Patronat medialny


 


- W 2015 zamierzam stoczyć jeszcze cztery walki. Przede mną ośmiorundowy pojedynek. Kolejne będę rozgrywał już na dystansie dziesięciu rund - mówi Izuagbe Ugonoh (11-0, 9 KO), który na ring wróci w czerwcu, a od poniedziałku rozpocznie sparingi z królem wagi ciężkiej Władymirem Kliczko.

O Izu Ugonohu wciąż mówi się: młody, perspektywiczny. Jak długo jeszcze?
Izuagbe Ugonoh: Powiedzmy sobie szczerze, jestem w miejscu, w którym teoretycznie mógłbym być kilka lat temu boksując w Polsce. Zdaję sobie sprawę, że to wszystko przesunęło się jakby w czasie. Na nic nie jest jednak za późno! Mam 28 lat. Uważam, że jestem w świetnym momencie! Wychodzę z założenia, że określone rzeczy dzieją się w chwili, kiedy jesteśmy na nie gotowi. Nie patrzę wstecz, nie myślę co by było gdyby. Przede mną niesamowicie ważny rok. Wiem, że jeżeli ten cały boks ma mieć sens, muszę przyspieszyć. Zacząć toczyć walki, które mogą mi coś dać. Z lepszymi rywalami, na dłuższym dystansie rund.

Swoje dwa pierwsze pojedynki w kategorii ciężkiej stoczyłeś w Nowej Zelandii. Udało się wkręcić do Duco Events?
Pierwsze słyszę, abym był wiązany z tą stajnią. W tej chwili jestem wolnym strzelcem. Nie martwię się o to, czy będę podpisany bezpośrednio pod Duco. Mamy pewien układ z trenerem. Plan jest następujący. W 2015 zamierzam stoczyć jeszcze cztery walki. Przede mną ośmiorundowy pojedynek. Kolejne będę rozgrywał już na dystansie dziesięciu rund.

Dobrze dogadujecie się z Kevinem Barrym? Słyszałem, że pod okiem szanowanego Kennego Adamsa czułeś się jakbyś trafił do Marines.
Nie chciałbym zbyt wiele mówić o swoim poprzednim opiekunie. Uważam, że jest to dobry trener. Zawsze będę powtarzał jednak, że ważne, aby znaleźć ludzi najlepszych dla siebie. Nie chodzi o to, żeby za wszelką siłę pchać się do tych z najwyższą renomą. Istotne, aby zawodnik dogadywał się z trenerem, aby żyli ze sobą w symbiozie. Wydaje mi się, że obecnie mam obok siebie odpowiednią osobę. Te walki w Nowej Zelandii, miejscu które szczerze polecam turystom, miały przede wszystkim pokazać jak dogadujemy się z Kevinem, w jakim jesteśmy miejscu. Czy to wszystko ma ręce i nogi. Moim zdaniem ma.

Nie żałujesz wyjazdu do Stanów?
Miałem chwile zwątpienia. Od roku znajduję się w obcym kraju, na obcym kontynencie, z dala od rodziny, z dala od przyjaciół. Mój poprzedni menadżer próbował poniekąd odizolować mnie od świata. Nie twierdzę, że miał złe intencje. Chciał najprawdopodobniej, abym wzmocnił się psychicznie. Tak czy inaczej, było ciężko. Wiedziałem, że mozolna praca jaką wykonuję na treningach nie jest widoczna. Na szczęście przetrwałem kryzys. Myślę, że wszyscy jesteśmy sumą swoich przeżyć. Nie ma sensu szukać winnych. Każde doświadczenie jest potrzebne, ponieważ pozwala nam obrać odpowiedni kierunek. Z perspektywy czasu oceniam, że wszystko czego doświadczyłem w Stanach było mi potrzebne.

Na amerykańskim rynku póki co jednak nie zaistniałeś…
Wiem jakim zawodnikiem chciałem się stać wyjeżdżając z Polski i wierzę, że takich właśnie się staję. Zgadzam się z tym, że same moje walki jeszcze niczego nie pokazały. Jednakże w samej mekce boksu, jaką jest Las Vegas, moje akcje systematycznie idą w górę. Sparowałem ze Stivernem, Parkerem. Trenowałem w Mayweather Gym. Teraz zostałem zaproszony na sparingi do Kliczko. Pokazuję się w różnych miejscach. Na dzień dzisiejszy ważę 103 kilogramy. Ciężko mi sobie wyobrazić, że mogłem ważyć 91 (śmiech). Moja siła ma obecnie inny wydźwięk, aniżeli wówczas, gdy walczyłem w kategorii cruiser. Dostrzegam sens w tym, co robię. Codzienna, cicha, żmudna praca zaowocuje. Wkrótce wyjdzie na światło dzienne. Zobaczysz, że kiedy zrobi się o mnie głośniej, powiedzą, że wziąłem się znikąd. Taki biznes.

Pełna rozmowa z Izuagbe Ugonohem na sporteuro.pl >>