Patronat medialny


 


Mateusz Borek, komentator sportowy Polsatu, sobotnią galą Polsat Boxing Night 7 - "Nowe Rozdanie", zadebiutuje w roli promotora boksu. W rozmowie z Eurosport.Onet.pl przyznał, że w ostatnich tygodniach wiele dowiedział się o całym środowisku. - Kilka osób na pewno się przekona, że mam też drugie oblicze i też nie muszę być sympatyczny i uśmiechnięty - powiedział Borek.

Jest trema przed debiutem?
Mateusz Borek: Kompletnie. Za stary jestem na tremę. Jestem blisko boksu od ponad 35 lat, bo przecież chodziłem na mecze Igloopolu Dębica, kiedy jeszcze ta dyscyplina w Polsce stała na zupełnie innym poziomie. Zaraziłem się wówczas emocjami, jakie panowały w meczach ligowych. Wtedy boksowało wielu medalistów igrzysk olimpijskich, mistrzostw świata i Europy. To było coś. Przyglądałem się temu boksowi, a potem zajmowałem się nim jako dziennikarz. Czasami jednak wydaje mi się, że dziennikarstwo robi się dla mnie za ciasne. Szukam rozszerzenia, a do tego zawsze interesował mnie sport pod względem biznesowym. Kiedyś sobie pomyślałem, że fajnie byłoby, gdyby udało mi się w życiu spiąć trzy takie płaszczyzny: promocyjną, sportową i finansową, to wówczas spróbuję czegoś takiego.

Tomasz Adamek miał być magnesem. Czy rzeczywiście tak jest?
Chciałem, żeby ta publiczność rozłożyła swoje sympatie. I tak moim zdaniem będzie. Część kibiców przyjdzie na Adamka, a część na Głowackiego. Wielu będzie takich, którzy przyjdą obejrzeć Sulęckiego, a dużo fanów może mieć Balski. Widzę to po biletach sprzedawanych przez zawodników. Nie ukrywam, że zależało mi na ekspozycji czołowych polskich pięściarzy. Chciałbym, żeby ktoś, kto usiądzie w hali na samym początku gali, co chwilę krzyczał: wow! Część pewnie przyjdzie dla wspomnień, część z takim przeświadczeniem, że to ostatnia walka Adamka. Niektórzy liczą na jego reaktywację, ale przyjdą też tacy, którzy chcą, by został znokautowany, bo takich też nie brakuje.

Jest pomysł na kolejną galę?
Mam propozycję dużej walki dla Tomka, jeżeli wygra. Niekoniecznie w Polsce i niekoniecznie byłbym w roli promotora, ale bardziej jako jego menedżera. Wtedy nie musiałbym się niczym zajmować, poza negocjowaniem warunków. Nie chcę jednak o tym na razie mówić, bo może się okazać, że Tomek, który jest najlepiej przygotowany od 8-10 lat, opuści lewą rękę, zdrzemnie się i te wszystkie plany nie będą mieć w ogóle żadnego sensu.

Pełna treść artykułu na Eurosport.onet.pl >>