onet.pl sport



Przegląd Sportowy

Patronat medialny





 


Andrzej Fonfara po ponad dwunastu latach stoczy dopiero drugi pojedynek w ojczyźnie. Na gali Warsaw Boxing Night skrzyżuje rękawice z Ismajiłem Siłłachem, a dla Polaka będzie to również pierwszy pojedynek po deklaracji zmiany kategorii wagowej na junior ciężką. "Polski Książe" pod nieobecność szkoleniowca Virgila Huntera do walki przygotowywał się pod okiem Eddiego Crofta.

Jest Pan zadowolony z okresu przygotowawczego przed walką z Ismajiłem Siłłachem?
Eddie Croft, trener Andrzeja Fonfary: To jest dobre pytanie. Chyba nigdy nie jestem w pełni usatysfakcjonowany. Czasami ma to swoje dobre strony, a czasami jest odwrotnie. Od strony fizycznej i przygotowania motorycznego Andrzej wygląda naprawdę dobrze. W pracy z Andrzejem bardzo cenię jego pracowitość i chęć do poznawania nowych elementów. Wiedzę chłonie po prostu jak gąbka. Zdarzają się momenty przestojów, ale to zdarza się każdemu pięściarzowi. Jeśli będzie konsekwentnie słuchał moich rad, to naprawdę może zostać mistrzem.

Starał się Pan zmienić styl Andrzeja? Czy po prostu próbował Pan udoskonalić elementy, nad którymi pracował z Virgilem Hunterem?
Nie można zmieniać ludzi, nie można zmieniać pięściarzy. Oni zawsze pozostaną sobą. Naszym zadaniem jest znaleźć ich mocne strony i nad nimi pracować, ale też zauważyć ich słabsze strony. Później trzeba wytłumaczyć jakie konsekwencje wynikają z poszczególnych zachowań, aby byli na wszystko przygotowani. Jeśli będą tego świadomi, to z pewnością prędzej czy później przyjdzie czas na poprawę. Oczywiście lepiej wcześniej niż później.

Zwraca Pan uwagę na pracę ciosem prostym lewą ręką i widać, że ten element staje się kluczowy w stylu Andrzeja.
Osobiście uważam, że to element, który jest ważny dla każdego pięściarza. Nie tylko dla Andrzeja i nie tylko w kategorii junior ciężkiej. Często te ciosy nie są doceniane w świecie pięściarskim, ale tymi uderzeniami otwierasz sobie drogę do mocnych uderzeń, trzymasz odpowiedni dystans i dajesz sobie więcej czasu na myślenie, co zrobić dalej. Andrzej zaniedbywał ten element, bo jest po prostu wojownikiem z krwi i kości. Zawsze wchodził w wymiany, przyjmował i oddawał ciosy. Za to kochają go fani, ale musiałem mu wytłumaczyć, że modyfikacja stylu nie zabierze mu uwielbienia kibiców. Będzie po prostu uderzał, mniej przyjmował i posyłał rywali na deski.

Pełna treść artykułu na Polsatsport.pl >>