Patronat medialny


 


Trener Wildera otwarty na walkę z Ortizem

Deontay Wilder (42-1-1, 41 KO) nadal nie może się pogodzić z porażką z Tysonem Furym (30-0-1, 21 KO). Amerykanin jest przekonany, że padł ofiarą spisku z udziałem ludzi ze swojego otoczenia, którzy pozwolili jego rywalowi ukryć w rękawicy twardy przedmiot i przygotowali dla niego zatrutą wodę. "Bronze Bomber" za głównego winowajcę uznał jednego ze swoich trenerów Marka Brelanda, który w konsekwencji stracił miejsce w ekipie zdetronizowanego czempiona. "Oszczędzony" został natomiast drugi ze szkoleniowców Wildera - Jay Deas. Dlaczego?

Jak wyjaśnił w rozmowie Brianem Custerem olbrzym z Alabamy, dlatego, że Deas, w przeciwieństwie do Brelanda, nie chciał poddawać walki z Furym.

- Uwierz mi, Jay zebrał ochrzan, na serio! Nie zwolniłem go jednak, bo nie postąpił wbrew mojej woli i nie sprzeniewierzył się wartościom, które głosiłem od około pięciu lat! - oświadczył "Bronze Bomber". 

Deontay Wilder do kolejnego pojedynku trenować ma pod opieką Jaya Deasa, któremu podobno asystować ma Malik Scott.