Patronat medialny


 


W sobotę 24 czerwca Tomasz Adamek (50-5, 30 KO) zmierzy się z Solomonem Haumono (24-3-2, 21 KO) podczas walki wieczoru gali Polsat Boxing Night 7 w gdańskiej Ergo Arenie. - Jeśli Polak wygra, będzie miał jeszcze szansę zostać mistrzem świata. Ale jeżeli przegra, to już nikt raczej nie będzie chciał oglądać jego walk. Chyba, że z... Mariuszem Pudzianowskim - powiedział Maciej Miszkiń, były pięściarz, a obecnie komentator.

Haumono już w wieku siedmiu lat chciał odebrać sobie życie. Nie udało się, bo nóż, w ostatniej chwili wyrwał mu ojciec. Mijały lata, a depresja nie ustępowała. Później były kolejne próby. Kiedyś już mierzył do siebie ze strzelby, zrezygnował gdyż... zachciało mu się kolejnej dawki narkotyków.

- Nie potrafię nawet powiedzieć, ile razy myślałem o samobójstwie. Nie pamiętam, ale było tego dużo - powiedział Haumono w 2015 roku w rozmowie z ”Daily Telegraph”.

- Zaczynałem od marihuany, a potem piłem kilka drinków, brałem kokainę i zjadałem kilka piguł - opisywał swoją klasyczną imprezę.

Brał dragi, bo chciał poczuć się twardzielem. Później przestało mu to wystarczać. Zaczął też zarabiać na handlu. Produkował ponad 10 tysięcy tabletek Extasy miesięcznie. A w międzyczasie zarabiał na rugby.

Australijczyk urodzony w Nowej Zelandii (1975 r.) jest synem Maile`a Haumona, niegdyś cenionego pięściarza wagi ciężkiej. Dzięki pasji ojca również pokochał sport, ale zaczynał od rugby. Łączył ćpanie z byciem zawodowcem. Uważano go za całkiem przyzwoitego zawodnika. W australijskiej National Rugby League zdążyć zagrać ponad 100 meczów.

W 2000 roku uznał, że jednak chce podążać śladami ojca. Wygrał pierwsze osiem zawodowych pojedynków. Wydawało się, że może osiągnąć spory sukces, ale depresja i silne uzależnienie nie pozwalało mu się skupić wyłącznie na treningach.

- Byłem naprawdę bardzo niestabilny i ciągle uzależniony. Sąsiedzi musieli myśleć, że jestem totalnie zwariowany, ponieważ czasami wybiegałem na podwórko i po prostu zaczynałem strzelać z mojego karabinu szturmowego w powietrze. Tylko po to, aby wyładować moje frustracje - powiedział.

Pełna treść artykułu na Sport.pl >>