Boks to nasza wspólna pasja

 

 





 

Patronat medialny





 

 



 

onet.pl sport


ARTV Chicago




Przegląd Sportowy







Paweł Głażewski

 
BRK Gladiator

fightklub

Kto jest online?

Odwiedza nas 7017 gości oraz 15 użytkowników.

Ostatnio zarejestrowani

  • wielkifanboksu.
  • Comeback
  • ds21
  • radek.www
  • Wiesław Wojnar

 

Artur Szpilka (20-2, 15 KO) został znokautowany w dziewiątej rundzie przez Deontaya Wildera (36-0, 35 KO) na gali w Nowym Jorku. Amerykanin tym samym obronił tytuł mistrza świata WBC wagi ciężkiej.

Polak świetnie rozpoczął pojedynek i wygrał dwie pierwsze rundy. Szpilka był dokładniejszy, trafiał rywala i skutecznie unikał ataków. Wilder podkręcił tempo w trzecim starciu, a chwilę później po raz pierwszy mocno trafił Polaka prawym prostym.

W piątej odsłonie "Szpila" wrócił do gry. Polak lepszy od przeciwnika był także w siódmej rundzie. Szpilka rzadko pozwalał się trafiać, cały czas trzymał w szachu Wildera i punktował ciosami prostymi. W ósmej rundzie Wilder był trochę aktywniejszy, a wszystko zakończyło się w dziewiątym starciu.

Szpilka ruszył na Wildera i nadział się na idealnie wyprowadzony prawy prosty, po którym ciężko padł na deski i stracił na chwilę przytomność. Sędzia wyliczył Polaka i ogłosił zwycięstwo Amerykanina. "Szpila" szybko się obudził, ale długo nie podnosił się z desek. Ostatecznie pięściarz z Wieliczki opuścił halę na noszach w asyście lekarzy.

Dla Wildera była to trzecia udana obrona tytułu wywalczonego w styczniu ubiegłego roku. Szpilka przegrał po raz drugi w zawodowej karierze. 

Jest lepiej niż myślałem, że będzie. Czuję się rewelacyjnie! Nie mogę się doczekać aż obudzę się w sobotę rano. Otworzę oczy i będę wiedział, że to ten dzień. Ten jeden, na który tyle czekałem – mówił nam w piątek w południe Artur Szpilka w ciemnych korytarzach hali Barclays Center. To tam, na nowojorskim Brooklynie, chłopak z Wieliczki, który kiedyś rozrabiał na ulicach przez co spędził półtora roku w więzieniu, może podbić świat. Wystarczy że wygra walkę z Deontayem Wilderem, mistrzem świata federacji WBC w wadze ciężkiej. Jeśli tego dokona, założy zielony pas, który kiedyś nosili m.in. Muhammad Ali czy Witalij Kliczko.

Na pisanie o tym, że Szpilka nie jest faworytem, szkoda marnować wiele miejsce w gazecie. W skrócie: Wilder jest większy, bardziej doświadczony i ma za sobą całą Amerykę. Dla miejscowych jest tym, kto ma przywrócić blask królewskiej kategorii i wrócić ją do czasów świetności, gdy Ameryka wstrzymywała oddech dla Mike’a Tysona czy Evandera Holyfielda. To oczywiście życzenia, bo olbrzym z Alabamy jest jeszcze lata świetlne od klasy wspomnianych czempionów. Nawet jeśli Amerykanie chcieliby, żeby było inaczej.

– Niech on sobie marzy o czym chce – śmieje się tylko Szpilka, a jego trener, Ronnie Shields, dodaje, że „Bronze Bomber” nie wie, na kogo się porywa. I jeśli ktoś uważa, że walka z kimś takim, jak Wilder przychodzi dla Szpilki za wcześnie, jest w błędzie, bo prawda jest zupełnie inna – to dla Wildera jest za wcześnie na starcie z kimś takim jak Artur. Z kimś szybkim, dobrze poruszającym się na nogach i potrafiącym mocno uderzać. Do tego z kimś leworęcznym.

Szpilka też przekonuje, że po porażce z Jenningsem bardzo się zmienił i wydoroślał. Że już nie krzyczy bez sensu, nie obraża i nabrał pokory. I, że choć ma dopiero niespełna 27 lat, stał się dojrzałym pięściarzem i człowiekiem.

I jest gotowy, aby dokonać tego, czego w historii polskiego boksu zawodowego nie udało się Andrzejowi Gołocie, Albertowi Sosnowskiemu, Tomaszowi Adamkowi czy Mariuszowi Wachowi. – Dotąd Polacy skradali się po pas. Artur tego nie robi, tylko głośno krzyczy, że tego chce i że go zabierze do domu – twierdzi jeden z promotorów Polaka, Piotr Werner.

Wierzą też kibice, których w hali pojawi się około dziesięciu tysięcy. Większość to Polacy, dla których Szpilka już jest bohaterem. On sam doskonale o tym wie i potrafi pociągnąć za sobą fanów, jak nikt inny. Potrafi też świetnie rozmawiać o pieniądzach. Długo mówiło się, że jest jeszcze za wcześnie na walkę z Wilderem, ale gdy wszystkie elementy kontraktu udało się poukładać tak, jak chciał Polak, podpisał dokumenty. O tym, że rozmowy były trudne, najlepiej wie Werner. – Z Arturem nigdy nei jest łatwo. Miewaliśmy i miewamy rozbieżne stanowiska na temat tego, co się komu należy. Powiem to może tak: kiedy Artur jest głodny, chciałby mieć całą piekarnię. Ja mu wtedy tłumaczę, że chleb można kupić w sklepie. Czasem rzuca wielkimi kwotami, ale i tak podoba mi się u niego to przekonanie o swojej wartości – opowiada Werner. Mówi się nieoficjalnie, że po walce z Wilderem Szpilce zostanie w kieszeni pół miliona dolarów. – Nie potwierdzam, nie zaprzeczam. Zarobi godnie, to na pewno. Jeśli zdobędzie mistrzem już w sobotę, zarobi w kolejnych obronach. Jeśli nie, to spróbujemy sięgnąć po pas za rok. Ale on będzie mistrzem świata, proszę to napisać – mówi Werner.

Szpilka jest pewny, że pas założy już w sobotę. I nie interesuje go na razie to, że nikt na niego nie stawia. Od razu przypomina tylko, że podobnie było przed walką z Tomaszem Adamkiem. A jednak zszedł z ringu w Krakowie jako wygrany. – Pamięta pan, gdy rozmawialiśmy przed walką z Tomkiem? Mówiłem, że wygram, że dam świetną walkę, a pan tylko się śmiał i mówił, że świetnie się składa, bo dokładnie to samo słyszał od Adamka. Ale to ja miałem wtedy rację. Teraz też mówię, że wygram, zobaczycie! – przekonuje Szpilka.

Pełna treść artykułu w "Przeglądzie Sportowym" >>

- To będzie piekielnie trudna misja - mówi bokserski ekspert Janusz Pindera przed dzisiejszą walką Artura Szpilki (20-1, 15 KO) z Deontayem Wilderem (35-0, 34 KO). Stawką pojedynku będzie należący do Amerykanina tytuł mistrza świata WBC wagi ciężkiej.

- Jest szybszy, to pewne. Jest zawodnikiem niższym, który musi być bardziej ruchliwy i pamiętać o obronie - mówi Sport.tvp.pl były mistrz Europy wagi ciężkiej Albert Sosnowski o Arturze Szpilce (20-1, 15 KO), który dzisiaj na gali w Nowym Jorku zmierzy się z Deontayem Wilderem (35-0, 34 KO).

- Artur nie może zapominać o gardzie, która często opuszcza, musi być czujny i pamiętać o tym, żeby ręce trzymać wysoko przy głowie. Musi strać się unikać mocnych ciosów, bo jak powiedział trener Kliczki Jonathan Banks, odporność na ciosy może być decydująca. A podobno Wilder bije bardzo mocno i jeżeli Artur będzie w stanie wytrzymać takie uderzenie i pokaże, że te ciosy nie robią na nim wielkiego wrażenia, to walka może być bardzo ciekawa. Artur jest szybki, ruchliwy i niewygodny. Walczy z odwrotnej pozycji, potrafi bardzo ładnie skrócić dystans, wejść pod przeciwnika - analizuje "Dragon", który sam w 2010 roku walczył o światowy czempionat, ale przegrał po dziesięciu rundach walki z Witalijem Kliczko.

- Trzeba też zwrócić uwagę na timing – odpowiednie tempo wyprowadzania ciosów, bicie seriami, ponawianie akcji. I, w przypadku, Artura obrona, czyli unikanie mocnych uderzeń. Dla mnie bardzo ważne w tej walce będzie to jak Artur będzie potrafił skrócić dystans, bo nie miał okazji w oficjalnych walkach mierzyć się z tak wysokimi zawodnikami. Podobno z Ronnie Shieldsem od początku szykowali się pod wysokich zawodników, to w końcu waga ciężka i tu są często dwumetrowi rywale - przekonuje Sosnowski, który będzie jednym z gości w studiu telewizji Polsat podczas transmisji z gali.

- Jeżeli nie będzie miał problemów ze skróceniem dystansu, z zadawaniem ciosów wysokiemu rywalowi, po skończonym ataku będzie przechodził do obrony, ta walka może być naprawdę emocjonująca. Kibicuję Szpilce i wierzę, że stać go na zwycięstwo, natomiast wciąż faworytem pozostaje Wilder. Obstawiałbym 70 procent do 30 na jego korzyść - podsumowuje były czempion Starego Kontynentu, który w tym roku ma pożegnać się z zawodowym ringiem.

Cała rozmowa z Albertem Sosnowskim na Sport.tvp.pl >>

Dwa miesiące temu analizowałem na Po Gongu sytuację w polskiej wadze ciężkiej. To było po porażce Mariusza Wacha z Aleksandrem Powietkinem. Pisałem wtedy: "W królewskiej dywizji mamy kilku żołnierzy, ale nie każdy z nich jest gotowy jechać na wojnę."

W niedzielę rano (polskiego czasu) na wspomnianą wojnę wybiera się Artur Szpilka. Czy strach jest go tam wysyłać? Obawy zawsze są, bo przecież Polak nie będzie faworytem pojedynku z Wilderem. Jednak w przypadku Artura możemy być pewni jednego - chłopak nie pęknie na polu bitwy. W kilku pojedynkach pokazał, że ma charakter i serce do walki. Tych cech nie da się kupić na targu ani wytrenować. Przypomnę: w pojedynku z McClinem przez cztery rundy walczył ze złamaną szczęką, w obu walkach z Mollo leżał na deskach, ale wstawał i brał sprawy w swoje ręce. Nawet w przegranym starciu z Jenningsem do końca próbował zmienić obraz pojedynku.

Teraz zapowiada, że ma kilka planów na walkę z Wilderem, ale jeśli żadnego nie uda mu się zrealizować, to idzie na wojnę w myśl zasady: albo on albo ja. Podoba mi się takie podejście do tematu. Oczywiście pięściarze różne rzeczy opowiadają przed walkami, a później w ringu zapominają o swoich deklaracjach. Takich krzykaczy można wymieniać bez końca, ale w przypadku Szpilki jestem spokojny, że nie rzuca słów na wiatr. Gdybym był generałem, to chciałbym mieć takiego żołnierza w swojej armii.

Po zachowaniu Artura w ostatnich dniach widać, że nie przytłacza go atmosfera wielkiej walki. Wręcz przeciwnie, on z dnia na dzień jest coraz bardziej nakręcony. Dobrze się odnajduje w tej machinie promocyjnej, dlatego nie powinien wystraszyć się konfrontacji z Wilderem. Zresztą dwa lata temu podczas pojedynku z Jenningsem w Madison Square Garden zebrał spore doświadczenie, które teraz powinno zaprocentować. Wie już przecież jak smakuje atmosfera dużej gali.

Często pojawia się pytanie czy ta walka nie przyszła dla niego za wcześnie. Parę dni temu zapytałem o to pierwszego trenera Artura - Władysława Ćwierza, który stwierdził, że takie gdybanie nie ma sensu. "Raz byłoby za wcześnie, raz za późno" - powiedział. Dodał też, że Artur ma już trochę doświadczenia, więc niech się sprawdza. Podpisuję się pod tymi słowami. Oczywiście, że lepiej byłoby, gdyby Artur stoczył jeszcze jedną lub dwie trudniejsze bitwy i dopiero po takiej zaprawie pojechał na wojnę. Boks jest jednak biznesem i nie da się wszystkiego zaplanować pod linijkę. Pojawiła się kusząca oferta, więc z niej skorzystał.

Często się mówi, że walk o mistrzostwo świata się nie odrzuca. Nie do końca zgadzam się z tą wyświechtaną opinią. Jeśli przez dwa miesiące siedzisz na rybach i popijasz piwo i nagle dostajesz ofertę pojedynku o tytuł, która ma się odbyć za pięć dni, to naprawdę musisz ja wziąć w myśl zasady „walk o mistrzostwo się nie odrzuca”? Niech każdy z was sobie odpowie na to pytanie.

O boksie czytaj także na pogongu.wordpress.com >>

- Jeśli Szpilka chce wygrać, musi iść "do przodu" i robić swoje - mówi Polsatsport.pl były mistrz świata dwóch kategorii wagowych Tomasz Adamek (50-4, 30 KO) o dzisiejszej walce Artura Szpilki (20-1, 15 KO) z Deontayem Wilderem (35-0, 34 KO). "Góral" w ubiegłym roku przegrał ze Szpilką, a kilka lat temu miał okazję sparować z Wilderem.

Artur Szpilka i Deontay Wilder - doskonale znasz ich obu. Z Arturem boksowałeś w Krakowie, z Deontayem sparowałeś kilka lat temu przed walką z Witalijem Kliczko. Ostatnio wypowiadał się o Tobie w bardzo ciepłych słowach. Jak Ty go zapamiętałeś?
Tomasz Adamek: Bardzo miły facet. Dość skromny. Świetny bokser. Artur będzie miał ciężką przeprawę. Jeśli chce wygrać, musi iść "do przodu" i robić swoje. Wilder wyprowadza tzw. "suche" ciosy, jest bardzo niebezpieczny. No i przede wszystkim - jest mistrzem świata. A żeby pokonać mistrza, trzeba wspiąć się ponad niego. Wierzę jednak, że Artur z pomocą trenera i całego sztabu przygotował się możliwie jak najlepiej. Życzę mu wygranej z całego serca, to w końcu mój rodak.

Boksowałeś z wieloma pięściarzami, z wieloma też sparowałeś. Czy te ręce Wildera były rzeczywiście najszybsze, z jakimi się zetknąłeś w wadze ciężkiej?
Nie, myślę, że nie. Ale zdecydowanie - ma czym uderzyć. Na pewno trzeba mieć szybką głowę, żeby unikać tych ciosów. Ja na szczęście posiadam tę szybkość, dlatego podczas naszych sparingów za bardzo mnie nie pobił.

Co jest najważniejsze w takiej walce o mistrzowski pas? Ty ich w swoim życiu już trochę miałeś.
Na pewno głowa. Jeśli masz ducha walki i silną psychikę, możesz wygrać każdą walkę. Jeśli tego nie masz, znaczy, że nie jest Ci dane być mistrzem.

Jak Artur powinien walczyć z Wilderem?
Myślę, że powinien skracać dystans. Schodzić do środka. Wilder ma dlugie ręce, nie można z nim walczyć na dystansie, bo będzie trafiał.

Pełna rozmowa z Tomaszem Adamkiem na Polsatsport.pl >>

- Jeśli będę przegrywał, idę na wybitkę, albo on albo ja - mówi na godziny przed walką o mistrzostwo świata wagi ciężkiej Artur Szpilka (20-1, 15 KO), który dzisiaj w Nowym Jorku zmierzy się z posiadaczem pasa federacji WBC Deontayem Wilderem (35-0, 34 KO). Transmisja gali w Polsacie i Polsacie Sport. 

Mistrz świata WBC wagi ciężkiej Deontay Wilder (35-0, 34 KO) jest pewny wygranej z Arturem Szpilką (20-1, 15 KO).  30-letni Amerykanin głośno mówi, że chce znokautować Polaka na oczach kilku tysięcy fanów "Szpili".

Jesteś pewny siebie i przekrzyczałeś nawet polski tłum kibiców.
Deontay Wilder: Tu jest naprawdę głośno! Krew się we mnie gotuje, jestem gotowy na akcję, chcę dać ludziom tego czego pragną! Usłyszycie raz jeszcze "and still"!

Jesteś zdziwiony, że przybyło tylu kibiców z Polski?
Skąd! Czekam na ich reakcję, kiedy rozpocznie się walka. Myślę, że po jego stronie jest większa presja. On może zostać pierwszym mistrzem świata kategorii ciężkiej i kibice wierzą, że to się wydarzy. Szpilka nie miał okazji walczyć jeszcze na tak dużej gali. Nie będzie to dla niego łatwa walka. Zbiję go i sprawię, że polscy fani będą płakać.

Co zobaczyłeś w oczach Szpilki?
Widziałem przestraszoną osobę. Mogę wypowiedzieć wiele słów na jego słów, ale zobaczymy, co wydarzy się podczas walki.

Pełna rozmowa z Deontayem Wilderem na Polsatsport.pl >>

- Powiedziałem mu, że w sobotę padnie na deski – zapewnił tuż po ceremonii ważenia Artur Szpilka. Polak zmierzy się w sobotę z Deontayem Wilderem w walce o pas mistrza świata federacji WBC w wadze ciężkiej. Nie jest faworytem, ale przekonuje, że spiker po pojedynku ogłosi panowanie nowego czempiona.

Jeśli tak się stanie, publiczność oszaleje, bo większość fanów w hali Barclays Center na Brooklynie w Nowym Jorku będzie trzymała kciuki za pięściarza z Wieliczki. Już podczas ceremonii ważenia Polacy zrobili show, które zaskoczyło Amerykanów. – Ej, jesteś z Polski? Co tu się, k... dzieje? – spytał nas jeden z operatorów amerykańskiej telewizji Showtime, widząc jak uśmiechnięty Polak o twarzy łobuziaka kradnie show miejscowemu mistrzowi. I nie mógł uwierzyć, że to tylko niewinna przygrywka do tego, co się będzie działo przed prawdziwą walką.

Gdyby Wilder znał choć trochę polskiego, usłyszałby między innymi wyrażoną w wulgarny sposób prośbę, aby sobie... poszedł. – Walczę u siebie – śmiał się później Szpilka, który prosto z podestu, gdzie ustawiono wagę (Polak waży 105,8 kg, Amerykanin – 103,7 kg), wszedł w tłum swoich fanów, chwilę rozdawał autografy i pozował do zdjęć. W ringu będzie jednak zupełnie sam i sam musi sobie radzić z olbrzymem z Alabamy.

Szpilka twierdzi jednak, że jest gotowy. – Jest lepiej niż myślałem. Nie czuję żadnego stresu, naprawdę. Nie mogę się doczekać, aż się obudzę w sobotę rano. Otworzę oczy i będę wiedział, że to ten dzień. Dzień, na który czekałem tak długo. Będę chciał się wyciszyć. Chcę znowu to wszystko sobie poustawiać w głowie. A później zrobię swoje. Idę na wojnę po pas mistrza świata – przekonuje Szpilka.

ISSN: 2082-9760

 

 

Najnowsze komentarze

Zapraszamy