Patronat medialny


 


Tomasz AdamekWitalij Kliczko (41-2, 38 KO) chce bić się w marcu z Tomaszem Adamkiem (42-1, 27 KO). Prośba o zgodę na taką walkę wywołała wielką awanturę na kongresie WBC i kontratak Dona Kinga. - Chodzi o miliony dolarów, które wykłada HBO i które są na wyciągnięcie ręki - wyjaśnia współpromotor Polaka Ziggi Rozalski

Na kongresową trybunę w meksykańskim kurorcie Cancun wyszedł długoletni szef jednej z trzech największych federacji bokserskich José Sulaiman i poparł pomysł Toma Loefflera, prawnika Kliczków. - Taka dodatkowa atrakcja to dla boksu świetna wiadomość. I dla federacji, która dostanie sutą prowizję od walki o mistrzostwo świata wagi ciężkiej - powiedział.

Ale zaraz po nim przemówił Don King. Najsłynniejszy promotor w boksie 17 grudnia organizuje na Florydzie pojedynek swojego zawodnika Raya Austina z Kubańczykiem Odlanierem Solisem, mistrzem olimpijskim i wielokrotnym mistrzem świata amatorów. Obaj pięściarze mają obietnicę, że zwycięzca spotka się z Witalijem, dla którego byłaby to tzw. obowiązkowa obrona tytułu.

King argumentował, że WBC nie może robić "z gęby cholewy", przy czym akurat on wie, co znaczą te słowa. Ma za sobą kilka wielomilionowych procesów za oszustwa i niedotrzymywanie umów z pięściarzami.


- Zarządzam przerwę. Niech inni prowadzą kongres. Ja rezygnuję, bo nie rozumieją mnie nawet najbliżsi przyjaciele - powiedział zdenerwowany Suleiman i wyszedł z sali.

W przerwie King, Loeffler, Suleiman i promotor Solisa Ahmet Oner poszli na kompromis. Jeśli Solis i Austin zremisują lub jeśli zwycięzca dozna w trakcie walki kontuzji uniemożliwiającej pojedynek z Kliczką w ciągu 100 dni, czyli do kwietnia, 39-letni Ukrainiec będzie mógł bić się z 33-letnim Adamkiem.

Polak o zamieszaniu nie wiedział. - Dla mnie ważny jest pojedynek z Vinny'm Maddalone 9 grudnia w Prudential Center. Właśnie wróciłem ze sparingu. Myślę tylko o tym, aby schodzić nisko na nogach, bo stąd idzie siła - powiedział Adamek.

- Jeśli nie wyjdzie z jednym Kliczką, może podpiszemy kontrakt z młodszym. Rozmawiałem wczoraj z Shelly Finkelem, jednym z prawników Ukraińców, którego znam jeszcze z czasów, gdy pracował z Mike'em Tysonem [Rozalski był wtedy współpromotorem Gołoty i doprowadził do pojedynku Polaka z Żelaznym Mike'em w 2000 roku] i powiedziałem: Tomek może bić się z jednym albo z drugim. Dla niego imię nie ma znaczenia - mówi Rozalski.

Więcej w "Gazecie Wyborczej" i na sport.pl{jcomments on}