onet.pl sport


ARTV Chicago




Przegląd Sportowy

 



   
BRK Gladiator

Patronat medialny





 

 

 

 

Równo 20 lat temu Andrzej Gołota jako pierwszy Polak w historii stanął do walki zawodowe mistrzostwo świata wagi ciężkiej w boksie. Rywalem "Andrew" był czempion WBC Lennox Lewis - zawodnik o wielkim talencie, choć wówczas jeszcze niedoceniany za Oceanem, w przeciwieństwie do warszawianina, który miał za sobą dwie porywające wojny ringowe z znakomitym aczkolwiek już mocno "naruszonym" Riddickiem Bowe (Brytyjczyk był faworytem w stosunku 6-5). Mistrzowski sen Gołoty skończył się ostatecznie już w pierwszej rundzie. Polak później jeszcze trzykrotnie boksował, także bez powodzenia, o światowy czempionat. 

Wideo. Lennox Lewis: byłem zmotywowany przed Gołotą, zniszczyłem go >>

Na drugą odsłonę Polsat Boxing Night kibice pięściarstwa musieli poczekać aż ponad trzy lata. Andrzej Gołota, po walce z Tomaszem Adamkiem, w 2013 roku otrzymał szansę na godne pożegnanie z zawodowym ringiem. Rywalem popularnego "Andrew" był Przemysław Saleta, a pojedynek dla wielu ekspertów przybrał nieoczekiwany obrót.

Obaj pięściarze powracali do ringu po dłuższym rozbracie z zawodowym ringiem. Andrzej Gołota po raz ostatni pojawił się w ringu w konfrontacji z Tomaszem Adamkiem w 2009 roku, a Przemysław Saleta z Edem Perrym mierzył się w 2006 roku. Popularny "Chemek" skazywany był na porażkę ze znacznie bardziej doświadczonym czterokrotnym pretendentem do tytułu mistrza świata.

Szumnie zapowiadana walka nie tylko spełniła oczekiwania wszystkich kibiców, ale zachwyciła wszystkich przybyłych do gdańskiej Ergo Areny oraz widzów przed telewizorami. Mimo 45 lat na karku obaj pięściarze do ringu weszli z pełnym zaangażowaniem i z dużym poświęceniem rozpoczęli rywalizację od pierwszej rundy. Ponad 11-tysięczna publiczność na stojąco oglądała konfrontację dwóch doświadczonych bokserów.

Saleta i Gołota stworzyli imponujące widowisko, a tempo walki, jak na kategorię ciężką, było naprawdę wysokie. Wydaje się, że właśnie intensywność okazała się mordercza dla Gołoty, który wyraźnie słabł z rundy na rundę. W szóstej odsłonie walki były mistrz Europy wyprowadził potężny cios sierpowy z lewej ręki. Gołota padł na deski, ale sędzia Leszek Jankowiak uznał, że "Andrew" jest niezdolny do dalszej rywalizacji.

Co ciekawe, na kartach punktowych po pięciu rundach dwóch sędziów zapisało przewagę Gołoty (Paweł Kardyni 49:48, Grzegorz Molenda 49:47), a u jednego widniał remis (Przemysław Moszumański 47:47).

W undercardzie po raz pierwszy na galach z cyklu Polsat Boxing Night wystąpił Maciej Sulęcki. "Striczu" w swoim 13. zawodowym pojedynku na punkty pokonał Roberta Świerzbińskiego, a już rok później na kolejnej gali PBN pokonał Grzegorza Proksę. Już 24 czerwca przed Sulęckim trzecie podejście, tym razem w konfrontacji z Argentyńczykiem Damianem Bonellim.

Za sprawą śmierci Lou Duvy podczas piątkowego czatu Dana Rafaela z kibicami pojawił się temat Andrzeja Gołoty. Dziennikarz stacji ESPN wspominał między innymi zamieszki w Madison Square Garden po walce Gołoty z Riddickiem Bowe, w kórych ucierpiał Duva. 

"To moje ulubione wspomnienie dotyczące Lou Duvy - gdy wynosili go na noszach z awantury po Gołota - Bowe. Wrzeszczał wtedy na pielęgniarzy i pomyślałem sobie: Tak, wszystko z nim w porządku!" - napisał Rafael.

Zapytany wprost o ocenę potencjału trenowanego przez Duvę Gołoty ekspert ESPN odparł: "Byłem przy ringu na jego walkach z Tysonem, Mollo, Brewsterem, Byrdem. Swego czasu on mógł być jednym z największych talentów w wadze ciężkiej na świecie, ale miał serce do walki wielkości groszku i był słaby psychicznie." 

Przy okazji pytania o pojedynek Gołoty z Lamonem Brewsterem Rafael wspominał także o starciu Tomasza Adamka z Paulem Briggsem. "To była dosłownie krwawa łaźnia. Jedyna walka, na której było tak dużo krwi, że aż było mi niedobrze" - przyznał amerykański dziennikarz. 

W środę w wieku 94 lat zmarł słynny trener Lou Duva, znany polskiej publiczności przede wszystkim ze współpracy z Andrzejem Gołotą. Czterokrotny pretendent do tytułu mistrza świata wagi ciężkiej smutną informację skomentował w rozmowie z Polską Agencją Prasową. 

- Z ogromnym smutkiem przyjąłem wiadomość o śmierci Lou Duvy. Zawsze będę wdzięczny za każdą chwilę przy moim narożniku i wszystko, czego mnie nauczył. Spoczywaj w spokoju trenerze - powiedział PAP Gołota. 

W ciepłych słowach o Duvie wyraziła się też żona Andrzeja Gołota - Mariola: - [Duva] na Andrzeja patrzył jak w obrazek, uwielbiał go, traktował jak swojego syna. Jeszcze trzy lata temu dzwonił do Sama Colonny i pytał, czy może potrenować Andrzeja, bo wciąż wierzył, że on zostanie mistrzem świata. Myślę, że to mogło być jego niespełnionym marzeniem.

Spośród dziewiętnastu mistrzów świata, tylko kilku ma w książce Lou Duvy, napisanej wspólnie z Timem Smithem, znakomitym dziennikarzem nowojorskim, dziś szefem medialnym Premier Boxing Champions, więcej niż kilkanaście stron. Jest jeden, który nigdy nie był mistrzem świata, ale ma... cały rozdział. Nazywa się Andrzej Gołota.

"Lou głęboko wierzył w to, że ma w Gołocie kogoś tak utalentowanego, że zabierze wszystkim mistrzowskie pasy. Nie jeden pas - wszystkie. Że ma takiego wojownika w ringu, jakim był Evander Holyfield. I zrobił wszystko, żeby Andrzej o każdy z tych tytułów mógł walczyć" - mówi Smith.

Skąd pomysł stworzenia książki o kimś, o kim, możnaby napisać dziesięć grubych tomów...i ciągle byłoby zbyt mało?
Tim Smith: Do mnie ten pomysł trafił nieco okrężną drogą. Pomysł i początek realizacji należał do legendarnego, już niestety nieżyjącego historyka pięściarstwa Berta Randolpha Sugara, który miał już za sobą książkę z innym z wielkich trenerów, szkoleniowca Muhammada Ali - Angelo Dundee. Kiedy wiadomo było, że nie będzie w stanie zrealizować projektu z Lou Duvą, poprosił mnie o jego kontynuację. Spotkaliśmy się z Lou, znał mnie z moich dekad związanych z pięściarstwem, porozumienie było natychmiastowe. Problemy zaczęły się później...

Jakie?
Jak stworzyć jedną książkę z siedemdziesięciu lat w pięściarstwie człowieka o którym można by napisać ich dziesięć? Jak wybrać do rozdziałów pięściarzy, którzy najbardziej na to zasługują, skoro Lou wychował dziewiętnastu mistrzów świata?! Wyobrażasz to sobie? Setki historii nie zostało opowiedzianych, choć to, co zostało, łączone jest sprawą przewodnią - jak pracować 24 godziny na dobę i mieć rodzinę? Udało mu się to w niezwykły sposób - wciągnął cała rodzinę w sport, który tak bardzo kochał. Żona, dzieci - każde z nich było częścią jego życia tak samo jak boks. Gdyby nie ten genialny i szalony pomysł, żona na pewno poszukałaby sobie innego, a dzieci nie wiedziałyby, kim jest ich ojciec. Lou, jak wiesz, najchętniej trenowałby wszystkich. Wiadomo, że wszystkich znał. Jest w książce zdjęcie, kiedy siedzi na walce Francois Botha - Mike Tyson, wspólnie z Jackiem Nicholsonem i nowym prezydentem USA, Donaldem Trumpem. Takich zdjęć są w książki setki, w życiu, tysiące.

Pośród tych dziewiętnastu mistrzów świata, tylko o kilku w Twojej książce napisanej wspólnie z Lou Duvą więcej niż kilkanaście stron. Jest jeden pięściarz, który nigdy nie był mistrzem świata, ale ma... cały rozdział. Nazywa się Andrzej Gołota.
Nazwisko Andrzeja pojawiło się w naszych nocnych rozmowach po raz pierwszy, kiedy Lou wspominał najbardziej dramatyczne walki w swoim życiu. Na przykład ten moment zamieszek po pierwszej walce Andrzej Gołota - Riddick Bowe. Kiedy powstało to słynne zdjęcie Lou. Wiesz dobrze o czym myślę - oglądaliśmy dramat na żywo. Lou na noszach, przenoszony nad głowami bijących się ludzi, w pewnym momencie o mało nie spadający na parkiet Madison Square Garden. Zaczęło się od tej historii, póżniej była następna, i następna, i następna o Andrzeju. Akurat na cały rozdział. Chyba najśmieszniejszy... i najsmutniejszy. Dlaczego? Bo głęboko wierzył w to, że ma w Gołocie kogoś tak utalentowanego, że zabierze wszystkim mistrzowskie pasy. Nie jeden pas - wszystkie. Że ma takiego wojownika w ringu, jakim był Evander Holyfield. I zrobił wszystko, żeby Andrzej o każdy z tych tytułów mógł walczyć. Za resztę, te historie Andrzeja, które jeszcze dziś są nie do uwierzenia, już nie mógł odpowiadać. Tylko Andrzej może je wytłumaczyć. Albo nie. Do dziś Gołota jest dla Lou kimś specjalnym i jednocześnie niewytłumaczalnym.

Czego najbardziej mógł żałować człowiek, który jako trener, osiągnął w życiu wszystko?
Oprócz tego, że Gołota nigdy nie został tym, kim Duva chciałby i wierzył, że będzie - niekwestionowanym mistrzem świata wagi ciężkiej - na pewno dwóch rzeczy. Faktu, że nie udało mu się utrzymać rodzinnego biznesu, że rozpadła się potęga - nie tylko rodzinna - jak Main Events. I na pewno tego, że nie był w stanie zatrzymać przed narkotykową samodestrukcją jednego z najlepszych, najbardziej utalentowanych pięściarzy naszych czasów - Pernella Whitakera. Do tego stopnia, że nawet po tylu dekadach, Lou ciągle nie mógł o tym mówić. Po prostu nie mógł, zamykał się, kiedy padało nazwisko Whitaera Wszystko inne, chyba jest w książce, którą przyszło nam wspólnie napisać.

Równo 20 lat temu na gali w Atlantic City doszło do rewanżowego starcia Andrzeja Gołoty z Riddickiem Bowem. Pojedynek, choć zakończony porażką Gołoty przez dyskwalifikację w dziewiątej rundzie, otworzył przez Polakiem drogę do walki o pas WBC wagi ciężkiej z Lennoxem Lewisem. Dwóm starciom Gołoty z Bowem został poświęcony odcinek słynnego cyklu HBO "Legendary Nights".

Pozostałe dwie części "Legendary Nights: The Tale of Bowe - Golota" >>

W ostatnich dniach spędziłem wiele godzin z Andrzejem Gołotą i jego małżonką Mariolą. Mariola przyleciała do Polski na rozprawę sądową w Rzeszowie, pozwana przez skruszonego gangstera, sławnego świadka koronnego Jarosława S. zwanego "Masą". Domaga się on od pani Gołotowej 100 tysięcy złotych za nazwanie go "pasożytem żyjącym na koszt Państwa".

Pierwsza rozprawa nie przyniosła rozstrzygnięcia, druga odbędzie się 23 lutego. Andrzej Gołota – który z kolei wygrał proces z "Masą" oskarżającym go o ustawienie do spółki z nieżyjącym już "Pershingiem" walki z Michaelem Grantem - przyleciał do Polski, żeby odebrać nagrodę "Super Expressu" za wygranie plebiscytu dla... najlepszego polskiego sportowca ostatniego 25-lecia.

Niewiarygodne, Gołota wyprzedził Adama Małysza, Anitę Włodarczyk, Roberta Lewandowskiego i Roberta Korzeniowskiego. Oczywiście zdaję sobie sprawę z tego, że rozstrzygnięcie jest kontrowersyjne. Tak samo jak kontrowersyjny jest Gołota. Ale taki był werdykt ludu.

O czym to świadczy? Na pewno o tym, że Andrzej Gołota to fenomen socjologiczny. Nigdy nie został mistrzem świata (chociaż według mnie wygrał walki i z Ruizem, i z Byrdem o mistrzostwo świata), a ludzie go wciąż kochają. Na gali w Teatrze Polskim nawet prezydent Andrzej Duda z małżonką robili sobie zdjęcia z Gołotą, na ulicy zaczepiali go kibice, wszędzie go poznawano.

Niestety wygląda na to, że w najbliższym czasie w boksie będziemy żyli wspomnieniami. Gołota na emeryturze, Darek Michalczewski tak samo, Tomek Adamek wraca, ale też już był na emeryturze...

Pełna treść artykułu na Polsatsport.pl >>

Andrzej Gołota został wybrany przez czytelników "Super Expressu" sportowcem 25-lecia. Wyróżnienie dla Gołoty jest tym cenniejsze, że przyznane przez kibiców, którzy najwyraźniej z wielkim sentymentem wspominają jego walki.

- Wyróżnił mnie lud. To jest bardzo miłe. Dziękuję wszystkim, którzy na mnie głosowali - mówi Gołota w rozmowie z Polsatsport.pl.

Gołota stoczył wiele słynnych walk, wśród których można wyróżnić starcia: z Riddikiem Bowe, Chrisem Byrdem, Johnem Ruizem czy te mniej udane z Lennoksem Lewisem albo Lamonem Brewsterem. Jego pojedynki śledziła cała Polska. Którą walkę wspomina najmilej?
 
- Gdybym wygrał wszystkie walki, to bym został mistrzem świata. Nie można oddzielać jednej walki od drugiej. Gdybym wygrał wszystkie, to miałbym pas - ocenia czterokrotny pretendent do tytułu mistrza świata wagi ciężkiej.

Pełna treść artykułu na Polsatsport.pl >>

Andrzej Gołota został zwycięzcą plebiscytu na SuperSportowca organizowanego z okazji 25-lecia "Super Expressu" - poinformował na Twitterze Andrzej Kostyra.

"Andrew" w głosowaniu wyprzedził skoczka narciarskiego Adama Małysza i młociarkę Anitę Włodarczyk. Pozostali dwaj kandydaci, na których można było głosować to Robert Korzeniowski i Robert Lewandowski.

Gołota, który przed zawodowym debiutem zdobył brązowy medal olimpijski, przez długi czas należał do czołówki kategorii ciężkiej. Polak zasłynął dzięki dwóm dramatycznym pojedynkom ze znakomitym Riddikiem Bowe. O tytuł mistrza świata boksował czterokrotnie, przegrywając z Lennoxem Lewisem, Johnem Ruizem i Lamonem Brewsterem oraz remisując z Chrisem Byrdem.

Andrzej Gołota swoje dwie ostatnie oficjalne walki stoczył na galach Polsat Boxing Night, ulegając przed czasem Tomaszowi Adamkowi i Przemysławowi Salecie. W październiku 2014 roku "Andrew" pożegnał się z kibicami pokazowym pojedynkiem z Danellem Nicholsonem.


Najnowsze komentarze