onet.pl sport


ARTV Chicago


Przegląd Sportowy

Patronat medialny





 

Jak informuje portal Pudelek.pl, rankiem 15 listopada na lotnisku widziano ekipę programu telewizyjnego "Agent" podczas wylotu na nagranie czwartej edycji. Program poprowadzi ponownie Kinga Rusin, a wśród uczestników znalazł się Andrzej Gołota.

Nikt chyba jednak nie spodziewał się, że TVN-owi uda się ściągnąć do udziału w show legendę polskiego sportu, Andrzeja Gołotę. 50-letni bokser, na stałe mieszkający w Stanach Zjednoczonych, niewątpliwie będzie jedną z największych gwiazd programu.

Dla nieaktywnego sportowo od kilku lat Gołoty będzie to kolejny występ w rozrywkowym show telewizyjnym. W 2010 roku pięścirz brał udział w "Tańcu z Gwiazdami".

Działający od pół roku Klub Bokserski im. Andrzeja Gołoty w Krotoszynie wciąż się rozwija. Na brak chętnych do trenowania boksu nie może narzekać. Teraz klub odwiedzi sam Andrzej Gołota - czterokrotny pretendent do tytułu mistrza świata kategorii ciężkiej by poprowadzić trening z chętnymi osobami.

O przyjeździe Andrzeja Gołoty było już głośno w maju. Wtedy jednak z różnych przyczyn osobistych Gołota nie mógł przyjechać. Okazja nadarzyła się teraz. Andrzej Gołota chciał spędzić trochę czasu w Polsce z okazji 100-lecia odzyskania przez Polskę niepodległości. Pojawi się w Krotoszynie 7 listopada, a jego wizyta - oprócz oficjalnej inauguracji działalności Krotoszyńskiego Klubu Bokserskiego - obfitować będzie w bardzo urozmaicony program.

- Już 7 listopada każdy chętny będzie mógł odwiedzić salę przy ulicy Olimpijskiej (Hala Sportowa) w Krotoszynie i przyjrzeć się treningowi bokserskiemu, który poprowadzi Andrzej Gołota. Chętni do wzięcia udziału w treningu proszeni są o wcześniejszą rejestrację na stronie FB Krotoszyński Klub Bokserski im. Andrzeja Gołoty w zakładce "rejestracja". Wszystkie zgłoszone osoby otrzymają od nas odpowiednie informacje. Ważne jest jednak to aby zabrały ze sobą dowody tożsamości oraz potrzebny sprzęt: buty, strój, rękawice - mówi Marcin Szyndrowski, redaktor naczelny tygodnika Życie Krotoszyna, współzałożyciel klubu oraz współorganizator eventu, który razem z Kancelarią Eig Law & Tax Sp z o o i Grzegorzem Szwochem zaprasza już dziś na to wydarzenie.

Pełna treść artykułu na naszemiasto.pl >>

Kathy Duva w obszernym wywiadzie dla miesięcznika Boxing News podzieliła się swoimi przemyśleniami na temat współpracy z Andrzejem Gołotą i Tomaszem Adamkiem. Amerykańska promotorka uważa, że pierwszy z Polaków, choć możliwości miał ogromne, nie spełnił pokładanych w nim nadziei ze względu na problemy z psychiką. 

- Cóż więcej mogliśmy dla niego zrobić, by doprowadzić go do mistrzostwa świata? - pyta retorycznie Duva. - Dobieraliśmy mu właściwych rywali i dostał w końcu swoją szansę z Riddickiem Bowem, ale ją zaprzepaścił. To samo potem zrobił w rewanżu. Były wieczory, gdy nie wierzyliśmy własnym oczom, patrząc, co Andrew wyrabia. Jeśli szukać dowodu na to, że w boksie najważniejsza jest głowa, to ciężko znaleźć lepszy przypadek niż Gołota.

- On mógł osiągnąć o wiele więcej, ale jak go sobie przypominam przed niektórymi dużymi walkami, to prostu czuło się, że on zaraz dokona autodestrukcji. Widzieliśmy to zbyt wiele razy - dodaje szefowa Main Events, która żałuje jednocześnie, że w kwestii popularności w ślady rodaka nie poszedł później mimo większych sukcesów sportowych inny jej podopieczny Tomasz Adamek.

- Pamiętam ten dzień, gdy Adamek pokonał Cunninghama. Hala była wypełniona kibicami oszalałymi na punkcie Adamka. Nie mam pojęcia, dlaczego żadna telewizja nie była tym znów zainteresowana. To był wspaniały wieczór, myśleliśmy, że narodziła nam się nowa supergwiazda, jednak ludzie z telewizji nie chcieli w to wejść - wspomina Duva.

Często trafiał na okładki gazet, nie tylko ze względów sportowych. Kiedy wchodził do ringu cała Polska wstrzymywała oddech. Andrzej Gołota kończy 50 lat, ale wciąż jest jednym z najpopularniejszych Polaków na świecie.

Gdyby walki trwały cztery rundy, byłbym mistrzem świata - śmiał się Andrzej Gołota w październiku 2014 roku. Wówczas, w Częstochowie, stoczył czterorundową, pokazową walkę z Danellem Nicholsonem. Mimo że pięściarze oszczędzali się, po trybunach niosło się gromkie „Gołota! Gołota!”. Kibice zdzierali gardła, bo wiedzieli, że swojego idola w ringu więcej już nie zobaczą. Dopingowali tak, jak podczas całej zawodowej kariery boksera - na widowniach największych hal w Nowym Jorku, Atlantic City, Chicago, a także na paru walkach w kraju.

Nie było w Polsce sportowca, który bardziej grał na emocjach rodaków, fundując im taką huśtawkę nastrojów. Gołota był blisko, aby być mistrzem świata wagi ciężkiej w boksie. Co to oznacza? Polak mógł być kimś takim, jak kiedyś Joe Louis, Ali, Foreman, Tyson, potem bracia Kliczko. Być facetem święcącym triumfy na największych arenach, którego nikt na Ziemi nie pobije w walce wręcz. Tak jak Usaina Bolta nikt nie wyprzedzi w wyścigu na sto metrów. Niby to tylko sport, ale dla wielu mężczyzn z narodu, który wycierpiał tyle, co nasz, nie mogła to być sprawa obojętna. Każdy chciał mieć powód do dumy w postaci najlepiej walczącego, najpotężniejszego boksera na świecie. Gdy Gołota raz rozpalił w rodakach wyobraźnię, okładając niemiłosiernie Riddicka Bowe'a, jednocześnie nie umiejąc zejść z ringu jako zwycięzca i sprawiając wszystkim ogromny zawód, ta dziwna relacja z polskimi kibicami zaczęła płonąć niemożliwym do zgaszenia ogniem.

Gołota tyle razy miał już się przełamać na dobre, walczyć mądrzej, wyleczyć wszystkie urazy, sędziowie mieli przestać go oszukiwać. W swojej karierze zbyt często był jednak w nieodpowiednim miejscu, w nieodpowiednim czasie, z nieodpowiednim rywalem, w nieodpowiedniej formie fizycznej bądź psychicznej. 5 stycznia najbardziej utalentowany, obdarzony największym potencjałem polski bokser zawodowy, jeden z najlepszych technicznie pięściarzy w dziejach tej dyscypliny w naszym kraju, kończy 50 lat.

Pełna treść artykułu w "Przeglądzie Sportowym" >>

Andrzej Gołota kończy 50 lat? Niemożliwe. Wciąż mam przed oczami jego największe walki, szczególnie rewanżową z Riddickiem Bowe.

I wciąż doskonale pamiętam co się wtedy działo na ringu w Atlantic City. To była walka na śmierć i życie w której lepszym pięściarzem był Gołota. Podobnie jak w ich pierwszym pojedynku, pięć miesięcy wcześniej, w nowojorskiej Madison Square Garden.

Wtedy też został zdyskwalifikowany za ciosy poniżej pasa. W obu przypadkach prowadził na kartach punktowych.

Jego kariera z wielu względów była niezwykła. Był zawodnikiem warszawskiej Legii i kiedy zaczynał sportową przygodę nic nie wskazywało na to, że kiedykolwiek stanie na zawodowym ringu. Pamiętam wywiad, który z nim przeprowadziłem po mistrzostwach Europy juniorów w Kopenhadze (1986), gdzie zdobył złoty medal w wadze ciężkiej (91 kg). Mówił, że nie lubi boksu i nawet nie myśli, że mógłby kiedykolwiek walczyć zawodowo.

Rok wcześniej został w Bukareszcie wicemistrzem świata juniorów. Przegrał w finale z legendarnym Felixem Savonem, który później trzykrotnie wygrywał igrzyska olimpijskie i sześciokrotnie mistrzostwa świata. Na tej samej imprezie Riddick Bowe, złoty medalista wagi półciężkiej i MVP tych mistrzostw obiecywał mi, że będzie najlepszym w gronie zawodowców. Dotrzymał słowa, był wielkim czempionem wagi ciężkiej.

Pełna treść artykułu na Polsatsport.pl >>

Stanowi wielką część historii polskiego boksu, a dwie wojny z Riddickiem Bowem rozpalają wyobraźnię fanów nawet po ponad dwóch dekadach. 5 stycznia 1968 roku urodził się Andrzej Gołota, brązowy medalista olimpijski i czterokrotny pretendent do tytułu mistrza świata wszechwag. - Zrobił najwięcej dla naszego boksu. Jest najwybitniejszy sportowo, wynikowo i boksersko - ocenia dla Sport.tvp.pl Zbiginiew Raubo.

- Od samego początku wiedziałem, że ma nieprzeciętny talent. Inni mówią, że był "wirażką" i rozrabiaką, ale jak na chłopa mierzącego ponad 190 cm, to była raczej norma. Nie był złym dzieciakiem, ale podkreślał swoją obecność i ciężko było go nie zauważyć - dodał Raubo.

Gołota w latach 1997-2005 czterokrotnie stawał przed szansą zdobycia tytułu mistrza w wadze ciężkiej, który przez część ekspertów określany był mianem najbardziej prestiżowego trofeum w sporcie. Przegrywał z Lennoxem Lewisem i Lamonem Brewsterem w pierwszej rundzie oraz w dyskusyjnych okolicznościach ulegał na punkty Johnowi Ruizowi i remisował z Chrisem Byrdem.

- Wielki polski bokser walczący dla kraju, jednak dość pechowy. Nie miał szczęścia, by sięgnąć po mistrzostwo świata, choć był o krok od tego. Uważam, że powinien choć raz nim zostać - w pojedynkach z Byrdem lub Ruizem - jednak los chciał inaczej. Bez dwóch zdań należy mu się miejsce w polskiej galerii sław boksu - dodaje Sosnowski.

Na postawione pytanie "Czy Gołota jest najwybitniejszym polskim pięściarzem zawodowym?", Izu Ugonoh odpowiada: - Na pewno jest w pierwszej trójce najwybitniejszych, obok Dariusza Michalczewskiego i Tomasza Adamka. Wstawałem nad ranem, by oglądać jego pojedynki toczone w Stanach Zjednoczonych. Gołota ma nazwisko znane na całym świecie i myślę, że jest numerem jeden wśród polskich wojowników rozpoznawalnych za oceanem. W Ameryce liczy się show, które gwarantował.

Pełna treść artykułu na Sport.tvp.pl >>

50 lat kończy dziś najbardziej rozpoznawalny polski bokser zawodowy i zarazem jeden z najpopularniejszych polskich sportowców ostatnich kilku dekad Andrzej Gołota (41-7-1, 33 KO).

Gołota to czterokrotny pretendent do tytułu mistrza świata wagi ciężkiej - o pasy, bez powodzenia, walczył z Lennoxem Lewisem (porażka KO1), Chrisem Byrdem (remis), Johnem Ruizem (porażka na punkty) i Lamonem Brewsterem (porażka KO1), przy czym w starciach z Byrdem i Ruizem zdaniem wielu obserwatorów zasłużył na zwycięstwo (Mike Tyson nazywa Gołotę "dwukrotnym niekoronowanym mistrzem wagi ciężkiej). Do historii boksu przeszły dwie walki Polaka ze słynnym Riddickiem Bowe.

Jako amator Andrzej Gołota był czterokrotnym mistrzem Polski, wicemistrzem świata juniorów, brązowym medalistą olimpijskim (Seul 1988) i czempionatu europejskiego.

Równo 20 lat temu Andrzej Gołota jako pierwszy Polak w historii stanął do walki zawodowe mistrzostwo świata wagi ciężkiej w boksie. Rywalem "Andrew" był czempion WBC Lennox Lewis - zawodnik o wielkim talencie, choć wówczas jeszcze niedoceniany za Oceanem, w przeciwieństwie do warszawianina, który miał za sobą dwie porywające wojny ringowe z znakomitym aczkolwiek już mocno "naruszonym" Riddickiem Bowe (Brytyjczyk był faworytem w stosunku 6-5). Mistrzowski sen Gołoty skończył się ostatecznie już w pierwszej rundzie. Polak później jeszcze trzykrotnie boksował, także bez powodzenia, o światowy czempionat. 

Wideo. Lennox Lewis: byłem zmotywowany przed Gołotą, zniszczyłem go >>

Na drugą odsłonę Polsat Boxing Night kibice pięściarstwa musieli poczekać aż ponad trzy lata. Andrzej Gołota, po walce z Tomaszem Adamkiem, w 2013 roku otrzymał szansę na godne pożegnanie z zawodowym ringiem. Rywalem popularnego "Andrew" był Przemysław Saleta, a pojedynek dla wielu ekspertów przybrał nieoczekiwany obrót.

Obaj pięściarze powracali do ringu po dłuższym rozbracie z zawodowym ringiem. Andrzej Gołota po raz ostatni pojawił się w ringu w konfrontacji z Tomaszem Adamkiem w 2009 roku, a Przemysław Saleta z Edem Perrym mierzył się w 2006 roku. Popularny "Chemek" skazywany był na porażkę ze znacznie bardziej doświadczonym czterokrotnym pretendentem do tytułu mistrza świata.

Szumnie zapowiadana walka nie tylko spełniła oczekiwania wszystkich kibiców, ale zachwyciła wszystkich przybyłych do gdańskiej Ergo Areny oraz widzów przed telewizorami. Mimo 45 lat na karku obaj pięściarze do ringu weszli z pełnym zaangażowaniem i z dużym poświęceniem rozpoczęli rywalizację od pierwszej rundy. Ponad 11-tysięczna publiczność na stojąco oglądała konfrontację dwóch doświadczonych bokserów.

Saleta i Gołota stworzyli imponujące widowisko, a tempo walki, jak na kategorię ciężką, było naprawdę wysokie. Wydaje się, że właśnie intensywność okazała się mordercza dla Gołoty, który wyraźnie słabł z rundy na rundę. W szóstej odsłonie walki były mistrz Europy wyprowadził potężny cios sierpowy z lewej ręki. Gołota padł na deski, ale sędzia Leszek Jankowiak uznał, że "Andrew" jest niezdolny do dalszej rywalizacji.

Co ciekawe, na kartach punktowych po pięciu rundach dwóch sędziów zapisało przewagę Gołoty (Paweł Kardyni 49:48, Grzegorz Molenda 49:47), a u jednego widniał remis (Przemysław Moszumański 47:47).

W undercardzie po raz pierwszy na galach z cyklu Polsat Boxing Night wystąpił Maciej Sulęcki. "Striczu" w swoim 13. zawodowym pojedynku na punkty pokonał Roberta Świerzbińskiego, a już rok później na kolejnej gali PBN pokonał Grzegorza Proksę. Już 24 czerwca przed Sulęckim trzecie podejście, tym razem w konfrontacji z Argentyńczykiem Damianem Bonellim.

Najnowsze komentarze