Patronat medialny


 


Gdy gruchnęła informacja, że szykujesz galę boksu na Stadionie Narodowym, znów wylewano na ciebie pomyje. Teraz jednak, gdy nabrało to realnych kształtów, hejterzy jakoś przycichli... Nie tęsknisz za nimi?
Marcin Najman: Oczywiście, że nie. I jestem bardzo zaskoczony tymi wszystkimi pozytywnymi opiniami. Często z ust zajadłych przeciwników. Kompletna zmiana podejścia. Dla mnie to prawdziwa nowość. Tak dobrej prasy i odbioru nie miałem chyba jeszcze nigdy.

Przyznasz jednak, że - pamiętając o dołku, w którym obecnie jest polski boks - by porwać się na taką galę trzeba być albo szalonym, albo mieć coś więcej niż przysłowiowe jaja.
Nie mi to oceniać. Na to przyjdzie czas, lecz będzie to zadanie nie dla mnie, a dla mediów i kibiców. Szczerze? Sam jestem ciekaw.

Nie bałeś się? Jakiekolwiek potknięcie przy organizacji i byłbyś nie tylko bankrutem wizerunkowym, ale pewnie i finansowym.
Pewnie, że się bałem. Dlatego nie ma innego wyjścia. To po prostu musi się udać.

I do tej pory wszystko wskazuje na to, że właśnie tak będzie. Czego spodziewać mogą się zatem kibice?
Boksu na najwyższym, światowym poziomie. Widowiska sportowego, ale i patriotycznego. Gala odbywa się w 100-lecie odzyskania przez Polskę niepodległości. Naturalne więc, że będzie do tego wiele odniesień. Dla przykładu - z największą przyjemnością i honorem uczcimy bohaterów zwycięskiej bitwy pod Monte Cassino. To rok, w którym w sposób szczególny trzeba podkreślić naszą pamięć i tożsamość. Prawdziwym zaszczytem jest dla mnie fakt, że pani minister Maria Anders, córka dowódcy walczącego tam słynnego 2. Korpusu, zgodziła się objąć wydarzenie swym patronatem.

Wiem, że to nie ten kaliber, ale czy Narodowa Gala Boksu to nie trochę jak twoje małe, prywatne Monte Cassino?
Nie, absolutnie nie. Nie odważyłbym się porównywać takich rzeczy. Tam żołnierze zdobywając szczyt byli kompletnie odsłonięci, z góry strzelali Niemcy... Heroiczny, zwycięski bój. Logika podpowiadała, że sukces był niemożliwy.

Też porwałeś się na niezdobyty wcześniej szczyt, odsłoniłeś na ataki hejterów, nikt nie wierzył, że to ma prawo się udać...
Rozumiem o czym mówisz, takich odniesień mogłoby być pewnie jeszcze kilka. Ale dla mnie to zbyt poważne sprawy. Zbyt wiele przelanej krwi, by porównywać obie sytuacje.

Pytanie było typowo pod włos. Ta bitwa jest mi bardzo bliska prywatnie, dlatego też masz u mnie ogromnego plusa za tę odpowiedź. Przejdźmy dalej. Miałeś walczyć z Arturem Binkowskim, lecz został aresztowany.
Tak, lecz cenię tego faceta i na pewno go nie skreślam. To, że zawalczymy, jest wciąż realne. Podszedł do tego jak prawdziwy mężczyzna. Zadzwonił do mnie wcześniej i poinformował o swoich kłopotach. Powiedział, że może trafić na miesiąc do aresztu za próby kontaktu ze swymi dziećmi. To jego prywatna sprawa rodzinna, absolutnie nie chcę się w nią zagłębiać, ani tym bardziej oceniać. Chcę jednak, by wszyscy wiedzieli - życzę mu wszystkiego dobrego i wierzę, że wystąpi.

A gdyby jednak nie wypaliło? Macie plan B?
Tak, oczywiście. Jest nawet kilka wariantów. Wszystko pod kontrolą, choć nie chcę podawać nazwisk.

Przeczytaj całą rozmowę z Marcinem Najmanem >>