Boks to nasza wspólna pasja

Patronat medialny





 



fightklub

Pobierz pasek ringpolska.pl

Kto jest online?

Odwiedza nas 9042 gości oraz 64 użytkowników.


- Oczywiście, że Polak jest faworytem, ale musi to udowodnić w Chicago. Nie przeszkadza mi, że jest leworęczny, że już pewnie planuje inne walki. Ja wszystko już na ringu widziałem. Oczywiście, że go respektuję, bo ja respektuję każdego pięściarza, ale czym Szpilka może mnie zaskoczyć? - mówi Manuel "El Toro" Quezada (29-9, 18 KO), przeciwnik Artura Szpilki (18-1, 13 KO) z którym "The Pin" zmierzy się już 12 czerwca w Chicago, podczas wieczoru Premier Boxing Champions.

Przemek Garczarczyk: Co wiesz o tym młodym, zawsze bardzo pewnym siebie chłopaku o nazwisku Artur Szpilka?
Manuel Quezada: Nic jako o człowieku. Jak wychodzę na ring, to zupełnie mnie nie interesuje, jaki ktoś jest poza nim. Pewny siebie, nieśmiały, dobry czy zły - zupełnie mnie to nie obchodzi, bo to nie ma pomiędzy linami żadnego znaczenia. Wychodzimy walczyć. Oceniam ciebie po tym, co umiesz w ringu. Nic więcej. Szpilkę w akcji oczywiście oglądałem.

I co zapamietałeś?
Walkę z Jenningsem widziałem na żywo, więc sporo wcześniej zanim dostałem telefon z propozycją walki w Chicago. Zobaczyłem teraz już kilka innych walk - z Adamkiem, z Mollo. Głodny sukcesu, silny i młody. Oczywiście, że Polak jest faworytem, ale musi to udowodnić w Chicago. Nie przeszkadza mi, że jest leworęczny, że już pewnie planuje inne walki. Ja już wszystko widziałem w ringu. Oczywiście, że go respektuję, bo ja respektuję każdego pięściarza, ale czym Szpilka może mnie zaskoczyć?

W latach 2008-2009 byłeś uważany za jednego z najlepszych prospektów wagi ciężkiej. Później jakby się ring pod Tobą urwał...
Jak zawsze - mieszanka kilku rzeczy. Walka z Jasonem Gavernem miała być dla mnie rozgrzewką przed walkami o bycie pretendentem do tytułu. Byłem już na czwartym miejscu światowego rankingu WBC, praktycznie wszystko wywalczając sobie sam. Były pojedynki, gdzie tzw. "moja ekipa" wystawiała mnie na ring po to, żebym przegrał. Znam fakty. Ja i tak wygrywałem. Walkę z Gavernem dwukrotnie przekładano i skończyło się na tym, że przystąpiłem do niej z marszu, praktycznie bez sparingów. Przedtem znokautowałem Travisa Walkera, łatwo wygrałem z Firthą, myślałem, że sobie poradzę. Na marginesie - z Walkerem i Firthą też miałem przegrać. Ostatecznie przegrałem z Gavernem - słusznie czy nie - niejednogłośną decyzją sędziów. Najśmieszniejsze, choć nie dla mnie, było to, że po Gavernie miałem promotorów i wyszło mi to... na gorsze. Będac praktycznie sam, wszystkie sale treningowe w Kalifornii były przede mną otwarte. Później była już tylko polityka - trenuj z tym, ale nie tam. Zamieszanie, chaos. Straciłem kontrolę nad swoim rozwojem.

To było kiedyś - jak jest teraz? Będziesz gotowy na 12 czerwca, na Artura Szpilkę?
Nie ma problemu, bo trenowałem już kilka tygodni przed telefonem z propozycją walki. Jak odbierałem telefon, nie kończyłem trzeciego hamburgera. Dbam o siebie lepiej niż kiedyś. Sparuję w Bakersfield, w Kalifornii od tygodnia, ważę obecnie 104 kilogramy. Będę chciał mieć jeszcze kilogram mniej w dniu walki. Szpilka pewnie będzie chciał wygrać ze mną szybkością. Nie tak łatwo. Choć nie mam już chyba ambicji bycia mistrzem, ale mam ambicje dobrego zarabiania na boksie, chcę być z siebie dumny. Jak wygram ze Szpilką, będą następne propozycje - za znacznie więcej. Mam swoją dumę, jestem Latynosem.

Steve Cunningham (28-7, 13 KO) jest otwarty na walkę z Arturem Szpilką (18-1, 13 KO). "Szpila" już od dłuższego czasu w kolejnych wywiadach wspomina, że chciałby spotkać się w ringu z Amerykaninem. 

- Z tego co wiem, we wrześniu szykuje się coś naprawdę dużego i ten termin jest dla mnie najważniejszy. Zobaczymy, co zadecydują promotorzy i trener, ja najchętniej zmierzyłbym się ze Stevem Cunninghamem - przyznał w rozmowie z ringpolska.pl pięściarz z Wieliczki.

- Szpilka od dawna mnie wyzywa, być może będę mu musiał zasalutować w ringu - napisał na Twitterze popularny "USS" zapytany o słowa Szpilki. - Mam już teraz zaplanowaną walkę, ale pod koniec roku chętnie dam Szpilce, to czego by nie chciał - dodał były mistrz świata kategorii junior ciężkiej.

Artur Szpilka kolejny pojedynek stoczy 12 czerwca na gali w Chicago, gdzie skrzyżuje rękawice z Manuelem Quezadą (29-9, 18 KO). Później wystąpić ma na przełomie września i października podczas polskiego wieczoru bokserskiego w Nowym Jorku lub New Jersey.

Ze Stevem Cunninghamem (28-7, 13 KO) chciałby się sprawdzić jesienią klasyfikowany w czołówce światowych rankingów wagi ciężkiej Artur Szpilka (18-1, 13 KO). 

- Nalegam na to ja, rozmawia trener, trwają rozmowy - powiedział "Szpila" we wczorajszym Puncherze. - Trener jest "za", cały czas dzwonię do Leona [Margulesa]. Ma być to mecz Polska - USA, myślę, że to byłby odpowiedni zawodnik.

- To byłaby dla mnie bardzo ciężka walka, to jest zawodnik bardzo myślący, cały czas w świetnej formie. Chcę wyzwań, może jeszcze nie tych największych. Cały czas się uczę, a po przegranej z Jenningsem stąpam mocno po ziemi i wiem, że jest jeszcze masa do roboty - dodał najwyżej notowany polski "ciężki".

Gala z udziałem "Szpili" i innych pięściarzy znad Wisły planowana jest w USA na przełom września i października, jednak podawany obecnie termin 3 października w Prudential Center nie jest prawdziwy. Tymczasem Artura Szpilkę już 12 czerwca w Chicago czeka starcie z Manuelem Quezadą (29-9, 18 KO). 

Artur Szpilka długo czekał na poznanie nazwiska rywala na czerwcową galę w Chicago. Ostatecznie jego przeciwnikiem będzie pięściarz po przejściach, czyli Manuel Quezada. Ot, kolejny rywal bez nazwiska, którego "Szpila" dopisze sobie do rekordu. Amerykanin najlepsze lata ma już za sobą, ale w przeszłości przetrwał cały dystans z Stevem Cunninghamem i Chrisem Arreolą. W ostatniej walce zebrał szybkie lanie od Andy'ego Ruiza Jr. Quezada na pewno będzie groźniejszym przeciwnikiem niż Ty Cobb, którego "Szpila" wciągnął nosem podczas kwietniowej gali w Chicago.

- Na rywala nie będę wybrzydzał, jestem w Houston dopiero około miesiąca, także spokojnie - powiedział Szpilka w rozmowie z ringpolska.pl. "Szpila" może i nie wybrzydza, ale nosem kręcą kibice, którzy na forach internetowych krzyczą, że Artur wyjechał do USA, żeby kolekcjonować wygrane z bumami.

Faktycznie, Cobb był bardzo śmiesznym rywalem i zestawianie go z naszym ciężkim nie miało żadnego sensu. Takiego przeciwnika "Szpila" mógłby pokonać chwilę po wyjściu z mocno zakrapianej imprezy. I to jedną ręką. Dlatego kibice zaczęli przebąkiwać coś o obijaniu bumów. Tym bardziej, że Szpilka przed wyjazdem do USA rzucał na prawo i lewo nazwiskami rywali, z którymi chciałby się zmierzyć w najbliższym czasie. Na jego liście życzeń byli Nagy Aguilera, Chris Arreola, Steve Cunningham, przewinęło się też nazwisko Bryanta Jenningsa. W jednym z wywiadów na pytanie o walkę z Deontayem Wilderem, Szpilka stwierdził: czemu nie. Tymi deklaracjami rozpalił wyobraźnie wielu osób. Tymczasem, zamiast tych nazwisk była walka z kelnerem Cobbem, a teraz z bardzo przeciętnym Quezadą.

W tym miejscu należy postawić pytanie, czy Szpilka jest trzymany pod kloszem przez promotorów? Odpowiedź jest prosta: nie jest. Pewnie Andrzej Wasilewski i Piotr Werner mieli trochę inny pomysł na karierę pięściarza z Wieliczki, ale on nie dał się prowadzić za rękę. Wbrew promotorom zdecydował się na walkę z Bryantem Jenningsem, do której nie był gotowy. Gdyby nie upór Szpilki pewnie nie doszłoby do jego pojedynku z Amerykaninem, bo szefowie KnockOut Promotions od początku wiedzieli, że ta misja zakończy się niepowodzeniem.

Po porażce z Jenningsem Szpilka mógł stoczyć jedną lub dwie walki, jak to się ładnie mówi, na przetarcie, ale nie skorzystał z tego i znów rzucił się na głęboką wodę, czyli wziął pojedynek z Tomkiem Adamkiem. Dzisiaj ktoś powie: jaka to głęboka woda, przecież Adamek był cieniem samego siebie. Z perspektywy czasu tak to może i wygląda, ale warto przypomnieć, że przed galą Polsat Boxing Night prawie wszyscy eksperci stawiali na Adamka.

- Artur przekonywał nas, że jeśli teraz nie weźmiemy walki, to już nigdy do niej nie dojdzie, bo Adamek niedługo będzie kończył karierę. Nie ukrywajmy też, że Artur jest nastawiony na duże wyzwania i duże zarobki. To spowodowało, że wbrew moim przekonaniom i odpowiedzialności promotorskiej, daliśmy Szpilce zielone światło - mówił wówczas Andrzej Wasilewski. Gdyby promotorzy obchodzili się ze Szpilką jak z jajkiem, do jego pojedynku z Adamkiem by nie doszło.

Szpilka walką z "Góralem" ryzykował bardzo dużo, bo gdyby przegrał, zrobiłby co najmniej 2-3 kroki w tył i pewnie na dłuższy czas wypadłby z obiegu. Postawił wszystko na jedną kartę i teraz może pić szampana. Dzisiaj jest w USA, trenuje pod okiem cenionego Ronny'ego Shieldsa i czeka na duże wyzwania.

We wrześniu "Szpila" ma stoczyć walkę z rywalem o dużym nazwisku. - Zobaczymy, co zadecydują promotorzy i trener, ja najchętniej zmierzyłbym się ze Stevem Cunninghamem - mówi podopieczny Shieldsa. Podobno w grę wchodzi też kandydatura Chrisa Arreoli. To już brzmi całkiem interesująco, bo zarówno Cunningham jak i Arreola to nadal duże nazwiska. Dlatego nie ma sensu gadać głupot o tym, że nad Szpilką promotorzy rozwinęli parasol ochronny. Po prostu amerykańską przygodę zaczyna on bardzo spokojnie, bez zbędnego pośpiechu.

Artur Szpilka do tej pory stoczył 14 walk w wadze ciężkiej. Na rozkładzie ma z siedmiu-ośmiu słabych rywali, ale nie ma się co dziwić, przecież rekordu nie buduje się na walkach z mistrzami świata. Dla porównania, zachowując oczywiście wszelkie proporcje, taki Deontay Wilder zdobył pas WBC uprzednio obijając prawie trzydziestu bumów. Anthony Joshua, którym wszyscy się dzisiaj zachwycają, też wchodził między liny z ogórkami. Zresztą każdy pięściarz ma w rekordzie swojego Cobba, albo kilku takich osobników, dlatego nie ma sensu narzekać na dobór rywali dla Szpilki. On i tak, w porównaniu z innymi polskimi pięściarzami, prowadzony jest dość odważnie.

O boksie czytaj także na blogu Po Gongu >>

Podczas poprzedniej walki, z Ty Cobbem, Artur Szpilka walczył tak, jak było mu wygodniej, bardziej bazował na tym, czego uczył się w Polsce. Teraz ma być inaczej. Czy znokautuje Quezadę? Nie wiem, zobaczymy - mówi prezydent Warriors Boxing Leon Margules, współpromujący w USA Artura Szpilkę (18-1, 13 KO) z duetem Andrzej Wasilewski/Piotr Werner (Sferis Knockout Promotions).

Przemek Garczarczyk: Jak, z punktu widzenia promotora, oceniasz osiem tygodni Artura Szpilki w Stanach Zjednoczonych?
Leon Margules: Tylko osiem tygodni. Jestem w stałym kontakcie jego trenerem, Ronnie Shieldsem, wiem doskonale, co się dzieje w Teksasie. To pierwszy pełny obóz treningowy Artura z Shieldsem. Bardzo ważny. Artur Szpilka to plan długoterminowy, inwestycja w przyszłość. Nie jest to skok na kasę, rzucenie się na jedną walkę na której ktoś mógłby zarobić. Propozycji takich pojedynków nie brakowało i nie brakuje. Za duże pieniądze. Ale nam nie o to chodzi.

Masz kontakt z trenerem - jak ze Szpilką?
Żartujesz? Dzwoni każdego dnia, opowiadając z kim by chciał walczyć, kogo by znokautował. On żyje boksem, ten sport to dla niego wszystko. Niektórzy uważają Szpilkę za takiego chłopaka z gorącą głową, lekko zwariowanego. Nie zgadzam się. W każdym razie już teraz taki nie jest. Zmienił się po walkach z Mike Mollo. Ma dużą ringową inteligencję, bardzo wiele widzi w ringu, chce się uczyć i ciężko trenuje. Czego jako jego promotor mógłbym jeszcze chcieć?

Walka z Manuelem Quezadą 12 czerwca w Chicago. Za dwa tygodnie. Opinia?
Walka potrzebna, nawet konieczna. Quezada przegrał w ostatnim pojedynku z pretendentem do mistrzowskich tytułów, niepokonanym Andy Ruizem Jr. Przedtem poległ po 12 rundach z Crisem Arreolą i po 8 punktowych starciach ze Steve Cunninghamem. Pierwszy walczył o tytuł mistrza świata wagi ciężkiej, drugi ma doświadczenie mistrzowskie z junior ciężkiej i bardzo dobre walki z pretendentami to walk o tytuł, przegrywając po kontrowersjach z Tomaszem Adamkiem i Sławą Głazkowem. Quezada był jednym z bardziej interesujących prospektów w ciężkiej, więc Szpilka nic nie dostanie w ringu za darmo.

Nie boisz się faktu, że Artur, który już dzisiaj mówi o "większych wyzwaniach jesienią", zlekceważy Quezadę?
Nie boję się. Jak Szpilka zapomni, kogo ma w ringu 12 czerwca, to przypomni mu o tym sam Quezada, a jak nie on, to na pewno Ronnie w narożniku. Ja i Shields oczekujemy tego, że teraz w Chicago Artur będzie walczył tak, jak chce tego trener. Podczas poprzedniej walki, z Ty Cobbem, walczył tak, jak było mu wygodniej, bardziej bazował na tym, czego uczył się w Polsce. Teraz ma być inaczej. Czy znokautuje Quezadę? Nie wiem, zobaczymy. On chyba jeszcze o tym nie wie, ale jak wcześniej skończą się dwie główne walki wieczoru Premier Boxing Champions (Lara - Rodriguez, Beterbijew - Ngumbu), to jego pojedynek będzie pokazany milionom na Spike TV w USA i reszcie międzynarodowej widowni telewizyjnej. To zobowiązuje. Nie mówmy w maju o galach jesienią, bo to nie ma sensu. To boks 2015 roku, nic nie jest zaklepane. Może będzie będzie gala, o której mówisz, może jej nie będzie. Dla nas liczy się tylko 12 czerwca. Zobaczymy jak po Chicago będzie przebiegał drugi pełny obóz treningowy Artura z Shieldsem. Będzie czas na decyzje.

Co słyszysz od innych amerykańskich promotorów o pomyśle sprowadzeniu Artura do USA? Producent ostatnich sześciu lat Friday Night Fights na ESPN powiedział, że nie pamięta lepszej atmosfery niż podczas pierwszej walki z Mike Mollo w Chicago.
Żałują, że oni tego nie zrobili? Poważnie - bardzo dobry pomysł, bo Szpilka zawsze wnosi ze sobą do ringu energię, taką nutkę czegoś niespodziewanego, jakiegoś dramatu. Czy jest to potrzebne czy nie - taki już jest. Jest też polska widownia, którą jak zawsze zachęcam do wspierania swojego chłopaka na drodze po wielkie walki. Od tego, jak duży będzie doping zależy, czy te wielkie walki wrócą do Chicago. Wiadomo, że chcemy, żeby czuł się komfortowo, miał za sobą kibiców. Chcemy mu pomóc. Gala w Chicago będzie świetna. Erislandy Lara, który tak naprawdę jeszcze niczego na ringu nie przegrał, bo nie tylko moim zdaniem wygrał z Canelo, w walce o tytuł mistrza świata z Rodriguezem. Tego ostatniego wszyscy pamiętają z zabójczych walk z Pawłem Wolakiem; Artur Beterbijew, który seryjnie nokautuje, z Doudou Ngumbu, który przegrał z Fonfarą tylko na punkty czy wreszcie inny niepokonany półciężki, Kolumbijczyk Eleider Alvarez. No i oczywiście Szpilka...

Nie mogę rozmawiając z Tobą nie wspomnieć nazwiska Andrzeja Fonfary...
Właśnie się spotkaliśmy, bo odpoczywa z narzeczoną Justyną na Florydzie. Zasłużone wakacje. Świetnie wygląda, może tylko parę ekstra kilogramów, ale widać, że o siebie dba. Zawodowiec. Myśleliśmy o zrobieniu dla niego dwóch walk w tym roku, ale będzie tylko jedna, prawdopodobnie w październiku. Nikt nie będzie Andrzeja poganiał, ma swój rytm. To dla mnie więcej niż mój pięściarz - to mój przyjaciel.

- Na rywala nie będę  wybrzydzał, jestem w Houston dopiero około miesiąca, także spokojnie - mówi Artur Szpilka (18-1, 13 KO), który 12 czerwca na gali Premier Boxing Champions w Chicago zmierzy się z Manuelem Quezadą (29-9, 18 KO).

- Quezada, z tego co widziałem, potrafi boksować i liczę, że stawi mi opór, na pewno go nie zlekceważę, nie popełnię takiego błędu. Ostatnio Quezadę trafił Ruiz, ale wcześniej zrobił on dwanaście rund z Arreolą, z Cunninghamem - osiem - przypomina "Szpila", dla którego zbliżające się starcie będzie drugim występem po podpisaniu kontraktu menadżerskiego z potężnym Alem Haymonem.

- Nie mogę się już doczekać walki. Zacząłem już sparingi - opowiada pięściarz Sferis KnockOut Promotions. - Na razie trener każe mi trochę pobawić się boksem, poboksować na luzie, staram się uderzać dużo ciosów podbródkowych, dla zabawy trochę opuszczam czasem ręce, nie biję z całej siły, żeby nie skończyło się jak ze sparingpartnerem przed kwietniową walką, póki co to takie lekkie sparingi. 

- Z tego co wiem, we wrześniu szykuje się coś naprawdę dużego i ten termin jest dla mnie najważniejszy. Zobaczymy, co zadecydują promotorzy i trener, ja najchętniej zmierzyłbym się ze Stevem Cunninghamem - kończy Artur Szpilka.

Artur Szpilka (18-1, 13 KO) rozpoczął sparingi przed walką z Manuelem Quezadą (29-9, 18 KO). Pojedynek odbędzie się 12 czerwca na gali Premier Boxing Champions w Chicago.

Doświadczony Manuel Quezada (29-9, 18 KO) będzie kolejnym przeciwnikiem Artura Szpilki (18-1, 13 KO). Pojedynek odbędzie się 12 czerwca na gali Premier Boxing Champions w Chicago.

Urodzony w Meksyku Quezada w czasie swojej zawodowej kariery wygrywał m.in. z Travisem Walkerem oraz miał okazję boksować pełne dystanse rundowe ze Stevem Cunninghamem oraz Chrisem Arreolą. Ostatni pojedynek pięściarz mieszkający w Kalifornii stoczył w maju ubiegłego roku.

W ostatnich dniach w kręgu potencjalnych rywali popularnego "Szpili" pozostawali również Tony Grano (20-3-1, 16 KO), Daniel Martz (13-2-1, 10 KO) i Akhor Muralimow (16-1, 13 KO). O ostatecznym wyborze oponenta dla pięściarza z Wieliczki zadecydowała komisja sportowa stanu Illinois. 

Dla Szpilki, który jest najwyżej notowanym w światowych rankingach polskim pięściarzem wagi ciężkiej, będzie to drugi występ od czasu rozpoczęcia współpracy z nowym trenerem Ronniem Shieldsem.

Artur Szpilka (18-1, 13 KO) od dawna z dużym szacunkiem wypowiada się o umiejętnościach Aleksandra Powietkina (29-1, 21 KO). Nic więc dziwnego, że bokser z Wieliczki widzi Rosjanina w roli faworyta w mistrzowskiej konfrontacji z czempionem WBC Deontayem Wilderem (33-0, 32 KO), do której dojść może pod koniec tego roku.

- Powietkin to według mnie numer dwa w wadze ciężkiej po Kliczce, jest bardzo silny, wielu kibiców go nie docenia, moim zdaniem wygra z Wilderem - przekonuje "Szpila".

Najwyżej notowany polski chętnie przyjmuje zakłady na walkę Powietkin - Wilder, stawiając oczywiście na rosyjskiego challengera. Szpilka założył się m.in. ze swoim trenerem Ronniem Shieldsem. - Ja stawiam na Wildera, on musi w razie przegranej Powietkina trochę zmienić swój wygląd... Więcej nie zdradzę - powiedział w rozmowie z Przemkiem Garczarczykiem Shields. 

Kulisy zakładu zdradził ostatecznie na Facebooku sam "Szpila". - Wynegocjowałem z trenerem zmianę zakładu, jak wygra Wilder miałem zgolić brwi, ale wyglądałbym jak Mr Clean, więc szybko to przemyślałem i zakład idzie o 50$. Oczywiście stawiam na Powietkina - napisał zawodnik Sferis KnockOut Promotions i Ala Haymona, który na ring powróci 12 czerwca.

ISSN: 2082-9760

Najnowsze komentarze

Zapraszamy: