Patronat medialny


 


Izu Ugonoh- Kiedyś często mówiono mi, że jestem inny niż wszyscy, że tu nie pasuję. Zdarza się, że czasem i teraz słyszę takie rzeczy. Ale to tylko dodaje mi sił, bo wiem, że idę drogą, którą sam sobie wybrałem. Czy czuję się Polakiem? Urodziłem się tutaj i choć zwiedziłem trochę świata, czuję, że to jest jedyne miejsce, które naprawdę znam. A to chyba coś znaczy... - mówi ciemnoskóry Izuagbe Ugonoh (2-0, 2 KO) - mistrz świata i Europy w K1, którego występ na ringu bokserskim obejrzeć będzie można 2 kwietnia podczas "Wojak Boxing Night" w Bydgoszczy.

- Izu, wiele osób, które spotyka cię po raz pierwszy jest zdumionych tym, jak świetnie posługujesz się polszczyzną. Nie wszyscy wiedzą bowiem, że urodziłeś się nad Wisłą. Jaka jest twoja historia?
Izu Ugonoh:
Rodzice przyjechali do Polski z Nigerii, mój ojciec przyjechał na studia, studiował w wyższej szkole morskiej, potem wyjechał do Nigerii, tam się ożenił z moją mamą i razem wrócili do Polski.

- Niemal dwumetrowy ciemnoskóry facet w Polsce... Ludzie nie szufladkują cię z góry jako koszykarza?
IU:
[śmiech] Zgadza się, taki jest stereotyp, ale prawda jest taka, że w życiu nie uprawiałem koszykówki. Natomiast od 10-go roku życia trenowałem piłkę nożną. I grałem dość długo, blisko 9 lat. Dopiero mając 20 lat zainteresowałem się sportami walki, zacząłem od Muay-Thai....

- Jak to się stało, że z takiej europejskiej gry zespołowej jak piłka nożna trafiłeś nagle do Muay-Thai?
IU:
Tak naprawdę to sporty walki były moją pasją od dzieciństwa, ale rodzice kierowali mnie na gry zespołowe. Natomiast mnie samego zawsze ciągnęło do sportów walki, zawsze podziwiałem w akcji zawodników walczących w ringu, szczególnie tych kopanych. Moim największym idolem by ł Remy Bonyaski.

- Co pociąga cię w sportach walki?
IU:
Dużo się z nich nauczyłem, i nie mówię tutaj o technice walki. Dowiedziałem się o sobie, na przykład tego, że jestem indywidualistą. Sport drużynowy podcinał mi skrzydła, bo zawsze byłem zależy od innych ludzi. Dzięki sportom walki zrozumiałem, że lubię, gdy zdany jestem na samego siebie i dzięki temu zacząłem rozwijać mentalnie, poczułem większą pewność siebie, co przełożyło się na to, że zacząłem odczuwać większą radość z życia.

- Czy twoja historia jest jedną z tych, w których młody chłopak, żeby przetrwać na podwórku, musiał nauczyć się sam dbać o własne bezpieczeństwo?
IU:
Nie do końca, nie było przeżywałem jakichś dramatów, dlatego że wyglądałem inaczej niż rówieśnicy, ale faktycznie miałem wiele sytuacji, w których musiałem walczyć o swoje. Być może to też w jakiejś części  popchnęło mnie do sportów walki, bo chciałem się ich nauczyć i zapewnić sobie poczucie bezpieczeństwa.

- Poczułeś się bezpieczniej, gdy poznałeś trochę technik kickbokserskich?
IU:
To jest ciekawa sprawa, bo zanim poszedłem trenować, przeżyłem już na ulicy wiele bójek, a gdy zacząłem trenować tych sytuacji było nagle o wiele mniej. Wydaje mi się, że jeśli sporty walki połączy się z jakąś tam filozofią życiową, to zaczynasz emanować taką energią, która odciąga cię od sytuacji, w których musisz pokazać to, czego się nauczyłeś na treningu. Człowiek lepiej kontroluje wtedy swoje emocje, potrafisz je wzbudzić tylko wtedy, gdy jest to potrzebne.

- W młodości często zdarzały ci się bójki związane z twoimi korzeniami, z twoim wyglądem?
IU:
  Raczej nie miałem jakiś większych problemów, chociaż bywało, że coś tam się wydarzyło... Wiesz jak to jest - czasem niektórym wystarczy tylko fakt, że masz inny kolor włosów.... Ale ja z młodości wspominam więcej tych miłych chwil niż tych, kiedy musiałem się bić, czy uciekać. Czasem musiałem się bronić, czasem po prostu dostałem lanie, doświadczyłem różnych sytuacji, ale nie było źle. Na pewno zawsze musiałem być gotowy na jakąś zaczepkę, ale te sytuacje wzmocniły mnie psychicznie, co teraz przydaje mi się w ringu. Z resztą teraz jest u nas w kraju inaczej, ludzie są bardziej otwarci, życzliwi i tolerancyjni.

- Co sobie myślisz, gdy czytasz na przykład komentarze, że „nigdy nie będziesz Polakiem”?
- IU:
Nie przejmuję się nimi, znam swoją wartość, robię to co robię w najlepszy sposób w jaki mogę. Nie interesują mnie ludzie, którzy wypisują takie rzeczy. Oni sami chyba niewiele mają do roboty, skoro mają czas na pisanie komentarzy, które tak naprawdę nic nie budują. Widzisz, ja ciężko pracowałem na to co teraz mam. I nawet jeśli teraz czasem mój kolor skóry staje się moim atutem, to nie wygrał on za mnie tych wszystkich walk. Poza tym miałem zawsze ze sobą grono przyjaciół, którzy mnie wspierali, a i ci moi wrogowie też w jakiś sposób dodają mi sił.

- A sam jak o sobie myślisz? Twoi rodzice to Nigeryjczycy, ty od urodzenia mieszkasz w Polsce...
IU:
Gdy dorastałem, długo poszukiwałem swojej tożsamości, chciałem zrozumieć, kim jestem. Widziałem, że ludzie wokół mnie są inni, ale co miałem zrobić, skoro jedynym domem, jaki znałem, było to miejsce. Chodziłem do polskiego żłobka, do przedszkola, do szkoły, a jednak niektórzy ludzie dawali mi odczuć, że tutaj nie należę. Z jednej strony byłem tolerowany, ale z drugiej trafiały się sytuacje, kiedy mówiono mi „nigdy nie będziesz taki jak my,”. Dlatego ciężko mi do końca jednoznacznie powiedzieć, czy czuję się w stu procentach Polakiem, czy też w jakiejś części jestem Nigeryjczykiem, ale skoro zdecydowałem się tu zostać, pomimo, że nie zawsze było tu lekko, oznacza to, ze jednak jestem z tym miejscem mocno związany. To jest tak naprawdę jedyne miejsce, które znam i choć zwiedziłem wiele krajów, coś ciągnie mnie, by tutaj mieszkać i właśnie tutaj układać swoje życie. Wierzę, że mogę odegrać w tym kraju jakąś rolę, dlatego tutaj jestem.

- W amatorskim K1 osiągnąłeś chyba wszystko – wiele razy byłeś mistrzem Polski, zdobyłeś mistrzostwo świata i Europy. Dlaczego zdecydowałeś się teraz na boks?
IU:
Kocham wyzwania, a ponadto w K1 więcej nie mógłbym już osiągnąć, zostając w kraju. A jednak chcę tutaj mieszkać, bo widzę tutaj swoją przyszłość. Zobaczymy za parę lat, czy miałem rację,  decydując się na taki wybór...

- Co czujesz, wychodząc na ring? Zdarza ci się bać?
IU:
Nigdy, gdy wchodzę na ring, wszelkie lęki i obawy są daleko za mną, czuję tylko dreszczyk emocji, to jest dla mnie przestawienie, pokaz... Trenuję ciężko i w tej właśnie chwili mam wreszcie szansę pokazać się publiczności. Czuję wtedy, że nastał ten moment, kiedy te wszystkie wyrzeczenia i wysiłki związanie z treningiem dadzą efekt.

- A zdarzyło ci się w ringu poczuć zwątpienie, słabość?
IU:
Na mistrzostwach Europy w K-1, w finale walczyłem z reprezentantem gospodarzy i pomimo, że wyszedłem między liny super zmotywowany, miałem taką krótką chwilę, kiedy przeszło mi przez głowę, że nie dam jednak rady. Tak, to był właśnie moment zwątpienia. Na moje szczęście zmobilizowało się wtedy moje ciało i po 30 sekundach, gdy byłem w poważnych tarapatach, stało się coś takiego, że wróciłem do gry i ostatecznie zwyciężyłem.

- Na "Wojak Boxing Night" w Bydgoszczy zafundujesz kolejnemu rywalowi szybki nokaut?
IU:
Zobaczymy, chciałbym poboksować sobie troszkę dłużej, ale ring pokaże.....{jcomments on}