Patronat medialny


 


- Napinaczem przed walkami nigdy nie będę, bo to do mnie nie pasuje - mówi portalowi Prostozboku.pl były pretendent do tytułu mistrza świata wagi ciężkiej Andrzej Wawrzyk (33-1, 19 KO), który ostatni raz boksował we wrześniu, a na ring wróci wiosną przyszłego roku.

Jesteś normalnym kolesiem. To w boksie rzadkość - tak to widzi niedzielny kibic przynajmniej.
Andrzej Wawrzyk: Większość pięściarzy to normalni goście. Każdy ma swoje życie prywatne, wszyscy w głowie mają poukładane sprawy, które nie dotyczą boksu i tylko wizerunek, który kreują media i dziennikarze pozwala jednego pięściarza postrzegać w ten sposób, a drugiego w inny. W gruncie rzeczy każdy z nas jest normalnym gościem.

Ty jesteś nudziarzem.
Nudziarzem, bo nie robię show na konferencjach prasowych? Bo nie biję się na ważeniu i nie obrażam swoich rywali? Proszę Cię. Jestem spokojnym człowiekiem. Cenię sobie takie wartości jak rodzina, odpoczynek i proza życia. Napinaczem przed walkami nigdy nie będę, bo to do mnie nie pasuje. Moi bliscy znają mnie i wiedzą, że tak nigdy nie będzie. Zdaję sobie sprawę, że fajniej by było, gdyby Wawrzyk pobił się z Rekowskim na ważeniu lub opluł Sosnowskiego i obraził jego rodzinę. Wtedy liczba polubień na Facebooku pod takim newsem z kilkunastu wzrosłaby do kilkuset i "Wawrzyk" byłby częściej googlowany niż dotychczas. Czy to ma jakiś sens? Może dla telewizji i sprzedaży samej walki tak, ale dla mnie już nie.

Kto Cię dostrzegł, wyłapał? Zaraz powiesz, że na kibicowskiej ustawce ktoś zauważył Twój talent.
Andrzej Wasilewski w tamtym czasie bardzo interesował się młodym pokoleniem polskich pięściarzy i wyszukiwał chłopaków, z których w przyszłości może zrobić dobrych zawodowców. Między innymi Damian Jonak czy Tomek Hutkowski - to ten sam sort. Andrzej miał już wtedy sporo kontaktów i docierał poprzez różnych ludzi do zawodników i przyglądał się im. Jako, że miałem sukcesy na krajowym podwórku i zdobyłem mistrzostwo Polski to zaprosił mnie do współpracy. Po rozmowie i przedstawieniu szczegółowych warunków, na których miałbym dołączyć do jego grupy, postanowiłem z tej opcji skorzystać. Dziś uważam, że podjąłem bardzo dobrą decyzję.

I pewnym momencie pojawiła się w naszym kraju grupka kilku zdolnych chłopaków, której wróżono wielki sukces. To właśnie o Tobie, jako o pierwszym pięściarzu, powiedziało się w kategorii następcy Andrzeja Gołoty.
Mi te komentarze schlebiały, ale zdawałem sobie sprawę, że to jest praktycznie niemożliwe, by być takiej klasy pięściarzem, jakim był Andrzej Gołota. Wszyscy pamiętamy jego walki - cztery razy był pretendentem w pojedynku o mistrzostwo świata. Cztery razy! Moim zdaniem dwie z tych walk wygrał, ale nie ma co teraz o tym gadać. Znakomity bokser, który trafił jednak na najwyższy poziom wagi ciężkiej w historii. Lewis, Tyson, Holyfield - wow! Hejterzy powiedzą, że Gołota nie był mistrzem świata, więc nie ma co wspominać jego zasług przy każdej możliwej okazji. Niedawno wybierano najpopularniejszego polskiego sportowca z ostatnich 25 lat. Kto wygrał? Gołota! To Andrzej był wraz z Janem Pawłem II najbardziej rozpoznawalnym Polakiem na całym świecie. Żaden piłkarz ani żaden inny sportowiec nie mógł się z nimi równać.

Kiedy Ty po raz pierwszy uwierzyłeś, że możesz być mistrzem świata? Bo, że każdy młody chłopak o tym marzy to już wiem - słyszałem to sto razy.
Na początku wygrywając z pięściarzami, którzy nie byli zbyt dobrzy, czułem, że może ze mnie coś być. Nie myślałem jednak od razu o mistrzowskich tytułach, tylko o każdym kolejnym pojedynku. Nie żyłem marzeniami, nie miałem głowy w chmurach. Gdy zacząłem walczyć na coraz większych galach, z coraz lepszymi rywalami, to zacząłem boks bliżej poznawać. Całe te środowisko i reguły, które w nim panują. Przestałem przyglądać się wszystkiemu z boku, a zacząłem być jednym z nich. Wcześniej wydawało się być ono dla mnie zamknięte. W bardzo młodym wieku dostałem propozycję walki o pas mistrzowski z Aleksandrem Powietkinem. Byłem z tego powodu bardzo szczęśliwy. Wiedziałem, że mogę zostać pierwszym polskim mistrzem świata w kategorii ciężkiej. Kimś, kim nie był nawet sam Andrzej Gołota. Zacząłem wierzyć, marzyć. Nie z głową w chmurach układać sobie w głowie plan, co zrobię, gdy już zdobędę pas, ale wiedziałem, że muszę jeszcze mocniej trenować. Zasuwać, by szczęściu pomóc. (...)

Masz dystans do siebie chyba, prawda?
Oczywiście.

A jak reagujesz na hejt? Na szyderę pod swoim adresem?
Internetu nie przeglądam, więc nie wiem co o mnie piszą. Ale dystans mam i potrafię śmiać się z samego siebie.

Filmik "Wawrzyk Dance" widziałeś?
(śmiech) Pewnie, że tak. Mega śmieszny, rewelacyjnie zmontowany. Jak ja mam się z tego nie śmiać? Jak ja miałem tego nie oglądać, skoro Szpilka z Gajsami pokazywali mi to milion razy i była ze mnie taka beka, że leżeliśmy ze śmiechu? Już w pewnym momencie to nie oglądaliśmy niczego innego. Mam do siebie dystans i mnie to śmieszy. Cieszę się, że wtedy "wylądowałem" i wygrałem walkę. A reszta, to kupa śmiechu. Tym razem ze mnie.

Pełna treść rozmowy na Prostozboku.pl >>