onet.pl sport


ARTV Chicago


Przegląd Sportowy

Patronat medialny





 



 

Izu Ugonoh nie może tracić czasu, jeśli w głowie mu wielki boks. W sobotę walka z Łukaszem Różańskim.

Zyskałem natchnienie i chcę, aby ten pojedynek był pierwszym krokiem w nowym etapie mojej kariery – zadeklarował przed kamerą TVP Sport pięściarz z Trójmiasta. W czarnoskórym reprezentancie Polski wielu wciąż widzi duży potencjał, którego próbkę zaprezentował dwa i pół roku temu w przegranym boju z Dominikiem Breazeale’em, dwukrotnym pretendentem do tytułu mistrza świata wagi ciężkiej. Dariusz Michalczewski twierdzi, że zobaczył wówczas „diament do oszlifowania”. „Tygrys” jako promotor miał zorganizować Ugonohowi walkę w Ergo Arenie, ale z różnych powodów gala się nie odbyła, a Izu w sobotę wystąpi na imprezie grupy KnockOut Promotions na stadionie Stali Rzeszów. Zmierzy się z obdarzonym mniejszymi możliwościami Łukaszem Różańskim.

Ostatni raz w ringu Ugonoh był rok temu, ale potyczka z Fredem Kassim nie miała historii, bo rywal szybko uznał, że nie ma ochoty dostawać po głowie. Za cztery miesiące Izu będzie już 33-latkiem i choć w wadze ciężkiej wiek nie stanowi takiej przeszkody jak w niższych kategoriach, to nasz zawodnik na pewno nie ma już czasu na przestoje. Michalczewski twierdził, że tylko trzy zwycięstwa mogą go dzielić od potyczki z Anthonym Joshuą. To bardzo śmiałe założenie, ale w boksie wszystko jest możliwe.

– W ciągu ostatniego roku miałem gorsze chwile, ale pokazały mi, jak bardzo kocham boks i jak wiele jeszcze chciałbym dać temu sportowi – podkreśla Ugonoh. Osiem miesięcy temu zmarł jego trener Andrzej Gmitruk. Obowiązki szkoleniowca przejął Roman Anuczin. – Analizując czysto logicznie, Izu powinien wyjść do ringu jak po swoje i wygrać łatwo. Na pewno jest silniejszy fizycznie. Ale to boks. Sam jestem ciekaw tej walki – mówił o starciu kolegi z Różańskim Artur Szpilka. On niebawem także przejdzie pierwszy test współpracy z Anuczinem, lecz o wiele trudniejszy. 20 lipca w Londynie wejdzie na ring z Dereckiem Chisorą.

Pełna treść artykułu w "Przeglądzie Sportowym" >>