Patronat medialny


 

Andrzej Wasilewski- Jeśli ja dostałbym taką ofertę opcji do ewentualnego kontraktu na walkę mistrzowską lub z aktualnym mistrzem świata, to po pierwsze bym się spocił z wrażenia a po drugie próbowałbym negocjować. Nie odmawiałbym "nie bo nie". Zapytałbym ile pieniędzy oznaczają te 25% lub 33% i z jakiej sumy będziemy te procenty liczyć. Zupełnie inna jest sytuacja gdy mamy na stole dziesięć tysięcy złotych, a inna gdy dysponujemy np. przysłowiowym milionem. Nie liczyłbym pieniędzy, które ktoś może zarobić, tylko skoncentrowałbym się na tym ile ja mogę zarobić. Pytałbym się o takie szczegóły jak logo, sponsorzy na stroju, kto i ile płaci za przygotowania, jak się będzie przedstawiało zawodnika w mediach, a także o wiele innych drobiazgów- komentuje sprawę upublicznionych negocjacji pomiędzy mistrzem świata WBC wagi junior ciężkiej Krzysztofem Włodarczykiem oraz Mateuszem Masternaka, promotor "Diablo" Andrzej Wasilewski.

- Ciężko stwierdzić czy te procenty stanowią dużo czy mało, jeśli nie wie się o jakich kwotach mówimy. Ja na miejscu Pana Kwiatkowskiego podjąłbym dyskusję, zadał wiele pytań, próbował się zorientować gdzie jest pole do negocjacji, a gdzie ściana. Zapytał o możliwość zmiany opcji z czterech na np. dwie, a w drugim przypadku z pięciu na trzy. Tak rozmawiają ludzie, którzy chcą znaleźć kompromis. Nie dostaliśmy żadnej kontroferty, czyli domyślamy się, że tą walką sztab Mateusza Masternaka  nie jest raczej zainteresowany. Tak nie negocjują poważni ludzie - twierdzi współwłaściciel grupy 12 Round KnockOut Promotions.

- Warto przy okazji zaznaczyć, że dojście do porozumienia w opcjach, dopiero otwiera drogę do ewentualnych dalszych negocjacji. Nie oznacza to wcale, że do tej walki dojdzie. Priorytetem dla nas jest obecnie turniej Super Four oraz propozycja walki od Danny Greena, który zaproponował nam wstępnie bardzo dobre warunki finansowe. To jest sport i wszystko się może zdarzyć, dlatego też szukamy innych opcji i rozmawiamy. Dla nas walka z Masternakiem to nie jest żadne duże wydarzenie - podkreśla promotor "Diablo".

- Nigdy nie chciałem negocjować za pośrednictwem mediów i od początku powtarzałem, że poważne negocjacje lubią ciszę. To Mateusza i jego otoczenie rozsadza jakieś ciśnienie i co raz puszczają jakieś informacje do niszowych portali. Dziwią mnie także nieeleganckie jak na młodego człowieka wypowiedzi Mateusza, który będąc zawodnikiem na dorobku, krytykuje tych, którzy osiągnęli wielokrotnie więcej, okazując brak jakiejkolwiek pokory czy szacunku dla tych przysłowiowych "starszych". Pomijając jak wypadł Krzysiek w ostatniej walce, to Mateusz nie widział w ringu takich rywali, jakich Krzysiek ma na swoim rozkładzie. W boksie jest dużo krzykaczy, także jest się od kogo uczyć. Nie wystarczy jednak krzyczeć, warto czasami podjąć też chociaż próbę negocjacji - twierdzi Wasilewski.


- To jest trochę jak w pokerze. Ktoś blefuje przez całą partię, ale czasem ktoś powie "sprawdzam". Zarzucanie mi braku wiary w wygraną Włodarczyka świadczy o braku profesjonalizmu Pana Kwiatkowskiego. W sporcie może zdarzyć się wszystko, na przykład kontuzja. Profesjonalista musi wziąć pod uwagę każde rozwiązanie i to go różni od kompletnego amatora. Z przykrością patrzę też na niesmaczne komentarze zamieszczane anonimowo w internecie przez osobę związaną z O'chikara Gmitruk Team np. dzisiaj na najmniejszym z portali bokserskich. Taka ewentualna walka to ogromna szansa dla ciekawego, ale jeszcze bez większego dorobku sportowego zawodnika. Dla "Diablo" z kolei, to tylko kolejna walka, choć nie ukrywajmy, że Krzysiek bardzo chętnie by się w ringu z Mateuszem spotkał. Taka walka, o taki lub inny pas czy bez tytułu, to kapitalna promocja dla Mateusza, zawodnika kompletnie nieznanego szerszej polskiej publiczności. Tylko on w tym obszarze zyskuje - mówi człowiek kierujący od lat karierą sportową Krzysztofa Włodarczyka.


- Proponuję choć trochę energii poświęcić negocjacjom, a mniej "wielkim" oświadczeniom. Czekałem zgodnie z naszym ustaleniem cały zeszły tydzień na jakikolwiek kontakt, telefon, spotkanie, które miało nastąpić czy choćby email. Tak bardzo chcieliście Panowie upublicznić przebieg naszych rozmów, to ja mowię: "Ok, kładziemy karty na stół - sprawdzamy, my robimy, Wy pokrzykujecie" - dodaje jedyny polski promotor, który zorganizował już kilka walk o mistrzostwo świata nad Wisłą, wygrywając przy okazji przetargi z takimi rywalami jak Don King. {jcomments on}