Boks to nasza wspólna pasja





 

onet.pl sport


ARTV Chicago




Przegląd Sportowy







   
BRK Gladiator

Patronat medialny





 

 



 

fightklub

Kto jest online?

Odwiedza nas 14287 gości oraz 55 użytkowników.

Ostatnio zarejestrowani

  • mentor
  • tbefan
  • dejwi
  • dejw
  • Myzyk

Dzisiaj o godz. 12.25 lotem z Frankfurtu do Polski przyleci niedawny pretendent do tytułu mistrza świata wagi ciężkiej Artur Szpilka (20-2, 15 KO), który w kwietniu ubiegłego roku przeprowadził się na stałe do Stanów Zjednoczonych. 

"Szpila" w Polsce przejdzie m.in. operację lewej ręki, która dokuczała pięściarzowi z Wieliczki już w czasie przygotowań do przegranego ostatecznie pojedynku z Deontayem Wilderem. Po kilku tygodniach Szpilka wróci do USA, gdzie będzie powoli rozpoczynał przygotowania do powrotu na ring.

Ronnie Shields, trener Polaka, twierdził po walce z Wilderem, że przerwa w treningach "Szpili" może potrwać nawet około czterech miesięcy.  

Andrzej Wasilewski odpowiedział na zarzuty Dariusza Michalczewskiego, który stwierdził, że dopuszczenie do walki Artura Szpilki (20-2, 15 KO) z Deontayem Wilderem (36-0, 35 KO) było nieodpowiedzialną decyzją. Słowa "Tygrysa" zostały już wcześniej powszechnie skrytykowane przez niemal całe bokserskie środowisko.

- To była decyzja całego sztabu i drugi raz też byśmy się zgodzili. Artur miał świetną promocję w telewizji Showtime, dostał szansę spełnić swoje marzenia, a przy okazji sporo zarobić. Telewizja już planuje kolejny pojedynek Artura, dlatego on wiele na tej walce zyskał - tłumaczy jeden z właścicieli grupy Sferis KnockOut Promotions.

- Michalczewski był wybitnym pięściarzem, ale jego wiedza o biznesie promotorskim jest minimalna. Odkąd zakończył karierę, czasy się zmieniły. Nie ma już bezpiecznego prowadzenia zawodników za rączkę tak, jak to było przed laty - mówi jeden z promotorów Szpilki.

Pięściarz z Wieliczki po walce z Wilderem trafił do szpitala na badania, które nie wykazały żadnych niepokojących sygnałów. Po kilku godzinach "Szpila" wrócił już do hotelu, w którym mieszkał przed pojedynkiem z Amerykaninem.

Pełna treść artykułu w "Super Expressie" >>

Artur Szpilka to postać kontrowersyjna. Można go kochać, można go nie znosić, ale całkowicie ignorować? Byłoby ciężko. Trzeba "Szpili" jednak oddać, że dzięki swej ambicji postawił swoje życie na nogi. Wziął sprawy w swoje ręce i dzięki ciężkiej pracy jest już w miejscu, które dla wielu byłoby szczytem marzeń, choć dla niego to tylko przedsionek.

Z wielkim zaciekawieniem przyglądam się fali wszelkiego rodzaju hejterstwa, jaka zalewa internet po sobotniej porażce Szpilki z Deontayem Wilderem. Niezliczone ilości internetowych bohaterów wyśmiewają naszego pieściarza na wszelkie sposoby. Memy, przeróżne grafiki, gify czy nawet wymyślne wierszyki, których jedynym założeniem jest wyśmianie Szpilki, upokorzenie. Wielu tylko czekało, by ten, który tak szumnie od wielu tygodni zapowiadał historyczny triumf w Barclays Center, padł na deski, a najlepiej za szybko się nie podniósł. Hejterzy dostali pożywkę, więc i energii mają wiele. Zawsze jednak internetowy troll kojarzył mi się z jakimś nastolatkiem z przetłuszczonymi włosami, paczką chipsów w dłoni i opryszczką na twarzy. Tymczasem w ostatnich dniach klikam w facebookowe profile tych, którzy najgłośniej pieją z radości nad porażką Artura i co widzę? Wykształceni ludzie, ojcowie rodzin, często mężczyźni po 30-tce. O co chodzi?

Sam mam problem z tym, by określić swój stosunek do boksera z Wieliczki. Długo nie darzyłem "Szpili" sympatią. Bójka z Krzysztofem Zimnochem, wulgarne wywiady, pycha bijąca od Artura na kilometr. Ale trzeba być niesłychanym ignorantem, by nie zauważyć, że ten chłopak się zmienił, dojrzał i rozwinął się niesamowice na każdym polu. Tak sportowym, jak stricte osobistym.

Dziś postrzegam jednak Artura zgoła odmiennie. Rozwój tego chłopaka jest naprawdę imponujący. Przecież Szpilka jeszcze nie tak dawno brał udział w kibolskich ustawkach, na świat spoglądał zza krat, a i uciekać przed nożownikami wsród krakowskich uliczek też się zdarzało. Dziś "Szpila" walczy na antenie Showtime, bije się o pas, który swego czasu dzierżyli najwięksi w tym sporcie, a na konferencji prasowej przed walką z Wilderem jego rękę podnosi do góry Lennox Lewis.

Szpilka powinien być inspiracją. Ten chłopak i jego życie to materiał na książkę, na film, to jest rys bohatera. Od zakładu karnego, ustawek i wywiadów, gdzie większość słów nadaje się do "wypikania" - do walki o mistrzostwo wagi ciężkiej, setek tysięcy dolarów na koncie i lepszego posługiwania się językiem angielskim, aniżeli kilka lat wstecz językiem polskim.

Być może wielu boli to, że "jakiś łysogłowy chłystek" z kibolskiej bójki dziś ma świat u stóp, zarabia krocie, pojawia się w telewizjach, a jeszcze niedawno był bliski ich poziomu? Szpilka to przykład historii "od zera do bohatera". Powinno mu się kibicować, przynajmniej nie życzyć źle. Facet postawił wszystko na jedną kartę, dołożył do tego bardzo cieżką pracę i odniósł sukces. Ciągnijmy innych w górę, bo to buduje. Nie ciągnijmy w dół.

Artur Szpilka (20-2, 15 KO), który w sobotę przegrał przez nokaut z mistrzem świata WBC wagi ciężkiej Deontayem Wilderem (36-0, 35 KO) za pośrednictwem Facebooka podziękował swoim fanom za słowa pocieszenia.

- Siema. Dostaję masę wiadomości... po walce około 10 tys, dziękuję wam za wsparcie itp. Wszystko u mnie OK, nic mnie nie boli, takie rzeczy się zdarzają w boksie... PS. Tak szczerze to nie mogę się doczekać, jak wrócę i pokażę wszystkim, że mistrza świata zdobędę - napisał "Szpila".

Artur Szpilka w najbliższym czasie ma przejść operację kontuzjowanej lewej dłoni. Przez kilka miesięcy czeka go przerwa od mocnych treningów.

Michael Rosenthal z magazynu "The Ring" uznał Deontaya Wildera (36-0, 35 KO) za "największego zwycięzcę" minionego weekendu. Redaktor naczelny "Biblii Boksu" zauważył, że zwycięstwo nad Arturem Szpilką (20-2, 15 KO) nie przyszło "Bronze Bomberowi" łatwo, zaznaczając jednak, iż, dysponując potężnym uderzeniem, Amerykanin może pokonać każdego, nawet najlepszego technicznie, rywala.  

"Mistrz WBC wyglądał jak amator przez większość walki w obronie pasa z Arturem Szpilką, ale to nie powinno szokować, bo późno zaczął uprawiać boks." - napisał w swoim cotygodniowym raporcie z zawodowych ringów Rosenthal. - "Wilder wyprowadzał mało ciosów, bo nie potrafił znaleźć sposobu, na to jak dobrać się do Szpilki, dobrze poruszającego się i przebiegle walczącego mańkuta. Gdy Wilder zaczynał bić, po wielu uderzeniach tracił równowagę, mocno chybiając. Dlatego właśnie zastanawiam się, jak długo to potrwa, zanim ktoś lepszy niż Szpilka, być może Aleksander Powietkin, wypunktuje Wildera. Kluczem jest uniknięcie jego mocnych ciosów. Jeśli ci się nie uda, słodkich snów!"

"Szpilka przegrywał na punkty, ale toczył wyrównany bój, gdy nadszedł dramatyczny koniec - padł krótki prawy na szczękę, który pozbawił go przytomności na kilka minut. Przerażająca rzecz. Boję się typować, że Wilder pokona dobrze wyszkolonego Powietkina, ale "puncherzy" mają swój sposób na doprowadzenie do celu mocnych ciosów. Myślę, że panowanie Wildera może potrwać dłużej niż niektórzy sądzą." - ocenił naczelny "The Ring".

Walka Deontaya Wildera z Arturem Szpilką zakończyła się wygraną Amerykanina przez nokaut w dziewiątej rundzie. Dla "Bronze Bombera" była to trzecia skuteczna obrona pasa WBC, "Szpila" o mistrzostwo świata boksował po raz pierwszy w karierze.  

To że Artur Szpilka (20-2, 15 KO) i Dariusz Michalczewski, delikatnie mówiąc, nie pałają do siebie sympatią, nie jest tajemnicą dla większości bokserskich kibiców. Nie może więc dziwić fakt, że po porażce z Deontayem Wilderem "Szpila", a w zasadzie jego promotorzy szybko doczekali się krytyki ze strony "Tigera". - Walka z Wilderem odbyła się 2-3 lata za wcześnie. I oni, i Szpilka, połasili się na forsę. Ta walka była jak rosyjska ruletka i zakończyła się dla Szpilki tragicznie, może zniszczyć mu i karierę i zdrowie - stwierdził Michalczewski. Maciej Miszkiń uważa jednak, że ocena byłego czempiona nie jest trafna.

Jedną z gwiazd świata boksu, które w sobotę na żywo oglądały walkę Artura Szpilki (20-2, 15 KO) z czempionem WBC wagi ciężkiej Deontayem Wilderem (36-0, 35 KO), był oficjalny pretendent World Boxing Council Aleksander Powietkin (30-1, 22 KO). Rosyjski pięściarz po pojedynku nagrał krótki materiał wideo, w którym pogratulował "Szpili" występu i złożył życzenia powrotu do pełni sił po ciężkim nokaucie.

- Artur byłem na twojej walce, martwiłem się o ciebie. Okazałeś się wartościowym, prawdziwym wojownikiem. Życzę ci szybkiego powrotu do zdrowia i powrotu na ring - powiedział Powietkin.

Aleksander Powietkin będzie prawdopodobnie kolejnym rywalem Deontaya Wildera. Mówi się, że do walki dojdzie na przełomie maja i czerwca. Zdaniem Szpilki zdecydowanym faworytem potyczki będzie Rosjanin.

Odczekałem i walkę Artura Szpilki z Deontayem Wilderem zobaczyłem na zimno, bez emocji. Była też okazja porozmawiać o tym, co działo się na ringu i co może czekać "The Pin", z amerykańskim promotorem Polaka, Leonem Margulesem: "Waga ciężka zrobiła się ekscytująca - w USA są Breazeale, Mansour, poza USA takie nazwiska jak Parker, Joshua, Haye. Każdy z nich uważa, że może być mistrzem. Podobnie jak Artur, więc szans, żeby mógł pokazać co potrafi, na pewno nie będzie mu brakować..."

W Ameryce nie ma drugiego miejsca, jest tylko pierwszy przegrany. Brutalność tego stwierdzenia - paradoksalnie - nie sprawdza się w boksie. Stephen Espinoza, szef sportu w Showtime już powiedział, że po takim występie jak w Barclays Center, ponownie chce Artura zobaczyć w ringu. Słowa dotrzymuje, o czym przekonał się Andrzej Fonfara po walce z Adonisem Stevensonem, kiedy zapewnienie Espinozy zamieniło się w przełomową dla "Polskiego Księcia" walkę z Julio Cesarem Chavezem Jr.

Fonfara przegrał, ale wygrał, zostawiając na ringu serce, walcząc i na granicy ryzyka próbował wygrać z mistrzem świata, a nie tylko przeżyć na ringu. Tak jak Szpilka. W przypadku Artura różnię się od moich polskich kolegów z oceną występu Artura - nie usiadłem przy ringu, licząc tylko na to, że Artur "ma przeżyć" ileś tam rund. Moja poprzeczka była wyżej, bo tak ustawił ją Ronnie Shields i sam Szpilka. Mówili, że będzie walka o zwycięstwo, bo Artur ma wystarczające umiejętności, więc im wierzyłem. Nie kłamali - Artur zawalczył na sto procent tego, co w wieku 26 lat potrafi, zrobił w Houston olbrzymie postępy.

Zawalczył doskonale? Nie, bo gdyby tak było, mielibyśmy dziś pierwszego polskiego mistrza świata. Nie lubię polskiej tradycji i specjalności świętowania "pięknych porażek", bo czegoś takiego nie ma. I jestem pewien, że ta sportową złość, że był gorszy, w Szpilce zostanie. Jak u "Polskiego Księcia", który mało mnie nie znokautował, kiedy w Montrealu wywiad po Stevensonie rozpoczęłem od słów "Andrzej, znakomita walka...", na co usłyszałem: "Przemek, co ty pie...! Przegrałem!" Takie nastawienie musi mieć (i pewnie ma) Artur Szpilka.

Leon Margules mógł sobotni wieczór na Brooklynie zakończyć jako promotor dwóch mistrzów świata wagi ciężkiej (jest promotorem Charlesa Martina), ale i tak nie narzekał. Oto co powiedział na temat walki Szpilki z Wilderem oraz przyszłości Artura w wadze ciężkiej. "Szpilka walką z Deontay\'em Wilderem udowodnił, że wspólnie z moimi partnerami, Andrzejem Wasilewskim i Piotrem Wernerem nie popełniliśmy błędu podejmując ryzyko - nie tylko finansowe - sprowadzenia Artura do Houston. To inny pięściarz, niż ten, który przyleciał do Stanów osiem miesięcy temu. Znacznie lepszy w defensywie, zdyscyplinowany bardziej różnorodny w ataku - to nie jest opinia, to fakt.

Sama walka? Jeśli miałbym się do czegoś przyczepić, to do faktu, że kilka razy, kiedy Wilder był w opałach, Artur miał szanse zadać dwa, trzy ciosy albo choć wyprowadzić ten jeden. Było miejsce na dodatkowe ryzyko. Ryzyko to nie to samo, co błąd. Kilka tygodni temu, kiedy rozmawialiśmy, powiedziałem, że to będzie walka jednego błędu. Wilder na niego czekał, podobnie jak Artur. Deontay doczekał się pierwszy. Taktyka przed walką była taka, żeby w ostatnich trzech rundach polować na KO. Może by się Artur doczekał, gdyby nie błąd, który pewnie nie zemściłby się przeciwko słabym rywalom, ale nie nie było szans, żeby nie wykorzystał go ktoś z tak szybkimi rękoma jak Bomber.

Nie przyjmuję argumentu, że walka była dla Szpilki za wcześnie - przebieg tego, co działo się na ringu to udowodnił. Dzięki walce z Wilderem, to dziecko o imieniu Artur - bo w wadze ciężkiej 26 lat to baby, był najmłodszym na gali - jest znacznie lepsze niż przed Barclays. Nie będziemy się spieszyli z powrotem. Artur i tak nie będzie miał wyjścia bowiem na sto procent Komisja Sportowa Stanu Nowy Jork nałoży na niego trzymiesięczne wykluczenie z boksowania po takim nokaucie.

Komentarz do szpitalnych słów Artura, że chce teraz pójść w kierunku pasa IBF? Spokojnie, kiedy wróci na ring opcji będzie wiele, choć gdyby to była najlepsza dla Charlesa Martina i samego Szpilki, to dlaczego miałbym tej walki nie zrobić? Na razie poczekajmy na to, czy i kiedy będzie walka Powietkina z Wilderem. Waga ciężka zrobiła się ekscytująca - w USA są między innymi Breazeale, Mansour, poza USA takie nazwiska jak Parker, Joshua, Haye. Każdy z nich uważa, że może być mistrzem. Podobnie jak Artur, więc szans, żeby mógł pokazać co potrafi, na pewno nie będzie brakować.

- Zadzwonili do mnie z pytaniem, czy chciałbym popracować z kimś takim, jak Artur Szpilka. Włączyłem komputer, obejrzałem jego walki i od razu się zgodziłem. Ten dzieciak potrafi walczyć. I chce się uczyć, będę to podkreślał na każdym kroku – opowiadał "Przeglądowi Sportowemu" Ronnie Shields, trener Artura Szpilki (20-2, 15 KO) przed walką Polaka z Deontayem Wilderem (36-0, 35 KO). Po porażce jest pewny jeszcze bardziej, że chce pracować ze "Szpilą". I że razem wezmą to, czego nie udało się w sobotę w Nowym Jorku – pas mistrza świata wagi ciężkiej.

Gdy Artur Szpilka wrócił ze szpitala do hotelu, powiedział mu pan w pierwszych słowach, że jest z niego dumny.
Ronnie Shields: Człowieku, ja jestem z niego bardzo dumny! Stoczył najlepszych osiem rund w całej karierze. Robił dokładnie to, co zaplanowaliśmy. Wszystko, bez żadnych błędów. W sporcie takim jak boks czasem zdarzają się jednak takie chwile, jak ta w dziewiątym starciu. Bum i cię nie ma. Tam popełnił błąd, odsłonił się w akcji, której staram się go oduczyć. A jednak uważam, że Artur pokazał wielkie możliwości. I w moich oczach wygrywał tę walkę na punkty, choć sędziowie widzieli to inaczej. On jeszcze dostanie szansę. Przecież w walce z Wilderem był tak bardzo blisko pasa, jak to możliwe.

Pasa jednak nie ma, za to Artur z hali trafił do szpitala. Wilder praktycznie nie kontrował w całej walce, ale jak już spróbował, to Szpilka padł.
Zdarza się, co mam panu powiedzieć? W tym sporcie sytuacja czasem zmienia się tak szybko, że trudno to dostrzec. Jesteś dobry albo i bardzo dobry, a za chwilę... wręcz przeciwnie, leżysz. Artur w tej walce był po obu stronach. Ale wie pan co? On wróci. I będzie lepszy niż kiedykolwiek wcześniej.

W szpitalu, stwierdził, że chciałby walczyć o pas IBF, który zdobył Charles Martin.
A dlaczego nie? On wróci, zobaczycie. Będzie pracować dalej, Artur będzie coraz lepszy i dojdzie tam, gdzie chce. Tylko teraz musi odpocząć. I przejść operację ręki, bo to naprawdę poważny problem, który ograniczał jego możliwości. Później rehabilitacja i czas z rodziną. I to musi potrwać, bo w ostatnich miesiącach pracował bardzo ciężko. Chciałbym, żeby wrócił do sali treningowej najwcześniej za trzy, albo i cztery miesiące. Ma czas, jest młody. A później ruszymy po to, czego nie udało się wziąć w sobotę – po mistrzowski pas. I go zdobędziemy.

Pełna treść rozmowy w "Przeglądzie Sportowym" >>

Mimo porażki przez ciężki nokaut z czempionem WBC wszech wag Deontayem Wilderem Artur Szpilka (20-2, 15 KO) zbiera od bokserskich ekspertów sporo dobrych recenzji za swój sobotni występ. "Szpilę" za walkę pochwalił nawet Krzysztof Włodarczyk, a nie jest tajemnicą, że pięściarze już od dawna nie darzą się sympatią. 

- Z wiadomych powodów niespecjalnie chcę wypowiadać się na temat tego pana. Mogę powiedzieć tylko, że z Wilderem Szpilka nie dał ciała, więc gratuluję mu postawy - stwierdził w rozmowie z "Super Espressem" popularny "Diablo".

Dwukrotny mistrz świata kategorii junior ciężkiej zaznaczył jednak, że niepokojący był sposób, w jaki Szpilka przegrał rywalizację z "Bronze Bomberem". - Teraz niby wszystko jest z nim w porządku, ale jeszcze dwa, trzy tak ciężkie nokauty i ze zdrowiem może być różnie - ocenił Krzysztof Włodarczyk.

Cała rozmowa z Krzysztofem Włodarczykiem stronie "Super Expressu" >>

ISSN: 2082-9760

Najnowsze komentarze