onet.pl sport


ARTV Chicago




Przegląd Sportowy





   
BRK Gladiator

Patronat medialny





 

 

 

 

- Jeszcze przez kilka dni będę uśpiony jako pięściarz, ale od przyszłego tygodnia zaczynam się ruszać - mówi Krzysztof Zimnoch (22-1-1, 15 KO), który dostał zapytanie w sprawie walki z byłym mistrzem świata wagi ciężkiej Aleksandrem Powietkinem (31-1, 23 KO). Do pojedynku miałoby dojść 1 lipca w Moskwie.

Czy temat walki z Aleksandrem Powietkinem jest poważny?
Krzysztof Zimnoch: Ja go traktuję bardzo poważnie. Dostaliśmy zapytanie z terminem na pierwszy weekend lipca, wyraziłem zainteresowanie, a teraz czekamy na ofertę finansową.

Kibice mogą mieć pretensje, że odrzuciłeś walkę z Adamem Kownackim na gali w Gdańsku, a jesteś zdecydowany, żeby niemal w tym samym terminie boksować z Powietkinem.
Tak, to prawda, ale nawet jeśli będę trochę przemęczony i stoczę 3 walki w ciągu czterech miesięcy, to takich szans jak walka z Powietkinem nie można przepuścić. Przy dużych pieniądzach i ogromnej sportowej szansie trzeba podejmować ryzyko. A walka z Kownackim nie ucieknie. Spokojnie, jeszcze przyjdzie na nią czas.

Jak wyglądają teraz rozmowy? Kiedy możemy spodziewać się kolejnych wiadomości?
Z tego co wiem, rozmowy prowadzi Tomasz Babiloński, jednak wszystko zależy od promotorów Powietkina.

Czy perspektywa walki z Powietkinem sprawi, że zaraz znowu wpadniesz w rytm ciężkich treningów?
Jeszcze przez kilka dni będę uśpiony jako pięściarz, ale od przyszłego tygodnia zaczynam się ruszać. Szczerze mówiąc, to już wczoraj miałem ochotę zrobić trochę walki z cieniem.

Co na pomysł walki z Powietkinem powiedział twój trener Richard Williams?
Tylko się uśmiechnął. On wszystko przyjmuje ze spokojem. Powiedział, że jeśli będzie konkretna oferta i ją przyjmę, to on przygotuje mnie na walkę z Powietkinem. Jego zdaniem nie ma kozaków w wadze ciężkiej, z którymi nie da się wygrać.

Myślałeś w ogóle o tym, że możesz walczyć z zawodnikiem, który dwa razy w ciągu kilku miesięcy zaliczał wpadki dopingowe?
Szczerze, to nie przeszkadza mi to. Jeśli osiągniemy porozumienie finansowe, to Powietkin może walczyć nawet na sterydach. Jestem dorosły i świadomy tego, co robię i jeśli zdecyduję się na taką walkę, to będzie moja przemyślana decyzja. Nawet jeśli będzie się nielegalnie wspomagał, to ja wyjdę do niego z wiarą w zwycięstwo i wiem, że mój trener przygotuje mnie do tej walki znakomicie.

- To będzie jego decyzja czy skończyć karierę, czy jeszcze spróbować, co będzie po pełnym obozie. Ja mogę Mike tylko doradzić. To zbyt dobry człowiek, za wiele stoczył wielkich bojów, żeby tak odchodzić ze sportu. Dam mu kilka dni na zebranie myśli i usiądziemy do poważnej rozmowy. Nie zdziwiłbym się, gdyby walka w Polsce była jego ostatnią – mówi o przebiegi walki trener Michaela Granta – Jayson Jorgensen.

Przemek Garczarczyk: Zacznijmy od spraw zdrowia: jak oko Michaela Granta? Wylatywał z Polski z opaską na oku, jak pirat...
Jason Jorgensen: Lepiej, choć zamówiliśmy już wizytę u lekarza w Atlancie. Dotarliśmy do domu dopiero w poniedziałek, bo samolot z Warszawy do Frankfurtu miał takie opóźnienie, że nie zdążyliśmy na lot do Atlanty i spędziliśmy noc w Niemczech. Ale teraz wszystko jest OK.

Na pewno nie byłeś OK patrząc na Michaela w ringu...
Na pewno nie. W pierwszej rundzie jeszcze jakoś to wyglądało. Pamiętał o lewym prostym, schodził na boki, nie pozwalał Zimnochowi się wstrzelić. Wiedzieliśmy, że Polakowi nie wolno zostawić inicjatywy, bo się wtedy rozkręca. Być pierwszym, który zadaje cios, to było najważniejsze o czym rozmawialiśmy przed walką. Pod koniec rundy Mike nie wyszedł z narożnika, były dwa ciosy i zaczęły się problemy. Do tego Michael miał otarte oko i to zupełnie go wybiło z rytmu, koncentracji. W narożniku po pierwszej rundzie o tym mówił. Wyszedł na drugą rundę z opuszczonymi rękoma, jakby to nie był ring. Były dwa ciosy, koniec. Drugiego nie widział.

Zupełnie nie było pracy nóg. Krzysztof Zimnoch miał przeciwnika podanego jak na tacy.
Mike spędził na treningach w Atlancie trzy tygodnie. Nawet nie, bo kilka dni chorował. Kilka sparingów i to wszystko. Ostatnia walka, na którą naprawdę udało się go przygotować, to Carlos Takam, cztery lata temu. Nawet na Manuela Charra nie było w stu procentach tak, jak sobie zakładaliśmy, ale przepracowaliśmy obóz. Teraz tak nie było.

Jesteś doświadczonym trenerem, pracujesz między innymi z klasyfikowanym na 1 miejscu listy IBF, obowiązkowym rywalem Giennadija Gołowkina – Tureano Johnsonem. Wiedziałeś, jak to się może skończyć.
Miałem z nim na ten temat rozmowę. Mike był zdecydowany lecieć do Polski – ze mną czy beze mnie. Był przekonany, że to co potrafi wystarczy w Legionowie, choć ja nie byłem o tym przekonany, widząc na wideo jak dobrze ułożony w ataku jest Zimnoch. Znacznie lepiej niż w obronie, ale tego Mike nie mógł wykorzystać. U Krzysztofa widziałem, że umie kończyć, więc nie ma miejsca na jakieś załamania. Szczerze: wolałem jechać bo jestem człowiekiem, który go dobrze zna, któremu Mike ufa. Nie dla pieniędzy, bo te na pewno... straciłem przylatując do Polski. Prowadzę sporą firmę, nie byłem w biznesie przez tydzień. Kto nie wierzy, może sprawdzić, że z boksu nie żyję. Bałem się, że jeśli poleci ktoś bez wiedzy o Grancie, walka może potrwać za długo. Może się to źle skończyć.

Będzie temat zakończenia kariery?
Powinien być. To będzie jego decyzja czy skończyć karierę, czy jeszcze spróbować, co będzie po pełnym obozie. Ja mogę Michaelowi tylko doradzić. To zbyt dobry człowiek, za wiele stoczył wielkich bojów, żeby tak odchodzić ze sportu. Dam mu kilka dni na zebranie myśli i usiądziemy do poważnej rozmowy. Przy okazji: podziękowania dla polskich promotorów za opiekę, dla polskich kibiców za przyjęcie. Dziękujemy.

Dzisiaj mają ruszyć rozmowy w sprawie ewentualnej walki Krzysztofa Zimnocha (22-1-1, 15 KO) z byłym mistrzem świata wagi ciężkiej Aleksandrem Powietkinem (31-1, 23 KO) - poinformował "Super Express".

- Oczywiście, że byłbym zainteresowany taką walką, ale jeszcze daleko droga do porozumienia. Nie wiem czy to zwykłe zapytanie, czy poważna oferta. Nie wiem czy jestem jedyny brany pod uwagę i jakie pieniądze wchodziłyby w grę, ale na pewno jest coś na rzeczy - powiedział "Super Expressowi" Zimnoch.

Białostoczanin w tym roku stoczył już dwie zwycięskie walki, pokonuąc Mike'a Mollo i Michaela Granta. Powietkin na ring wróci 1 lipca w Moskwie i to wtedy mogłoby dojść do starcia z Polakiem. Innym kandydatem do walki z Rosjaninem jest Amerykanin BJ Flores.

Krzysztof Zimnoch (22-1-1, 15 KO) w sobotę łatwo poradził sobie z Michaelem Grantem, nokautując 44-letniego ex-challengera do światowych tytułów wagi ciężkiej w drugiej rundzie. Jak zdradził w poniedziałkowym "Puncherze" Mateusz Borek dzięki zwycięstwu przed białostoczaninem otworzyły się ciekawe perspektywy. 

- Ponoć już pierwsze propozycje pojawiły się po tej walce i odezwał się obóz Saszy Powietkina do Krzysztofa Zimnocha - powiedział dziennikarz Polsatu Sport. 

Aleksander Powietkin (31-1, 23 KO), który niedawno został zawieszony przez federację WBC za stosowanie dopingu, zamierza wrócić na ring walką w Moskwie 1 lipca. Rosjanin w przeszłości dwukrotnie boksował z Polakami, pokonując Andrzeja Wawrzyka i Mariusza Wacha.

- Krzysztof zrobił w ostatnim czasie ogromne postępy, bije mocniej i uwierzcie mi, że siła ciosu, którą teraz dysponuje, to jeszcze nie jest jego maksymalny poziom. To jednak przyjdzie z większą pewnością siebie i świadomością tego, że on może to robić - powiedział trener Richard Williams, komentując sobotnie zwycięstwo przez nokaut Krzysztofa Zimnocha (22-1-1, 15 KO) nad Michaelem Grantem.

- Po walce Grant dał mi kilka cennych wskazówek - mówi Krzysztof Zimnoch (22-1-1, 15 KO), który w sobotę na gali w Legionowie znokautował w drugiej rundzie byłego pretendenta do tytułu mistrza świata wagi ciężkiej Michaela Granta.

- Jego uwagi dotyczyły głównie bardziej zdecydowanego wchodzenia w walkę od pierwszej rundy z mocnymi uderzeniami, których twierdzi, że dopiero w drugiej rundzie odczuł nie mało. Jest to bardzo cenna wskazówka i zamierzam nad tym teraz mocno popracować i nawet dla niej jednej warto było z nim zawalczyć - tłumaczy Zimnoch.

Dla białostoczanina było to drugie tegoroczne zwycięstwo i jednocześnie czwarta walka w ciagu ostatnich jedenastu miesięcy. 33-latek nie zamierza jednak zwalniać tempa.

- Na salę wrócę szybko, bo czuję się dobrze, a kolejna walka ma być dużym wyzwaniem, także warto ciężko pracować. Teraz chcę spędzić kilka dni w domu z żoną i rodziną, bo trenując na co dzień w Londynie tego najbardziej mi brakuje - podsumowuje Zimnoch.

Krzysztof Zimnoch (22-1-1, 15 KO) awansował na 50. miejsce w światowym rankingu wagi ciężkiej portalu statystycznego Boxrec.com po wczorajszej wygranej z byłym pretendentem do tytułu mistrza świata wagi ciężkiej Michaelem Grantem.

33-letni Polak znokautował doświadczonego Amerykanina w drugiej rundzie na gali w Legionowie. Kolejny pojedynek białostoczanin ma stoczyć we wrześniu.

Polski ranking wagi ciężkiej Boxrec.com: 1. Mariusz Wach, 2. Adam Kownacki, 3. Andrzej Wawrzyk, 4. Krzysztof Zimnoch, 5. Izuagbe Ugonoh, 6. Marcin Siwy, 7. Krzysztof Kosela, 8. Marcin Rekowski, 9. Albert Sosnowski, 10. Kamil Sokołowski.

9 września pojedynkiem na Stadionie Miejskim w Radomiu ma powrócić na ring boksujący w kategorii ciężkiej Krzysztof Zimnoch (22-1-1, 15 KO).

Walka białostoczanina będzie prawdopodobnie zakontraktowana na dwanaście rund, a w jej stawce znajdzie się regionalny pas jednej z czterech prestiżowych federacji. 

33-letni Krzysztof Zimnoch w sobotę znokautował w drugiej rundzie byłego challengera do mistrzowskich tytułów Michela Granta, notując czwarte zwycięstwo na przestrzeni ostatnich jedenastu miesięcy.

Krzysztof Zimnoch (22-1-1, 15 KO) znokautował w drugiej rundzie byłego pretendenta do tytułu mistrza świata wagi ciężkiej Michaela Granta (48-7, 36 KO) w głównym wydarzeniu gali w Legionowie. 

Amerykanin po raz pierwszy poczuł siłę ciosów Polaka już pod koniec pierwszej rundy, kiedy po mocnym ciosie z prawej ręki musiał ratować się klinczem przed upadkiem na deski. W drugim starciu Zimnoch posyłał przeciwnika na deski dwukrotnie - najpierw Grant przyklęknął po serii ciosów Polaka, a potem został ścięty z nóg prawym prostym Zimnocha.

Grant został wyliczony, a białostoczanin mógł cieszyć się z drugiej tegorocznej wygranej. W lutym Zimnoch wygrał z Mike'm Mollo, rewanżując się za jedyną porażkę w zawodowej karierze.


Najnowsze komentarze