onet.pl sport


ARTV Chicago


Przegląd Sportowy

Patronat medialny





 

 

- Do nikogo nie mam pretensji, tylko powtarzam, że najbardziej szkoda mi chłopaków, którzy ciężko się przygotowywali, a pojedynki nie dojdą do skutku. Dla mnie najważniejsza była strona sportowa, a reszta, czyli mój biznes, jest nieistotna. Umówmy się, dla mnie to był żaden interes. Jedyne pytanie dotyczyło tego, czy będę stratny 200 tysięcy, czy 400 tysięcy złotych - mówi w rozmowie z Interią Dariusz Michalczewski, były mistrz świata w boksie zawodowym, wyjaśniając okoliczności odwołania swojej premierowej gali zaplanowanej na 30 marca w Ergo Arenie w Trójmieście.

Po decyzji o przełożeniu gali z grudnia na 30 marca, kilka dni temu zapadła decyzja, że pierwsza pana impreza pod szyldem grupy "Tiger Promotions" została odwołana. Sądziłem, że nie dopuści pan do tego, by od falstartu zaczynała się pana działalność promotorska.
Dariusz Michalczewski: No tak, ale po prostu nie dogadaliśmy się. Pojawił się duży problem telewizyjny, związany z ramówką stacji Polsat, w związku z czym nasza impreza wypadła z przekazu otwartego do kodowanego kanału. A to są siły wyższe, których nie byliśmy w stanie przeskoczyć. Chcę podkreślić, że najbardziej jest mi szkoda zawodników, którzy teraz będą boksowali na innych galach. Ja po prostu nie chciałem robić nic małego, zależało mi na dużej imprezie, połączonej z moim benefisem. Niewielka gala, poza ogólnodostępnym kanałem, w ogóle mnie nie interesowała.

A może było tak, że Polsat był skłonny pokazać galę w otwartym kanale, ale tylko przy okazji pierwszego, grudniowego terminu?
Nie mam pojęcia... Myślę jednak, że zadecydowały siły wyższe. Podejrzewam, że dla telewizji są sprawy ważne i ważniejsze. Nie mogę ingerować w ich sprawy, przecież druga strona też ma swój biznes, większy niż moja działalność. Widocznie zapadła decyzja, która bardziej urządzała telewizję. Do nikogo nie mam pretensji, tylko powtarzam, że najbardziej szkoda mi chłopaków, którzy ciężko się przygotowywali, a pojedynki nie dojdą do skutku. Dla mnie najważniejsza była strona sportowa, a reszta, czyli mój biznes, jest nieistotna. Umówmy się, dla mnie to był żaden interes. Jedyne pytanie dotyczyło tego, czy będę stratny 200 tysięcy, czy 400 tysięcy złotych.

W tej chwili oficjalnie kim pan jest dla Izu Ugonoha?
Jestem jego promotorem.

Zatem z kim i kiedy nasz "ciężki" stoczy najbliższą walką?
Pracujemy nad jego pojedynkiem, ale wydaje mi się, że bardziej możliwy jest zagraniczny kierunek. Póki co idzie to w tę stronę.

Pełna treść artykułu na Interia.pl >>

 

Dariusz Michalczewski potwierdził w rozmowie z serwisem pomorska.pl, że planowana na 30 marca gala w Ergo Arenie została odwołana. Podczas tej imprezy swoje walki mieli stoczyć m.in. Izuagbe Ugonoh oraz Nikodem Jeżewski.

- Na podjęcie tej decyzji złożyło się wiele wątków, ale odwołujemy galę przede wszystkim z powodu braku porozumienia z telewizją Polsat. Nie wiem, dlaczego, ale podobno zmieniła im się ramówka i nie chcieli wyemitować gali na otwartym kanale. Potem, jak w dominie, posypało się wiele innych rzeczy. Stąd wydarzenie nie dojdzie do skutku - mówi Michalczewski.

- Są rzeczy ważne i ważniejsze - mówi "Tiger". - Jeśli mam coś organizować na pół gwizdka, to wolę w ogóle. Dla mnie zawsze liczy się przede wszystkim sport. Dziś jednak są takie czasy, że musi być przy tym całe show.

Początkowo gala Michalczewskiego, która była reklamowana jako "Urban Jungle", miała odbyć się w grudniu. Później impreza została przełożona na marzec. 

Pełna treść artykułu na Pomorska.pl >>

 

 

Jonathon Banks, który był głównym sekundantem Władymira Kliczki w ostatnich pojedynkach jego kariery, będzie trenował Izu Ugonoha w Gdańsku. Nasz pięściarz wagi ciężkiej chciałby stoczyć walkę już za kilka tygodni.

- Jonathon ma przybyć do Gdańska już w tym tygodniu. Od pewnego czasu jesteśmy w kontakcie. Sporo rozmawialiśmy o tym, nad czym chcę pracować. Z Banksem do tej pory ani razu nie tarczowałem. Jednak wiem, że ma ciekawe podejście do boksu i stara się przekazywać niezwykle cenną wiedzę zdobytą od Emanuela Stewarda - mówi nam 32-letni Izu.

Jego promotor Dariusz Michalczewski sprawił, że pod koniec roku Ugonoh znalazł się na 15. miejscu rankingu WBO wagi ciężkiej (obecnie jest poza 15-tką), ale nie dojdzie do skutku gala "Tygrysa" w trójmiejskiej Ergo Arenie, planowana najpierw na grudzień, a potem na marzec.

- Z Darkiem postaramy się szybko opracować jakiś plan. Nie zwalniam tempa i gdy dotrze do mnie Jonathon, będziemy trenować tak, jakby walka miała się odbyć na przełomie marca i kwietnia. Polska czy zagranica? Oba warianty będą dobre. W tym roku chcę wejść na ring trzy razy - zaznacza Izu.

Pełna treść artykułu w "Przeglądzie Sportowym" >>

 

Izuagbe Ugonoh (18-1, 15 KO) znalazł nowego trenera. Jak poinformował portal sport.tvp.pl, zmarłego w listopadzie Andrzeja Gmitruka zastąpi w narożniku boksującego w wadze ciężkiej gdańszczanina Johnathon Banks.

Amerykanin, mający w swoim pięściarskim rekordzie przegraną walkę o pas IBF z Tomaszem Adamkiem, jako szkoleniowiec znany jest przede wszystkim ze współpracy z byłym królem wagi ciężkiej Władimirem Kliczką, którego "przejął" po śmierci swojego mentora Emanuela Stewarda.

Izu Ugonoh na ring powrócić miał 30 marca występem na gali w gdańskiej Ergo Arenie, jednak impreza prawdopodobnie się nie odbędzie. 

Jak dowiedziała się redakcja ringpolska.pl, planowana na 30 marca w Gdańsku gala Urban Jungle grupy Tiger Promotions prawdopodobnie nie dojdzie ostatecznie do skutku. Głównym wydarzeniem imprezy miał być pojedynek z udziałem boksującego w kategorii ciężkiej Izuagbe Ugonoha (18-1, 15 KO). 

Początkowo gdańska gala odbyć miała się w grudniu, a "Izu" miał zaboksować na niej o mistrzostwo Europy federacji WBO z Alim Demirezenem. Wydarzenie jednak odwołano, ze względy na śmierć trenera Ugonoha Andrzeja Gmitruka, informując jednocześnie o nowym - marcowym - terminie. 

Izuagbe Ugonoh w zeszłym roku stoczył jedną walkę, pokonując w maju przed czasem Freda Kassiego. Dla Polaka był to pierwszy występ od czasu poniesionej w lutym 2017 roku porażki z aktualnym pretendentem WBC Dominikiem Breazealem.

30 marca na gali organizowanej w Gdańsku kolejny pojedynek na zawodowych ringach ma stoczyć Izuagbe Ugonoh (18-1, 15 KO). Rywalem 32-latka ma być Sergiej Werwejko (8-2, 6 KO), a nie jak wcześniej zapowiadano Ali Demirezen - poinformował Artur Gac, dziennikarz Interia.pl.

Pochodzący z Ukrainy Werwejko ostatni raz boksował we wrześniu, kiedy to przegrał przed czasem właśnie z Demirezenem. Był to jego powrót na ring po blisko rocznej przerwie.

Ugonoh zaboksuje po raz pierwszy od maja ubiegłego roku. "Izu" miał wrócić na ring w grudniu, jednak gala, podczas której miał boksować z Demirezenem została odwołana po śmierci Andrzeja Gmitruka.

Niewykluczone, że podczas marcowej gali zaboksuje także Nikodem Jeżewski. 27-latek z Kościerzyny w ubiegłym roku stoczył cztery walki, a ostatnia z nich miała miejsce w listopadzie. 

 

Remigiusz Kubas pomoże budować formę do kolejnej walki boksującemu w kategorii ciężkiej Izu Ugonohowi (18-1, 15 KO). Póki co panowie wyruszą razem na obóz przygotowawczy do Zakopanego. Izu nie ogłosił jednak jeszcze ostatecznie, kto zajmie w jego narożniku miejsce zmarłego w listopadzie Andrzeja Gmitruka.

Kubas przez ostatnie lata pracował w podlondyńskim Finchley Club, gdzie miał okazję pomagać w przygotowaniach m.in. czempionowi królewskiej dywizji Anthony'emu Joshule, z którym przeprowadzał rozgrzewki i ćwiczenia rozciągające.

Izuagbe Ugonoh w ubiegłym roku stoczył tylko jedną walkę, pokonując po dwóch rundach Freda Kassiego. Gdańszczanin na ring powrócić miał 8 grudnia pojedynkiem o pas WBO European, jednak galę ostatecznie odwołano, informując o zmianie terminu na marzec.

- Będąc szczerym sam ze sobą stwierdzam, że rok 2019 albo zaskoczy u mnie sportowo, albo będę musiał coś zmienić w swoim życiu i pójść w innym kierunku - wyznał w rozmowie z Interią Izu Ugonoh, czołowy polski pięściarz kategorii ciężkiej. W minionych dwunastu miesiącach stoczył tylko jeden pojedynek, który zakończył się jego zwycięstwem po dwóch rundach.

Na finiszu 2018 roku pora na podsumowanie. Kto jak kto, ale pan chyba nie będzie opowiadał głodnych kawałków, że za Izu Ugonohem udane sportowo 12 miesięcy.
Izuagbe Ugonoh: Tak zupełnie szczerze, jakiś czas temu zrobiłem sobie podsumowanie tego roku. W rozmowie ze współpracownikiem Darka Michalczewskiego powiedziałem otwarcie, że w mijających dwunastu miesiącach zrealizowałem tylko jeden cel: wróciłem na ring. Miałem dużo większe ambicje, cele i chciałem, by to wszystko nabrało rozpędu. Tymczasem tak, jak wcześniej nie było tego rozpędu, tak nadal go nie ma. Powiem więcej, zrobiłem sobie nawet podsumowanie swoich ostatnich trzech lat.

I wnioski też nie są kolorowe?
Prawda jest taka, że w tym czasie przebokowałem w ringu łącznie 13 rund. To piekielnie mało. Dlatego, będąc szczerym sam ze sobą stwierdzam, że rok 2019 albo zaskoczy u mnie sportowo, albo będę musiał coś zmienić w swoim życiu i pójść w innym kierunku.

Mówiąc zupełnie wprost zrezygnować z boksu i zająć się inną aktywnością?
Tak. Mam świadomość tego, że w tym roku przeboksowałem tylko dwie rundy. Dlatego wydaje mi się, że dobrze by było, gdybym na początku przyszłego zrobił rundy. Najzwyczajniej w świecie. Więc jeśli ktoś mnie zapyta, jakie mam ambicje i jakie jest moje marzenie, to na chwilę obecną chciałbym wejść do ringu i przeboksować sześć, osiem lub dziesięć rund. Po prostu spędzić czas w ringu, a później, na podstawie tego, już spokojnie można byłoby pomyśleć o tym, by podwyższyć poprzeczkę. Zatem idealny scenariusz dla mnie zakłada, że w 2019 roku stoczę trzy pojedynki.

W świetle tego, co pan mówi, chciałby pan przed przełożoną na koniec marca walką w Ergo Arenie z Alim Erenem Demirezenem stoczyć na rozgrzewkę kilkurundowy pojedynek?
Tak by było najlepiej. Chciałbym bardzo, aby przed zaplanowaną na 30 marca walką, z nową osobą w narożniku, stoczyć jakiś pojedynek. Do takiej potyczki nie trzeba by było nie wiadomo ile trenować, ale ważne dla mnie by było, że mógłbym zaliczyć start, czyli typową walkę na tzw. przetarcie. Nigdy tego pojęcia nie używałem, ale w tym momencie rozumiem, po co robi się takie pojedynki.

Pełna treść artykułu na Interia.pl >> 

 

W związku z brakiem możliwości odpowiedniego przygotowania się do walki wieczoru przez Izu Ugonoh, organizator gali Tiger Fight Night Urban Jungle postanowił przesunąć termin wydarzenia na 16 marca 2019 r. Sytuacja spowodowana jest nagłą śmiercią Trenera Andrzeja Gmitruka, który przygotowywał zawodnika do pojedynku.

Stawką walki wieczoru gali Tiger Fight Night Urban Jungle pomiędzy Izu Ugonoh (18-1, 15 KO), a Ali Eren Demirezen (10-0, 10 KO) miał być pas mistrza Europy WBO wagi ciężkiej. Pojedynek pierwotnie zaplanowano na 8 grudnia, jednak niespodziewana i tragiczna śmierć legendy polskiego boksu - Andrzeja Gmitruka, trenera i mentora Izu Ugonoh zmusiła promotorów do przesunięcia wydarzenia.

- Odejście Andrzeja to niepowetowana strata dla całego środowiska bokserskiego, w tym oczywiście również dla Izu Ugonoha na ostatniej prostej przygotowań do pojedynku. Uważam, że aby walczyć w najważniejszym pojedynku podczas gali o pas Mistrza Europy, musi on być bardzo dobrze przygotowany nie tylko fizycznie, ale również mentalnie. Jako organizator gali, promotor oraz były sportowiec doskonale również rozumiem, jak ważną rolę pełni trener w życiu zawodnika. Jest to bardzo szczególny rodzaj relacji nie tylko na płaszczyźnie zawodowej, ale również prywatnej. Dlatego też, biorąc pod uwagę wszystkie czynniki - licząc na zrozumienie kibiców oraz środowiska - podjęliśmy decyzję o przełożeniu gali na 16 marca 2019 r. - mówi Dariusz Michalczewski, promotor gali.

- Oczywiście wszyscy kibice, którzy zakupili bilet na galę 8 grudnia będą mieli możliwość wyboru: zwrot pieniędzy lub wykorzystanie biletów 16 marca 2019 r. - dodaje Michalczewski.

8 grudnia na gali w Gdańsku Izuagbe Ugonoh (18-1, 15 KO) zmierzy się z Ali Alim Demirezenem (10-0, 10 KO) w pojedynku o pas WBO European wagi ciężkiej. Izu do zbliżającej się walki szykował się pod okiem Andrzeja Gmitruka. Utytułowany szkoleniowiec zmarł wczoraj nad ranem.

Najnowsze komentarze