onet.pl sport


ARTV Chicago




Przegląd Sportowy





   
BRK Gladiator

Patronat medialny





 

 

 

 



- Maciek dorósł psychicznie i fizycznie do wielkich wyzwań - mówi Paweł Kłak, trener zaliczanego do światowej czołówki wagi super półśredniej Macieja Sulęckiego (25-0, 10 KO). Pięściarz z Warszawy w tym roku zanotował już dwa efektowne zwycięstwa, a na ring ma wrócić jesienią.

 

Zaliczany do światowej czołówki wagi super półśredniej Maciej Sulęcki (25-0, 10 KO) jest w coraz lepszej formie przed kolejną tegoroczną walką. 28-latek ma jesienią przystąpić na terenie Stanów Zjednoczonych do bardzo ważnego pojedynku.

- Zaczynam wchodzić na wysokie obroty, niedługo rozpoczynam mocne treningi techniczne z trenerem Pawłem Kłakiem, a później sparingi - mówi pięściarz z Warszawy.

- Czekam na datę walki, mam nadzieję, że ten pojedynek wypali. Na razie plany są duże, a ja szlifuje formę i jestem coraz szczuplejszy - przekonuje Sulęcki, który w tym roku wygrał już z Michi Munozem i Damianem Bonellim.

Do walki z Sulęckim przymierzany jest jesienią notowany w czołówkach światowych rankingów Julian Williams. Pojedynek miałby się odbyć na przełomie września i października.

30 czerwca, na gali Premier Boxing Champions w Toledo, Julian „J-Rock” Williams (22-1, 14 KO) łatwo wygrał z Joshuą Conley’em (14-1, 9 KO), kiedy narożnik rywala poddał walkę w siódmej rundzie. „Chcę walk o tytuł, potrzebuję wyzwań, jak najszybciej” – powiedział e „J-Rock”. Tak samo mówi… Maciej Sulęcki (25-0, 10 KO) – jak realna jest walka tych pięściarzy?

O „dużym wyzwaniu” dla Maciej Sulęckiego wspomniał jakieś dwa tygodnie temu promotor „Striczu” -  Andrzej Wasilewski. Wtajemniczeni wiedzieli, że chodzi właśnie o 27-letniego Juliana Williamsa… bo walka miałaby sens dla obu pięściarzy. Są obok siebie w rankingach WBC (Williams 6, Sulęcki 5) czy komputerowym Boxrec (Williams 8, Sulęcki 6), mieli wspólnego rywala (walka Williamsa z Centeno przerwana po kontuzji), obaj lubią się bić,  a do tego żaden nie wybrzydzał na rywali. Przyglądając się  bliżej walce, mającej się potencjalnie odbyć na gali, na której tytułu WBA ma bronić Erislandy Lara, trudno jednak nie odnieść wrażenia, że jest do niej dziś…dalej niż bliżej.

Walkę zaproponowano w tym samym czasie obu pięściarzom, o co nie było trudno, bo mają wspólnego doradcę. „Powiedziałem, że biorę od razu. Nawet nie zapytałem, za ile. Znam Williamsa, wiedziałem jak walczy. Chcę testów, więc ktoś taki jak „J-Rock”, na ringu w Stanach, to dokładnie coś takiego, o czym zawsze myślałem” – mówi Sulęcki. „Twardy facet, lubi się bić. Gdyby walka miała mieć miejsce na przełomie września i października – tak mi wstępnie powiedziano - to byłbym w top formie. Bo to nie jest tak, że teraz nic nie robię. Trenuję” – dodaje „Striczu”.

Ze strony Williamsa nie ma definitywnego „tak”... lub „nie”. Nie jestem przekonany, że „J-Rock” przestraszył się Sulęckiego, bo nic w karierze chłopaka z bezlitosnych ulic Filadelfii nie wskazuje na to, że jest strachliwy. Mając 13 lat był bezdomny, patrząc jak matka zabija się narkotykami i zostając praktycznie adoptowany przez swojego późniejszego trenera, Kenny Masona. Strach raczej nie kieruje kimś, kto – jak Williams - zawsze był znany jako facet twardo stojący nogami na ziemi i często mówił, że „bokserski biznes zabija prawdziwą rywalizację”.  Zanim przegrał przez KO, po twardej wymianie ciosów w piątej rundzie, z mistrzem świata Jermallem Charlo walczył jak równy z równym. „Julian nie jest bojący. Nie wygląda na takiego - dlatego nasza walka byłaby taka dobra” - mówi Sulęcki. Kiedy nie wiadomo o co chodzi, wiadomo, że chodzi o pieniądze. Czy będa aż tak dobre, by skusić „J-Rock” do wyjścia na ring z Sulęckim? Przekonamy się wkrótce.

Nie mówię szeptem, gdy pytają skąd jestem – lubi powtarzać Maciek Sulęcki. Młody warszawiak, niebawem być może piąty polski mistrz świata w boksie zawodowym. Siedzimy w kawiarnianym ogródku przy kinie Atlantic w centrum, po wywiadzie chcę mieć z niego pamiątkę. Podaję przechodzącej kobiecie telefon, robi zdjęcie. – Ale ma pan patriotyczny ubiór – śmieje się. Nie obraża go, ale w Maćku gotuje się krew. Już słyszę te wszystkie przekleństwa, lecz kobieta niczego nowego się o sobie nie dowiaduje. Facet pewnie by się nasłuchał...

1 sierpnia, rocznica Powstania Warszawskiego, to dla Sulęckiego ważna data. – Ciary mnie przechodzą, gdy całe miasto się zatrzymuje. Polak Polakowi cały czas wbija szpilę, ale potrafimy być jednością. Po śmierci Papieża pogodziliśmy się tylko na moment, jednak nawet ta chwila była ważna. Pokazała, że gdy przyjdzie kryzys, będziemy razem – mówił mi w tamtym wywiadzie. Na klatce piersiowej wytatuował sobie uczestniczkę Powstania w hełmie z orzełkiem, na ramieniu ma krzyż na grobie poległego żołnierza. Taki ma sposób wyrażania patriotyzmu. Oczywiście, po takim opisie można go zaklasyfikować jako nacjonalistę i zadymiarza, nawet fryzura by się zgadzała – jest łysy. Tylko po co? Ja bym mu przyklasnął, nie ma się do czego przyczepić.

Przywiązanie do barw narodowych charakteryzuje wielu naszych wojowników. Nie spotyka się wśród nich zblazowanych kosmopolitów, którym po wyjeździe za granicę (tym bardziej przy jego braku) marzy się jakiś nowy wspaniały świat. Przeciwnie – chętnie manifestują polskość. Na sukces, rozpoznawalność, zwycięskie walki pracują lub zapracowali własnymi rękami. Doceniają to, że urodzili się w kraju, w którym nic nie było podane na tacy. Nie narzekają na warunki, zapyziałe sale treningowe i śmierdzące rękawice bokserskie, umieją natomiast zrozumieć, że to ukształtowało ich charakter.

Pełna treść artykułu w "Przeglądzie Sportowym" >>

Zaliczany do światowej czołówki wagi super półśredniej Julian Williams (23-1-1, 15 KO) może być kolejnym rywalem Macieja Sulęckiego (25-0, 10 KO). Do walki może dojść na przełomie września i października w Stanach Zjednoczonych.

27-letni Williams ostatni raz boksował w czerwcu, wygrywając z Joshuą Conleyem. Dla Amerykanina był to powrót na ring po ubiegłorocznej porażce z Jermallem Charlo.

Sulęcki w tym roku stoczył już dwie walki. Pięściarz z Warszawy wygrał z Meksykaninem Michim Munozem oraz Argentyńczykiem Damianem Bonellim.

Zaliczany do światowej czołówki wagi super półśredniej Maciej Sulęcki (25-0, 10 KO) ma wrócić na ring jesienią w Stanach Zjednoczonych - zdradził na Twitterze Andrzej Wasilewski, promotor pięściarza z Warszawy.

- Pod koniec września lub na początku października Maćka czeka znacznie poważniejsza walka w USA. Sulęcki zna już nazwisko rywala, to będzie taki trochę nieoficjalny eliminator do walki o tytuł - wyjawił jeden z właścicieli grupy Sferis KnockOut Promotions.

Sulęcki w tym roku stoczył dwa pojedynki, wygrywając przed czasem z Michi Munozem i Dmaianem Bonellim. Niedawno 28-latek zmienił także kategorię wagowę i teraz będzie rywalizował w limicie do 69 kilogramów.

Wiele wskazuje na to, że jeden z najlepszych obecnie polskich pięściarzy bez podziału na kategorie wagowe Maciej Sulęcki (25-0, 10 KO) kolejną walkę stoczy na undercardzie gali organizowanej w ramach prestiżowego turnieju World Boxing Super Series, startującego jesienią w dywizjach super średniej i junior ciężkiej. Jak zdradził w rozmowie z ringpolska.pl promotor Andrzej Wasilewski, czynione są starania, by "Striczu" w obecnym sezonie WBSS zaprezentował się dwukrotnie. 

Już w przyszłym roku turniej WBSS ma być rozgrywany w wadze, w której występuje występuje Sulęcki - super półśredniej. Celem opiekunów Polaka jest umieszczenie go w elitarnym gronie ośmiu zawodników rywalizujących o trofeum Muhammada Alego.

- Start World Boxing Super Series to szansa na mistrzowskie pasy i duże pieniądze. Wydaje mi się, że już za pierwszą walkę gaża wynosić będzie 500 tysięcy dolarów. Jest się o co bić. Ważne jednak, by Maciek wygrał wcześniejsze walki - mówi Wasilewski.

Wysoko notowany w światowych rankingach Maciej Sulęcki ostatni raz boksował 24 czerwca na Polsat Boxing Night, łatwo pokonując przed czasem Argentyńczyka Damiana Bonelliego.

Rozpoczęły się rozmowy na temat organizacji kolejnych turniejów World Boxing Super Series. Zawody mają rozpocząć się jesienią przyszłego roku, a jeden z turniejów ma zostać rozegrany w kategorii super półśredniej.

Istnieje duża szansa, że jednym z uczestników zawodów będzie notowany w czołówkach światowych rankingów Maciej Sulęcki (25-0, 10 KO). Pięściarz z Warszawy przez większość zawodowej kariery boksował w kategorii średniej, ale niedawno podjął decyzję o przenosinach do limitu do 69 kg.

- Prowadziłem już rozmowy na ten temat. Występ Maćka w tym turnieju, pamiętając o naszej współpracy z Leonem Margulesem, wydaje się bardzo prawdopodobny - zdradził Andrzej Wasilewski, jeden z promotorów Sulęckiego.

Wasilewski od środy przebywa w Monako wraz z Krzysztofem Włodarczykiem, który wystąpi w turnieju WBSS w kategorii junior ciężkiej. Jutro w Monako odbędzie się losowanie drabinki tej imprezy. Sulęcki ostatni raz boksował w czerwcu.

W sobotę na gali Polsat Boxing Night kolejne zawodowe zwycięstwo odniósł Maciej Sulęcki (25-0, 10 KO). "Striczu" efektownie odprawił przed czasem Argentyńczyka Damiana Bonelliego i teraz chciałby się sprawdzić w pojedynku o mistrzostwo świata. Notowany w czołówkach rankingów warszawianin jest przekonany, że stać go na wygraną z każdym z czterech czempionów. 

- Pas IBF ma Jarrett Hurd, którego mógłbym ograć do jednej bramki - mówi Sulęcki w rozmowie z "Przeglądem Sportowym". - Mistrz WBC Jermell Charlo to już bardzo dobry zawodnik, ale też bym z nim wygrał. Tak samo z mistrzem WBA Erislandy Larą, choć z nim chyba byłoby najtrudniej, bo walczy w niewygodnym stylu. Za to chyba najłatwiej byłoby doprowadzić do pojedynku z nim, skoro mamy jednego promotora, Leona Margulesa.

W zaktualizowanym w sobotę rankingu polskich pięściarzy bez podziału na kategorie wagowe Maciej Sulęcki plasuje się na trzeciej pozycji, ustępując tylko Krzysztofowi Głowackiemu i Andrzejowi Fonfarze.

Cały tekst do przeczytania na stronach "Przeglądu Sportowego" >>

Maciej Sulęcki (25-0, 10 KO) zdecydowanie wygrał swój pojedynek na Polsat Boxing Night 7, rozbijając Argentyńczyka Damiana Ezequiela Bonelliego (24-2, 21 KO) już w trzeciej rundzie. W poniedziałek pięściarz wywołał burzę w internecie, publicznie krytykując swojego promotora, Andrzeja Wasilewskiego. 

Artur Łukaszewski: Maciek, wygrałeś z przeciwnikiem słabym i sam przyznajesz, że chcesz pojedynków z najlepszymi. Ta walka była dla ciebie spacerkiem...
Maciej Sulęcki: Spodziewałem się troszeczkę lepszego Argentyńczyka, bardziej zawziętego. Przed walką mówiłem, że podejście przeciwnika może się zmienić po pierwszym ciosie. Od razu go zachwiało, a potem było tylko łatwiej. Nie ma się na czym rozwodzić: potrzeba mi wielkich pojedynków, bo na takie walki szkoda czasu.

Maćku, jak odniesiesz się do swojej dyskusji z Andrzejem Wasilewskim na jednym z portali społecznościowych? W mocny sposób odpowiedziałeś swojemu promotorowi... Mieliście okazję porozmawiać na spokojnie?
Nie rozmawiałem jeszcze z panem Andrzejem. Po pierwsze: jesteśmy partnerami - między partnerami zawsze wybuchają jakieś konflikty. Mam twardy charakter, pan Andrzej również. Jak się zderzyły dwa tajfuny, to jest rozpierducha! Na pewno musimy się spotkać, bo nie wyjaśniliśmy sobie wszystkiego. Musimy dojść do jakiegoś konsensusu, ponieważ pracujemy razem i chcemy tę współpracę kontynuować. Musimy dojść do pewnych wniosków. Ja chciałbym mieć wszystko czarno na białym. Tak naprawdę nie wiem, w jakim celu trenuję od roku. Nie chcę mi się ciężko trenować, zbijać wagę, aby w efekcie wyjść na dwie czy trzy rundy, aby boksować o pietruchę z jakimś ogórkiem...

Wracasz do Stanów Zjednoczonych?
Moja kariera będzie kontynuowana w Stanach. Nie chcę być mistrzem polskiego podwórka, bo mnie to nie interesuje. Nie będę miał motywacji, bo już jestem jednym z najlepszych w Polsce. I co z tego mam? Nic! Fajnie jest raz na jakiś czas zaboksować dla polskich kibiców, ale karierę chciałbym kontynuować za oceanem. Chcę zostać z trenerem Pawłem Kłakiem. Widzę jak się rozumiemy, jak się przy nim rozwijam. Paweł wyciągnął ze mnie to, co najlepsze.

Cała rozmowa z Maciejem Sulęckim na polsatsport.pl >>


Najnowsze komentarze