Patronat medialny


 


Andrzej Gołota- Andrzej powiedział: "Za późno się spotkaliśmy" i za taką ocenę bardzo mu dziękuję - mówi Andrzej Gmitruk, trener Andrzeja Gołoty przed walką z Przemysławem Saletą.

Czy pierwsza faza przygotowań do walki z Przemysławem Saletą dała panu pewność, że 23 lutego Andrzej Gołota będzie w optymalnej formie?
Andrzej Gmitruk:
Jestem przekonany, że tak będzie. Każdego dnia motoryka zmienia się na plus. Na początku Andrzej się aklimatyzował, niewiele spał. Potrzebował więcej czasu niż inni zawodnicy. To sygnał, że przyleciał do Polski w optymalnym czasie, a decyzja o odbyciu przygotowań w kraju była słuszna. Jego formą jestem mile zaskoczony. Widać, że przed przylotem do ojczyzny nie próżnował.

Początkowo nie mieliście spokoju, bo treningi wzbudzały duże zainteresowanie dziennikarzy...
Andrzej Gmitruk:
Rzeczywiście, w pierwszym tygodniu było sporo zamieszania. Plan treningowy zrealizowaliśmy, ale brakowało nam pełnej koncentracji. Andrzej jest bardzo popularny, więc trudno uniknąć próśb o zdjęcia czy wywiady, ale staramy się to ograniczać. Musi być czas na wyłączenie się. W sali spotykamy się nie tylko aby ćwiczyć, ale i po treningu porozmawiać, wyciągnąć wnioski, zastanowić się nad kolejnym dniem zajęć. Na to musi być czas.

Saleta przyznaje, że kiedyś lepszym bokserem był Gołota. Twierdzi jednak, że po latach szanse się wyrównały. Uważa pan, że mimo wszystko więcej atutów zachował pański podopieczny?
Andrzej Gmitruk:
Nie można zapominać, że Przemek jest dobrze wyszkolony technicznie. Uważam, że wynik walki będzie zależał od formy obu zawodników wypracowanej w okresie przygotowawczym, jak i dyspozycji w dniu walki. Mamy optymalną ilość czasu, aby poprawić motorykę, płynność akcji. Wiele będzie też zależało od jakości sparingów. W pierwszych walkach treningowych musieliśmy uważać, aby po tak długiej przerwie nie doszło do kontuzji. Teraz stopniowo zwiększamy obciążenia, a w końcowej fazie sparingi będą już trudne, ze zmianą partnerów. Andrzej bardzo dobrze znosi ćwiczenia pod względem kondycyjnym i motorycznym. Jako trenera szczególnie cieszy mnie, że szybko reaguje na ciosy.

Gołota ma się przygotowywać między innymi z Mateuszem Masternakiem, jednym z pańskich podopiecznych. Będą sparować na całego?
Andrzej Gmitruk:
Obaj otrzymają określone zadania, bo Mateusz będzie się przygotowywał do swojej walki. Na pewno nie będzie taryfy ulgowej, ale nie przewiduję też sparingów na maksa, bo nie ma takiej potrzeby. Mateusz to bardzo kreatywny, dobrze wyszkolony technicznie bokser. Umie sparować z zawodnikami wagi ciężkiej i do przygotowań Andrzeja powinien wnieść sporo dobrego.


Ostatnie poważne wyzwania Salety w karierze boksera miały miejsce już dawno, bo w 2002, 2003 i 2005 roku, gdy mierzył się z Luanem Krasniqim, Sinanem Samil Samem i Oliverem McCallem. Jest sens analizować tamte potyczki?
Andrzej Gmitruk:
Warto to robić, bo pewne nawyki, zachowania w ekstremalnych sytuacjach u zawodnika zostają. Jeżeli takich walk obejrzy się kilkanaście, w odpowiedniej sekwencji, na spokojnie, powstaje całościowy obraz możliwości pięściarza. Oczywiście teraz trzeba wziąć poprawkę na motorykę, bo Przemek i Andrzej mają po 45 lat.

Walka Gołota – Saleta będzie wielkim wydarzeniem medialnym, lecz chyba niewspółmiernym do poziomu sportowego, jaki obaj mogą zaprezentować?
Andrzej Gmitruk:
Do końca bym się z tym nie zgodził. Jeden i drugi przygotowują się bardzo solidnie. Przemek ma mentalność prawdziwego sportowca, a fizycznie zawsze był w dobrej formie. Z kolei Andrzej wcześniej przygotowywał się do starcia we wrestlingu. Ta walka miała odbyć się już dawno temu i jest głęboko zakorzeniona w ich głowach. Spodziewam się dużych emocji. Zdecydowali się wyjść na ring i jeszcze raz zelektryzować kibiców. Trzeba uszanować tę decyzję.

Do walki z 2009 roku z Tomaszem Adamkiem, wówczas trenowanym przez pana, Gołota nie przygotował się najlepiej. Ważył aż 116 kilogramów i na tle szybkiego rywala wyglądał bardzo źle. Jak chce pan rozruszać Gołotę?
Andrzej Gmitruk:
Pracujemy przede wszystkim nad płynnością ruchów, luzem. Motorykę Andrzej ma, zawsze uderzał dynamicznie i mocno z obu rąk. Jeśli jeszcze zyska luz i swobodę w poruszaniu się, a są już tego pierwsze symptomy, to przy swojej masie będzie bardzo groźnym bokserem. Wówczas o pojedynek z Saletą będę spokojny.

Część kibiców twierdzi, że kilka lat temu wycisnąłby pan z Gołoty więcej niż jego trenerzy. Szczególnie w 2004 roku, w przegranych na punkty walkach o mistrzostwo świata z Chrisem Byrdem i Johnem Ruizem.
Andrzej Gmitruk:
W jednym z wywiadów Andrzej powiedział: „Za późno się spotkaliśmy" i za taką ocenę bardzo mu dziękuję. Też uważam, że razem zrobilibyśmy znacznie więcej. Gdy trafił do USA, był jednym z najlepiej wyszkolonych zawodników wagi ciężkiej. Później nastąpiła już tylko adaptacja do boksu zawodowego. Od niektórych można jednak usłyszeć, że to w Stanach nauczono go boksu, z czym absolutnie się nie zgadzam. Już igrzyska w Seulu pokazały, że miał doskonałą jak na wagę ciężką pracę nóg, świetny lewy prosty i wzorcowy sposób poruszania się.

Inni uważają, że nawet najlepszy trener nie zapanowałby nad psychiką Gołoty, która przeszkodziła mu w konfrontacjach z Riddickiem Bowe'em, Lennoxem Lewisem, Michaelem Grantem, Mikiem Tysonem czy Lamonem Brewsterem.
Andrzej Gmitruk:
Uważam, że psychikę buduje się w trakcie całych przygotowań, nie tylko w sali treningowej. Psychikę można zmienić. Psychikę tworzą ludzie, którzy są wokół zawodnika. Wiele zależy od tego, w jakim środowisku pięściarz funkcjonuje. Nie chodzi o to, aby podczas przygotowań szukać spokoju w liczeniu płytek chodnikowych. Wewnętrzny spokój i motywację pięściarzowi powinni zapewniać ludzie z bliskiego otoczenia. Jeśli ich nie ma, przychodzą niepotrzebne przemyślenia i kompleksy. Wtedy odporność psychiczna, szczególnie istotna w ringowej konfrontacji z rywalem, spada.

Czy również jest pan zdania, że po dwóch wojnach z Bowe'em kategorycznie nie należało przyjmować walki o pas WBC z Lewisem w 1997 roku?
Andrzej Gmitruk:
To był moment kariery Andrzeja, który bardzo mocno skrytykowałem. Wysłanie Gołoty na Lewisa po dwóch tak ciężkich emocjonalnie walkach z Bowe'em, niezależnie od kwestii finansowych, było dużym błędem. Należało zorganizować przynajmniej dwie przejściowe walki, zmobilizować Andrzeja, rozpocząć pracę z psychologami, stworzyć zespół ludzi, którzy byliby z nim na co dzień, a dopiero później szukać wielkich wyzwań.

Decyzję Gołoty o zejściu z ringu w walce z Tysonem w 2000 roku trudno oceniać, natomiast wiele osób potępia zachowanie Ala Certo. Trener chciał za wszelką cenę zmusić go do dalszej walki, próbując na siłę włożyć mu ochraniacz na szczękę. Postąpił nieetycznie?
Andrzej Gmitruk:
Wielu trenerów pracuje nie tylko dla pieniędzy, ale i ze względów ambicjonalnych. Niektórzy stosują tego typu metody, do końca walcząc o aktywność zawodnika, ale powinny istnieć pewne granice. Ala Certo nie znam, nie znam jego charakteru i motywów tamtych działań. W boksie istnieje teoria, że nie tylko trener udoskonala zawodnika, ale i odwrotnie. Wielokrotnie jest tak, że przy wielkim talencie bokserskim wyrasta wielki trener. {jcomments on}