

Amerykanin jest gotów na prawdziwy boks. Podobnie do sobotniej potyczki podchodzi Gołota, który też zrzucił kilka kilogramów. – Po tym co robiłem na sparingach, nie wygląda jakbym szykował się na pokazową walkę – odgraża się Andrzej. Obaj mieszkają w tym samym hotelu i wczoraj mieli odpoczywać. Postanowili jednak pobiegać. W tajemnicy przed rywalem. Gołota wychodząc na poranny bieg minął się w drzwiach ze swoim przeciwnikiem, który właśnie wracał z joggingu. – Żarty się skończyły. Obaj zapewniają, że będą boksować na całego. Trenują trzy razy dziennie i robią wszystko, by przechytrzyć rywala. Szykuje się wielka walka – zapowiada Najman.

Gołota wejdzie do ringu w rytm utworu Syzyf hip-hopowej grupy Projekt Nasłuch. W ten sposób odda cześć zmarłemu miesiąc temu autorowi piosenki Radkowi Orzeuowi. Muzyk był członkiem składu Projekt Nasłuch. Kochał rap i boks. Syzyf został zainspirowany karierą Gołoty. Orzeu był jego fanem i marzył, by kiedyś przy jego muzyce Andrzej wchodził do ringu. Nie doczekał tego. Zmarł w wyniku wylewu krwi do mózgu. Poruszony śmiercią rapera Gołota zdecydował się na pożegnalną walkę wejść właśnie w rytmie tego utworu. Transmisja gali w TVP Sport i TVP1.

O boksie przeczytasz także w "Przeglądzie Sportowym" >>

Z pełną powagą Andrzej Gołota (41-9-1, 33 KO) traktuje pożegnalną walkę, którą w najbliższą sobotę stoczy z Danellem Nicholsonem (42-5, 32 KO). Marcin Najman, organizator gali "Fight Night 9: Gołota vs. Nicholson – Pożegnanie", chciał, by pięściarze trochę się zrelaksowali i zaprosił ich do zabawy polegającej na lataniu w tunelu aerodynamicznym. Gdy Gołota i Nicholson usłyszeli, że nawet dwuminutowy lot w strumieniu powietrza o prędkości dochodzącej do 300 km/h zakwasza mięśnie, odmówili.

Obaj w sobotę w Częstochowie staną do 4-rundowego pojedynku, którego sędziowie nie będą punktować. Widać jednak, że Polak i Amerykanin traktują to wyzwanie bardzo poważnie. – Co z tego, że to walka pokazowa? To jest boks, wydarzyć może się wszystko – podkreśla Gołota. – Będzie dobra walka. Ciągle wiele potrafię, Andrew przekona się, że jestem mocny. Jeszcze się zdziwi – zapowiada Nicholson.

W sobotę w południe obaj stanęli twarzą w twarz na konferencji prasowej i robili groźne miny. Dało się dostrzec, że w ostatnich tygodniach zrzucili sporo kilogramów. Mimo że w ich pojedynku nie zostanie ogłoszony zwycięzca, jeden i drugi chcą pokazać, że nie zapomnieli, jak się boksuje. Zwłaszcza Nicholson, który po raz ostatni walczył w grudniu 2003 roku. Przegrał wówczas przed czasem z Władymirem Kliczką. – Martwicie się, że miałem długą przerwę? Odpocząłem i pokażę dobry boks. Tego się nie zapomina. Ciągle wiele potrafię. Do Polski przyleciała z mną żona, dzięki niej czuję się jeszcze lepiej – powiedział Amerykanin.

W naszym kraju jest też Oliver McCall. "Atomowy Byk" w tym roku dwa razy walczył w Polsce z Marcinem Rekowskim (zwycięstwo i porażka). Tym razem występuje w roli trenera Nicholsona. On razem z Najmanem zdecydowali się na latanie w tunelu aerodynamicznym. Gołota i Nicholson mieli niezłą zabawę patrząc, jak ich koledzy radzą sobie z huraganowym wiatrem. W sobotę to oni będą w centrum uwagi.

O boksie przeczytasz także w "Przeglądzie Sportowym" >>

- To będzie wielkie show. Pokażemy obaj, że wciąż jesteśmy wielkimi sportowcami i zasługujemy na to, by pojawiać się w ringu - zadeklarował Danell Nicholson podczas konferencji prasowej w Warszawie na której spotkał się z Andrzejem Gołotą.

Gołota, podobnie jak jego najbliższy rywal, także był przekonany że czeka nas frapujące wydarzenie, stworzone przez pięściarzy którzy nie tak niedawno stanowili o najwyższej jakości wagi ciężkiej światowego boksu zawodowego.

Dodatkową atrakcją warszawskiego spotkania z kibicami i dziennikarzami była obecność wiecznie uśmiechniętego, tryskającego humorem Olivera McCalla, trenera Nicholsona, który po raz kolejny potwierdził że dobrze czuje się w Polsce i jest zafascynowany naszą kulturą. McCall odnajduje się więc w naszym kraju i polubił - jak wyznał - także Gołotę. Andrew natomiast nie pała wielką sympatią do swojego najbliższego przeciwnika. Co zresztą starał się podkreślić stając z Nicholsonem twarzą twarz tuż po konferencji.

I mimo że czeka nas pokazowy bój obu panów, emocji - jak dało się zauważyć po zachowaniu Gołoty oraz Nicholsona - nie powinno zabraknąć. Tym bardziej, że i McCall i przygotowujący do najbliższego pojedynku Andrzeja Tadeusz Romański podkreślali, że obaj bokserzy szykujący się do częstochowskiej gali "Fight Night 9: Gołota vs. Nicholson - Pożegnanie" (25 października 2014 w Częstochowie) są w świetnej dyspozycji.

Oprócz walki wieczoru, czyli pojedynku Andrzej Gołota vs. Danell Nicholson, w Częstochowie zobaczymy siedem innych zawodowych bojów. Wystąpią w nich m.in. Robert Parzęczewski, Łukasz Wawrzyczek, Dawid Kwiatkowski, Norbert Anzorge, Marcin Siwy i Adam Koprowski. Patronat nad "Fight Night 9: Gołota vs. Nicholson - Pożegnanie" objął Prezydent Częstochowy Krzysztof Matyjaszczyk. Organizatorem imprezy jest firma NG Promototions Łukasza Głowackiego i Marcina Najmana. Transmisja gali w telewizji TVP Sport, natomiast walka wieczoru także na antenie telewizji TVP 1.

Danell Nicholson (42-5, 32 KO), rywal Andrzeja Gołoty (41-9-1, 33 KO) w ostatnim pojedynku polskiego boksera, do którego dojdzie 25 października w Częstochowie, jest już w Polsce. W 1996 roku Nicholson miał już okazję zmierzyć się w ringu z Gołotą, ale po ósmej rundzie zrezygnował z dalszej walki. Dwa lata wcześniej, pokonawszy Johna Ruiza, znalazł się w posiadaniu pasa federacji IBO. W roli jego trenera do Polski przyleciał były mistrz świata wagi ciężkiej Oliver McCall.

– Oliver pomaga mi w przygotowaniach do walki z Gołotą. Słyszałem, że Andrew jest formie. To dobrze, bo ja też czuję się coraz lepiej. Damy pokaz boksu. Żartów w ringu nie będzie – zapowiada Nicholson.

Po obu Amerykanów przyjechał z Częstochowy Marcin Najman, organizator gali Fight Night 9: Gołota vs. Nicholson – Pożegnanie. Ostatnio miał okazję sparować z głównym bohaterem imprezy.

– Andrzej ma czterech sparingpartnerów. Byłem przez chwilę jednym z nich. Miałem przyjemność, a właściwie nieprzyjemność, poczuć siłę jego ciosu. To były potężne uderzenia. Myślę, że Andrzej obecnie poradziłby sobie z oboma amerykańskimi mistrzami świata jednego wieczoru, zarówno z McCallem, jak i Nicholsonem – mówi Najman.

To on wpadł na pomysł, by zorganizować pożegnalną walkę jednemu z najlepszych na świecie bokserów lat 90. Gołota od razu wyraził zgodę. Namówiono też Nicholsona. Przez najbliższy tydzień będą trenować wspólnie. – Nie mamy przed sobą tajemnic. W końcu to pokazowa walka – śmieje się Nicholson. – Na pewno jednak nie będzie lekkich ciosów. Pokażę dobrą starą amerykańską szkołę boksu. Umówiliśmy się na cztery rundy. Tyle z pewnością wytrzymamy – mówi.

Podobne podejście do walki, którą ostatecznie zakończy karierę, ma Gołota. – Nie ma lipy. Ciężko trenuję i niczego nie będę w ringu robić na niby. Nicholson poczuje moją siłę – podkreśla polski pięściarz.

O boksie przeczytasz także w "Przeglądzie Sportowym" >>

ISSN: 2082-9760

Najnowsze komentarze