Patronat medialny


 

Sponsor grupy KnockOut


Dla jednych największy talent w polskim boksie od czasów Andrzeja Gołoty, dla innych przesadnie pompowany samozwańczy czempion. W 2010 roku dopingowali go głównie kumple z celi, a za hantle służyły mu foliowe torby z wodą. Dziś trenuje pod okiem jednego z najbardziej uznanych amerykańskich szkoleniowców i ma do dyspozycji czołowy gym w Stanach. Za każdą walkę zarabia pół miliona złotych.

Powtarzasz, że z Deontayem Wilderem mógłbyś walczyć już teraz.
Artur Szpilka: Jasne, że mógłbym, ale na wszystko przyjdzie czas.

Niepokonany Amerykanin da sobie radę z siejącym terror w światowym boksie Aleksandrem Powietkinem? Jest minimalnym faworytem bukmacherów.
Nie ma co gadać, Powietkin ciężko go znokautuje, to może być krótka walka. Przede wszystkim Wilder nie ma obrony. Odchodzi po ciosach z rękami w górze, ma odsłonięty cały tułów. Rosjanin natomiast bardzo dobrze skraca ring, bije kombinacjami. Jest szybszy i silniejszy od wszystkich gości, z którymi boksował Wilder. Bez dwóch zdań.

Legendą obrosły Twoje noworoczne postanowienia. Zaczynałeś od: "Nie wdać się w uliczną bójkę" , "Nie palić", "Ani kropelki alkoholu". Później przyszła pora na: "Dorwać Adamka". Karteczka z takim napisem została zdjęta z lodówki po trzech latach. Co teraz się na niej znajduje?
Bardzo ambitne plany.

Konkretnie?
"Sięgnąć po tytuł", "Dojechać Wildera".

Kiedy zastąpisz tę karteczkę nową?
Może po dwóch, może znowu po trzech latach. A może znacznie szybciej.

Mówisz o pasie WBC. Co z innymi tytułami? Co z Kliczką?
Nie oszukujmy się, Kliczko poboksuje jeszcze dwa lata i już go nie będzie. Zostaną oczywiście inni świetni zawodnicy. Najpiękniejsze jest to, że każdy z nas będzie mógł sięgnąć po tytuł. Boje o pas będą znacznie bardziej wyrównane niż obecnie. Mocno wierzę w swoje umiejętności. Szczególnie teraz, gdy mam fantastyczne warunki w Stafford i znakomitego trenera. Mam szczęście do fachowców. Fiodor Łapin też jest przecież kapitalny.

Przed wyjazdem z Polski boksowałeś z Jenningsem i Adamkiem. Po zwycięstwie z "Góralem" rzuciłeś wyzwanie Perezowi. Tymczasem trzy następne pojedynki to Cobb, Quezada i Consuegra. Twoja zawodowa kariera po przeprowadzce do Stanów zaczęła się jakby od nowa?
Jeśli chodzi o Pereza, pomysł szybko uległ weryfikacji. Kubańczyk ma innego promotora, jest związany z HBO. Moi trzej ostatni rywale? Walka z Consuegrą wyglądała tak, a nie inaczej, ale kto powiedział, że jest on leszczem? Na początku przyszłego roku zmierzę się z Amirem Mansourem. To przecież ścisłe zaplecze wagi ciężkiej. Moim zdaniem pierwsza piętnastka na świecie. Silny wojownik. To będzie wartościowy sprawdzian i walka bez kalkulacji. Taka o być albo nie być. Dla przegranego zostaną ochłapy, zwycięzca pozostanie w grze o top.

Zapis pełnej rozmowy z Arturem Szpilką na Prawyprosty.com >>