Boks to nasza wspólna pasja

 

 

 





 

onet.pl sport


ARTV Chicago




Przegląd Sportowy







Paweł Głażewski

 
BRK Gladiator

Patronat medialny





 

 



 

fightklub

Kto jest online?

Odwiedza nas 15510 gości oraz 36 użytkowników.

Ostatnio zarejestrowani

  • mojres
  • apple74m
  • procesor1974m
  • canis lupus
  • Guziolek

Przepychankami pomiędzy Kubratem Pulewem (22-1, 12 KOs) i Dereckiem Chisorą (25-5, 17 KO zakończyła się dzisiejsza konferencja prasowa anonsująca sobotni eliminator IBF wagi ciężkiej. 

- Ja nie żartuję, koniec z Panem Milusińskim. Jestem tu, by walczyć! - odgrażał się podczas spotkania z dziennikarzami "Del Boy". - Pokażę Pulewowi rzeczy, których dotąd nie widział, on się podda. On nie potrafi niczego, czego ja już bym wcześniej nie widział, nie bił się nigdy z kimś takim jak ja. To widać, że on się denerwuje. Zostanie znokautowany!

- Będzie go bolało w sobotę! - komentował słowa rywala Pulew. - On mnie nie wyprowadzi z równowagi. Może mówić, co chce, ale to mu w ringu nie pomoże. 

Z obrotu spraw zadowolony wydawał się być promotor obu pięściarzy - Kalle Sauerland. - Jeśli sobotnia walka będzie choć w połowie tak ekscytująca jak dzisiejsza konferencja, fani będą szczęśliwi. Ta walka nie potrwa pełnego dystansu! Naprzeciw siebie stanie dwóch porywczych ciężkich, którzy dadzą z siebie wszystko, by wygrać - stwierdził współwłaściciel Sauerland Promotion.

Starcie Kubrata Pulewa z Dereckiem Chisorą wyłoni nowego mistrza Europy wagi ciężkiej. Jego zwycięzca zostanie też sklasyfikowany na drugiej pozycji rankingu IBF i uzyska przepustkę do walki o miano oficjalnego challengera.

Dereck Chisora (25-5, 17 KO) postanowił zrobić trochę zamieszania przed walką z Kubratem Pulewem (22-1, 12 KO) i chciał powalić Bułgara na ziemię na konferencji prasowej przed sobotnią galą w Hamburgu. Stawką pojedynku byłych pretendentów do tytułu mistrza świata będzie wakujący pas mistrza Europy.

Hughie Fury (20-0, 10 KO), to młodszy kuzyn mistrza świata Tysona. Ma dopiero 21 lat, wspaniałe warunki fizyczne (198 cm) i spore umiejętności, ale do prestiżowych pasów mu jeszcze daleko.

ego wygrana z Fredem Kassi (18-5-1, 10 KO) w Manchesterze niczego w tej ocenie nie zmienia. 38 letni Kameruńczyk mieszkający w USA nie jest łatwym rywalem, to prawda, ale w starciu z kimś takim jak Hughie, znacznie wyższym, z większym zasięgiem ramion i zdecydowanie lepszą pracą nóg, niewiele był w stanie zrobić. Walka została przerwana w siódmej rundzie z powodu kontuzji łuku brwiowego Anglika i sięgnięto do kart punktowych na których przewaga faworyta nie pozostawiała cienia wątpliwości.

Młodszy Fury ma więc wciąż czyste konto i pas WBO Inter Continental. Jego ojciec i trener, Peter Fury, jest przekonany, że wcześniej czy później syn sięgnie po jeden z prestiżowych pasów, ale na razie to jeszcze dzieciak i trzeba prowadzić go spokojnie.

Wydaje się, że Peter Fury (jest też trenerem Tysona) mądrze mówi, choć mam spore wątpliwości, co do wielkiej kariery jego syna.

Ma wspaniałe warunki fizyczne i spore umiejętności, co do tego nie ma wątpliwości. Cztery lata temu zdobył złoty medal Młodzieżowych Mistrzostw Świata w Armenii w kategorii superciężkiej. W wadze do 91 kg srebro wywalczył wtedy Paweł Wierzbicki. Gdzie jest teraz bokser z Sokółki, a gdzie Hughie Fury ? Ale to tak na marginesie, odpowiedź przecież wszyscy znamy, można tylko mieć cichą nadzieję, że Wierzbicki jeszcze się obudzi i pokaże, że to co wydarzyło się przed laty w Erywaniu nie było przypadkiem. A wracając do Anglika, który jeszcze nie tak dawno mówił, że pobije rekord Mike’a Tysona, wiemy już, że nie pobije, nie będzie najmłodszym mistrzem wagi ciężkiej.

Cały felieton do przeczytania na polsatsport.pl >>

Hughie Fury (20-0, 10 KO) pokonał jednogłośnie na punkty Freda Kassiego (18-5-1, 10 KO) po technicznej decyzji sędziów w przedwcześnie przerwanym pojedynku na gali w Manchesterze. Walka zakończyła się w siódmej rundzie z powodu kontuzji łuku brwiowego Anglika.

Do momentu przerwania pojedynku Fury przeważał nad rywalem, korzystając ze swoich warunków fizycznych. Brytyjczyk boksował spokojnie, a walka nie dostarczyła zbyt wielu emocji.

W szóstej rundzie pięściarze zderzyli się przypadkowo głowami, co spowodowało kontuzję u Fury'ego. W kolejnej odsłonie sędzia po konsultacji z lekarzem uznał, że uraz jest zbyt poważny, żeby kontynuować walkę. Do tego momentu sędziowie punktowali 69-66, 69-65 i 70-64 dla Anglika, który zdobył w ten sposób pas WBO Inter-Continental wagi ciężkiej.

- W sobotę Gerald musi udowodnić, że będzie się liczył w wadze ciężkiej, a ja - że jeszcze się liczę - mówi portalowi Boxing.pl były pretendent do tytułu mistrza świata wagi ciężkiej Eddie Chambers (42-4, 23 KO), który dzisiaj na gali PBC w Carson zmierzy się z Geraldem Washingtonem (16-0-1, 11 KO).

W najbliższą sobotę w StubHub Center w Kalifornii staniesz w ringu z prospektem, Geraldem Washingtonem, który wydaje się być większym wyzwaniem niż Twoich sześciu poprzednich przeciwników...
Eddie Chambers: Być może jest tak jak mówisz, ale to ma zastosowanie również wobec niego. Mam dużo więcej doświadczenia i jestem w tym sporcie znacznie dłużej. Mam za sobą duże pojedynki, walczyłem o mistrzostwo świata. Moje osiągnięcia przyćmiewają jego. W sobotę Gerald musi udowodnić, że będzie się liczył w wadze ciężkiej, a ja - że jeszcze się liczę.

Długo trwały negocjacje odnośnie tego pojedynku?
Nie trwało to miesiącami. Oba obozy były od początku zgodne, że będzie to ciekawa walka.

Pytam, bo z tego co pamiętam, wielokrotnie na mediach społecznościowych narzekałeś, że jesteś najbardziej unikanym ciężkim na planecie. Dlaczego tak myślisz?
Rozumiem to, bo ryzyko jest spore. Nie jestem dużym ciężkim i na pierwszy rzut oka więksi pięściarze z dywizji powinni sobie łatwo ze mną radzić, dominować – takie są oczekiwania, ale tak się nie dzieje w ringu. Poza tym, w ostatnich latach nie walczyłem ze znaczącymi nazwiskami, nie miałem po prostu okazji, co odbiło się na notowaniach w rankingach. Postawiło mnie to wszystko w niekorzystnym, nieatrakcyjnym świetle. Muszę to teraz odbudować. Przede wszystkim dla siebie samego.

Twój przeciwnik numer 47: Gerald Washington. 15 cm wyższy od Ciebie, ponad 10 kg cięższy, były zawodnik futbolu amerykańskiego. Brzmi groźnie?
Gerald jest dużo wyższy i większy, to prawda. Ja jestem mniejszy, to fakt. Ale to tak jak ze szklanką, albo jest do połowy pusta, albo do połowy pełna. Patrzę na to jako na różnicę w gabarytach, a nie jako przewagę po jego stronie. Gerald będzie musiał sięgać w dół, żeby mnie dotknąć, ryzykując tym samym znalezienie się w zasięgu moich ciosów. Ja natomiast będę musiał iść w górę, żeby go dosięgnąć, ryzykując jednocześnie spotkanie z jego rękawicą. Wszystko zależy od tego, kto lepiej rozumie te zależności, lepiej kontroluje zasięg.

Pełny zapis rozmowy z Eddiem Chambersem na Boxing.pl >>

- Oczywiście, że nie mieliśmy żadnego problemu, żeby jeszcze raz zawalczyć z Zimnochem. Ale Mike Mollo nie jedzie bić się na Ukrainie za 1000 dolarów więcej niż zaoferowano mu, za rewanż w Polsce - mówi Sam Colonna przed walką Mike Mollo (21-5, 13 KO) z Andrijem Rudenko (27-2, 18 KO) o pas WBC International Silver w Ukrainie.

Przemek Garczarczyk: Jak doszło do propozycji walki Mike Mollo z Rudenko? Niecałe trzy miesiące, szybko po walce z Krzysztofem Zimnochem...
Sam Colonna: Kontakt został nawiązany bezpośrednio z Mike. Mollo przyszedł na trening do mojej sali w Chicago, rozmawialiśmy o tym rywalu wspólnie, razem z drugim trenerem, Ritą Figueroa. Decyzja była szybka...

Ze względu na ofertę finansową?
To też, ale to nie było najważniejsze. Parę spraw – jak się jest na tym etapie kariery co Mike - czyli boks nie jest tym, co wypełnia cały rok – to nie można specjalnie wybrzydzać. Bierzesz walkę i walczysz. Do tego - czy możesz sobie wyobrazić rywala bardziej pasującego stylem walki Mollo niż właśnie Andrij Rudenko? Bo ja nie. Ukrainiec idzie prosto na ciebie, więc Mike odpada tracenie sił na to, żeby skrócić dystans, dostać się w pobliże rywala. To będzie wojna pierwszego mocnego ciosu - kto trafi pierwszy czymś silniejszym, może wygrać. Mollo czuje się w takich bitkach dwóch byków znakomicie. Jakby to była walka z kimś kto bije się na przyklad tak, jak Chris Byrd, to bym mu odradzał. Ale tu nie było się nad czym zastanawiać. Opowiadając na twoje pytanie – pieniądze za walkę z Rudenko nie były jakieś kosmiczne, ale dobre.

Lepsze niż za rewanż z Krzysztofem Zimnochem w Szczecinie?
Oczywiście, że lepsze, choć nie mieliśmy żadnego problemu, żeby jeszcze raz zawalczyć z Zimnochem. Mike Mollo nie jedzie bić się na Ukrainie za 1000 dolarów więcej niż zaoferowano mu za rewanż. "Zawalczyć" to jest zresztą źle powiedziane. Gdyby podczas naszego pobytu w Polsce była dziesięciorundowa wojna, to nie byłoby sensu brać tak szybko kolejnej walki. Ale w Polsce bitka skończyła się zanim się tak naprawdę zaczęła. Nikt się nikogo nie bał - to jest biznes, walczy się za pieniądze. A jeśli jeszcze do tego dochodzi szansa zdobycia pasa WBC International, to się nie było nad czym rozmawiać. Mam nadzieję, że nikt z managerów Zimnocha ani on sam nie traktują decyzji walki na Ukrainie personalnie zamiast rewanżu. Na naszym miejscu, każdy zrobiłby to samo.

Spodziewasz się lepszego Mike Mollo w walce w Odessie? Czy taki jak był w Legionowie wystarczy na Rudenko?
Na pewno będzie lepszy. Choćby dlatego, że z Polakiem bił się z marszu, po trzech latach przerwy. Tutaj Mike będze miał już za sobą drugi obóz treningowy w ciągu kilku miesięcy, nie mówiąc już o tym, że do Polski jechał zupełnie nie wiedząc co jeszcze może w ringu zrobić, a teraz mentalnie jest na szczycie.

W Odessie będzie jedna wielka różnica w porównaniu do walki z Zimnochem w Legionowie - zabraknie Ciebie w narożniku.
Mike wiedział, że nie będę mógł mu pomóc, bo za wiele dzieje się teraz wokół Andrzeja Fonfary, jego zbliżającej się walki, bym mógł zająć się nim na 100 procent. Tą rolę spełnia od początku Rita Figueroa, która pracuje ze mną od ponad sześciu lat. Rozumiemy się znakomicie i zanim zapytasz się czy kobieta może prowadzić trening z pięściarzem wagi ciężkiej, to odpowiem, że Rita może. Mike wylatuje do Odessy za kilka dni, będziemy w stałym kontakcie, ale jestem spokojny, że Rita da sobie radę.

Hughie Fury (19-0, 10 KO) nie spełni już swoich zapowiedzi i nie pobije rekordu Mike'a Tysona, zdobywając mistrzowski pas wagi ciężkiej jako najmłodszy zawodnik w historii. 21-latek, który w sobotę zmierzy się z Fredem Kassim (18-4-1, 10 KO), zapewnia jednak, że jego kariera rozwija się znakomicie.

- Jestem dobrze prowadzony przez cały mój narożnik. Pracuję na swoją mistrzowską szansę we właściwy sposób - mówił wczoraj Fury na konferencji prasowej. - Dużo nauczyłem się podczas wspólnych obozów z moim kuzynem Tysonem. Do tej pory boksowałem z kilkoma dobrymi zawodnikami, a ta walka to dla mnie kolejny krok do światowej sceny.

- Gdy wyjdę na ring, by walczyć o mistrzostwo świata, będę na to gotów - ocenił kuzyn czempiona królewskiej dywizji federacji WBA i WBO.  

Stawką pojedynku Hughiego Fury'ego z Fredem Kassim będzie wakujący pas WBO International wagi ciężkiej. W Polsce walkę będzie można obejrzeć na Polsacie Sport - początek transmisji z sobotniej gali w Londynie o godz. 21.00.

Najprawdopodobniej były mistrz Europy Alexander Dimitrenko (38-2, 24 KO) będzie rywalem byłego mistrza świata wagi ciężkiej Shannona Briggsa (59-6-1, 52 KO) podczas gali w Londynie, która odbędzie sie 21 maja.

Dimitrenko niedawno przymierzany był również do pojedynku z Luisem Ortizem, ale przedstawiciele pięściarzy ostatecznie nie osiągnęli porozumienia. Ostatni raz 33-latek boksował w styczniu.

Głównym wydarzeniem tej imprezy będzie pojedynek Davida Haye'a z Arnoldem Gjergjajem. Anglik jesienią ma skrzyżować rękawice z Briggsem w bezpośredniej walce.

14 maja na gali w Kalifornii kolejny pojedynek stoczy boksujący w kategorii ciężkiej Andy Ruiz Jr (26-0, 17 KO). Rywal pięściarza grupy Top Rank nie jest jeszcze znany. 

Niepokonany Meksykanin, od początku kariery zmagający się ze sporą nadwagą, po raz ostatni boksował w październiku, wygrywając na punkty z Raphaelem Zumbano Lovem. Później miał wyjść do ringu w styczniu, jednak jego występ odwołano, bo "nie był psychicznie gotów do walki".

Główną atrakcją majowej gali z udziałem Ruiza Jr będzie starcie w dywizji lekkiej pomiędzy Saulem Rodriguezem (19-0-1, 14 KO) i Daulisem Prescottem (31-3, 23 KO).

Eric Molina (25-3, 19 KO) liczył na walkę z Anthonym Joshuą, jednak mistrz świata IBF wagi ciężkiej ostatecznie wybrał na pierwsza obronę Dominica Breazeale'a. "Drummer Boy" zdradził jednak w rozmowie z portalem worldboxingnews.net, że być może czeka go inny ciekawy pojedynek - z byłym czempionem WBC Bermanem Stivernem (25-2-1, 21 KO).

Stiverne, podobnie jak Molina promowany przez Dona Kinga, był innym mocnym kandydatem do starcia z Joshuą. 

- Jestem pewien, że jeśli Joshua dalej będzie zwyciężał i będzie szukał kogoś na kolejną obronę, to dla mnie będzie to nawet odpowiedniejsza pora, bo teraz mam do zaleczenia kontuzje nadgarstków - stwierdził Eric Molina, który 2 kwietnia znokautował w Krakowie Tomasza Adamka.

Oficjalnie unieważniono już wynik walki pomiędzy Davidem Pricem (19-2, 16 KO) i Erkanem Teperem (14-0, 9 KO). Pojedynek odbył się w lipcu ubiegłego roku i zakończył się szybkim zwycięstwem przed czasem Niemca.

W organizmie Tepera wykryto niedozwolone środki, pięściarza zawieszono, a teraz uznano walkę za nieodbytą. Stawką tego pojedynku był tytuł mistrza Europy wagi ciężkiej.

32-letni Price na ring wróci 29 maja na gali organizowanej na stadionie piłkarskim w Liverpoolu. Nazwisko jego rywala nie jest jeszcze znane.

Polsat Sport pokaże na żywo sobotnią galę w Londynie, której głównym wydarzeniem będzie pojedynek o pas WBO International wagi ciężkiej pomiędzy Hughie Furym (19-0, 10 KO) i Fredem Kassim (18-4-1, 10 KO) - poinformował na Twitterze Mateusz Borek.

21-letni Fury pokonał już w tym roku doświadczonego Amerykanina Dominika Guinna, z kolei Kassi w ubiegłym roku zanotował remis z Chrisem Arreolą i porażkę z Dominiciem Breazealem.

Podczas tej samej gali miał się także odbyć pojedynek mistrza świata WBO wagi średniej Billy Joe Saundersa z Maxem Bursakiem, ale walkę odwołano z powodu kontuzji Brytyjczyka.

Szykujący się do powrotu na ring brytyjski ciężki David Price (19-3, 16 KO) jest zdania, że jego rodak Tyson Fury (25-0, 18 KO) nie jest wystarczająco szanowany i doceniany jako król wszech wag. Zdaniem Price'a Fury częściowo zapracował sobie na taki stan rzeczy swoim zachowaniem, jednak mimo wszystko jego sportowe dokonania są niepodważalne. 

- On mówił wprost to, co myślał i to sprawiło, że ludzie odsunęli się od niego, ale według mnie on zasługuje na większy respekt jako mistrz świata wagi ciężkiej. On jest przecież "linearnym" czempionem - stwierdził Price w rozmowie ze Sky Sports. - Jego naprawdę da się lubić, no i trzeba mu oddać, że był fenomenalny, pokonując Kliczkę. Za to ogromny szacunek!

Mierzący 203 cm bokser z Liverpoolu nie ukrywa, że w przyszłości chętnie spotkałby się z Furym w pojedynku brytyjskich gigantów, tym bardziej, że w czasach amatorskich zanotował zwycięstwo nad obecnym mistrzem federacji WBA i WBO. - Wciąż jestem ostatnim Anglikiem, który go pokonał - przypomina Price planujący kolejną walkę na 29 maja na gali Makabu - Bellew.

Wczoraj na gali na przedmieściach Chicago kolejną walkę wygrał boksujący w kategorii ciężkiej Nick Mazurek (4-0, 4 KO). Tym razem mający polskie korzenie pięściarz zastopował w drugiej rundzie Randy'ego Eastona (3-9-1, 3 KO), byłego rywala Adama Kownackiego.

Trenerem 21-letniego Mazurka jest Sama Colonna, który nazywa swojego podopiecznego "Następcą Gołoty". Sam bokser twierdzi jednak, że jego idolem był inny pięściarz znad Wisły. - Oglądałem raczej walki  Arturo Gattiego i Tomasza Adamka, ale naprawdę szanuję Andrzeja Gołotę. To był wspaniały bokser, widziałem wiele jego walk. Podobno oprócz gabarytów Gołoty mam także jego lewy prosty - mówi Mazurek, który między liny powróci 14 maja, mierząc się z Raymondem Lopezem (4-12, 2 KO). 

Zawodnik z Illinois deklaruje, że otwarty jest na stoczenie w przyszłości walki w kraju swoich przodków. - Ja osobiście bardzo chętnie, ale wszystko zależy od mojego trenera i promotora, Sama Colonny i Bobby'ego Hitza. Jeśli oni będą chcieli, bym walczył w Polsce, to zawalczę w Polsce - mówi bokser noszący chwytliwy przydomek "Kid Salami".

7 maja na gali w Hamburgu w pojedynku byłych pretendentów do tytułu mistrza świata wagi ciężkiej Dereck Chisora (25-5, 17 KO) skrzyżuje rękawice z Kubratem Pulewem (22-1, 12 KO). Brytyjczyk przed zbliżającym się bojem jest bardzo pewny siebie. 

- Właśnie wróciłem z Kalifornii, gdzie zaliczyłem fantastyczny obóz z idealnymi sparingpartnerami - mówi "Del Boy". - Nie mogę doczekać się walki. Myślę, że znokautuję Pulewa!

- Pulew zawsze był chroniony przez promotorów, miał słabych rywali, a jego rekord jest śmieszny. Gdy spotkał się z Władimirem Kliczką, został mocno zbity. Pulew nie potrafi walczyć, w ogóle się nie martwię. On do tej pory boksował z gównianymi przeciwnikami. Najlepszym z nich był Tony Thompson. Ja walczyłem z Hayem,  Furym, Witalijem Kliczką. 7 maja czeka go niespodzianka. To się nie skończy dla niego dobrze - odgraża się Chisora.

Stawką starcia Kubrata Pulewa z Dereckiem Chisorą będzie wakujące mistrzostwo Europy wagi ciężkiej. Zwycięzca pojedynku awansuje też na drugą pozycję rankingu IBF.

Eric Molina (25-3, 19 KO) po zwycięstwie nad Tomaszem Adamkiem nabrał wiatru w żagle i znów celuje w mistrzowską walkę. Amerykanin jest jednym z głównych kandydatów do pojedynku o pas IBF wagi ciężkiej z Anthonym Joshuą (16-0, 16 KO) i jak przekonuje, wierzy w swój sukces w ewentualnym boju z brytyjskim czempionem.

- Trzeba go wciągnąć na głębokie wody i zobaczyć, jak się zachowa, gdy napotka opór - mówi "Drummer Boy". - Joshua na pewno pokazał, że jest mocny na początku walki, wyprowadza potężne ciosy, ale ja, tak jak i cały świat, chciałbym zobaczyć, co będzie, gdy minie szósta runda. Nie twierdzę, że padnie lub nie, ale trzeba to sprawdzić.

Pogromca "Górala" uważa, że dwumetrowemu Wyspiarzowi brak jest obycia na zawodowych ringach, co w zaciętym pojedynku może okazać się jego piętą achillesową. - Ja przede wszystkim jestem pięściarzem, który z każdą kolejną rundą jest lepszy, nie sądzę, by Joshua do tej pory zmierzył się z kimś takim, z kimś, kto jest tak sprytny - ocenia Molina. - Czy on może wyglądać dobrze przez jedną, dwie, trzy czy cztery rundy? Może, to wszyscy wiemy. Ale to jeszcze nie dowód, że jest zawodnikiem kalibru mistrzowskiego. To co on potrafi wielu innych. Jakie jego słabe punkty mógłbym wykorzystać? Jego brak doświadczenia, gdy nie wszystko w ringu idzie po twojej myśli. 

Obecnie, według brytyjskiej prasy, głównym rywalami Erica Moliny w "wyścigu" do walki z Joshuą są niepokonany Dominic Breazeale i były challenger WBC Johann Duhaupas.

ISSN: 2082-9760

 

 

Najnowsze komentarze