Patronat medialny


 


Krzysztof WłodarczykKrzysztof "Diablo" Włodarczyk (44-2-1, 32 KO) , pięściarz 12rounds KockOut Promotions, stanie w sobotę, 2 kwietnia, do drugiej walki w obronie mistrza świata bokserskiej federacji WBC wagi junior ciężkiej. Rywalem Polaka będzie niebezpieczny Portorykańczyk Francisco Palacios (20-0, 13 KO). Na zawodowym ringu stoczył on dotychczas 20 walk. Wszystkie wygrał, z czego 13 przed czasem. Do starcia dojdzie w Hali Łuczniczka w Bydgoszczy. Patronem medialnym Wojax Boxing Night jest Onet.pl

- Czeka pana trudne starcie. Rywal to wymagający przeciwnik. Palacios to mańkut z bardzo dobrą prawą ręką.
Krzysztof Włodarczyk:
On boksuje zarówno z jednej jak i z drugiej strony. Często zmienia pozycję. To rzeczywiście pięściarz bardzo wszechstronny i do tego niebezpieczny. Ma nokautujące uderzenie zarówno z prawej, jak i lewej ręki. Dlatego dużą uwagę trzeba będzie skupić na obronie. Nie wolno mu także odpuszczać. To zawodnik, który nie lubi presji, a jeśli da mu się trochę więcej pola to potrafi to wykorzystać.

- A jest jakiś sposób na ten jego styl walki?
KW:
Szczelna garda to podstawa. Do tego trzeba robić swoje. Nie wolno odsłaniać się niepotrzebnie i lecieć z mordą do przodu. Nie wolno dawać mu szansy zaczepienia się jakimkolwiek ciosem.

- Miał pan wymagających sparingpartnerów? Czy pana zdaniem ten okres przygotowawczy został dobrze przepracowany?
KW:
Wydaje mi się, że tak. Wprawdzie początek był trudny, ale potem coraz lepiej sobie radziłem. Nie miałem najmniejszemu problemu ze sparingpartnerami. Zmieniali się oni, co dwie-trzy rundy, a mimo tego nie wytrzymali tempa.

- A któryś z nich padł na deski?
KW:
Nie, ale na pewno wszyscy mocno odczuli moje ciosy. Teraz pewnie już wiedzą, jak w głowie fajnie gra.

- Ważne przed bokserską walką jest też ogólne samopoczucie.
KW:
Rzeczywiście to ważny element. Ale nie mogę narzekać. Wszystko jest w porządku.

- Podczas pierwszego spotkania z Palaciosem na konferencji była fajna atmosfera. Nie było wyzwisk. Widać, że macie do siebie szacunek.
KW:
Boks to taka dyscyplina, w której nie można nikogo obrzucać błotem. A już w ogóle nie mówię o lekceważeniu przeciwnika. W boksie jest tak, że ułamki sekund mogą zadecydować o zakończeniu walki, albo nawet kariery. Każdy zatem ceni pracę rywala, a także swoją. Rzeczywiście, choć jesteśmy rywalami, to mamy do siebie szacunek. Pewnie wiele osób chciałoby, żeby podczas takiej konferencji ktoś rzucił się na rywala, albo przynajmniej go odepchnął.

- Na konferencji Palacios pokrzykiwał, że nadchodzi jego czas. Co pan na to?
KW:
Wydaje mi się, że jego czas właśnie się kończy. Ma już swoje lata i wydaje mi się, że raczej powinien kończyć z boksem, a nie myśleć o sukcesach. Takie okrzyki tylko mobilizują mnie jeszcze bardziej. Pas musi zostać w Polsce.

- Od czasu walki ze Steven Cunninghamem nie spotykał się pan w ringu z pięściarzem, który nie ma w rekordzie porażki. Teraz takim będzie Palacios.
KW:
To nie ma dla mnie żadnej różnicy. Palacios nie boksował też z jakimiś wielkimi pięściarzami. Było może dwóch-trzech, którzy coś tam rokowali.

- A jakaś taktyka na walkę?
KW:
Na pewno muszę być mocno skoncentrowany. Zaboksuję też pewnie tak, jak na sparingach - mocną lewą ręką. Trener mówi, że dawno nie miałem tak mocnego lewego prostego. Dlatego będę starał się wykorzystać ten swój atut.

- Jak pan spędzał ostatnie dni przed walką?
KW:
Łapałem świeżość i szybkość.

- Od ponad tygodnia nie przebywa pan już z rodziną. Przeszkadza to panu?
KW:
Absolutnie. Bardzo się mobilizuję. Nie rozklejam się, bo gdybym miał dziecko w otoczeniu, to od razu byłbym taki rozbity. Tym bardziej, że "moja klucha" to taka "przylepa". {jcomments on}

fot. Tytus Żmijewski/PAP

Krzysztof "Diablo" Włodarczyk, pięściarz 12rounds KockOut Promotions, stanie w sobotę, 2 kwietnia, do drugiej walki w obronie mistrza świata bokserskiej federacji WBC wagi juniorciężkiej. Rywalem Polaka będzie niebezpieczny Portorykańczyk Francisco Palacios. Na zawodowym ringu stoczył on dotychczas 20 walk. Wszystkie wygrał, z czego 13 przed czasem. Do starcia dojdzie w Hali Łuczniczka w Bydgoszczy. Patronem medialnym Wojax Boxing Night jest Onet.pl

Czeka pana trudne starcie. Rywal to wymagający przeciwnik. Palacios to mańkut z bardzo dobrą prawą ręką.

- On boksuje zarówno z jednej jak i z drugiej strony. Często zmienia pozycję. To rzeczywiście pięściarz bardzo wszechstronny i do tego niebezpieczny. Ma nokautujące uderzenie zarówno z prawej, jak i lewej ręki. Dlatego dużą uwagę trzeba będzie skupić na obronie. Nie wolno mu także odpuszczać. To zawodnik, który nie lubi presji, a jeśli da mu się trochę więcej pola to potrafi to wykorzystać.

A jest jakiś sposób na ten jego styl walki?

- Szczelna garda to podstawa. Do tego trzeba robić swoje. Nie wolno odsłaniać się niepotrzebnie i lecieć z mordą do przodu. Nie wolno dawać mu szansy zaczepienia się jakimkolwiek ciosem.

Miał pan wymagających sparingpartnerów? Czy pana zdaniem ten okres przygotowawczy został dobrze przepracowany?

- Wydaje mi się, że tak. Wprawdzie początek był trudny, ale potem coraz lepiej sobie radziłem. Nie miałem najmniejszemu problemu ze sparingpartnerami. Zmieniali się oni, co dwie-trzy rundy, a mimo tego nie wytrzymali tempa.

A któryś z nich padł na deski?

- Nie, ale na pewno wszyscy mocno odczuli moje ciosy. Teraz pewnie już wiedzą, jak w głowie fajnie gra

Ważne przed bokserską walką jest też ogólne samopoczucie.

- Rzeczywiście to ważny element. Ale nie mogę narzekać. Wszystko jest w porządku.

Podczas pierwszego spotkania z Palaciosem na konferencji była fajna atmosfera. Nie było wyzwisk. Widać, że macie do siebie szacunek.

- Boks to taka dyscyplina, w której nie można nikogo obrzucać błotem. A już w ogóle nie mówię o lekceważeniu przeciwnika. W boksie jest tak, że ułamki sekund mogą zadecydować o zakończeniu walki, albo nawet kariery. Każdy zatem ceni pracę rywala, a także swoją. Rzeczywiście, choć jesteśmy rywalami, to mamy do siebie szacunek. Pewnie wiele osób chciałoby, żeby podczas takiej konferencji ktoś rzucił się na rywala, albo przynajmniej go odepchnął.

Na konferencji Palacios pokrzykiwał, że nadchodzi jego czas. Co pan na to?

- Wydaje mi się, że jego czas właśnie się kończy. Ma już swoje lata i wydaje mi się, że raczej powinien kończyć z boksem, a nie myśleć o sukcesach. Takie okrzyki tylko mobilizują mnie jeszcze bardziej. Pas musi zostać w Polsce.

Od czasu walki ze Steven Cunninghamem nie spotykał się pan w ringu z pięściarzem, który nie ma w rekordzie porażki. Teraz takim będzie Palacios.

- To nie ma dla mnie żadnej różnicy. Palacios nie boksował też z jakimiś wielkimi pięściarzami. Było może dwóch-trzech, którzy coś tam rokowali.

A jakaś taktyka na walkę?

- Na pewno muszę być mocno skoncentrowany. Zaboksuję też pewnie tak, jak na sparingach - mocną lewą ręką. Trener mówi, że dawno nie miałem tak mocnego lewego prostego. Dlatego będę starał się wykorzystać ten swój atut.

Jak pan spędzał ostatnie dni przed walką?

- Łapałem świeżość i szybkość.

Od ponad tygodnia nie przebywa pan już z rodziną. Przeszkadza to panu?

- Absolutnie. Bardzo się mobilizuję. Nie rozklejam się, bo gdybym miał dziecko w otoczeniu, to od razu byłbym taki rozbity. Tym bardziej, że "moja klucha" to taka "przylepa".