onet.pl sport



Przegląd Sportowy

Patronat medialny





 

 

Czy przed pojedynkiem z Chrisem Arreolą w nowojorskim Barclays Center cieszy się pan dobrym zdrowiem?
Adam Kownacki: W 99 procentach. W boksie zawsze zdarzy się jakiś uraz. Podczas sparingu wyprowadziłem lewy prosty, a gość uderzył mnie lewym sierpowym prosto w biceps. Zakładałem specjalne tejpy, aby wszystko się zagoiło. Jestem zdrowy i będę gotowy do boju.

Chris mówił mi w wywiadzie, że planuje pana "wyboksować", trzymając na dystans, uderzając lewym prostym. Nie blefuje?
Myślę, że raczej czeka nas wojna. Obaj mamy takie style, które sprawiają, że idziemy do przodu i się bijemy. W teorii może i będzie chciał zrobić tak, jak powiedział, ale gdy walka się zacznie, pewnie pójdziemy na wojnę i skończy się nokautem. Moim albo jego.

To istotne, by wygrać z Arreolą szybciej niż mistrz WBC wagi ciężkiej Deontay Wilder, któremu zajęło to osiem rund?
Chciałbym to zrobić! Dążę do walki z Wilderem i jeśli znów pokonam rywala szybciej niż on - tak jak Artura Szpilkę i Washingtona - to chyba powinienem wreszcie dostać pojedynek o pas mistrzowski. Bo co więcej miałbym zrobić?

Pięściarze często narzekają jednak po walkach, że nie wychodziły im akcje, bo za bardzo się spieszyli. Umie pan to kontrolować?
Oczywiście. Ale i tak chciałbym zrobić to szybciej niż Deontay. Pewnie, to nie takie proste. Chcieć a móc to dwie różne rzeczy. W ringu wszystko może się zmienić w sekundę. Chciałbym iść za ciosem i znokautować Arreolę. Jeśli będzie szansa, na pewno ją wykorzystam. Jednak podstawą jest strategia, którą mam i będę się starał zastosować.

Pełna treść artykułu w "Przeglądzie Sportowym" >>