onet.pl sport



Przegląd Sportowy

Patronat medialny





 

Dziś mija 17 lat od walki, która otworzyła Andrzejowi Gołocie drogę do wielkiej kariery - przegranego przez dyskwalifikację pierwszego pojedynku z Riddickiem Bowe. Słynny "Big Daddy" na ring w Madison Square Gardem wchodził jako wielki czempion wagi ciężkiej, niepokonany wówczas Gołota określany był co prawda mianem "Nadziei Białych", ale nikt nie widział go w roli zwycięzcy z Bowem. Co było dalej, wie każdy polski kibic szermierki na pięści...

http://www.youtube.com/watch?v=tZV-2f_iFZ4{jcomments on}

Add a comment

Andrzej GołotaAndrzej Gołota (41-9-1, 33 KO) oblał test w walce z Przemysławem Saletą, ale decyzji o tym, czy męczyć się jeszcze w ringu, czy dołączyć do grona emerytów, wciąż nie potrafi podjąć. Gołota zaskoczył wszystkich, kiedy po porażce z Przemysławem Saletą nie ogłosił, że nadszedł czas - i to najwyższy - na nowy rozdział w życiu. Wiadomo jednak tyle, że o tytule mistrza świata przestał myśleć już nawet on.

Gołota, lat 45, od dawna powołuje się na Bernarda Hopkinsa. Mówi, że coraz bardziej go docenia. W nocy z soboty na niedzielę Hopkins - 48 lat skończone w styczniu - wygrał z Tavorisem Cloudem. Młodszego o 17 lat rywala pokonał jednogłośnie na punkty, zabierając do domu pas mistrza świata IBF w kategorii półciężkiej.

- Niesamowity jest ten Hopkins, naprawdę. Od rana dzwonią do męża ludzie i proszą o komentarz w tej sprawie - mówi Mariola Gołota. Po tym, co się stało w walce z Saletą, powoływanie się na Hopkina nie ma sensu. - Teraz wiadomo tyle, że o mistrzostwo Andrzej walczył już nie będzie. Ale czy to koniec? Tego powiedzieć nie mogę - twierdzi Mariola Gołota.

Przed pojedynkiem z Saletą nie wiedziała, czy jej mąż wraca do ringu, by jeszcze raz postarać się o pas. - Jeżeli będzie trudno, na pewno pojawi się refleksja, czy powinien to ciągnąć, czy jeszcze raz fundować ten wysiłek i emocje sobie, rodzinie oraz kibicom - mówiła wtedy. Gołota zapowiadał, że czeka go test - zobaczy, ile sił i stresu to wydarzenie będzie go kosztować. Że przekona się na własnej skórze, czy cały ten boks ma jeszcze sens.
  Add a comment

Czytaj więcej...

Przemysław Saleta- Dla mnie życie powinno być jednym wielkim marzeniem i przygodą, dlatego podejmuję się różnych wyzwań - mówi Przemysław Saleta (44-7, 22 KO), człowiek, który w bolesny sposób prawdopodobnie skończył bokserską karierę Andrzeja Gołoty.

- Czytałeś komentarze internautów po swoim zwycięstwie nad Andrzejem Gołotą?
Przemysław Saleta: Od dawna jestem odporny na złośliwości pod moim adresem, co nie znaczy, że nie szanuję sprawiedliwej krytyki wobec mojej osoby...

- Po raz pierwszy jednak większość wpisów w sieci była bardzo pozytywna. Skoro mowa o złośliwościach, to muszę ci zadać pytanie, inspirowane sugestiami pojawiającymi się w internecie - rzadkimi, ale jednak - że być może byłeś pod wpływem sterydów i dlatego wytrzymałeś ciosy Gołoty.
Dlatego też Mariusz Wach, u którego wykryto doping, dotrwał do końca walki z Władimirem Kliczką... Podejrzewam, że ktoś na tej podstawie wyciąga takie wnioski. A prawda jest taka, że przecież sterydy nie pozwalają uniknąć nokautu. Mniejsza z tym, odpowiadam: nie brałem żadnego dopingu.

- Ty mówisz o Wachu, a ja myślę, że chodzi może to, że jesteś zwolennikiem zalegalizowania dopingu w sporcie.
Ktoś coś przeczytał i wsadził mi w usta opinię, która nie jest prawdziwa. Po aferze Lance’a Armstronga w jednym z wywiadów stwierdziłem, że doping jest szkodliwy, ale się z nim nie wygra, co pokazują kolejne przypadki. Fakt jest taki, że ci co mają pieniądze, zawsze znajdą sposób na oszukanie kontroli. I to jest w sporcie niesprawiedliwe. Może więc sprawiedliwsze byłoby, dopóki nie znajdzie się stuprocentowej metody wykrywania różnych sposobów wspomagania się, żeby nie udawać, że się z nimi walczy. Wiem co robię.

- Przed twoim starciem z Andrzejem Gołotą, a także po nim, częste były opinie, że nie powinno do niego dojść; że mogło się skończyć tragicznie.
Czytałem opinię lekarza, który stwierdził, iż mogliśmy sobie zrobić krzywdę. Dodał też, że szczególnie mogłem ja ucierpieć, bo mam tylko jedną nerkę. Jestem dorosłym i odpowiedzialnym facetem, dlatego regularnie się badam, bo prowadzę aktywny tryb życia. Ja nie leżę cały dzień na kanapie, codzienny trening jest stałą i istotną częścią mojego życia. Z tego co wiem, Andrzej również regularnie ćwiczy. Do tej walki nie przystąpiliśmy - jak to się mówi - z ulicy. Wcześniej ciężko trenowaliśmy przez wiele tygodni. Obaj chcieliśmy pokazać dobry boks i wygrać. Z tego co słyszałem i czytałem po naszej walce, udało nam się stworzyć dobre widowisko.

Add a comment

Czytaj więcej...

Andrzej Gołota

Zakończenie kariery zawodniczej i rozpoczęcie pracy trenerskiej doradza Andrzejowi Gołocie (41-9-1, 33 KO) w rozmowie z "Przeglądem Sportowym" były trener "Andrew" - Sam Colonna.

- Co dalej z Andrzejem Gołotą? Porażka z Przemysławem Saletą to koniec tej długiej kariery?
Sam Colonna:
Andrzej i jego żona to moi przyjaciele, nie chcę, by o tym, co myślę, dowiedzieli się z gazety. Ja jestem w Stanach, oni jeszcze w Polsce, więc nie będę komentował tej porażki.

- Rozumiem. I mam takie pytanie - czy oferta, jaką złożył pan Gołocie po porażce z Tomaszem Adamkiem, by został trenerem, nadal jest aktualna?
Oczywiście. Cały czas uważam, że Andrew byłby bardzo dobrym trenerem. To jest wyjście, by nie boksować, a zostać w pięściarstwie. Ten sport to jego życie, najlepiej się na tym zna. Wszystko się kiedyś kończy i trzeba zacząć nowy rozdział. Oferta jest aktualna - mam w gymie młodych zawodników, będą zachwyceni, jeżeli Gołota zjawi się na zajęciach jako ich trener. A jeżeli nie wypali z trenowaniem, może zostać sędzią. Albo menedżerem. Jest kilka sposobów na to, by robić to, co się kocha.

- Po walce z Adamkiem nie chciał się na to zgodzić?
To nie tak. Nie powiedział "nie". Powiedział, że to jeszcze nie czas. Że nie jest na to gotowy.

Sonda: Czy Gołota byłby dobrym trenerem? >>

- A dlaczego pan uważa, że Gołota byłby dobrym trenerem? Dla wielu kibiców może to być dziwny pomysł.
A to dlaczego? Już mu mówiłem, żeby wpadł do gymu, pomógł mi w pracy , zobaczył, czy to jest coś, co go wciągnie. "Andrew, pokaż tym młodym, co potrafisz, pogadaj z nimi, będą zachwyceni". Kilka razy widziałem go w takich akcjach.

- I co, patrzyli na niego, słuchali go?
I to jak, byli w niego zapatrzeni. Andrew dogaduje się z młodymi ludźmi, a oni go słuchają, co jest ważne. Bardzo celne uwagi im dawał. Oczywiście trenerem nie zostaje się z dnia na dzień, tego też trzeba się nauczyć, zbierać doświadczenie. Jak w każdym zawodzie. Zanim ktoś nie spróbuje nie można powiedzieć, czy się nadaje, czy nie. Tylko niech spróbuje!

- Pan ma za sobą lata doświadczenia, Gołotę prowadzi pan, z przerwami, od początku jego zawodowej kariery. Co jest najważniejsze w tej pracy?
To, by do każdego boksera podchodzić indywidualnie. W  żadnym wypadku nie pracować ze wszystkimi tak samo. Są tacy, na których trzeba nakrzyczeć, użyć naprawdę ostrych słów. Niektórych trzeba uspokoić, innym szepnąć jakąś drobną uwagę. Pracować tak, by mieli do ciebie zaufanie, wierzyli ci i słuchali. Trener nad wszystkim musi panować, bo walka szybko się skończy i na wszystko będzie za późno.

- A może Gołota nie ma w sobie tej cierpliwości, którą trener musi mieć? Może uważa, że wszystkim wszystko powinno łatwo przychodzić.

Nie... Przecież on wie, że w boksie nic nie przychodzi łatwo. To bardzo ciężki sport, najcięższy. Tu albo się haruje, albo nie ma po co wychodzić do ringu.

- Znacie się z Gołotą od ponad 20 lat, szmat czasu. Co panu przychodzi do głowy, kiedy pomyśli pan o tych wszystkich walkach, o tych zwycięstwach i porażkach?
Przede wszystkim Andrew to mój przyjaciel. Więcej, jak ktoś z rodziny. A bokser? Jeden z najlepszych, jakich kiedykolwiek trenowałem. Ogromny talent. Nie wiem z jakiego powodu, ale nie potrafił wygrać walk, które wygrywał, w których był lepszy od rywala. Poza ringiem?  Mądry, dowcipny facet. To były wspaniałe lata. Czasami szalone, ale wspaniałe.

- Nie przyleciał pan do Polski na walkę z Saletą, Gołota od końca grudnia trenował tu z Andrzejem Gmitrukiem.
Mam na głowie nowy gym, muszę wszystkiego dopilnować. Nie mogłem sobie pozwolić na ponad dwa miesiące nieobecności. Nie za bardzo podobał mi się pomysł, by boksować z Przemysławem Saletą, ale Andrew chciał tej walki. Przed wylotem życzyłem mu powodzenia, bo zawsze trzymam jego stronę. A w nocy przeczytałem, że przegrał.

Add a comment

Czytaj więcej...

Andrzej GołotaWidowisko sportowo-rozrywkowe nieoczekiwanie zamieniło się w bokserską walkę, w której żwawy 45-latek Przemysław Saleta (44-7, 22 KO) wymęczył, poobijał i na koniec znokautował w szóstej rundzie przechodzonego 45-latka Andrzeja Gołotę (41-9-1, 33 KO).

Widok kolejnego upadku pomnika polskiego boksu (po laniu, jakie mu sprawił, Saleta mówił o Gołocie z szacunkiem, o sobie ze skromnością i z dystansem) znów był żałosny.  Jak ponad trzy lata temu, gdy schodził z ringu znokautowany przez Tomasza Adamka. Wtedy był skazany na porażkę, choć sam był pewny zwycięstwa. Teraz też nie dopuszczał myśli o klęsce. Miał bić się z celebrytą, który ostatni pojedynek stoczył siedem lat temu, a na dodatek wcześniej nie zapisał się jako pięściarz światowej klasy. Raczej jako bokser hobbysta.

Jak zwykle, to znaczy jak po każdym większym laniu, jakie zebrał, Gołotę oklaskiwano, ku pamięci dwóch kapitalnych walk, jakie stoczył w epoce lodowcowej, czyli 17 lat temu.

Ponieważ Gołota i jego trener Gmitruk mówili, że do walki pan Andrzej jest wspaniale przygotowany, wręcz najlepiej od lat, w tym stwierdzeniu widzę znak czasu. Sam mam prawie 50 lat i w trakcie każdego kolejnego maratonu czuję, że biegnę po rekord życiowy, że lecę jak na skrzydłach. I co roku wynik jest o kilkanaście minut gorszy. Przy każdym kolejnym wyjeździe na narty czuję, że jestem lepszy niż kiedyś. I co rok kończę w szpitalu z coraz bardziej skomplikowanym złamaniem.

Mówiąc jeszcze inaczej, językiem mechaników samochodowych (obaj adwersarze są autofilami), w przypadku Salety i Gołoty ważny okazał się nie rocznik produkcji, ale kilometraż, liczba wypadków, stłuczek, to, czy auto jeździło po autostradach, czy po wertepach, serwisowanie w zakładach ASO.

Saleta jest tu dobrze utrzymanym, garażowanym cadillakiem, rocznik '68, karoseria pieszczona mleczkiem, śladu rdzy nie ma, części wymienione, czegoś tam brakuje, ale chodzi jak złoto.

Gołota - starym fordem mustangiem, też rocznik '68. Klasyk, tylko że ciągle obijany w gonitwach z policją jak w grze "Grand Theft Auto" - a to się zderzy z TIR-em, a to z pociągiem towarowym, a to ze ścianą; te wszystkie Riddicki Bowe'y, Lennoxy Lewisy, Lamony Brewstery - walki jak ciężkie kraksy. Raz go prowadzi mistrz kierownicy, raz idiota, raz niedzielny kierowca. Przyciśnij pedał gazu, to pęknie wydech, walnie kolektor, zdechnie alternator. Głowa, znaczy komputer pokładowy, od tego nie wytrzymuje, na desce rozdzielczej pojawia się napis "General failure". Wtedy Gołota mówi: - Ja już nie wiem, o co chodzi w tym boksie. {jcomments on}

Add a comment

Andrzej GołotaPostawa Andrzeja Gołoty (41-9-1, 33 KO) w walce z Przemysławem Saletą podczas gali Polsat Boxing Night jest sporym zaskoczeniem, ale i rozczarowaniem. Zawodnicy MMA Paweł Nastula i Mamed Khalidov spodziewali się po Gołocie zdecydowanie więcej. Pojedynek Gołoty z Saletą był walką wieczoru sobotniej gali Polsat Boxing Night, która odbyła się w gdańsko-sopockiej Ergo Arenie. Zwyciężył Saleta, który w szóstej rundzie znokautował Gołotę.

- Nie będę nikogo okłamywał. Myślałem, że w tej walce górą będzie jednak Gołota - mówi Khalidov w rozmowie z trojmiasto.sport.pl. - Trzeba jednak oddać Przemkowi, że był w tym pojedynku w megaformie, miał kondycję i wyprowadzał dobre serie ciosów. Widać było wyraźnie, że jego narożnik wykonał dobrą pracę, przygotowując Saletę do walki. Szkoda, że Andrzej przegrał w ten sposób. Jeśli już miał ponieść porażkę, to wolałbym, żeby stało się to na punkty niż przez nokaut - dodał Khalidov. Rozczarowany postawą Gołoty był również Paweł Nastula.

- Stawiałem na Andrzeja, ale nie skreślałem Przemka. Mówiłem, że jeśli walka potrwa dłużej niż cztery rundy, to Saleta będzie miał większe szanse na zwycięstwo, i tak się stało - przyznał Nastula. - Naprawdę spodziewałem się więcej po Andrzeju. Jeśli chodzi o ten cios, po którym padł na ring, to nie wydawał się on aż taki mocny. Andrzej po prostu zachwiał się już ze zmęczenia. Niemniej jednak Saleta wygrał zasłużenie i dla niego spory "szacun". {jcomments on}

Add a comment

Andrzej GołotaWszystkie znaki na ziemi i niebie wskazują, że Andrzej Gołota powinien zakończyć karierę. Przegrał z Tomaszem Adamkiem, przegrał z Przemysławem Saletą. W obydwu pojedynkach nie dał rady dotrwać do końcowego gongu.

Oglądam jego walki sprzed lat, nie tylko te kultowe, z Riddickiem Bowe'em. Lubię. Do dziś je przeżywam, do dziś dostarczają mi tego, co w sporcie najważniejsze – emocji. Oglądałem walki z Adamkiem i Saletą. Nie zamierzam do nich wracać. To nie ten sam bokser. Gołota powiedział, że spokojnie obejrzy walkę z Saletą i pomyśli, co dalej. Ciekawe, do jakich wniosków dojdzie.

W każdym razie w nocy z soboty na niedzielę sportowej emerytury nie ogłosił. Jego decyzja, zawsze trzymam stronę zawodników i uważam, że sami powinni dojść to tego, że dopadł ich Ojciec Czas. Jak Muhammada Alego, kiedy dostał lanie od Trevora Berbicka i dał sobie spokój. Jak Mike'a Tysona, który powiedział, że nie będzie już walczyć – z szacunku dla boksu.

Ładnie zachował się Saleta. Tuż po walce, jeszcze w ringu, podziekował i Gołocie, i jego żonie, że dali mu szansę. Wykorzystał tę szansę. Znokautował rywala. Co by było, gdyby zamiast Salety bił Gołotę pieściarz, który nokautuje jednym ciosem, tym jednym jedynym uderzeniem sieje spustoszenie? Niech to pytanie pozostanie bez odpowiedzi. Gołota zrobił sobie test, czy cały ten boks ma jeszcze sens, i test oblał. Z kretesem. Nie ma co się powoływać na George'a Foremana, że był stary, a mistrzem został. „Big George" miał ten siejący spustoszenie cios i dzięki niemu powalił Michaela Moorera. A po latach i tak przyznał, że był głupi wchodząc do ringu jako starszy pan. Może warto go posłuchać? {jcomments on}

Add a comment

Gołota SaletaAndrzej Gołota (41-9-1, 33 KO) prowadził na kartach punktowych do momentu przerwania wczorajszej walki z Przemysławem Saletą (44-7, 21 KO). Po pięciu rundach dwóch sędziów widziało przewagę Gołoty - 49:47 i 48:47, a trzeci arbiter wypunktował remis 47:47.

Pojedynek zakończył się wygraną Salety przez nokaut w szóstej rundzie. Dla obu pięściarzy było to pożegnanie z zawodowymi ringami. {jcomments on}

Add a comment

Gołota Saleta

- Początkowo uważałem, że Przemek może być słabszy w tej walce jednak po obejrzeniu filmów z jego treningów zmieniłem zdanie, sądzę, że będzie to niezwykle wyrównana walka - mówi Mariusz Cendrowski o zaplanowanej na 23 lutego walce Andrzeja Gołoty (41-7-1, 33 KO) z Przemysławem Saletą (43-8, 21 KO).

- Co sądzisz o zbliżającej się gali boksu i walce Saleta – Gołota?
Mariusz Cendrowski:
Im bliżej gali tym bardziej wzrasta napięcie związane z pojedynkiem pomiędzy dwoma najważniejszymi pięściarzami polskiego boksu zawodowego. Po obejrzeniu przeze mnie materiałów z przygotowań obu zawodników  mogę jednoznacznie stwierdzić, że czeka nas bardzo dobra walka. Mimo, że sceptycy sugerują, że obaj pięściarze są już w zbyt zaawansowanym wieku, a ich boksowanie nie stoi na najwyższym poziomie, to z pełnym przekonaniem mogę stwierdzić, że ich walka będzie „wisienką na torcie” gali Polsat Boxing Night. Natomiast na podstawie filmów z treningów obu panów wynika, że ich forma stoi na najwyższym poziomie.

- Kto według Ciebie jest faworytem?
Początkowo uważałem, że Przemek może być słabszy w tej walce jednak po obejrzeniu filmów z jego treningów zmieniłem zdanie, sądzę, że będzie to niezwykle wyrównana walka.

- Nie uważasz, że Przemek zbyt często pojawia się w mediach?
Myślę, że jest to wręcz niezbędne. Forma promocji Przemka przed walką ma ogromne znaczenie, a dostęp do informacji na temat przygotowań odgrywa niebagatelne znaczenie. Fani mogą codziennie śledzić zmagania Przemka z treningiem i żmudnymi przygotowaniami do pojedynku.

Odwiedź serwis SponsorujWalke.pl >>

- Mariusz, proszę o kilka słów komentarza dotyczących odwołanej walki Szpilka - Zimnoch.
Ta walka była bardzo rozdmuchana przez media. Zachowanie Szpilki na konferencji prasowej uważam za karygodne. Sytuacja jest o tyle nieprzyjemna, że bokserzy na całym świecie okazują sobie szacunek i zaistniała sytuacja pomiędzy Szpilką i Zimnochem jest kompromitująca. Dlatego Szpilki nigdy nie będzie można nazwać następcą Andrzeja Gołoty.

- A co z tej całej sytuacji z Krzyśkiem?    
Uważam, że został skrzywdzony w całej tej sytuacji i musi uzbroić się w cierpliwość. W czasach amatorskich pokazał Arturowi gdzie jego miejsce! Myślę, że Krzysztof jest na tyle doświadczonym zawodnikiem, że może walczyć i wygrywać z każdym przeciwnikiem.

- Oglądałeś walkę Szpilka - Mollo?
Tak oglądałem powtórkę. Szpilka nie okazał się jednak gwiazdą wagi ciężkiej. Jego boksowanie pozostawia wiele do życzenia. Sztab szkoleniowy Szpilki zapowiadał, że łatwo rozprawi się z Zimnochem, a teraz walka została odwołana. Prawdopodobnie zaistniała obawa porażki. Oczywiście w grę wchodzą wielkie pieniądze dlatego wszystkie poczynania są przemyślane i zaplanowane. W dzisiejszych czasach bardziej liczy się widowisko, a nie czysty sport.

Add a comment

Czytaj więcej...