Boks to nasza wspólna pasja

 

 

 





 

onet.pl sport


ARTV Chicago




Przegląd Sportowy







Paweł Głażewski

 
BRK Gladiator

fightklub

Kto jest online?

Odwiedza nas 15370 gości oraz 62 użytkowników.

Ostatnio zarejestrowani

  • DariuszGie
  • Im a Liquor
  • MiloszBoxing
  • andrzej68
  • Diabel123

To że Artur Szpilka (20-2, 15 KO) i Dariusz Michalczewski, delikatnie mówiąc, nie pałają do siebie sympatią, nie jest tajemnicą dla większości bokserskich kibiców. Nie może więc dziwić fakt, że po porażce z Deontayem Wilderem "Szpila", a w zasadzie jego promotorzy szybko doczekali się krytyki ze strony "Tigera". - Walka z Wilderem odbyła się 2-3 lata za wcześnie. I oni, i Szpilka, połasili się na forsę. Ta walka była jak rosyjska ruletka i zakończyła się dla Szpilki tragicznie, może zniszczyć mu i karierę i zdrowie - stwierdził Michalczewski. Maciej Miszkiń uważa jednak, że ocena byłego czempiona nie jest trafna.

Jedną z gwiazd świata boksu, które w sobotę na żywo oglądały walkę Artura Szpilki (20-2, 15 KO) z czempionem WBC wagi ciężkiej Deontayem Wilderem (36-0, 35 KO), był oficjalny pretendent World Boxing Council Aleksander Powietkin (30-1, 22 KO). Rosyjski pięściarz po pojedynku nagrał krótki materiał wideo, w którym pogratulował "Szpili" występu i złożył życzenia powrotu do pełni sił po ciężkim nokaucie.

- Artur byłem na twojej walce, martwiłem się o ciebie. Okazałeś się wartościowym, prawdziwym wojownikiem. Życzę ci szybkiego powrotu do zdrowia i powrotu na ring - powiedział Powietkin.

Aleksander Powietkin będzie prawdopodobnie kolejnym rywalem Deontaya Wildera. Mówi się, że do walki dojdzie na przełomie maja i czerwca. Zdaniem Szpilki zdecydowanym faworytem potyczki będzie Rosjanin.

Odczekałem i walkę Artura Szpilki z Deontayem Wilderem zobaczyłem na zimno, bez emocji. Była też okazja porozmawiać o tym, co działo się na ringu i co może czekać "The Pin", z amerykańskim promotorem Polaka, Leonem Margulesem: "Waga ciężka zrobiła się ekscytująca - w USA są Breazeale, Mansour, poza USA takie nazwiska jak Parker, Joshua, Haye. Każdy z nich uważa, że może być mistrzem. Podobnie jak Artur, więc szans, żeby mógł pokazać co potrafi, na pewno nie będzie mu brakować..."

W Ameryce nie ma drugiego miejsca, jest tylko pierwszy przegrany. Brutalność tego stwierdzenia - paradoksalnie - nie sprawdza się w boksie. Stephen Espinoza, szef sportu w Showtime już powiedział, że po takim występie jak w Barclays Center, ponownie chce Artura zobaczyć w ringu. Słowa dotrzymuje, o czym przekonał się Andrzej Fonfara po walce z Adonisem Stevensonem, kiedy zapewnienie Espinozy zamieniło się w przełomową dla "Polskiego Księcia" walkę z Julio Cesarem Chavezem Jr.

Fonfara przegrał, ale wygrał, zostawiając na ringu serce, walcząc i na granicy ryzyka próbował wygrać z mistrzem świata, a nie tylko przeżyć na ringu. Tak jak Szpilka. W przypadku Artura różnię się od moich polskich kolegów z oceną występu Artura - nie usiadłem przy ringu, licząc tylko na to, że Artur "ma przeżyć" ileś tam rund. Moja poprzeczka była wyżej, bo tak ustawił ją Ronnie Shields i sam Szpilka. Mówili, że będzie walka o zwycięstwo, bo Artur ma wystarczające umiejętności, więc im wierzyłem. Nie kłamali - Artur zawalczył na sto procent tego, co w wieku 26 lat potrafi, zrobił w Houston olbrzymie postępy.

Zawalczył doskonale? Nie, bo gdyby tak było, mielibyśmy dziś pierwszego polskiego mistrza świata. Nie lubię polskiej tradycji i specjalności świętowania "pięknych porażek", bo czegoś takiego nie ma. I jestem pewien, że ta sportową złość, że był gorszy, w Szpilce zostanie. Jak u "Polskiego Księcia", który mało mnie nie znokautował, kiedy w Montrealu wywiad po Stevensonie rozpoczęłem od słów "Andrzej, znakomita walka...", na co usłyszałem: "Przemek, co ty pie...! Przegrałem!" Takie nastawienie musi mieć (i pewnie ma) Artur Szpilka.

Leon Margules mógł sobotni wieczór na Brooklynie zakończyć jako promotor dwóch mistrzów świata wagi ciężkiej (jest promotorem Charlesa Martina), ale i tak nie narzekał. Oto co powiedział na temat walki Szpilki z Wilderem oraz przyszłości Artura w wadze ciężkiej. "Szpilka walką z Deontay\'em Wilderem udowodnił, że wspólnie z moimi partnerami, Andrzejem Wasilewskim i Piotrem Wernerem nie popełniliśmy błędu podejmując ryzyko - nie tylko finansowe - sprowadzenia Artura do Houston. To inny pięściarz, niż ten, który przyleciał do Stanów osiem miesięcy temu. Znacznie lepszy w defensywie, zdyscyplinowany bardziej różnorodny w ataku - to nie jest opinia, to fakt.

Sama walka? Jeśli miałbym się do czegoś przyczepić, to do faktu, że kilka razy, kiedy Wilder był w opałach, Artur miał szanse zadać dwa, trzy ciosy albo choć wyprowadzić ten jeden. Było miejsce na dodatkowe ryzyko. Ryzyko to nie to samo, co błąd. Kilka tygodni temu, kiedy rozmawialiśmy, powiedziałem, że to będzie walka jednego błędu. Wilder na niego czekał, podobnie jak Artur. Deontay doczekał się pierwszy. Taktyka przed walką była taka, żeby w ostatnich trzech rundach polować na KO. Może by się Artur doczekał, gdyby nie błąd, który pewnie nie zemściłby się przeciwko słabym rywalom, ale nie nie było szans, żeby nie wykorzystał go ktoś z tak szybkimi rękoma jak Bomber.

Nie przyjmuję argumentu, że walka była dla Szpilki za wcześnie - przebieg tego, co działo się na ringu to udowodnił. Dzięki walce z Wilderem, to dziecko o imieniu Artur - bo w wadze ciężkiej 26 lat to baby, był najmłodszym na gali - jest znacznie lepsze niż przed Barclays. Nie będziemy się spieszyli z powrotem. Artur i tak nie będzie miał wyjścia bowiem na sto procent Komisja Sportowa Stanu Nowy Jork nałoży na niego trzymiesięczne wykluczenie z boksowania po takim nokaucie.

Komentarz do szpitalnych słów Artura, że chce teraz pójść w kierunku pasa IBF? Spokojnie, kiedy wróci na ring opcji będzie wiele, choć gdyby to była najlepsza dla Charlesa Martina i samego Szpilki, to dlaczego miałbym tej walki nie zrobić? Na razie poczekajmy na to, czy i kiedy będzie walka Powietkina z Wilderem. Waga ciężka zrobiła się ekscytująca - w USA są między innymi Breazeale, Mansour, poza USA takie nazwiska jak Parker, Joshua, Haye. Każdy z nich uważa, że może być mistrzem. Podobnie jak Artur, więc szans, żeby mógł pokazać co potrafi, na pewno nie będzie brakować.

- Zadzwonili do mnie z pytaniem, czy chciałbym popracować z kimś takim, jak Artur Szpilka. Włączyłem komputer, obejrzałem jego walki i od razu się zgodziłem. Ten dzieciak potrafi walczyć. I chce się uczyć, będę to podkreślał na każdym kroku – opowiadał "Przeglądowi Sportowemu" Ronnie Shields, trener Artura Szpilki (20-2, 15 KO) przed walką Polaka z Deontayem Wilderem (36-0, 35 KO). Po porażce jest pewny jeszcze bardziej, że chce pracować ze "Szpilą". I że razem wezmą to, czego nie udało się w sobotę w Nowym Jorku – pas mistrza świata wagi ciężkiej.

Gdy Artur Szpilka wrócił ze szpitala do hotelu, powiedział mu pan w pierwszych słowach, że jest z niego dumny.
Ronnie Shields: Człowieku, ja jestem z niego bardzo dumny! Stoczył najlepszych osiem rund w całej karierze. Robił dokładnie to, co zaplanowaliśmy. Wszystko, bez żadnych błędów. W sporcie takim jak boks czasem zdarzają się jednak takie chwile, jak ta w dziewiątym starciu. Bum i cię nie ma. Tam popełnił błąd, odsłonił się w akcji, której staram się go oduczyć. A jednak uważam, że Artur pokazał wielkie możliwości. I w moich oczach wygrywał tę walkę na punkty, choć sędziowie widzieli to inaczej. On jeszcze dostanie szansę. Przecież w walce z Wilderem był tak bardzo blisko pasa, jak to możliwe.

Pasa jednak nie ma, za to Artur z hali trafił do szpitala. Wilder praktycznie nie kontrował w całej walce, ale jak już spróbował, to Szpilka padł.
Zdarza się, co mam panu powiedzieć? W tym sporcie sytuacja czasem zmienia się tak szybko, że trudno to dostrzec. Jesteś dobry albo i bardzo dobry, a za chwilę... wręcz przeciwnie, leżysz. Artur w tej walce był po obu stronach. Ale wie pan co? On wróci. I będzie lepszy niż kiedykolwiek wcześniej.

W szpitalu, stwierdził, że chciałby walczyć o pas IBF, który zdobył Charles Martin.
A dlaczego nie? On wróci, zobaczycie. Będzie pracować dalej, Artur będzie coraz lepszy i dojdzie tam, gdzie chce. Tylko teraz musi odpocząć. I przejść operację ręki, bo to naprawdę poważny problem, który ograniczał jego możliwości. Później rehabilitacja i czas z rodziną. I to musi potrwać, bo w ostatnich miesiącach pracował bardzo ciężko. Chciałbym, żeby wrócił do sali treningowej najwcześniej za trzy, albo i cztery miesiące. Ma czas, jest młody. A później ruszymy po to, czego nie udało się wziąć w sobotę – po mistrzowski pas. I go zdobędziemy.

Pełna treść rozmowy w "Przeglądzie Sportowym" >>

Mimo porażki przez ciężki nokaut z czempionem WBC wszech wag Deontayem Wilderem Artur Szpilka (20-2, 15 KO) zbiera od bokserskich ekspertów sporo dobrych recenzji za swój sobotni występ. "Szpilę" za walkę pochwalił nawet Krzysztof Włodarczyk, a nie jest tajemnicą, że pięściarze już od dawna nie darzą się sympatią. 

- Z wiadomych powodów niespecjalnie chcę wypowiadać się na temat tego pana. Mogę powiedzieć tylko, że z Wilderem Szpilka nie dał ciała, więc gratuluję mu postawy - stwierdził w rozmowie z "Super Espressem" popularny "Diablo".

Dwukrotny mistrz świata kategorii junior ciężkiej zaznaczył jednak, że niepokojący był sposób, w jaki Szpilka przegrał rywalizację z "Bronze Bomberem". - Teraz niby wszystko jest z nim w porządku, ale jeszcze dwa, trzy tak ciężkie nokauty i ze zdrowiem może być różnie - ocenił Krzysztof Włodarczyk.

Cała rozmowa z Krzysztofem Włodarczykiem stronie "Super Expressu" >>

Deontay Wilder (36-0, 35 KO) nie był do końca zadowolony ze swojej postawy w sobotniej walce z Arturem Szpilką (20-2, 15 KO). Mistrz świata WBC wagi ciężkiej, który swój występ ocenił na 5 w 10-stopniowej skali, zaznaczył jednak, że do końca wierzył w siłę swojej prawej ręki. 

Blisko milion widzów śledziło na żywo sobotnią walkę Artura Szpilki (20-2, 15 KO) z mistrzem świata WBC wagi ciężkiej Deontayem Wilderem (35-0, 34 KO). Pojedynek w Polsce pokazywały telewizje Polsat i Polsat Sport.

Całą galę z Barclays Center na Brooklynie oglądało średnio 860 tysięcy widzów. Najwyższą oglądalność (1 mln 61 tys.) widzów obie anteny zanotowały tuż po nokaucie, kiedy około godz. 5.42 Artur Szpilka leżał na ringu znokautowany przez Amerykanina.

Na nowojorską galę sprzedano 12 668 biletów, co jest jednym z lepszym frekwencyjnych wyników w historii imprez bokserskich organizowanych w Barclays Center. Walka zakończyła się wygraną Amerykanina przez nokaut w dziewiątej rundzie. W Stanach Zjednoczonych pojedynek pokazywała telewizja Showtime.

Przed sobotnią walką z Deontayem Wilderem (36-0, 35 KO) wielu kibiców zarzucało Arturowi Szpilce (20-2, 15 KO) arogancję i zbyt dużą pewność siebie. "Szpila" w starciu z faworyzowanym mistrzem świata WBC wagi ciężkiej pokazał się jednak z bardzo dobre strony i mimo porażki przez nokaut zebrał za swój występ wiele pochlebnych recenzji. Jednym z ekspertów, którzy docenili postawę Polaka, był ex-czempion kategorii super średniej Carl Froch.

- Wilderowi nie było łatwo, Szpilka był bardzo niewygodny, wyszedł do ringu i robił co powinien, żeby zepsuć scenariusz - ocenił Brytyjczyk komentujący pojedynek dla telewizji Sky Sports. - Szpilka poparł w ringu czynami to, co widzieliśmy na ważeniu przed walką, był bardzo pewny siebie. Zachowywał się podobnie jak Fury z Kliczką.

- Wilder nie wiedział czego się spodziewać, nie wiedział, gdzie jest Szpilka i za to Szpilce trzeba było parę pierwszych rund. Wilder jednak w końcu przejął kontrolę, począwszy od rundy szóstej i zrobił to, co powinien był zrobić mistrz. Nie widzieliśmy dobrze tego kończącego ciosu, ale to, że on panie było niemal pewne. Za taki finisz trzeba Wilderowi oddać szacunek - dodał Carl Froch.

Artur Szpilka (20-2, 15 KO) w sobotę na gali w Nowym Jorku przegrał z Deontayem Wilderem, ale już myśli o ponownej walce o mistrzostwo świata wagi ciężkiej. Tym razem Polak wziął na celownik świeżo upieczonego czempiona organizacji IBF Charlesa Martina (23-0-1, 21 KO).

- Chciałbym stoczyć jedną walkę na powrót, a potem zaatakować pas IBF. Zobaczymy co z tego wyjdzie, bo na razie to zostałem znokautowany i leżałem 30 sekund nieprzytomny. Nie pamiętam trzech ostatnich rund, było wesoło. Jakbym miał do czegoś to porównać, to do stanu przed operacją, kiedy zaszczepiają w was morfinę, odpływacie, potem się budzicie i nie wiecie co się z wami działo - wspomina Szpilka.

Pięściarz grupy Sferis KnockOut Promotions został w Nowym Jorku jeden dzień dłużej niż to początkowo planowano. Niedawny pretendent do tytułu mistrza świata wagi ciężkiej zrealizował zalecenie lekarza, który w trosce o zdrowie "Szpili" poprosił o jeszcze jedną konsultację.

- Ogólnie nic się nie stało, dobrze się czuję. Jestem trochę opuchnięty, pierwszy raz w sumie. Mam rozbity łuk brwiowy, ale to po zderzeniu głową - ocenia swój stan zdrowia "Szpila", który na co dzień mieszka w Stafford w stanie Teksas.

- Trochę mam do siebie żal, bo wierzyłem w zwycięstwo, pełna wiara była też w narożniku. To jest jednak boks, w wadze ciężkiej jeden cios może wszystko odwrócić. Dziękuję kibicom, którzy przyszli na walkę i wspaniale mnie dokonywali. Lecę teraz do Polski zoperować rękę, odpocznę i wracam - mówi Szpilka w filmie opublikowanym na Facebooku.

ISSN: 2082-9760

 

 

Najnowsze komentarze