Szykujący się do bardzo mocnej walki planowanej na początek przyszłego roku Mariusz Wach komentuje ostatnie wydarzenia na szczycie kategorii ciężkiej.
Szykujący się do bardzo mocnej walki planowanej na początek przyszłego roku Mariusz Wach komentuje ostatnie wydarzenia na szczycie kategorii ciężkiej.

W niedzielę w Belgradzie odbyło się losowanie i oficjalne wielkie otwarcie Mistrzostw Świata Mężczyzn z boksie. Transmisja z turnieju na żywo w telewizji Fightklub. Jako pierwszych z polskich pięściarzy na ring wyjdzie Oskar Safaryan (+92 kg). We wtorek, 26 października w 1/32 finału 22-letni Polak spotka się z pięć lat starszym reprezentantem Indii Narenderem.

Mariusz, co słychać dobrego? Coś cicho na twój temat w ostatnim czasie.
Mariusz Wach: Dziękuję, wszystko dobrze, choć w sumie nic ciekawego. Miałem walczyć 29 maja z Mairisem Briedisem, był podpisany kontrakt. Potem datę pojedynku przesunięto o 120 dni, miał być wrzesień, przez cały czas byłem zblokowany i nie mogłem walczyć z kimś innym. Teraz wiem, że do walki na pewno nie dojdzie, bo Mairis ma inne plany, więc rozglądam się za walką. Już zaraz o niej usłyszycie, to będzie fajny pojedynek.
Jeszcze w tym roku?
Tak, w grudniu. Co do Briedisa – byłem uczciwy wobec jego ludzi, którzy rozpoczęli z nami negocjacje. Podesłali kontrakt, ja go podesłałem, ale oni równolegle rozmawiali z kilkoma osobami. Z tego co wiem w grę wchodził jeszcze pojedynek z Okolie, Cieślak był jedną z opcji, ale ostatecznie nic z tego nie wyszło.
Czy tobie chce się Mariusz jeszcze tak codziennie rano wstawać i zasuwać? Ostro trenować i czekać na kolejne walki?
Chce i to bardzo, naprawdę. Zdrowie się czasami trochę sypie. W ostatniej walce złamałem rękę, wcześniej urazy też się zdarzały. Mocno trenowałem u trenera Słodkiewicza w Poznaniu, ale też przyszedł uraz, więc potrzebna była przerwa, żeby się zaleczyć. Jestem uzależniony od adrenaliny, bez tego nie umiem żyć. Muszą walczyć i trenować, to mnie cały czas napędza do życia. To nadaje sens. Boje się, że bez tego się rozpadnę.
Pełna treść artykułu na Infosport.pl >>

Mariusz Wach (27-1, 19 KO) zdradził w rozmowie z "Super Expressem", że kolejny zawodowy pojedynek ma stoczyć w grudniu. Dla pięściarza z Krakowa byłby to powrót na ring po ubiegłorocznej porażce z Hughie Furym.
Kilka miesięcy temu prowadzono rozmowy w sprawie zakontraktowania walki Wach z Mairisem Briedisem. Łotysz ostatecznie na razie postanowił pozostać w wadze junior ciężkiej.
- Briedis nas mocno przetrzymał te kilka miesięcy, ale na początku przyszłego tygodnia będą wiadomości co do mojej kolejnej walki. Jak się nic nie zmieni, to wracam w grudniu - powiedział "Super Expressowi" Wach.
"Wiking" latem otrzymał zaproszenie od Deontaya Wildera, aby dołączyć do jego obozu sparingowego przed trzecim starciem z Tysonem Furym. Polak przyjął ofertę, ale na drodze do wylotu do USA stanęły względy formalne.

15 października w Jaworznie odbędzie się gala organizowana wspólnie przez grupy Babilon Promotion i Wach Boxing Team.
Ogłoszenie karty walk powinno nastąpić wkrótce, ale niewykluczone, że głównym wydarzeniem imprezy będzie występ promowanego przez Tomasza Babilońskiego Łukasza Staniocha (6-0, 1 KO).
Boksujący w kategorii superśredniej szczecinianin w ostatnich startach wygrywał z Przemysławem Gorgoniem, Rafałem Jackiewiczem i Robertem Talarkiem.

Ekipy Michała Cieślaka (21-1, 15 KO) i Mairisa Briedisa (27-1, 19 KO) finalizują rozmowy na temat organizacji walki o pas IBF wagi junior ciężkiej. Do pojedynku dojść ma 24 września w Polsce, jednak menadżer Mariusza Wacha (36-7, 19 KO) Jerzy Mazur twierdzi, że starcie stoi pod znakiem zapytania, bo Łotysz może niebawem stracić mistrzowski pas.
- Briedis jest zobowiązany kontraktem do walki z Wachem i nawet jeśli chciałby z niej zrezygnować, musi nam zapłacić pieniądze zapisane w umowie na wypadek takiej okoliczności - tłumaczy Mazur.
- Do tej pory promotorzy Briedisa nie zapłacili nam należnych pieniędzy. Ostateczny termin wyznaczyliśmy im na 20 sierpnia. Jeśli nie zapłacą, możemy wkroczyć na drogę prawną, a wtedy pojedynek Briedisa z Cieślakiem zostanie zablokowany - przekonuje menadżer "Wikinga" i dodaje" - Jeśli federacja IBF uzna, że Briedis nie może z powodu zobowiązań kontraktowych bronić swojego tytułu, to go po prostu może stracić. Mieliśmy ostatnio dość podobną sytuację w przypadku negocjacji walki Joshua - Fury, którą odwołano, bo Fury został zmuszony do pojedynku z Wilderem.
Gdyby faktycznie doszło do sytuacji, w której Briedis został pozbawiony tytułu, o wakujące trofeum Cieślak zaboksowałby z kolejnym w rankingu Jayem Opetaią (20-0, 16 KO), jednak według informacji ringpolska.pl kwota, o której mówi Jerzy Mazur nie jest na tyle duża, by ekipa łotewskiego czempiona nie mogła "wrzucić jej w koszty" konfrontacji z Cieślakiem.

Trwają negocjacje pomiędzy obozami Michała Cieślaka (21-1, 15 KO) i Mairisa Briedisa (27-1, 19 KO) w kwestii organizacji walki o pas IBF wagi junior ciężkiej.
Jak poinformował w rozmowie z "Przeglądem Sportowym" promujący Cieślaka Zbigniew Ratyński, do pojedynku dojdzie najprawdopodobniej w Polsce na przełomie września i października. Tymczasem w sprawie pojawił się nowy wątek, związany z kontraktowymi zobowiązaniami Briedisa wobec Mariusza Wacha. Łotewski czempion ma bowiem podpisaną umowę na walkę z "Wikingiem" i ten szczegół zwrócił uwagę federacji IBF, która już skierowała do zainteresowanych stron zapytanie, jak faktycznie wygląda sytuacja.
Zgodnie z dyrektywą International Boxing Federation wszelkie kontraktowe niejasności mogą sprawić, że zawodnik zostanie wykluczony z mistrzowskich negocjacji, co w przypadku Briedisa skutkować mogłoby nawet odebraniem pasa. Przy takim scenariuszu Cieślak o wakujące trofeum zaboksowałby z kolejnym w rankingu Jayem Opetaią (20-0, 16 KO). Czy taki scenariusz ma szansę na realizację, czas pokaże...

Od kilkunastu dni dużo mówi się o możliwej walce Mairisa Briedisa (27-1, 19 KO) z Michałem Cieślakiem (21-1, 15 KO). Warto jednak pamiętać, że łotewski czempion kategorii junior ciężkiej wciąż ma ważny kontrakt na starcie z innym Polakiem - Mariuszem Wachem (36-7, 19 KO).
Warunki pojedynku Briedis - Wach, planowanego na 29 maja, zostały uzgodnione i zaakceptowane przez zainteresowane strony w lutym. Jak twierdzi promujący polskiego "Wikinga" Jerzy Mazur, nie ma jednak pewności, czy do walki dojdzie, bo zapisy umowy nie są respektowane.
Zgodnie z ustaleniami kontraktowymi obóz Briedisa był zobowiązany do wypłaty Wachowi w kwietniu zaliczki, czego nie uczynił. Co do daty walki promująca Briedisa grupa Sauerland miała możliwość przesunięcia jej o 120 dni. Jak sytuacja rozwiąże się ostatecznie - czas pokaże...
- Mariusz wciąć otrzymuje propozycje walk od innych promotorów, ale czekamy na stanowisko Kalle Sauerldanda w sprawie walki z Briedisem. Czekamy też na zaliczkę, którą powinniśmy otrzymać w kwietniu - powiedział ringpolska.pl Jerzy Mazur.

Mariusz Wach (27-1, 19 KO) ostatecznie nie będzie uczestniczył w obozie sparingowych Deontaya Wildera (42-1-1, 41 KO), który prygotowuje się do trzeciej walki z Tysonem Furym (30-0-1, 21 KO). Zmiana planów "Wikinga" była spowodowana ograniczeniami w podróżowaniu związanymi z pandemią koronawirusa.
Do trzeciej walki Wilder - Fury dojdzie 24 lipca. Pojedynek o tytuł mistrza świata WBC wagi ciężkiej będzie główną atrakcją gali organizowanej w T-Mobile Arena w Las Vegas.
Wach nie boksował od grudniowej porażki z Hughiem Furym na gali w Londynie. Niedawno Polak był przymierzany do pojedynku z Mairisem Briedisem, ale rozmowy nie zostały sfinalizowane.
