Sponsorzy grupy KnockOut

Patronat medialny


 


Krzysztof WłodarczykDariusz Nowicki sprawował opiekę psychologiczną nad Krzysztofem Włodarczykiem (46-2-1, 33 KO) przed, w trakcie i po jego zwycięskiej walce w obronie tytułu mistrza świata z Australijczykiem Danny Greenem, która odbyła się w Perth. Olsztynianin o powiada o kulisach walki oraz współpracy z "Diablo".

Jak się to zaczęło?
- Kontakt z Krzysiem Włodarczykiem oraz z grupą bokserów promotora Andrzeja Wasilewskiego miałem już grubo wcześniej. M.in. przygotowałem go psychologicznie do wygranego pojedynku z Włochem Fragomenim. Po tej walce była przerwa, bo wydawało się, że jest już z "Diablo" wszystko w porządku. Jednak po niezbyt udanym pojedynku z Portorykańczykiem Palaciosem zapytano mnie, czy mógłbym wznowić współpracę. Zanim jednak ją podjąłem, miała miejsce dramatyczna próba samobójcza. To był dzwonek alarmowy, że Włodaczykowi trzeba szybko pomóc. Wśród psychologów jest tak jak wśród lekarzy, też mamy swoje specjalności. Jeżeli chodzi o rozwiązywanie problemów rodzinnych, a one były głównym powodem tego dramatu, to zaproponowałem swojego przyjaciela, specjalistę od terapii rodzinnej. Sam natomiast skupiłem się na przywróceniu „Diablo” sportowi.

O co tu chodzi?
- Czasu mieliśmy bardzo mało. Rozpoczęliśmy pracę z Krzysiem we wrześniu, wiedząc, że będzie walczył pod koniec listopada. Green zdawał sobie sprawę, że to może być zbyt krótki czas, aby jego rywal odzyskał pełnię formy, więc chciał walczyć jak najszybciej. Chodziło mi głównie o przywrócenie tego wszystkiego dobrego, co już wcześniej było, o utwierdzenie Krzyśka w przekonaniu, że jest mistrzem świata i że ma już za sobą kilka wspaniałych pojedynków. Prowadziłem z nim długie rozmowy, trening relaksacyjny, korzystałem ze środków wizualnych, z odpowiedniej muzyki, a nawet wykorzystywałem hipnozę...

Wsparcie żony
- Przygotowanie Włodarczyka do walki było pracą zespołową. Nie mogło być przecież tak, że psycholog przejmuje tu kierownictwo. Głównymi osobami pozostawali zawodnik, jego trener (Fiodor Łapin - red.) oraz fizykoterapeuta (Jan Sobieraj - red.). Ważna była też aklimatyzacja, dlatego przyjechaliśmy do Australii 12 dni przed walką. Aklimatyzacja przebiegała w miarę dobrze, ale gospodarze próbowali ją zakłócić: po czterech dniach pobytu w Perth zażądali przyjazdu Krzysia do Sydney, oddalonego od Perth o dwa tysiące kilometrów, na konferencję prasową i pokazowy trening. Jego rywal był cały czas w Sydney. Wspaniale, że walkę Krzysia oglądała jego żona. To był ważny element uwzględniony w przygotowaniach. Zachowała się wspaniale, miała wielki pozytywny wpływ na męża. Jej wsparcie dodało mu wiele wiary w zwycięstwo.



Tylko nokaut!
- Miałem wielką satysfakcję, że wnosiłem przed walką pas mistrzowski Krzysia na ring i stałem z nim podczas hymnu. W hali było około pięć tysięcy widzów, w tym sporo Polaków, a wśród nich 40 naszych żeglarzy, którzy w Perth rozpoczynali mistrzostwa świata. Spotkaliśmy się z nimi jeszcze przed walką. Andrzej Wasilewski obiecał, że załatwi im bilety i słowa dotrzymał. Wszyscy byliśmy zaskoczeni wyśmienitym występem Greena. To była jego najlepsza walka w karierze. Sądziliśmy, że wytrzyma fizycznie najwyżej do piątej rundy, a dotrwał prawie do końca. Włodarczyk wiedział od początku, że nie ma co liczyć na wygraną na punkty, więc musiał rywala znokautować, no i tak się stało!

Złamana żuchwa
- Danny Green zachował się fantastycznie, przyszedł do nas z całym swoim sztabem i podziękował za walkę fair play. Nie było tylko jego trenera. Nie wiem dlaczego, może go szybko zwolnił, a może się załamał. Green demonstrował nam, jak wyglądała jego twarz po walce. Żartował, że to dobrze, że ma złamany nos, bo wcześniejsze złamanie z lewej strony przeniosło się teraz w... prawo, więc nos się wyprostował. Powiedział, że wyleciał mu ząb, który naruszył usta, no i że ma złamaną żuchwę. Siła ciosów "Diablo" musiała być więc niesamowita...{jcomments on}