onet.pl sport


ARTV Chicago




Przegląd Sportowy





   
BRK Gladiator

Patronat medialny





 

 



 

Ostatnio zarejestrowani

  • krol89
  • maciuuu
  • FanThePin
  • Szymon
  • polishpistola

<a href="https://www.ebilet.pl/sport/sporty-walki/szczecin-boxing-night/" target="_blank"><img src="http://www.ringpolska.pl/images/banners/600x200_szczecin_2017_noflash.png"></a>

Andrzej Wasilewski w rozmowie z ringpolska.pl stanowczo zdementował słowa Dominica Breazeale'a (17-1, 15 KO), który w wywiadzie dla boxingscene.com stwierdził, że do jego planowanej na 25 lutego walki z Arturem Szpilką (20-2, 15 KO) nie dojdzie, bo Polak "potrzebował więcej czasu na treningi".

- To jest kompletna bzdura! Nigdy nie było ani słowa o innym terminie, termin 25 lutego był dla nas idealny - oświadczył współpromotor "Szpili".

Artur Szpilka aktualnie czeka na ogłoszenie terminu i miejsca swojej kolejnej walki. Tymczasem Breazeale na lutowej gali w Alabami zmierzy się z innym Polakiem - Izuagbe Ugonohem (17-0, 14 KO).

Andrzej Wasilewski w rozmowie z ringpolska.pl skomentował doniesienia o odwołaniu walki Artura Szpilki (20-2, 15 KO) z Dominikiem Breazealem (17-1, 15 KO), do której miało dojść 25 lutego w Alabamie. Promotor "Szpili" zdradził, że jako potencjalny przeciwnik polskiego ciężkiego rozważany był także Gerald Washington (18-0-1, 12 KO). - Dlaczego nie ma Washingtona - nie wiem, dlaczego nie ma Breazeale'a, myślę, że dlatego, że obaj [ze Szpilką] mieli ostatnią walkę przegraną - powiedział współwłaściciel grupy Sferis KnockOut Promotions. 

- Pracowałem naprawdę bardzo ciężko. Po 2016 roku, który był dla mnie bardzo trudny, wiadomo, przegrana z Wilderem, kontuzja, miałem wielkie nadzieje na początek 2017 roku. Brak występu na gali w Birmingham to dla mnie cios. Wracam do Polski” - mówi Artur Szpilka, która dziś rano, od trenera Ronnie Shieldsa dowiedział się, że nie wystąpi na gali 25 lutego w Birmingham.

- Najpierw walkę ogłosił sam Dominic Breazeale, ty zrobiłeś to kilka godzin później. Kontrakty były podpisane. Miała być zmiana rywala, ostateczny scenariusz okazał się jeszcze gorszy. Nie walczysz 25 lutego w Birmingham.
Artur Szpilka: Napisz proszę od razu co dla mnie jest najważniejsze. Najbardziej mi żal kibiców. Jest wkur... strasznie. Ja sobie dam radę, rozumiem, że taki czasami jest boks, taki to biznes. Ale ludzie rezerwowali hotele, przeloty lotnicze, niektórzy nawet z Polski. To dla bardzo wielu olbrzymi wydatek. Nie mówię, że byli tylko dla mnie, bo przecież jest tam Andrzej Wawrzyk, bije się o mistrza, walczyć będzie Izu, ale dla sporej części fanów moja walka była bardzo ważna. Powiem szczerze: od dawna podejrzewałem, że coś nie jest tak. Plotki o tym, że nie będzie walki z Breazeale tylko mnie w tym utwierdzały. Promotorzy nie odpowiadali na moje telefony, na sms-y. Coś się szykowało. Miałem walczyć dwa miesiące temu, coś nie wyszło. Miała być wielka walka w Alabamie. Nie ma nic. Jestem zażenowany sprawą, faktem, że kibice mogą czuć się oszukani. O walce z Breazeale wszyscy pisali...

- ...ale oficjalnego ogłoszenia Twojej walki nie było.
Polscy promotorzy mówili o tym w polskich mediach, a wiadomo, że kibic nie czeka na oficjalne ogłaszanie, tylko słucha tego, czyta to, co mu jest podane w prasie, czy w innych mediach. To było wszystko pokazane tak, jakby było na 100 procent. Nie jestem zabawką, żeby mnie tak traktować. Nie pozwolę więcej na coś takiego.

- Rozmawiałem już z twoim trenerem, Ronnie Shieldsem. Trochę boi się Twojego powrotu do Polski. Tutaj w Teksasie, budziłeś się z boksem, kładłeś się z boksem. W Polsce będzie inaczej.
Będzie inaczej, ale ja nigdy nie wyobrażałem sobie, że zostanę w Ameryce. Ja tutaj przyjeżdżam tylko do pracy, w Polsce mam przyjaciół i wszystko inne. W Polsce będzie inaczej, wiadomo, że chcę się budować, ale to nie znaczy, że nie będzie trenowania. Będą treningi, będzie okazja się rozwijać. Jedno na pewno: nigdy już nie podam żadnej informacji o mojej walce, dopóki nie będzie to na 100 procent potwierdzone. Przepraszam moich kibiców. Zawsze ten sam Szpila.  

Artur Szpilka (20-2, 15 KO) nie zaboksuje na gali w Birmingham w Alabamie 25 lutego. Wiadomość podał sam pięściarz za pośrednictwem Facebooka, po pierwszym sparingu po rocznej przerwie spowodowanej kontuzją dłoni.

"Szpila" pierwotnie miał zmierzyć się Dominikiem Breazealem (17-1, 15 KO). Później okazało się, że Amerykanin przymierzany jest do starcia z innym Polakiem - Izuagbe Ugonohem (17-0, 14 KO). Ostatecznie Szpilka w ogóle wypadł z karty walk.

- Czekam teraz na konkrety, jak nie to wracam. Ogólnie jestem trochę wkur***ny, bo siedzę tutaj pół roku, zapierniczam ostro i nic z tego nie ma - skomentował rozwój wydarzeń pięściarz z Wieliczki.

Głównym wydarzeniem gali w Alabamie będzie pojedynek o tytuł mistrza świata WBC wagi ciężkiej pomiędzy Deontayem Wilderem (37-0, 36 KO) i Andrzejem Wawrzykiem (33-1, 19 KO).

- Szpilka by go zmiótł - mówi Tomasz Babiloński zapytany przez Polsatsport.pl o wynik potencjalnej walki pomiędzy Arturem Szpilką (20-2, 15 KO) oraz Izuagbe Ugonohem (17-0, 14 KO). Temat tego pojedynku pojawił się w mediach w ostatnich dniach, choć na razie wydaje się on mało realny.

- Izu walczy z bardzo słabymi rywalami, ale w Nowej Zelandii zrobiono z niego wielką gwiazdę wagi ciężkiej. Szpilka ma czym uderzyć a Ugonoh… ja nie widziałem w jego walkach żadnego ciosu - ocenia szef Babilon Promotion.

27-letni Szpilka pytany o możliwy pojedynek z "Izu" stwierdził, że "kiedyś na pewno do takiej walki dojdzie". Jednocześnie pięściarz z Wieliczki zaznaczył, ze bardzo chętnie przystąpiłby do niej na gali w Nowym Jorku lub Chicago, gdzie żyje wielu Polaków.

Szpilka oraz Ugonoh swoje kolejne zawodowe walki mają stoczyć 25 lutego na gali Premier Boxing Champions w Birmingham. Główną atrakcją tej imprezy będzie pojedynek Andrzeja Wawrzyka z mistrzem świata WBC wagi ciężkiej Deontayem Wilderem.

Artur Szpilka (20-2, 15 KO) nie kryje rozczarowania faktem, że jego planowana na 25 lutego walka z Dominikiem Breazealem (17-1, 15 KO) może ostatecznie nie dojść do skutku. 

- Byłem bardzo zmotywowany, ale od kiedy pojawiły się te wiadomości, to te treningi w ciągu ostatnich dwóch dni są takie dziwne - przyznał "Szpila" w wywiadzie dla bloga bazyliowy MUS. - Niby idę na trening i oczywiście trenuję, ale już inaczej się czuję. Takie niepotrzebne zamieszanie ma na pewno duży wpływ na psychikę i głowę.

- Tak jak było ustalone, jutro mam sparing. Tym bardziej jest to chore, że do walki zostało trochę ponad miesiąc, więc już wszystko powinno być dopięte, ustalone i ogłoszone, kto z kim walczy. Możemy narzekać na nasze polskie warunki, ale u nas przynajmniej wiadomo, że jeśli chodzi o te ważniejsze walki, to są ustalane z wyprzedzeniem. Wiadomo, że nie ma to przełożenia na te mniejsze, ale nie oszukujmy się, chodzi o zupełnie inne pieniądze - stwierdził Artur Szpilka. 

Cała rozmowa z arturem Szpilką na bazyliowymus.blogspot.com >>

Prawdopodobnie nie dojdzie do skutku planowana na 25 lutego w Birmingham walka Artura Szpilki (20-2, 15 KO) z Dominikiem Breazealem (17-1, 15 KO). Wczoraj pojawiła się informacja, że Amerykanin może ostatecznie na tej samej gali skrzyżować rękawice z Izuagbe Ugonohem (17-0, 14 KO), zaś "Szpilka" miałby stanąć naprzeciw  Amira Mansoura (22-2-1, 16 KO) lub Geralda Washingtona (18-0-1, 12 KO).

Problem z zakontraktowaniem starcia Szpilki z Breazealem tkwić ma w tym, że obaj pięściarze w swoich ostatnich występach zanotowali porażki, co uniemożliwia zestawienie ich w parę na gali telewizji FOX. Co ciekawe, Mansour swój poprzedni pojedynek także przegrał.

Swoje trzy grosze do spraw związanych z galą w USA dorzucił na Twitterze dziennikarz Polsatu Sport Mateusz Borek, który napisał: "Patrzę na to zamieszanie z matchmakingiem gali w Alabamie. Że dwóch z porażką nie może, że świeża krew. Rozwiązanie: Artur Szpilka vs Izuagbe Ugonoh."

Propozycja Borka szybko doczekała się komentarza ze strony "Szpili". "Ja jestem za, tylko taka walka np NY albo Chicago" - stwierdził pięściarz z Wieliczki, dodając: "Albo np PBN.". "Za drogi jesteś." - odpisał Szpilce Borek.

Artur Szpilka (20-2, 15 KO) na gorąco skomentował zawirowania wokół swojej walki na gali planowanej na 25 lutego w amerykańskim Birmingham, na której miał zmierzyć się z Dominikiem Breazealem (17-1, 15 KO). Dziś okazało się, że Breazeale pierwotnie anonsowany jako rywal "Szpili" zmierzy się prawdopodobnie z Izuagbe Ugonohem (17-0, 14 KO), a pięściarzowi z Wieliczki przyjdzie walczyć z Amirem Mansourem (22-2-1, 16 KO) lub Geraldem Washingtonem (18-0-1, 12 KO).

- Nie wiem tak naprawdę, o co chodzi - stwierdził Szpilka. - Sam jestem w ciężkim szoku, co chwila dowiaduję się czegoś nowego, ale trenuję, zapierniczam ostro i czekam na jakieś konkrety. Teraz czytam, że podobno w Stanach nie może się spotkać dwóch zawodników z ostatnimi przegranymi walkami [jak Szpilka i Breazeale - red.]. Dziwne to, bo byłaby to świetna walka o być albo nie być. W puli są podobno jeszcze Mansour i Washington. Mi to bez różnicy.

- Tak jak mówiłem, ten rok jest mój! Przepraszam kibiców, że wychodzą takie niesnaski. Wszystko było już dogadane jakiś tydzień temu. Ja siedziałem cicho, ale Breazeale ogłosił [walkę], potem wszyscy ogłosili, a teraz okazuje się, że Breazeale ma walczyć z Izu. Dla mnie obojętnie który - Breazeale, Mansour czy Washington - są na podobnym poziomie - ocenił niedawny pretendent do pasa WBC wagi ciężkiej, dodając: - Ogólnie jestem wkur***ny, ale to nie dziwne. Jutro zaczynam sparingi z wysokim zawodnikiem, a sam nie wiem, o co chodzi.

Video. Cała wypowiedź Artura Szpilki >>

25 lutego na gali w Birmingham w Alabamie na ring wróci Artur Szpilka, który stoczy walkę z Dominikiem Breazeale’em. - Nie wiem, czy Artur chciał takiego rywala, bo krępował się hejterów, czy po prostu założył sobie, że z walki na walkę chce zarabiać coraz więcej pieniędzy – mówi Andrzej Wasilewski w rozmowie z Po Gongu. Na tej samej gali Andrzej Wawrzyk stoczy pojedynek o mistrzowski pas federacji WBC wagi ciężkiej. Jego rywalem będzie Deontay Wilder, który w styczniu 2016 roku znokautował Szpilkę. - Tak naprawdę zorganizowanie tej walki było dosyć prostym zadaniem - dodaje promotor grupy KnockOut Promotions.

Czuje się pan mistrzem świata?
Andrzej Wasilewski:
Trochę zaskoczył mnie pan tym pytaniem.

Wiele osób podkreśla, że doprowadzenie Andrzeja Wawrzyka do walki z Deontayem Wilderem o pas WBC to mistrzostwo świata jego promotora.
Coś w tym jest, bo w porównaniu z innymi zagranicznymi promotorami mamy groszowe budżety, a mimo to zrobiliśmy już kilka walk o mistrzostwo świata. Przedstawiciele niemieckiej grupy promotorskiej twierdzą, że boks im się nie opłaca, bo dostają od telewizji 500 tysięcy euro za galę. Brzmi to trochę śmiesznie, bo my chcielibyśmy otrzymywać chociaż 50 tysięcy, a mimo to robimy boks na podobnym do nich poziomie. Jak się spojrzy na ten przykład, to chyba możemy powiedzieć, że jako grupa promotorska jesteśmy mistrzami świata.

Wróćmy do Wawrzyka. Ile nie przespał pan nocy i jak długo musiał pan siedzieć przy negocjacyjnym stole, żeby doprowadzić do jego pojedynku z Wilderem?
Tak naprawdę było to dosyć proste zadanie. W tym przypadku zaprocentowała ciężka, wieloletnia praca oraz amerykańskie kontakty. Mamy teraz dobrą pozycję wyjściową, bo przez lata budowaliśmy naszą wiarygodność, dlatego proces negocjacji był łatwy. Nie było wielkiej historii. Współpracujemy z Alem Haymonem, z którym związany jest także Wilder, więc wiele czynników przemawiało za tym pojedynkiem. Poza tym, na gali Wilder vs Duhapaus Andrzej dał na oczach wielu menedżerów dobrą walkę i już wtedy było wiadomo, że prędzej czy później będzie walczył z Martinem, Washingtonem, Breazeale’em lub z kimś innym. Padło na samego Wildera.

Jeszcze kilka tygodni temu chciał pan skonfrontować Wawrzyka z Tomkiem Adamkiem. Po wpisach na Twitterze sądzę, że bardzo zależało panu na tym pojedynku?
Dla Andrzeja taka konfrontacja byłaby okazją do przedstawienia się szerszej publiczności w Polsce. Nie mamy środków, żeby w naszym kraju zorganizować mu poważną walkę, więc od dawna prosiłem o jego występ na Polsat Boxing Night. "Góral" wydawał mi się słusznym wyborem. Gdy kilka lat temu Adamek boksował, brzydko mówiąc, z wrakiem Gołoty, nikt nie miał z tym problemu, ale jak teraz zaproponowaliśmy walkę z lekko starzejącym się Adamkiem, który jednak wciąż jest w dobrej formie sportowej, nikt tego pojedynku nie chciał. Niby zostały zaakceptowane warunki finansowe, które ewentualnie miałby wyłożyć Polsat, ale temat się rozjechał.

Ale Andrzej chyba nie może narzekać? Zamiast walki z "Góralem" ma pojedynek o mistrzostwo świata. Można nawet zażartować, że w jego przypadku Święty Mikołaj pomylił prezenty.
Gdy okazało się, że nie ma szans na walkę z Adamkiem, zaczęliśmy na poważnie rozmawiać z Wilderem. Dodam tylko, że nam pojedynek z Tomkiem wydawał się czymś naturalnym. Polak z Polakiem, starszy z młodszym. Z przyczyn dla mnie zrozumiałych nikt z obozu Adamka nie chciał tej walki. To pokazuje, że Tomek powinien już kończyć swoją piękną karierę i nie zawracać sobie głowy poważnym boksem. Przecież kiedyś "Góral" brałby taki pojedynek w ciemno. To jednak nie mój problem.

Wawrzyk stoi przed bardzo trudnym zadaniem. Nie znam śmiałka, który postawiłby pieniądze na jego wygraną.
Walki z Wilderem czy Joshuą to dzisiaj dla pięściarzy wagi ciężkiej największe wyzwania na kuli ziemskiej. Moim marzeniem jest, żeby Andrzej wygrał tę walkę, ale wszyscy zdajemy sobie sprawę z tego, że to Amerykanin będzie faworytem. Musimy wkalkulować też porażkę, ale jeśli, odpukać, tak by się stało, to chciałbym, żeby Wawrzyk pokazał chociaż trochę swoich umiejętności, żeby nie było powtórki walki z Powietkinem. Bo najbardziej bolesna dla pięściarza jest porażka, gdy nie zdąży wejść w walkę, a jest już po wszystkim.

Fiodor Łapin nie próbował wybić wam z głowy tego pomysłu?
Na początku, gdy usłyszał o Wilderze, nie skakał z radości do sufitu. Spytał tylko, czy nie ma szans na inne, poważne walki. Oczywiście ja też wolałbym, żeby Wawrzyk najpierw stoczył pojedynek z kimś z czołówki, ale teraz nie było takiej opcji. Rzucaliśmy wyzwanie Breazeale’owi, Washingtonowi i kilku innym pięściarzom, ale w tym czasie nie było zainteresowania. Andrzej mógł siedzieć w domu i czekać, ale to bez sensu. Wspólnie uznaliśmy, że warto wziąć tę walkę. Znam wielu zawodników, którzy mówią, że marzą o takich pojedynkach, ale jak przychodzi co do czego, to robią uniki. Andrzej tego nie zrobił.

Jak długo Wawrzyk negocjował swoją wypłatę?
Andrzej znał gażę, którą wypłacono Francuzowi Duhaupas za walkę z Wilderem i powiedział mi, że nie chciałby boksować za mniej, bo nie czuję się gorszy od tego pięściarza. Wiedział też, że jest to dobrowolna obrona, więc nikt nie położy na stole milionów dolarów, o których wszyscy marzymy. Za pierwszym razem propozycja dla Andrzeja była trochę mniejsza od tego, co dostał Duhaupas. W międzyczasie byłem jednak na zjeździe WBC i przy drinku wróciliśmy do tego tematu. Amerykanie stwierdzili, że skoro Wawrzyk widział, ile dostał Francuz, to wypiszą mu taki sam czek.

25 lutego w Alabamie zobaczymy też w ringu Artura Szpilkę, który wraca po ciężkim nokaucie z rąk Wildera. "Szpila" twierdził, że nie chciał na przetarcie żadnego buma i dostał zaliczanego do czołówki wagi ciężkiej Dominika Breazeale'a. To chyba ryzykowny krok?
Nie wiem, czy Artur chciał takiego rywala, bo krępował się hejterów, czy po prostu założył sobie, że z walki na walkę chce zarabiać coraz więcej pieniędzy. Wiadomo, że mocniejszy przeciwnik to gwarancja większej wypłaty. Według mnie powinien stoczyć jeden pojedynek z zawodnikiem w miarę solidnym, a dopiero później dostać Breazeale'a. Dzisiaj jest przy nim dużo pytań bez odpowiedzi. Przecież nie wiemy, jak zareaguje na tak długą przerwę? Nie wiemy, jak będzie się czuł po nokaucie? Nie wiemy, czy czasem nie zardzewiał? Artur też nie zna odpowiedzi na te pytania.

Czyli podobnie, jak w przypadku pojedynku z Bryantem Jenningsem, ulegliście naciskom ze strony Szpilki? Wymusił on na was tę walkę?
Pojedynek był zorganizowany pod presją pieniędzy, które Artur chciał zarabiać i oferty, która przyszła. Za łatwiejsze walki miałby czeki na kilkadziesiąt tysięcy dolarów a nie kilkaset. Miejmy nadzieję, że wszystko pójdzie zgodnie z jego planem, ale w trakcie negocjacji przed tym pojedynkiem bałem się trochę, że Artur może przedwcześnie zakończyć karierę.

Słucham?
Gdyby nie doszedł teraz do porozumienia z Alem Haymonem i resztą, to miałem poważne obawy, czy tak się nie stanie. Artur wymyślił sobie kwotę, która mu się należy, taką zupełnie z powietrza. Gdy dostał propozycję 30 procent mniejszą, nie chciał jej przyjąć. A to jest naprawdę wielka gaża. Tomek Adamek niewiele razy taką otrzymywał. Dodajmy, że dla Artura jest to walka na powrót. Gdyby nie dał się namówić do zejścia w dół, to zrobiłby krzywdę sobie i nam, bo jego kariera mogłaby się zakończyć.

Nadal nie rozumiem, dlaczego miałby z tego powodu kończyć karierę?
On chciał wrócić do Polski i czekać na lepszą ofertę. Tylko ja jestem przekonany, że taka propozycja nigdy by nie przyszła. Przecież Artur za chwilę wypadłby ze wszystkich rankingów, bo już rok nie walczy. Dzisiaj jego wartość jest wyższa, bo jest według rankingów 6-7 na swiecie. Po wypadnięciu z nich, dostawałby propozycje pięć razy mniejsze i wtedy powstałoby błędne koło, bo za taką kasę to już w ogóle nie chciałby wchodzić do ringu.

Szpilka mówi, że dla niego to może być walka o być albo nie być. Przesadza?
Jeżeli przegrałby z Amerykaninem, to droga do kolejnej walki mistrzowskiej znów by się wydłużyła. Jednak musimy pamiętać, że Artur dopiero wchodzi w najlepszy wiek dla pięściarza w wadze ciężkiej. Jednak zgodzę się, że w tym pojedynku sporo ryzykuje. Jest to bardzo duże wyzwanie.

Cała rozmowa z Andrzejem Wasilewskiem na pogongu.wordpress.com >>

- Przeciwnik pokroju Breazeale’a wzbudza respekt u Artura - przekonuje w rozmowie z Interia.pl Andrzej Wasilewski, jeden z promotorów Artura Szpilki (20-2, 15 KO), który 25 lutego na gali w Birmingham zmierzy się z Dominikiem Breazealem (17-1, 15 KO).

Zapowiedziany przez Artura Szpilkę powrót do Polski, z wylotami do Stanów Zjednoczonych tylko na pełne obozy przygotowawcze, odbędzie się przy pana pełnej aprobacie?
Andrzej Wasilewski: Gdybym miał zupełną możliwość decyzji, to wolałbym, żeby Artur pozostał w Stanach. Tam bardziej koncentruje się na boksie, a z całym szacunkiem do jego interesów poza sportem, najwyższe dochody czerpie zdecydowanie z boksowania. Dlatego wolałbym, żeby najbliższych kilka lat jeszcze całkowicie poświecił na boks. Natomiast jemu tam się najzwyczajniej w świecie nudzi i jest zmęczony życiem wśród Amerykanów. Z tego punktu widzenia, wcale mu się nie dziwię.

Ma pan wyrobione zdanie na temat trenera Szpilki w zakresie przygotowania siłowego, dietetycznego i suplementacji, Karola Da Costy?
Słyszę o nim od kilku miesięcy od Artura, w samych superlatywach. Nie mam żadnych podstaw, aby rozsądzać, że jest wielkim lub słabym fachowcem. Wiem, że Artur w przeszłości miał takie sytuacje, jak to bywa w przypadku ludzi mocno temperamentnych, że w kimś się mocno "zakochiwał", po czym równie szybko przechodziło mu to "uczucie". W tym przypadku, po rozmowach z Arturem, mam wrażenie, że pan Da Costa dodatkowo go mobilizuje i ma na niego dobry wpływ.

W międzyczasie pojawił się pomysł przejścia do wagi junior ciężkiej, z którego Szpilka bardzo szybko się wycofał.
I właśnie bardzo żałuję, że pan Da Costa, póki ma duży wpływ na Artura, nie był w stanie namówić go do prawdziwego zmierzenia się wagą cruiser. To rzeczywiście byłoby duże wyzwanie dla Artura, ale moim zdaniem absolutnie warte świeczki. Trzeba by było zrobić sobie program 12- lub 18-miesięczny, powolnego i mądrego schodzenia do kategorii junior ciężkiej. Moim zdaniem, jeśli Artur nie straciłby argumentów, które w tej chwili posiada, byłby niekwestionowanie najlepszym cruiserem na świecie. Widzę go, jako absolutnego zwycięzcę walki z Ołeksandrem Usykiem, Muratem Gassijewem i całą resztą.

Pełna treść artykułu na Interia.pl >> 

25 lutego na gali w Birmingham  Artur Szpilka (20-2, 15 KO) zmierzy się z Dominikiem Breazealem (17-1, 15 KO). Zdaniem Andrzeja Wawrzyka (33-1, 19 KO), który na tej samej gali zaboksuje o pas WBC wagi ciężkiej z Deontayem Wilderem (37-0, 36 KO), "Szpila" w swoim pojedynku będzie faworytem.

ISSN: 2082-9760

Najnowsze komentarze