Get Adobe Flash player




Patronat medialny



Babilon Promotion - organizacja gale boksu, sporty walki, wynajem ring, oświetlenie LCD, boks, wynajem ringu, obsługa gal boksu i sztuk walki

 



fightklub

Pobierz pasek ringpolska.pl

Kto jest online?

Odwiedza nas 11538 gości oraz 92 użytkowników.




 

 


O tym że Dariusz Michalczewski nie darzy specjalną sympatią Andrzeja Gołoty (41-9-1, 33 KO), nie trzeba przekonywać żadnego uważnego kibica boksu. Nic więc dziwnego, że "Tiger" informacje o planowanej na 25 października pokazowej walce "Andrew" komentuje z dużym niesmakiem. 

- On się już ośmieszył parokrotnie, więc po co wychodzi do ringu, żeby się znów ośmieszyć? - pyta retorycznie Michalczewski cytowany przez X-News. - Pojedynek nie będzie punktowany, ale może przegrać go przez nokaut. Nie wiadomo, czy dotrwa do końca, jak on z Saletą nawet nie dotrwał.

- Dla mnie nawet misiu na Krupówkach ma większą wartość niż walki Gołoty - oburza się były czempion wagi półciężkiej i junior ciężkiej. - Jak do tego mówią, że Andrzej Gołota jest największym polskim pięściarzem, to całe szczęście, że ja jestem niemieckim pięściarzem, że boksowałem dla Niemiec.

- U nas jest taka śmieszna sprawa w Polsce, że my się identyfikujemy z przegranymi, a my powinniśmy się identyfikować ze zwycięzcami! - dodaje "Tygrys", nawiązując do kariery czterokrotnego pretendenta do tytuły mistrza świata królewskiej  dywizji.

Amerykanin Corey Sanders (23-13, 15 KO) wyraził chęć walki z Andrzejem Gołotą (41-9-1, 33 KO). Pożegnalny pojedynek Polaka odbędzie się 25 października w Częstochowie.

Jego rywal nie jest jeszcze znany, ale być może obejrzymy powtórkę z jednej z najkrwawszych walk w historii.

Sanders przegrał z Gołotą w 1998 roku w Atlantic City na punkty, ale podczas 10 rund krew lała się strumieniami. Białe przed pierwszym gongiem spodenki Andrzeja z minuty na minutę stawały się coraz bardziej czerwone. T-Rex, taki przydomek nosi Sanders, walczył dzielnie, ale był zdecydowanie słabszy od Polaka i przegrał wyraźnie na punkty.

To już pewne, Andrzeja Gołotę (41-9-1, 33 KO) ponownie zobaczymy w ringu. 25 października jeden z najlepszych polskich zawodowych pięściarzy stoczy pożegnalną walkę w Częstochowie.

- To będzie sześciorundowy pojedynek, bez werdyktu sędziowskiego. Nie zabraknie za to konfetti, tortu i szampana - zdradza nam Marcin Najman organizujący pożegnanie Gołoty. - Walkę pokaże Telewizja Polska, która od początku wyrażała największe zainteresowanie. Cieszę się z tego, bo najlepszy polski bokser wraca do telewizji numer jeden.

TVP po raz ostatni pokazała wielką walkę Gołoty 14 lat temu - z Mike'm Tysonem (w 2008 roku była jeszcze transmisja starcia z Mike'em Mollo). To były najlepsze lata Andrzeja przez wielu nazywanego "wielką nadzieją białych". Nadzieją - niespełnioną. Mistrzem świata nie został, choć dwie z czterech mistrzowskich walk wg fachowców wygrał (z Johnem Ruizem i Chrisem Byrdem), ale został oszukany przez sędziów. Trzeba jednak pamiętać, że od 1999 roku boksował jedną ręką - lewą po ciężkim wypadku samochodowym, w którym zginął jego przyjaciel, miał w dużej mierze unieruchomioną.

Gołota wraca na ring po ponad półtorarocznej przerwie. W lutym ubiegłego roku przegrał z Przemysławem Saletą, ale nie był zdrowy - lewa ręka ciągle nie była sprawna. Potem przeszedł kolejną operację. Teraz jest w pełni sił i chce pokazać się z jak najlepszej strony. Trenuje codziennie. Jest nie tylko w świetnej formie fizycznej, ale też nie brakuje mu poczucia humoru. Na stwierdzenie swojej żony Marioli, że już żegnał się z ringiem kilka razy, rzucił ze śmiechem: - jak ktoś jest wierzący, musi się żegnać...

W najbliższych dniach rozstrzygnie się, kto będzie rywalem Gołoty. Prowadzone są rozmowy z Evanderem Holyfieldem. Obaj zawodnicy nigdy nie spotkali się w ringu, choć przez lata różni promotorzy próbowali doprowadzić do ich pojedynku.

Gdyby nie udało się organizatorom dojść do porozumienia z byłym mistrzem świata, w grę wchodzą inni czołowi pięściarze z USA. Wiadomo, że walka potrwa sześć rund. Andrzej przyleci do Polski na początku września, by tutaj przygotowywać się do ostatniego pojedynku. To już pewne, że ostatniego. Więcej powrotów nie będzie. Pięściarz, na którego walki wstawała cała Polska, 25 października po zejściu z ringu już nigdy nie założy rękawic bokserskich.

Boks na stronie internetowej "Przeglądu Sportowego" >>

Jak dowiedziała się Wirtualna Polska, jest już pewne, że Andrzej Gołota (41-9-1, 33 KO) stoczy jesienią tego roku pożegnalną walkę, po której zakończy definitywnie sportową karierę. O tym, że możliwy jest jeszcze jeden powrót Andrzeja Gołoty na ring przekonywał w maju tego roku jego przyjaciel Marcin Najman. Mówił on wtedy na łamach prasy, że chce godnego pożegnania "Andrew" z boksem.

- Jestem po rozmowach z przedstawicielami TVP, którzy są gotowi transmitować pożegnalny pojedynek Gołoty - zdradził wtedy "El Testosteron". Według dziennika "Fakt" rywalem Polaka miałby być były mistrz świata w wadze ciężkiej, Evander Holyfield.

Okazuje się, że rzeczywiście, Andrzej Gołota jeszcze raz zaprezentuje się publiczności. Jak dowiedziała się Wirtualna Polska, jest już pewne, że nasz rodak jesienią tego roku stoczy Polsce swoją pożegnalną walkę. Nazwisko jego rywala nie jest jednak jeszcze znane.

Andrzej Gołota stoczył w zawodowej karierze 52 walki. 41 wygrał, 9 przegrał, jedną zremisował, a jeszcze jedna została uznana za nieodbytą. Ostatni raz wszedł do ringu w lutym 2013 roku. Wtedy przegrał przez techniczny nokaut z Przemysławem Saletą.

Już kilka razy zapowiadano pojedynek między Andrzejem Gołotą (41-9-1, 33 KO) i Evanderem Holyfieldem (44-10-2, 29 KO). Nigdy do niego nie doszło, ale może wreszcie zobaczymy obu bokserów walczących ze sobą. Jesienią w Polsce.

- Po ostatniej wizycie Andrzeja Gołoty w Polsce okazało się, że kibice go uwielbiają, a to nasunęło mi pomysł, by zgotować mu w naszym kraju oficjalne pożegnanie z boksem - mówi Faktowi promotor boksu Marcin Najman.

To on zaprosił Mariolę Gołotę i Andrzeja na galę bokserską do Częstochowy trzy tygodnie temu. Słynny bokser był jej gościem specjalnym. Wszędzie gdzie się pojawiał wzbudzał entuzjazm.

- Andrzej mógłby dla kibiców stoczyć jeszcze jedną walkę. W Częstochowie lub Katowicach - dodaje Najman. - Jestem po rozmowach z przedstawicielami Telewizji Polskiej, którzy są gotowi transmitować pożegnalny pojedynek Gołoty. Biorąc pod uwagę, że Andrzej w ostatnich latach borykał się z poważną kontuzją lewej ręki, nie ma mowy, by toczył ciężkie wojny ringowe o mistrzowskie tytuły. Koncepcja jest taka, by to była walka pokazowa, bez werdyktu, z innym wielkim mistrzem boksu zawodowego. Ale oczywiście wszystko będzie zależeć od Gołoty - twierdzi.

Najman nie chce zdradzić nazwiska rywala, ale Faktowi udało się ustalić, że w grę wchodzi Holyfield, który po raz ostatni był w ringu trzy lata temu - znokautował wówczas Duńczyka Briana Nielsena. Gołota jest gotów walczyć na poważnie, ale przeciwna temu jest jego żona Mariola.

- Bardzo nam podobało się ostatnio w Polsce i to, jak Marcin Najman wszystko zorganizował. Chętnie znowu przylecimy. Andrzej rwie się do boksu, ale w grę wchodzi jedynie walka pokazowa - zdradza małżonka mistrza.

Andrzej Gołota kilka dni temu gościł w Polsce przy okazji gali NG Promotions w Częstochowie. Czterokrotny pretendent do tytułu mistrza świata wagi ciężkiej udzielił obszernego wywiadu "Przeglądowi Sportowemu"...

Ryszard Opiatowski: Panie Andrzeju, jak się podobała kilkudniowa wizyta w Polsce? Wszędzie ludzie witali pana i żonę Mariolę brawami, wyrażali się z szacunkiem. Zaskoczony?
Andrzej Gołota: To nie moja wina. Ale było to bardzo ciekawe przeżycie. Odwiedziłem dwie szkoły, więzienie, areszt, szpital dziecięcy, byłem gościem na gali boksu organizowanej przez Marcina Najmana. To był prawdziwy boks, bardzo ciekawy. Widziałem spore zaangażowanie u zawodników. To był prawdziwy duch walki. Jak mnie jeszcze kiedyś zaproszą, to chętnie przylecę.

Duże wrażenie zrobił pan podczas wizyty w więzieniu. Osadzeni nie mieli obaw, by zadawać trudne pytania, między innymi o porażki z Riddickiem Bowe i o zejście z ringu w walce z Mike'm Tysonem. Jak to było?
Więzienie? Spore przeżycie. Powiedziałem im, że nie powinni tam być, że każdy dzień za karatami jest dniem straconym. A moje walki? Tyson uderzał głową, rozbił mi łuk brwiowy, sędzia nie reagował, z góry byłem skazany na porażkę. Natomiast podczas pojedynku z Bowe od szóstej rundy nie wiedziałem co się dzieje. Trochę zawaliłem, bo w piątej rundzie on padł na ring po ciosie, złapał mnie za nogi i trzymał. Sędzia traktował to jako kontakt i nie liczył. Dopiero po paru sekundach zaczął. Gdybym był mądrzejszy, to bym się wyrwał.

Jaka jest pana największa porażka?
Walka z Lennoxem Lewisem była jedną z moich większych porażek. Trenowałem bardzo intensywnie i przez to się przetrenowałem. Wszystkie kontuzje, które złapałem podczas treningu, rozwinęły się przed tym pojedynkiem, dlatego w ringu nie byłem sobą. Spuchło mi kolano, trzeba było wyciągać z niego wodę, musiałem przerwać treningi na tydzień.

Dlaczego więc zdecydował się pan wyjść na ring?
Była szansa na zdobycie pasa i chciałem ją wykorzystać. Takiej okazji nie wypuszcza się z rąk. Trzy i pół miesiąca szykowałem się do tego pojedynku i mimo kontuzji chciałem spróbować.

Miał pan idola, gdy zaczynał boksować?
Był nim Muhammad Ali. Ciężko było zrozumieć jego styl walki, był nieprzewidywalny i nie do podrobienia. Każdy chciał boksować tak jak on.

Co pan zwykle czuł, stojąc w ringu i czekając na rozpoczęcie walki?
To było najgorsze, co może być. Tysiące myśli kłębiło się w głowie: czy wyląduję w szpitalu, czy będę lepszy od rywala. To największy stres, jaki może być. Ciarki przechodziły przez ciało wiele razy.

Promotorzy bokserscy dzwonią, namawiają do powrotu na ring?
Próbują zdobyć mój numer telefonu, ale nie ci którzy powinni. Nie jestem przekonany co robić w najbliższym czasie.

Kariera już definitywnie zakończona? Ogłosi pan to?
 Tu nie ma co ogłaszać, skoro nie potrafię wygrać nawet z Saletą czy Adamkiem.

Pełna wersja rozmowy z Gołotą w "Przeglądzie Sportowym" >>

Andrzej Gołota przyjechał w poniedziałek do redakcji "Przeglądu Sportowego" wraz z ze swoją małżonką Mariolą i ochoczo pomagał przy tworzeniu wtorkowego numeru. Gołotowie na kilka dni przylecieli z Chicago do Polski na zaproszenie Marcina Najmana. Przez kilka dni przebywali w Częstochowie, obecnie przebywają w stolicy.

Dla Andrzeja wydrukowaliśmy zdjęcia najsłynniejszych postaci związanych z boksem i poprosiliśmy, by je skomentował. - A to kto? - zapytał wskazując na Mike'a Tysona. Z uznaniem wyrażał się za to o Mannym Pacquiao: – boksuje jakby od niechcenia i wygrywa mimo że nie jest gladiatorem. Swoim stylem rozwala. Przynajmniej do niedawna tak robił.

Potem wybierał zdjęcia ze swoją podobizną na okładkę Przeglądu Sportowego. Uśmiechnął się od ucha do ucha, gdy oglądał fotografie z programu Taniec z gwiazdami. - To była duża przyjemność, ale też ciężka praca. Ćwiczyliśmy 7-8 godzin dziennie. Trochę więc się nauczyłem, ale do żony, która tańczy idealnie, jeszcze mi daleko.

Patrząc na fotki z walki z Tomaszem Adamkiem zażartował: - jak ja wyglądałem? Chyba w ciąży byłem.
-  A teraz ile ważysz? - dopytywaliśmy.
- Tyle samo.
- A wyglądasz lepiej.
- Bo czarne wyszczupla.
Gołocie humor dopisywał. Gdy pytaliśmy go jak ocenia pomysł Adamka, by zostać europosłem, odparł: – Chyba powinien najpierw zacząć robić coś w regionie. Mógłby być sołtysem albo wójtem. Wykazać się, a potem kandydować do Parlamentu Europejskiego.

Gdy zapytaliśmy Andrzeja, czy poszedłby w ślady Adamka, pokręcił głową: - Do polityki mnie nie ciągnie.
Nie poddawaliśmy się i kusiliśmy dalej: - Europoseł zarabia czystej pensji 6200 euro miesięcznie. Do tego diety, emerytura. Łatwe pieniążki.
- Przekupny nie jestem. Ja tyle samo zarabiam i nic nie robię - odparł ze śmiechem.
- Gdybyś się jednak dostał propozycję, byłoby ci bliżej do prawej czy lewej strony sceny politycznej?
- Do konserwatystów.
- Prezes Kaczyński może zadzwonić?
- On jest konserwatystą? To ja się zastanowię
Gołota podpowiadał nam, jaki tytuł byłby najlepszy na okładkę Przeglądu Sportowego, by przyciągnąć uwagę. Pomagała mu w tym żona Mariola. Oboje zaangażowali się w pracę, a my próbowaliśmy dowiedzieć się
czy jeszcze kiedykolwiek zobaczymy Andrzeja w ringu.
- Jeśli trafiłaby się jakaś walka pokazowa, na przykład z Holyfieldem, to kto wie - odparła Mariola.
- A gdybyś dostał ofertę z KSW, by walczyć w MMA?
- Nie stać ich na mnie - zaśmiał się Andrzej.

Potem chętnie rozdawał autografy. Robertowi Felusiowi, menedżerowi operacyjnemu newsroomu sportowego, podpisał się... na gipsie założonym na ręce. Z naszej redakcji państwo Gołotowie wyszli bardzo zadowoleni, a my byliśmy wdzięczni im za wizytę.
- Jestem zachwyconą formą Andrzeja i jego poczuciem humoru. Fajnie, że opowiadał nam nie tylko sporcie. Wykazał się ogromną wiedzą polityczną. Poznaliśmy jego poglądy na różne tematy. Okazało się, że znakomicie zna się nie tylko na boksie - podsumował wizytę pięściarza w redakcji Michał Pol, redaktor naczelny Przeglądu Sportowego.

O boksie przeczytasz także w "Przeglądzie Sportowym" >>

Zdjęcie z walki Andrzeja Gołoty z Mikem Mollo znalazło się na opublikowanym dzisiaj plakacie, który reklamuje zaplanowaną na 5 czerwca galę grupy Golden Boy Promotions w Bostonie. Głównym wydarzeniem tej imprezy nie będzie jednak pojedynek wagi ciężkiej z udziałem Polaka, a walka w kategorii super piórkowej pomiędzy Loganem McGuinnessem i Mikem Oliverem.

Andrzej Gołota wraca do boksu. Na razie w roli kibica, ale kto wie, może zobaczymy go też w ringu. Wczoraj przyleciał do Polski. W sobotę będzie gościem gali w Częstochowie organizowanej przez Marcina Najmana, który zawsze z największym uznaniem wyrażał się na temat Gołoty. Teraz zaprosił Andrzeja wraz żoną Mariolą do Częstochowy na galę boksu zawodowego.

– Państwo Gołotowie z wielką chęcią przyjęli moje zaproszenie. Jestem im za to wdzięczny – mówi Najman. Wczoraj Andrzej i Mariola przylecieli z Chicago do Warszawy i stamtąd pojechali do Częstochowy.

– Słyszałem, że ma być spore zamieszanie, jakiś boks pod jasną Górą. Pojedziemy i zobaczymy co jest grane – Gołota z dużą dozą humoru odpowiedział na pytanie "Faktu", co go sprowadza do Polski. – Jestem ciekawy co się w Polsce dzieje. Chętnie na to popatrzę. Może wypatrzę jakieś talenty, które są w stanie boksować.

Gołota od ponad roku nie oglądał boksu. Ostatnio pochłania go tenis w wykonaniu syna, Andrzeja. Pytany przez nas, czy wróciłby na ring, odparł wymijająco: – zobaczymy. Trochę się ruszam. Na razie wolę tenis, bo syn w to gra.

Mimo długiego lotu i zmęczenia Andrzej był w dobrym humorze. Zaśmiał się pytany, czy poszedłby w ślady Tomasza Adamka i wystartowałby w wyborach do europarlamentu. – Nie mieszam się w politytkę, może później. Na razie wybieram się na Jasną Górę – rzucił.

Zapraszamy do wysłuchania rozmowy z Alexem Arizą, najbardziej znanym w świecie specjalistą od przygotowania fizycznego pięściarzy. Ariza, który asystował O'Neilowi Bellowi podczas jego walki z Tomaszem Adamkiem w Katowicach mówi o "Góralu", Andrzeju Gołocie i nie tylko...

ISSN: 2082-9760

Najnowsze komentarze

Zapraszamy: