Patronat medialny


 


- Pierwszy raz w karierze nie udało mi się osiągnąć limitu wagowego. Waga bardzo dobrze mi schodziła. W dniu ważenia, gdy wstaliśmy rano, byliśmy spokojni i wyluzowani, że zrobię wagę. Do zrzucenia został mi kilogram i czterysta gramów. To było mało, wystarczyło się odwodnić – mówi Ewa Brodnicka w rozmowie z PoGongu.pl.

Na pewno duży wpływ, że nie zmieściłam się w limicie, miało to, że nie miałam swojej wagi. W hotelu waga kontrolna pokazywała, że jestem w limicie. Po przyjeździe na oficjalną ceremonię ważenia okazało się, że mam czterysta gramów powyżej limitu kategorii superpiórkowej. To był dla mnie szok. Dostałam godzinę na zbicie nadprogramowych gramów.

Mogłam się załamać tą sytuacją, ale nie poddałam się. Z godzinę dochodziłam do siebie. Pomogła rozmowa z trenerem i samą z sobą. Liczyła się tylko walka. Ta sytuacja mnie nie załamała, przeciwnie to mnie zmotywowało. Jeżeli ktoś uważa, że zachowałam się nieprofesjonalnie, to nawet nie chce mi się dyskutować z takim opiniami.

W dniu walki czułam się bardzo dobrze fizycznie i psychicznie. W walce dałam z siebie sto procent. Spodziewałam się trochę lepszej Mayer. To była dobra, intensywna walka, na wysokim poziomie. Myślę, że najlepsza w moim wykonaniu.

Sędzia ringowy odjął mi dwa punkty za klinczowanie. Uważam, że sędzia też był przeciwko mnie. Pierwszy punkt być może odjął prawidłowo, ale nie wiem, dlaczego zrobił tak za drugim razem. Mayer zadała lewy sierpowy, który wszedł pomiędzy moją rękę i nie mogłam się z tego uwolnić. Trwało to ze dwie sekundy, a sędzia od razu odjął mi punkt.

Pełna treść artykułu na Pogongu.pl >>