Boks to nasza wspólna pasja

 

 

 





 

onet.pl sport


ARTV Chicago




Przegląd Sportowy







Paweł Głażewski

 
BRK Gladiator

Patronat medialny





 

 



 

fightklub

Kto jest online?

Odwiedza nas 16250 gości oraz 75 użytkowników.

Ostatnio zarejestrowani

  • linpau
  • jansenny
  • senny
  • SebastianArni9307
  • PolishSoldier

Mimo porażki przez ciężki nokaut z czempionem WBC wszech wag Deontayem Wilderem Artur Szpilka (20-2, 15 KO) zbiera od bokserskich ekspertów sporo dobrych recenzji za swój sobotni występ. "Szpilę" za walkę pochwalił nawet Krzysztof Włodarczyk, a nie jest tajemnicą, że pięściarze już od dawna nie darzą się sympatią. 

- Z wiadomych powodów niespecjalnie chcę wypowiadać się na temat tego pana. Mogę powiedzieć tylko, że z Wilderem Szpilka nie dał ciała, więc gratuluję mu postawy - stwierdził w rozmowie z "Super Espressem" popularny "Diablo".

Dwukrotny mistrz świata kategorii junior ciężkiej zaznaczył jednak, że niepokojący był sposób, w jaki Szpilka przegrał rywalizację z "Bronze Bomberem". - Teraz niby wszystko jest z nim w porządku, ale jeszcze dwa, trzy tak ciężkie nokauty i ze zdrowiem może być różnie - ocenił Krzysztof Włodarczyk.

Cała rozmowa z Krzysztofem Włodarczykiem stronie "Super Expressu" >>

Deontay Wilder (36-0, 35 KO) nie był do końca zadowolony ze swojej postawy w sobotniej walce z Arturem Szpilką (20-2, 15 KO). Mistrz świata WBC wagi ciężkiej, który swój występ ocenił na 5 w 10-stopniowej skali, zaznaczył jednak, że do końca wierzył w siłę swojej prawej ręki. 

Blisko milion widzów śledziło na żywo sobotnią walkę Artura Szpilki (20-2, 15 KO) z mistrzem świata WBC wagi ciężkiej Deontayem Wilderem (35-0, 34 KO). Pojedynek w Polsce pokazywały telewizje Polsat i Polsat Sport.

Całą galę z Barclays Center na Brooklynie oglądało średnio 860 tysięcy widzów. Najwyższą oglądalność (1 mln 61 tys.) widzów obie anteny zanotowały tuż po nokaucie, kiedy około godz. 5.42 Artur Szpilka leżał na ringu znokautowany przez Amerykanina.

Na nowojorską galę sprzedano 12 668 biletów, co jest jednym z lepszym frekwencyjnych wyników w historii imprez bokserskich organizowanych w Barclays Center. Walka zakończyła się wygraną Amerykanina przez nokaut w dziewiątej rundzie. W Stanach Zjednoczonych pojedynek pokazywała telewizja Showtime.

Przed sobotnią walką z Deontayem Wilderem (36-0, 35 KO) wielu kibiców zarzucało Arturowi Szpilce (20-2, 15 KO) arogancję i zbyt dużą pewność siebie. "Szpila" w starciu z faworyzowanym mistrzem świata WBC wagi ciężkiej pokazał się jednak z bardzo dobre strony i mimo porażki przez nokaut zebrał za swój występ wiele pochlebnych recenzji. Jednym z ekspertów, którzy docenili postawę Polaka, był ex-czempion kategorii super średniej Carl Froch.

- Wilderowi nie było łatwo, Szpilka był bardzo niewygodny, wyszedł do ringu i robił co powinien, żeby zepsuć scenariusz - ocenił Brytyjczyk komentujący pojedynek dla telewizji Sky Sports. - Szpilka poparł w ringu czynami to, co widzieliśmy na ważeniu przed walką, był bardzo pewny siebie. Zachowywał się podobnie jak Fury z Kliczką.

- Wilder nie wiedział czego się spodziewać, nie wiedział, gdzie jest Szpilka i za to Szpilce trzeba było parę pierwszych rund. Wilder jednak w końcu przejął kontrolę, począwszy od rundy szóstej i zrobił to, co powinien był zrobić mistrz. Nie widzieliśmy dobrze tego kończącego ciosu, ale to, że on panie było niemal pewne. Za taki finisz trzeba Wilderowi oddać szacunek - dodał Carl Froch.

Artur Szpilka (20-2, 15 KO) w sobotę na gali w Nowym Jorku przegrał z Deontayem Wilderem, ale już myśli o ponownej walce o mistrzostwo świata wagi ciężkiej. Tym razem Polak wziął na celownik świeżo upieczonego czempiona organizacji IBF Charlesa Martina (23-0-1, 21 KO).

- Chciałbym stoczyć jedną walkę na powrót, a potem zaatakować pas IBF. Zobaczymy co z tego wyjdzie, bo na razie to zostałem znokautowany i leżałem 30 sekund nieprzytomny. Nie pamiętam trzech ostatnich rund, było wesoło. Jakbym miał do czegoś to porównać, to do stanu przed operacją, kiedy zaszczepiają w was morfinę, odpływacie, potem się budzicie i nie wiecie co się z wami działo - wspomina Szpilka.

Pięściarz grupy Sferis KnockOut Promotions został w Nowym Jorku jeden dzień dłużej niż to początkowo planowano. Niedawny pretendent do tytułu mistrza świata wagi ciężkiej zrealizował zalecenie lekarza, który w trosce o zdrowie "Szpili" poprosił o jeszcze jedną konsultację.

- Ogólnie nic się nie stało, dobrze się czuję. Jestem trochę opuchnięty, pierwszy raz w sumie. Mam rozbity łuk brwiowy, ale to po zderzeniu głową - ocenia swój stan zdrowia "Szpila", który na co dzień mieszka w Stafford w stanie Teksas.

- Trochę mam do siebie żal, bo wierzyłem w zwycięstwo, pełna wiara była też w narożniku. To jest jednak boks, w wadze ciężkiej jeden cios może wszystko odwrócić. Dziękuję kibicom, którzy przyszli na walkę i wspaniale mnie dokonywali. Lecę teraz do Polski zoperować rękę, odpocznę i wracam - mówi Szpilka w filmie opublikowanym na Facebooku.

Artur Szpilka przegrał boleśnie z Deontayem Wilderem, ale nie zawiódł. Dalej będzie mógł marzyć o pasie mistrza świata, tylko musi trochę odpocząć.

Ponad 12 tysięcy ludzi w Barclays Center na Brooklynie, dwie walki o mistrzostwo świata wagi ciężkiej, na dokładkę Mike Tyson, Lennox Lewis, Tyson Fury, Aleksander Powietkin wśród widzów. I w tym kotle Artur Szpilka, chłopak z Wieliczki, który zamarzył sobie przed laty, że zostanie zawodowym mistrzem świata.

I wcale nie był aż tak daleko od celu. Sędziowie punktowali wprawdzie po ośmiu rundach dla Wildera, czemu trudno się dziwić, ale mnie osobiście bardziej podobał się Szpilka, który konsekwentnie realizował plan taktyczny.

Dwumetrowy król nokautu z Alabamy miał widoczne gołym okiem problemy, nie mógł czysto trafić Polaka, choć bardzo się starał. Ale każdy jego przestrzelony cios prawą ręką był zarodkiem nokautu. Wystarczył jednak jeden, jedyny błąd i sen o mistrzowskim pasie dla Szpilki, który miał być pierwszym Polakiem na tronie wagi ciężkiej, się skończył. „Szpila” zaatakował obszernym lewym sierpowym, Wilder strzelił krótkim prawym i niedoszły czempion runął na matę. Leżał długo, nokaut był ciężki.

Polak wyszedł już ze szpitala, ma złamaną rękę więc czego go kilka miesięcy przerwy. Zobaczymy tylko, jak ten nokautujący cios Wildera zniesie jego psychika. Szpilka jest twardy, więc jestem przekonany, że się po tym ciosie podniesie się i dalej będzie szukał swojej szansy na mistrzowski tytuł, gdy ręka się wygoi. Ale za wcześnie jeszcze na pytanie, kiedy i z kim wyjdzie w przyszłości do ringu. Najpierw musi się wyleczyć, odpocząć, a później zmierzyć się z kimś lżej bijącym od Wildera.

Pełna treść artykułu na Polsatsport.pl >>

Mistrz świata WBC wagi ciężkiej Deontay Wilder (36-0, 35 KO) podziękował na Twitterze Arturowi Szpilce (20-2, 15 KO) za wczorajszy pojedynek na gali w Nowym Jorku.

- Chciałbym podziękować Szpilce za świetną walkę. Masz naprawdę wielkie serce. Dalej rób swoje - napisał 30-letni Amerykanin, który znokautował Polaka w dziewiątej rundzie, broniąc po raz trzeci zdobytego przed rokiem tytułu World Boxing Council.

Szpilka w najbliższym czasie przyleci po raz pierwszy od kilku miesięcy do Polski, gdzie podda się zabiegowi lewej dłoni. Potem "Szpilę" czeka rehabilitacja i dłuższa przerwa od treningów.

Przed pojedynkiem Deontay Wilder zapowiadał, że do czwartej rundy znokautuje Artura Szpilkę. Słowa o nokaucie dotrzymał, ale posłał Polaka na deski dopiero w dziewiątej odsłonie. Po czterech rundach, gdy miało być już po zabawie, na kartach punktowych było: u dwóch sędziów 38-38 i a u trzeciego 39-37 dla Amerykanina.

Szpilka postawił mistrzowi twarde warunki i na pewno nie przyniósł wstydu. Wręcz przeciwnie, zasłużył na słowa uznania, bo momentami z właścicielem pasa WBC walczył jak równy z równym. Artur po pojedynku przepraszał kibiców, że ich zawiódł, ale on naprawdę nie miał za co przepraszać, bo przecież wykonał kawał dobrej roboty. Ta walka przyszła dla niego za wcześnie, ale o tym była już mowa po podpisaniu kontraktów, więc nie ma sensu drążyć tego tematu.

W Nowym Jorku oglądaliśmy najlepszą wersję Artura Szpilki. Do zwycięstwa zabrakło mu doświadczenia i mimo wszystko trochę umiejętności, choć momentami miał pojedynek pod kontrolą. Trzeba docenić postęp, jaki poczynił po wyjeździe do USA. Dzisiaj spokojnie możemy powiedzieć i nikt nie będzie się z tego śmiał, że Artur należy do czołówki wagi ciężkiej. W pojedynku z Amerykaninem zebrał worek doświadczenia, które musi zaprocentować w przyszłości.

Już można przeczytać komentarze, że Szpilka ze swoją szklaną szczęką nie ma czego szukać w wadze ciężkiej. Bawią mnie tego typu opinie, bo przecież Wilder tym ciosem wyrwałby drzewo razem z korzeniami. Dlatego nie ma się co dziwić, że Szpilce zgasło światło po zainkasowaniu takiej bomby. Tym bardziej, że on tego ciosu nie widział. Niestety, to był bardzo ciężki nokaut.

Kiedyś w podobny sposób w pojedynku z Aleksanderem Dimitrenką znokautowany został Albert Sosnowski. Niedawno Albert opowiadał mi, że po walce z „Saszą” odczuwał ciosy na sparingach i miał zawroty głowy. Ogólnie ten nokaut kosztował go dużo zdrowia i zostawił ślad w jego psychice. Oby Artur nie miał podobnych problemów, bo przed nim jeszcze ładnych kilka lat boksowania i kolejne szanse. Nawet te mistrzowskie.

„Szpila” mówił po walce, że z jego występu zadowolony był Al Haymon, który już zadeklarował, że kolejny pojedynek Polaka będzie pokazywany w telewizji Showtime. I o to chodzi w tym biznesie, żeby cały czas być na tapecie. Artur też już nakreślił ambitne plany. Najpierw chce poddać się operacji kontuzjowanej ręki, później stoczyć jeden pojedynek na przetarcie, ale jak podkreślił, nie z żadnym bumem i zaatakować pas IBF, którego nowym właścicielem został Charles Martin. Dobrze to sobie wszystko obmyślił, niech idzie tą ścieżką.

Dałbym sobie rękę uciąć, że gdyby Szpilka wyszedł w Barclays Center do ringu z Wiaczesławem Głazkowem lub Charlesem Martinem, to dzisiaj byłby pierwszym polskim mistrzem świata wagi ciężkiej. Ale co się odwlecze, to nie uciecze… Przecież podopieczny Shieldsa już wziął Martina na celownik.

ISSN: 2082-9760

 

 

Najnowsze komentarze