Patronat medialny


 


19 marca odbędzie się gala MB Boxing Night 9, a jednym z bohaterów wieczoru będzie Patryk Szymański (20-4, 10 KO). Powrót do ringu pięściarza z Konina, który w ostatnich pięciu pojedynkach zaliczył cztery porażki, spotkał się z mieszaną reakcją kibiców. – Nie przejmuję się nieprzychylnymi komentarzami. Nikt za mnie nie umrze, dlatego nikt nie będzie mówił mi czy powinienem wracać – powiedział TVP Sport Szymański.

Na początek zapytam nieco prowokacyjnie. Będziesz zaglądał do Internetu przez najbliższe trzy miesiące?
Patryk Szymański: Dużo korzystam z Internetu i nie zamierzam tego zmieniać. Wiem co masz na myśli, ale nie zwracam uwagi na komentarze ludzi, którzy często nie mają zbyt wielkiego pojęcia o tym, co piszą. Zza klawiatury każdy jest mądry, ale mnie to nie rusza i nie będę się tym przejmował.

Po walce z Przemysławem Gorgoniem (w czerwcu 2020 roku Szymański przegrał niejednogłośnie na punkty – red.) nie wyszedłeś do dziennikarzy, a potem długo nie publikowałeś niczego w mediach społecznościowych. Zapadłeś się pod ziemię.
Nie wyszedłem do dziennikarzy, bo tak naprawdę nie miałem zbyt wiele do powiedzenia. Moim zdaniem, ten werdykt nie był sprawiedliwy, ale tak naprawdę to nie miało dla mnie znaczenia, bo bolało mnie to, jak się zaprezentowałem. Patrząc na moje aspiracje, powinienem zdeklasować Przemka, albo nawet wygrać przed czasem. Szacunek dla Przemka, ale nawet, gdybym to ja ostatecznie wygrał, to miałbym do siebie pretensje za styl. Przed kolejną walką nie chcę dużo gadać, obiecywać, bo co bym nie powiedział, to dam pożywkę krytykom. To moje życie, wiem na co mnie stać i po prostu liczę, że coś w tym moim boksie się odblokuje i wrócę na właściwe tory.

Po tamtym pojedynku miałeś myśli, by raz na zawsze rozstać się z boksem?
Skłamałbym, gdybym powiedział, że było inaczej. Miałem takie myśli i utrzymywało się to długo. Dużo dłużej, niż po poprzednich porażkach. Po walce z Robertem Talarkiem (w kwietniu 2019 roku Szymański po dramatycznej walce przegrał przez techniczny nokaut w piątej rundzie – red.) czułem sportową złość. A w ostatnim pojedynku byłem po prostu słaby. Czułem się, jakbym doszedł do jakiejś ściany i nie mogłem robić, tego, co bym chciał. Nie chcę mówić, że dokonałem wielkich zmian i wreszcie będzie inaczej, bo i tak, co bym nie powiedział, będą się śmiać. Zrobiłem jednak coś, co uważam za słuszne, mam nadzieję, że to przyniesie sukces i będę mógł zamknąć usta niedowiarkom.

Pełna treść artykułu na Tvpsport.pl >>