Miasto Wałcz

Patronat medialny


 

Dawson PascalW ostatnią sobotę doszło do bardzo dużej niespodzianki, Jean Pascal (26-1-0, 16 KO) uczciwie i dosyć wyraźnie na ringu w Montrealu pokonał faworyzowanego Chada Dawsona (29-1-0, 17 KO) uważanego powszechnie za numer jeden wagi półciężkiej. Tym samym Kanadyjczyk obronił dzierżony od czerwca zeszłego roku pas mistrzowski World Boxing Council. Dzięki zaś temu, że w rankingu prestiżowego magazynu branżowego "The Ring" okupował drugą pozycję, a jego przeciwnik był na samym szczycie owego zestawienia, Pascal wzbogacił się również o pas czempiona "Biblii Boksu".

Pascal wygrał ten pojedynek bardzo sprytną taktyką. W momentach gdy nie atakował, starał się pozostawać poza zasięgiem wyższego i dysponującego większym zasięgiem Dawsona i przy okazji krążył wokół niego, aby i przeciwnik co chwila musiał zmieniać swoje ustawienie. Ułatwiał mu to oczywiście wprost olbrzymiej wielkości ring, na jakim toczył się pojedynek. Swoją drogą rewanż zapewne odbędzie w USA i już otoczenie "Złego" Chada zapewne zadba o to, by tym razem arena rywalizacji nie była aż tak gargantuicznych rozmiarów. Wracając do taktyki sobotniej walki, podkreślić należy, że atak Pascala odbywał się przy pomocy krótkich spięć. Jean szybko doskakiwał do przeciwnika, zadawał kilka ciosów i po wydłużeniu dystansu dalej go okrążał, regenerując przy tym siły nadwątlone powtarzającymi się energochłonnymi, ofensywnymi eksplozjami. Przy pomocy bardzo podobnej taktyki w 2008 roku Carlos Quintana sprawił inną wielką sensację dosyć wyraźnie wygrywając na punkty z Paulem Williamsem, który wcześniej wydawał się w tej wadze być maszyną w ludzkiej skórze. Chad Dawson najbardziej lubi być atakowany, frontalnie , bo wówczas może wykorzystywać swoją bardzo dobrą szybkość i ogólnie rozumianą sprawność, by bezwzględnie kontrować nacierającego przeciwnika. Pascal jednak odwrócił role i to właśnie Dawson musiał ruszyć do ataku - widać było, że nie czuje się w tym najlepiej. Gdy Kanadyjczyk robił swoje ofensywne zrywy, Amerykanin wielokrotnie nie nadążał z wycofaniem się w linii prostej, a jeśli w ogóle stał wówczas w miejscu, to nienajlepiej radził sobie z blokowaniem ciosów. Bardzo dobrym posunięciem Pascala było bicie na korpus. Jego przeciwnik przy pomocy wysokiej gardy dobrze bronił głowy, jednak w czasie zrywów dawał się trafiać dużą ilością ciosów na dół. Warto w tym miejscu dodać, że suspensorium Chada bylo zbyt duże, zbyt wysoko osadzone, przez co chroniło go nie tylko przed nielegalnymi ciosami w podbrzusze, ale również przed częścią ciosów zgodnych z przepisami boksu profesjonalnego. Jeśli chodzi o Dawsona to on w przeszłości nie raz już udowodnił, że w biciu na dół jest zdecydowanie dobry, udowodnił że potrafi bić na korpus zarówno dynamiczne ciosy pojedyncze jak i szybkie kombinacje. Dziwi więc, że w ostatniej walce bardzo długo zaniedbywał ten właśnie element ofensywy. Pierwsze mocne ciosy na korpus w jego wykonaniu mogliśmy zobaczyć dopiero w piątym starciu. Wcześniej Dawson mając np. Pascala na linach, starał się go trafiać kombinacjami na głowę i skutkowało to tym, że zdecydowana większość jego aktywności kończyła swój żywot na wysokiej gardzie Jeana.

W pierwszej połowie walki Dawson był zdecydowanie zbyt zachowawczy. Jak słusznie zauważył Larry Merchant komentujący ten pojedynek dla stacji HBO, Chad jest zawodnikiem, który myśli obecnie głównie o obronie, o tym jak uchronić swoją głowę przed razami przeciwnika, a dopiero na drugim miejscu stawia ofensywę. To powodowało, że odważny i skłonny zaryzykować Pascal wygrał zdecydowaną większość rund pierwszej połowy pojedynku. Dużo za mało było prawego prostego w wykonaniu Amerykanina. W ostatnich sekundach czwartego starcia Jean wyjątkowo intensywnie zaatakował po tym, jak trafił dobrym prawym prostym, widocznej krzywdy jednak przeciwnikowi nie wyrządził. W siódmej rundzie Kanadyjczyk zrobił kolejny zryw po tym jak trafił bardzo dobrym prawym prostym. Przy linach trafił kolejnym i Dawsonowi lekko ugięły się nogi w kolanach. W chwilę później to właśnie Chad zdecydowanie atakował wypoczywającego po zrywie przeciwnika. W drugiej połowie Jean zauważalnie zwolnił. Zmęczenie dawało o sobie znać. O dziwo jednak potrafił nadal wygrywać rundy z niezbyt zmęczonym Dawsonem, uważanym za jednego z lepszych zawodników w rankingu bez podziału na kategorie wagowe. W trzeciej minucie ósmej rundy Dawson otrzymał kontrujący prawy i będąc naruszonym ratował się przy pomocy klinczów. W pierwszej fazie dziewiątego starcia Pascal energicznie zaatakował, ale udało mu się trafić jedynie paroma ciosami w tułów. Zaraz potem nastąpiło wyraźne uspokojenie pojedynku, gdyż Jean regenerował siły, a Chad nie palił się do ataku. Na początku jedenastej odsłony Amerykanin przypuścił ostry szturm, Kanadyjczyk jednak trzymał się dzielnie. W połowie starcia skracający dystans Pascal został przez Dawsona trafiony kontrującym lewym podbródkowym i ranny cofnął się do lin. Kilkadziesiąt sekund później doszło pod linami do przypadkowego zderzenia głowami, w wyniku którego nad prawym okiem Chada pojawiło się groźne rozcięcie, z którego momentalnie buchnęła krew. Niesłychanie rzadko widzi się w boksie tak duży upływ krwi w tak krótkim czasie. Tego typu sytuacje są niestety smutną codziennością, gdy walczy ze sobą zawodnik boksujący z normalnej pozycji (Pascal) z przeciwnikiem rozgrywającym walkę z pozycji odwrotnej (Dawson). Specyfika ścierających się ze sobą przeciwstawnych pozycji powoduje bardzo wydatnie zwiększenie prawdopodobieństwa takiego właśnie zdarzenia. Lekarz ringowy, jak się wydaje, podjął słuszną decyzję, wskazując sędziemu ringowemu, że z medycznego punktu widzenia Chad Dawson nie kwalifikuje się do kontynuowania profesjonalnej walki bokserskiej. Pojedynek został  natychmiast zakończony, a ponieważ zderzenie głowami, w wyniku którego powstała rana, było przypadkowe, o wyniku mieli zadecydować sędziowie punktowi, zobligowani do wypunktowania również niedokończonej 11 rundy. Cała trójka jako zwycięzcę wskazała Jeana Pascala w stosunku 108-101 i dwa razy 106-103. Moja punktacja sobotniej batalii na szczycie to 107-102. Statystyki po walce pokazały co prawda, że więcej ciosów trafił Chad Dawson (134:114), niemniej jednak po raz kolejny okazało się, że ogólna liczba ciosów to zdecydowanie za mało. Jean Pascal miał przewagę w tzw. ciosach silnych (90:77). Do tej właśnie kategorii ciosów (power punches) zalicza się wszystkie trafienia nie będące lewym (lub w przypadku mańkuta prawym) prostym. Trzeba sobie uczciwie powiedzieć, że zdecydowana większość najlepszych trafień w tym pojedynku należała do Jeana, i argument o dużej przewadze Chada w statystyce celnych lewych prostych ma tu małą siłę rażenia. Pojawiają się opinie, że pechowa kontuzja przeszkodziła Amerykaninowi w zwycięstwie przed czasem,  jednak osobiście nie podzielam tego poglądu. Jean co prawda był pod ostrzałem i odczuwał ciosy rywala, jednak niezaprzeczalny fakt, że jego przeciwnik wszystkie swoje najważniejsze pojedynki wygrał na punkty nie wziął się znikąd. Chad nie dysponuje mocnym ciosem, jest typem zawodnika, który przed czasem wygrywa poprzez mniejsze bądź większe kumulacje uderzeń. Pascal z kolei ma ogromne serce do walki i wcale tak źle z nim nie było w chwili zderzenia głowami. W każdym razie fani boksu z pewnością nie mogą się już doczekać rewanżu, który odpowie na kilka pytań, między innymi:

- Czy Dawson nie zlekceważył Pascala (słabsza forma)?
- Czy Pascal nie wygrał przypadkiem dlatego, że będąc pod względem klasy sportowej obiektywnie słabszym zawodnikiem, po prostu nie pasował przeciwnikowi (styl robi walkę)?

Jean Pascal lepszy niż w sobotę już raczej nie będzie. Przygotował się najlepiej jak mógł i dał z siebie wszystko. Czy jednak podobnie można powiedzieć o Dawsonie, który głośno, wyraźnie i od dawna oznajmiał, ze Kanadyjczyk to zdecydowanie nie jest jego klasa i że ze względu na miejsce rozgrywania pojedynku wygra każdą rundę wyraźnie? W każdym razie cześć kibiców zapewne ucieszyła ta porażka, gdyż w wadze półciężkiej wreszcie zaczęło się coś dziać. Ta dominacja "Złego" Chada Dawsona była już nudna...

Tomasz Chomirski{jcomments on}