Patronat medialny


 

Sponsor grupy KnockOut

Włodarczyk GreenW środę w Perth Krzysztof Włodarczyk (45-2-1, 32 KO) będzie bronił pasa mistrza świata federacji WBC w kategorii junior ciężkiej w walce z Dannym Greenem (31-4, 27 KO).

- Kto ma więcej do stracenia - "Diablo" czy Australijczyk?
Fiodor Łapin:
Obydwaj dużo ryzykują. Nie wyobrażam sobie, żeby Krzysiek mógł stracić pas. On chyba też, przecież wszystko by się zmieniło - dalsza kariera i całe jego życie. Dla Greena sprawa jest jeszcze bardziej oczywista, bo przegrana to chyba koniec jego kariery.

- Włodarczyk walczy nie tylko w obronie pasa, ale i o reputację, bo ostatni pojedynek z Francisco Palaciosem, delikatnie mówiąc, wybitnie mu nie wyszedł.
Krzysiek wie, że tamta walka mu się nie udała. Teraz chce coś z tym zrobić, pokazać co umie i w Australii ma ku temu najlepszą okazję. Ważne, że podczas przygotowań wszystko wyglądało tak, jak powinno. Także sprawy pozasportowe. Przed pojedynkiem z Palaciosem „Diablo" z powodu operacji nogi opuścił zgrupowanie w Zakopanem. Później nie zdążyliśmy nadrobić straconego czasu. Teraz jest inaczej.

- Może lepiej, że rywale zmierzą się w Australii? W Polsce Włodarczyk nie radzi sobie z presją.

Śmiejemy się czasem, że kilka lat temu miejsce naszego boksera w pierwszej dziesiątce poważnego rankingu to był kosmos. Dzisiaj, kiedy przyjeżdża tak wysoko notowany rywal, nie robi już wrażenia na kibicach ani fachowcach. Krzysiek też chyba nie zawsze potrafił się zmobilizować. Zobaczymy, jak będzie teraz. Na wyjeździe Włodarczyk spisywał się dobrze - w USA, we Włoszech z Vincenzo Rossitto czy na początku pojedynku z Giacobbe Fragomenim. Może potrzebuje nieprzyjaznej publiczności? On ma taki charakter, że jak coś jest przeciwko niemu, mobilizuje się jeszcze bardziej.

- Nie boi się pan, że przed konfrontacją znowu pojawią się jakieś problemy pozasportowe?

Powinno być normalnie. W Australii pojawi się żona Krzyśka, ma być też ojciec. Żeby tylko nie przegiąć w drugą stronę, bo nie pojechaliśmy na piknik. "Diablo" czeka walka, a nie głaskanie się. Musi wyjść do ringu i dać z siebie wszystko.


- Wierzył pan, że Włodarczyk tak szybko się pozbiera po problemach pozasportowych, w efekcie których wylądował w szpitalu?

Było ogólnonarodowe zamieszanie, ale w końcu dotyczyło to samego Krzyśka. On wtedy potrzebował spokoju w rodzinie, a nie tego całego szumu wokół. Nie wiem, czy opinia publiczna poznała całą sprawę.

- Włodarczyk sam zaczął mały tour po gazetach i magazynach, gdzie o wszystkim opowiadał.
Wiem o tym, cały Krzysiek... On to urządził, ktoś jeszcze coś dodał i się narobiło. Tymczasem potrzebował zwykłej zgody w rodzinie. W tej chwili jest innym człowiekiem niż rok czy pół roku temu. Z takimi sprawami jednak nigdy nic nie wiadomo.

- Pracujecie z psychologiem?
Tak. Darek Nowicki, który pomaga nam od dawna, przebywa też w Australii. To świetny fachowiec i człowiek. Są efekty, choć to wszystko można rozbić w jednej chwili. Darek zna sporty walki, bo jest sędzią olimpijskim w taekwondo. Wie, jaki to stres, kiedy spotyka się dwóch silnych mężczyzn. To ważne, bo Krzyśkowi w ostatniej walce brakowało pewności siebie.

- Jak pan sobie wyobrażą starcie' z Greenem?
Znamy go bardzo dobrze. To silny gość. Chce się bić i to nam pasuje, bo Włodarczyk nie lubi bokserów, którzy się chowają. Australijczyk dysponuje niezłą siłą ciosów, lecz przewaga leży po naszej stronie. Przerabiamy ciągle taktykę, pracujemy nad akcjami, które w tej walce powinny przynosić efekty.

- Gdzie tkwią słabe punkty Greena?
Jest nieustępliwy i ma serce do walki. Jego minusem może okazać się to, że będzie chciał oddawać i iść do przodu. Taki styl Krzysiek lubi. Australijczyk to nie jest też zawodnik, który umie w równym, wysokim tempie walczyć dwanaście rund. A Włodarczyk grozi niebezpieczeństwem w każdym momencie.

- Podobno w przypadku porażki macie zagwarantowany rewanż.
Tak, ale nie myślę o tym. Wolelibyśmy nie korzystać z tej możliwości.

- Co będzie, jeśli wygracie?
Chciałbym walki unifikacyjnej. Marco Huck, Yoan Pablo Hernandez czy Guilermo Jones to dobre opcje. Włodarczyk ma 30 lat i trzeba iść dalej. Pas, który dla innych jest marzeniem życia, Krzysiek już zdobył. Zna to, wie, jak się z tym czuje, ludzie też się przyzwyczaili, więc czas na następny krok. Gdybym mógł wybierać rywala, postawiłbym jednak na Steve'a Cunninghama.

- On nie jest mistrzem świata.

Ale myślę, że znowu zdobędzie pas. Spotkał się z Krzyśkiem dwa razy, wynik wyszedł remisowy i trzecie starcie byłoby dobre dla wszystkich. Gdyby Cunningham odzyskał pas IBF, moglibyśmy postawić kropkę nad i.

- A waga ciężka? To ostatnio modne...
Był taki temat, ale to bardzo odległa perspektywa. W ogóle o tym nie myślimy. Teraz chcemy pokonać Greena.

Rozmawiał: Kamil Wolnicki{jcomments on}