onet.pl sport


ARTV Chicago




Przegląd Sportowy

 



   
BRK Gladiator

Patronat medialny





 

 

 

 

Czołowy polski pięściarza zawodowy Maciej Sulęcki  (26-0, 10 KO) przejdzie w najbliższym czasie operację kontuzjowanej dłoni. O szczegółach bokser Sferis KnockOut Promotions poinformował na Twitterze.

"19 grudnia zabieg ręki. Całe szczęście nic bardzo poważnego. Po zabiegu przerwa 3-5 tygodni od boksu." - napisał popularny "Striczu".

Notowany na pierwszej pozycji rankingu WBC wagi super półśredniej Sulęcki w ostatnim występie wygrał na punkty z Jackiem Culcayem. Pojedynek był eliminatorem do tytułu mistrza świata World Boxing Council.

Czterech polskich pięściarzy zostało sklasyfikowanych w zaktualizowanych rankingach federacji IBF. Najwyżej z Polaków plasuje się Maciej Sulęcki, piąty w kategorii super półśredniej.

Oprócz "Stricza" na listach rankingowych International Boxing Federation znalazło się trzech zawodników wagi junior ciężkiej Krzysztof Głowacki, Mateusz Masternak i Krzysztof Włodarczyk (odpowiednio 7, 8 i 12. pozycja).

W porównaniu z poprzednim miesiącem z rankingu IBF zniknął Mariusz Wach, który w listopadzie przegrał z Jarrellem Millerem. Pięściarz z Krakowa na ring wróci w maju na gali w Warszawie.

Sadam Ali pojawił się na czwartym miejscu rankingu najlepszych pięściarzy świata wagi super półśredniej amerykańskiej telewizji ESPN. Amerykanin w sobotę pokonał Miguela Cotto, odbierając mu tytuł mistrza świata federacji WBA.

W tej klasyfikacji Ali wyprzedził m.in. Macieja Sulęckiego. Niepokonany na zawodowych ringach Polak w tym roku stoczył trzy pojedynki, a już niedługo ma doczekać się pojedynku o światowy czempionat.

Ranking ESPN wagi super półśredniej. 1. Jermell Charlo, 2. Erislandy Lara, 3. Jarrett Hurd, 4. Sadam Ali, 5. Miguel Cotto, 6. Austin Trout, 7. Maciej Sulęcki, 8. Julian Williams, 9. Liam Smith, 10. Brian Castano.

- Ali to teraz najsłabszy z mistrzów, ale moim priorytetem jest Charlo - mówi Maciej Sulęcki (26-0, 10 KO), komentując wczorajszą wygraną Sadama Alego z Miguelem Cotto. Amerykanin niespodziewanie odebrał Portorykańczykowi pas mistrza świata federacji WBO w limicie do 69 kg.

Oglądałeś walkę Miguela Cotto z Sadamem Alim?
Maciej Sulęcki: Całej nie oglądałem, widziałem fragmenty. Na pewno jestem zaskoczony takim przebiegiem walki, bo nie spodziewałem się innego wyniku, niż wygrana Cotto. Nie sądziłem, że Ali sprawi mu problemy. Szkoda Cotto, ale jak widać na każdego przychodzi pora.

Cotto był tak słaby, czy Ali dał walkę życia?
Na taki przebieg walki złożyły się trochę oba czynniki, ale na pewno Cotto pokazał, że jego decyzja o zakończeniu kariery w tym momencie jest słuszna. Ali to nie jest żaden wielki pięściarz. Cotto w pełni formy nie powinien mieć z nim problemów.

Kilka miesięcy temu, mówiło się, że ty możesz zaboksować z Cotto. Jak blisko było tej walki?
Z tego co wiem, to prowadzono w tym kierunku wstępne rozmowy. Wszystko się chyba jednak zatrzymało, kiedy Golden Boy Promotions chciało, żebym był ich zawodnikiem przez trzy kolejne walki. Z tym punktem kontraktu był problem, dlatego ostatecznie wybrano Kamegaia, który i tak był już zawodnikiem Golden Boy.

Z perspektywy czasu widać, że to byłby świetny ruch sportowy i marketingowy, bo Cotto był wyraźnie do wyboksowania.
Na pewno żałuję, że do tego pojedynku nie doszło. Walka z Cotto to nie tylko ogromne wyzwanie sportowe, ale też świetna możliwość do wypromowania swojego nazwiska. Nie ma co jednak tego rozpamiętywać.

Sadam Ali zdobył pas WBO. Czy to oznacza, że pojawił się na twoim celowniku?
Na moim celowniku jest każdy mistrz świata, więc Ali też się tam znalazł. Mogę śmiało powiedzieć, że to najsłabszy z aktualnych mistrzów świata. Jestem w piętnastce rankingu WBO, więc jeśi będzie taka propozycja, to nie zastanawiam się nawet sekundy. Moim priorytetem jest jednak walka z Jermellem Charlo. Mam nadzieję, że już niedługo do niej dojdzie.

Co z twoją ręką? Niedawno pisałeś na Twitterze o zapaleniu ścięgna.
Okazuje się, że mam złamaną kość główkowatą. Nie jest to nic poważnego, nie będzie wymagało interwencji chirurga. Jest tam jakiś odprysk. Chodzę na zabiegi i wszystko powinno być w porządku. Przez 3 tygodnie nie mogę jeszcze na pewno nic robić z tą ręką. Dłoń musi odpocząć, ale oczywiście biegam i ruszam sie, trenując inne partie ciała.

Wiadomo już kiedy zobaczymy cię w ringu?
Niedawno widziałem się z moim promotorem, ale jeszcze nic nie wiadomo. Czekam na jakieś wiadomości.

Zapraszamy do wysłuchania rozmowy z Maciejem Sulęckim, jednym z najlepszych pięściarzy świata wagi super półśredniej, który już w przyszłym roku ma zaboksować o światowy czempionat. W ostatnim występie pięściarz z Warszawy wygrał na punkty z Niemcem Jackiem Culcayem.

Stephen Edwards, trener Juliana Williamsa (24-1-1, 15 KO) wymienił grupę pięściarzy, z którymi chciałby stoczyć w najbliższym czasie walkę. Na szczycie tej listy znalazł się zaliczany do światowej czołówki wagi super półśredniej Maciej Sulęcki (26-0, 10 KO).

Kilka miesięcy temu prowadzono rozmowy w sprawie tego pojedynku. Obóz Polaka był bardzo mocno zdeterminowany, że do takiej konfrontacji doprowadzić, jednak Amerykanin wolał innego rywala i ostatecznie zmierzył się niedawno z Ishe Smithem. 

- Dostaniemy kolejną walkę o mistrzostwo świata, ale chciałbym stoczyć jeszcze jedną walkę. To powinien być pojedynek z Sulęckim, Tonym Harrisonem czy Nathanielem Gallimorem - powiedział Edwards.

Sulęcki w ostatnim zawodowym występie wygrał na punkty z Jackiem Culcayem. Ten pojedynek był jednocześnie eliminatorem do tytułu mistrza świata federacji WBC.

Zaliczany do światowej czołówki wagi super półśredniej Maciej Sulęcki (26-0, 10 KO) doznał kontuzji nadgarstka. 28-latek z Warszawy będzie musiał odpocząć przez dwa tygodnie od sali treningowej.

- Nie doleczyłem kontuzji ręki po ostatniej walce. Było też przeciążenie, stąd wzięło się zapalenie nadgarstka - powiedział Sulęcki.

Pięściarz grupy Sferis KnockOut Promotions w ostatnim pojedynku wygrał z byłym mistrzem świata Jackiem Culcayem. Walka była eliminatorem do tytułu mistrzowskiego federacji WBC.

Pięciu polskich pięściarzy zostało sklasyfikowanych w zaktualizowanych po minionym weekendzie rankingach federacji IBF. Najwyżej z Polaków plasuje się Maciej Sulęcki, piąty w kategorii super półśredniej.

Oprócz "Stricza" na listach rankingowych znaleźli się: Mariusz Wach (9. w wadze ciężkiej) oraz Krzysztof Głowacki, Mateusz Masternak i Krzysztof Włodarczyk (odpowiednio 7, 8 i 12. pozycja w dywizji junior ciężkiej).

Polacy w rankingach IBF: waga ciężka - 9. Mariusz Wach; waga junior ciężka - 7. Krzysztof Głowacki, 8. Mateusz Masternak, 12. Krzysztof Włodarczyk; waga super półśrednia - 5. Maciej Sulęcki.

Pełne rankingi federacji IBF (wszystkie wagi) >>

Czołowy pięściarz świata Maciej Sulęcki (26-0, 10 KO) odwiedził redakcję "Super Expressu", gdzie odpowiadał na nietypowe pytania czytelników gazety. Pięściarz z Warszawy opowiedział m.in. o swojej słabości do czekolady.

Gdyby twoja córeczka Melania powiedziała ci, że chce trenować boks, to...
Maciej Sulęcki: ... odradzałbym jej to! Moim zdaniem ring to nie jest miejsce dla kobiet, a już szczególnie nie dla mojej małej kochanej córeczki.

Czego z największym żalem odmawiasz sobie przed walkami?
Czekolady... Jestem strasznym łasuchem. Jak widzę czekoladki, to się trzęsę. Wiem, że po czekoladzie będzie bolał mnie brzuch, ale i tak nie potrafię sobie odmówić.

Skąd się wzięła ksywa "Striczu"?
Gdy miałem 13 lat, na pierwszym obozie w życiu uczyłem się grać w pokera. Po pierwszym rozdaniu przeanalizowałem swoje karty, po czym rzuciłem je na stół, krzycząc "Jest! Mam stricza!". Przyjęło się.

Będziesz mistrzem świata?
Nie ma innej opcji! Po walce z Culcayem promotor Piotr Werner powiedział mi, że jestem gotowy. Nigdy czegoś takiego nie usłyszałem od promotora. Teraz koniec walk z frajerami, jestem dwa kroki od pasa i się nie zatrzymam!

Pełna treść artykułu w "Super Expressie" >>

- Jak będę walczył z Charlo czy Martirosyanem, to muszę przygotowywać się w USA - przekonuje w rozmowie z "Polska The Times" Maciej Sulęcki (26-0, 10 KO), jeden z czołowych pięściarzy świata wagi super półśredniej, który już w przyszłym roku ma zoboksować o mistrzowski tytuł.

Krótko po powrocie ze Stanów Zjednoczonych, gdzie pokonał Pan Jacka Culcaya był Pan w odwiedzinach u prezesa PZPN Zbigniewa Bońka.
Maciej Sulęcki: Pierwszy raz spotkaliśmy się osobiście. Do tej pory mieliśmy kontakt na Twitterze. I to dosyć często. Przypadliśmy sobie do gustu, słyszałem, że prezesowi szczególnie spodobał się mój charakter. Zaprosił do biura, pogadaliśmy, wypiliśmy kawkę. Ustawiliśmy się już na obiadek za kilka dni. Zdziwiłem się, że prezes sam zaproponował. Dla mnie to jest też jakaś motywacja, że tacy ludzie, jak pan Zbyszek, mnie dostrzegają i chcą się ze mną zadawać. Wiadomo, trudno, żebym go traktował jak swojego ziomeczka. Jest między nami duża różnica wieku, więc choćby dlatego darzę pana Zbyszka ogromnym szacunkiem, ale wytworzyła się między nami fajna, koleżeńska relacja.

Kręci Pana popularność?
Przede wszystkim zależy mi na tym, żeby być doskonałym sportowcem. I dzięki temu być popularnym. Jak Adam Małysz, Anita Włodarczyk, Robert Korzeniowski, jak kiedyś Tomek Adamek. Gdyby mi chodziło o bycie znanym z tego, że jest się znanym, to założyłbym kanał na youtubie i robił z siebie idiotę. OK, mamy XXI wiek, internet, różne portale społecznościowe, to ważna rzecz, której nie można w tych czasach zaniedbywać, ale nie mam na to parcia. Choć sponsorzy na to patrzą, ile osób cię lubi, obserwuje i tak dalej. Wiem, jaką grupę ludzi mam za sobą. Ona rośnie, bo coraz lepiej boksuję, dostarczam więcej emocji i tylko krok dzieli mnie do walki o pas mistrza świata. W ten sposób chce pokazywać swoją wartość.

Mówi Pan o treningach w USA. Nie miałby Pan wyrzutów sumienia, że zostawia Pan swoją partnerkę Magdę i pięciomiesięczną dziś córeczkę Melanię?
To jest strasznie ciężkie. Ale Magda jest normalna, rozumie mnie i wspiera. Mówi, że jeśli mi to pomoże, to mam jechać i niczym się nie przejmować, bo ona sobie poradzi. I w przypadku tego ostatniego, krótkiego wyjazdu, rzeczywiście tak było. Do tego świetnie radzi sobie z Melanią. Jeśli chodzi o zajmowanie się dzieckiem, to przy kobietach wszyscy faceci to miękkie faje. Do tego pomagają nam rodzice. Inna sprawa, że ja muszę się odciąć. W walce potrzebna jest agresja, trzeba być skur..., a z córeczką buziaczki i tak dalej. Dlatego jak będę walczył z Charlo czy Martirosyanem, to muszę przygotowywać się w USA. Być w reżimie trening-jedzenie-spanie. Wtedy nabiorę w sobie zwierzaka i efekty będą.

Bierze Pan pod uwagę przeprowadzkę do USA z całą rodziną?
Myślałem o tym, ale na razie nie. Gdybym został mistrzem świata, to ponownie byśmy się nad tym zastanowili i to bardzo poważnie. Mój dom jest w Warszawie, a w USA pracuję. Poza tym tam życie jest droższe, a nie mam płaconej miesięcznej pensji. Żyję z walk i kasy od sponsorów.

Pełna treść artykułu w "Polska The Times" >> 

 


Najnowsze komentarze