onet.pl sport


ARTV Chicago


Przegląd Sportowy

Patronat medialny





 

Wczorajsza informacja, że mistrz świata WBC wagi ciężkiej Deontay Wilder (40-0-1, 39 KO) zmierzy się 18 maja z Dominikiem Breazelem (20-1, 18 KO) na gali telewizji Showtime jest szeroko komentowana w bokserskim środowisku.

Menadżer Shelly Finkel zapewnia jednak, że Wilder dalej współpracując z Showtime nie zarobi mniej niż 100 milionów, jakie proponowała mu kilka dni temu platforma DAZN, a kibice wcale nie muszą się żegnać z perspektywą walk "Bronze Bombera z boksującym dla DAZN Anthonym Joshuą czy związanym z ESPN Tysonem Furym.

- Deontay nie jest do niczego przez nikogo zobligowany, będzie miał w kontrakcie zagwarantowane opcje zewnętrzne - stwierdził Finkel, który już teraz negocjuje z ESPN warunki organizacji rewanżu z Furym pod koniec roku.

Według Finkela aktualnie "na tapecie" jest umowa Wildera z Showtime na trzy pojedynki. Na jej mocy niepokonany czempion z Alabamy miałby zarobić nie mniej niż 100 milionów, i to bez konieczności krzyżowania rękawic z Anthonym Joshuę (w kontrakt proponowany przez DAZN wpisane były dwie walki z AJ-em). Reprezentant Wildera zapewnia także, że jeśli kontrakt w dyskutowanej formie zostanie sygnowany, to ewentualne starcia z Wilderem i Furym (nawet pokazywane przez innych nadawców) nie będą niemożliwe do organizacji.

Co ciekawe, wczoraj pojawiła się plotka, że jeśli Wilder pokona Breazeale'a, to jego kolejnym rywalem mógłby być... Władimir Kliczko, od lipca 2017 roku przebywający na sportowej emeryturze.