Patronat medialny


 

Dillian Whyte (28-3, 19 KO) powróci jutro na ring po kwietniowej porażce z Tysonem Furym (32-0-1, 23 KO), krzyżując rękawice z Jermainem Franklinem (21-0, 14 KO). "The Body Snatcher", choć przegrał z "Królem Cyganów" bezapelacyjnie, nadal nie docenia bokserskich atutów swojego pogromcy. 

- Fury zawsze będzie trudnym rywalem, bo jest po prostu taki duży - twierdzi Brytyjczyk. - Ludzie opowiadają, że on jest szybki, że jest świetnym bokserem, że jest niewygodny, ale wcale nie jest, jest tylko duży!

- Mnie po prostu złapał dobrym ciosem, a potem mnie popchnął - tłumaczy swoją porażkę z czempionem WBC Whyte, podtrzymując swoje wcześniejsze stanowisko.