Patronat medialny


 


Rok temu Giennadij Gołowkin (40-1-1, 35 KO) podpisał kontrakt z platformą DAZN, która w najbliższych latach będzie na wyłączność pokazywać jego walki na terytoriach, na których jest dostępna. Wartość umowy wyniosła 100 mln dolarów, z "GGG" za każdy swój występ miał zarabiać co najmniej 16 mln dolarów.

Nowy kontrakt Kazacha sprawił, że pięściarz chciał m.in. renegocjować sposób nagradzania swojego wieloletniego trenera Abela Sancheza. Amerykański szkoleniowiec nie zaakceptował nowych warunków wyliczania gaży za swoją pracę i zakończył współpracę z aktualnym mistrzem świata IBF wagi średniej.

Kolejnym ringowym rywalem Gołowkina będzie Kamil Szeremeta (21-0, 5 KO). Steve Mannix, dziennikarz "Sports Illustrated" i DAZN, nie jest entuzjastą tego zestawienia i sugeruje, że pięściarz z Kazachstanu za taki pojedynek powinien zarobić mniej.

- DAZN podpisało umowę z Gołowkinem nie dlatego, żeby ten boksował ze Rollsem, Derewianczenką i Szeremetą. On miał boksować z Saulem Alvarezem, Demetriusem Andradem i innymi mistrzami świata. Jeśli Gołowkin chce walki z Szeremetą, to powinien zgodzić się na solidne obniżenie jego gaży - twierdzi Mannix.

Amerykański dziennikarz zapomina jednak, że Polak jest oficjalnym pretendentem do tytułu IBF, który dzierży "GGG". Jeśli Kazach nie zaboksuje z Szeremetą, może stracić swój mistrzowski pas. Nie należy też wykluczać, że pandemia koronawirusa przesunie w czasie wiele terminów obowiązkowych obron mistrzowskich tytułów.