onet.pl sport


ARTV Chicago


Przegląd Sportowy

Patronat medialny





 



- Chcę wrócić jeszcze w tym roku i zmierzyć się z silnym rywalem, żeby odzyskać twarz – mówi Maciej Sulęcki. Po porażce w walce z Demetriusem Andrade Maciej Sulęcki odciął się od mediów i spędza czas z rodziną. Pod koniec czerwca Polak stracił pierwszą szansę na zdobycie tytułu mistrza świata, bo Amerykanin pewnie obronił tytuł federacji WBO w wadze średniej.

Minęło kilkanaście dni od pana przegranej walki o tytuł mistrza świata z Demetriusem Andrade. Poukładał pan to sobie już w głowie i znalazł odpowiedź na pytanie, dlaczego wypadł tak kiepsko? 
Maciej Sulęcki: Szczerze mówiąc, staram się o tym nie myśleć. Jestem z rodziną, odpoczywam, resetuję się i unikam świata sportu. Nawet walki właściwie nie oglądałem.

Trudno panu odmówić serca do walki, ale kiedy po tym pojedynku słyszałem, że "Striczu" pokazał charakter, to się z tym nie zgadzam. Andrade wyssał z pana serce. Przyszły ostatnie rundy, a pan stał i nie wiedział, co robić.
Przegrałem, to wszystko, co pan mówi, jest prawdą. Biorę to na klatę, byłem słabszy. Przestudiuję i przeanalizuję dokładnie, wyciągnę wnioski. Nie wierzę, że popełniliśmy błędy w przygotowaniach. Obóz był dobry, sparingpartnerzy na wysokim poziomie. Zabrakło czegoś w ringu. Rozmawiałem z trenerem Piotrem Wilczewskim, mówił, że kiedy patrzył na moją walkę, przypomniało mu się starcie Tomka Adamka z Chadem Dawsonem. Tam Polak też trafił na rywala, który kompletnie mu nie pasował. Trudno walczyć z kimś, kto nie podejmuje walki. Oczywiście, sam także nie zaryzykowałem, ale Andrade był bardziej uciekinierem. Przy czym jeszcze raz: Amerykanin wygrał walkę, bo zrobił to co musiał, niczego mu nie ujmuję. A ja lecę dalej.

Kiedy chce pan wrócić do ringu?
Na pewno w tym roku. Na razie jednak z nikim o tym nie rozmawiałem. Po raz pierwszy od wielu lat całkiem odciąłem się od sportu i jest mi dobrze. Odpoczywam psychicznie z rodziną. Ale wiadomo, będę chciał wrócić. Muszę porozmawiać z panem Andrzejem Wasilewskim o naszych planach, bo nie wiem, czy wystąpię teraz w Polsce czy w Stanach Zjednoczonych. Na to wszystko przyjdzie jednak czas. Za chwilę wracam do sportowego rytmu i wszystko nabierze rozpędu.

Pełna treść artykułu w "Przeglądzie Sportowym" >>