Patronat medialny


 


29 stycznia na Florydzie dojść ma do walki pomiędzy "zwykłym" mistrzem WBA wagi ciężkiej Manuelem Charrem (31-4, 17 KO) i posiadaczem "tymczasowego" pasa WBA Trevorem Bryanem (20-0, 14 KO). Pojedynek stoi jednak pod znakiem zapytania, bo Charr nadal przebywa w Niemczech i póki co niewiele wskazuje na to, by wybierał się za Ocean, a jego ekipa zarzuca promotorom Bryana poważne niedociągnięcia w kwestiach organizacyjnych. 

Tymczasem trener Amerykanina Stacy McKinley przekonuje, że bez względu na to, czy "Diamond Boy" doleci na czas do USA, jego zawodnik i tak wyjdzie do ringu.

- Wiem, co Charr kombinuje - mówi McKinley cytowany przez Boxingscene . - Boks to też biznes. On myśli, że nie musi walczyć z Bryanem, więc nie będzie z nim walczył. Trevor i tak zaboksuje 29 stycznia. Z Manuelem Charrem, jeśli ten będzie chciał.

- W każdym razie Trevor Bryan boksuje z kimś w przyszłym tygodniu. Nie chcę już słyszeć żadnych wymówek, nie chcę słyszeć o żadnych opóźnieniach. Jeśli Charr ma jakiś problem, to niech go rozwiąże, bo to jego problem - dodaje trener Bryana.

Na razie nie wiadomo, jakie będą kroki WBA, gdyby ostatecznie do nakazanej już dawno walki Bryana z Charrem nie doszło. Wcześniej władze WBA jako ostateczny termin starcia wyznaczyły koniec stycznia i deklarowały, że rezygnacja z pojedynku oznacza dla każdego z pięściarzy automatyczną utratę tytułu.