onet.pl sport


ARTV Chicago




Przegląd Sportowy





   
BRK Gladiator

Patronat medialny





 

 

 

 



Po sobotnim zwycięstwie nad Solomonem Haumono Tomasz Adamek powrócił do rankingu wagi ciężkiej portalu statystycznego Boxrec. "Góral" aktualnie notowany jest na 26. pozycji w świecie. 

Wśród polskich ciężkich Adamek zajmuje drugą lokatę. Pierwszy jest Mariusz Wach. Na polskiej liście bez podziału na kategorie wagowe P4P były czempion dywizji junior ciężkiej i półciężkiej jest dziewiąty. Czołowe trzy miejsca należą do Krzysztofa Głowackiego, Andrzeja Fonfary i Macieja Sulęckiego. 

Ranking Boxrec wagi ciężkiej (Polska): 1. Mariusz Wach, 2. Tomasz Adamek, 3. Andrzej Wawrzyk, 4. Adam Kownacki, 5. Krzysztof Zimnoch, 6. Izuagbe Ugonoh, 7. Marcin Siwy, 8. Krzysztof Kosela, 9. Marcin Rekowski, 10. Albert Sosnowski.

Ranking Boxrec P4P (Polska): 1. Krzysztof Głowacki, 2. Andrzej Fonfara, 3. Maciej Sulęcki, 4. Krzysztof Włodarczyk, 5. Mariusz Wach, 6. Michał Cieślak, 7. Mateusz Masternak, 8. Kamil Szeremeta, 9. Tomasz Adamek, 10. Michał Syrowatka.

Były mistrz świata dwóch kategorii wagowych Tomasz Adamek (51-5, 30 KO) pokonał jednogłośnie na punkty Solomona Haumono (24-4-2, 21 KO) w głównym wydarzeniu gali Polsat Boxing Night w Gdańsku.

Pojedynek przebiegał zgodnie z oczekiwaniami. Haumono szukał dojścia do półdystansu i starał się spychać rywala do lin, a Adamek pracował na nogach i punktował przeciwnika ciosami prostymi. Polak wygrywał kolejne rundy, będąc szybszym, aktywniejszym i bardziej precyzyjnym.

Haumono zadawał mało ciosów, czekając na idealną okazję do zaatakowania prawą ręką, jednak Adamek zachowywał się czujnie w defensywie. "Góral" trafiał bardzo często, jednak jego uderzenia nie robiły wrażenia na Haumono.  Przebieg walki nie ulegał zmianie wraz z upływającymi rundami. Polak wygrał wszystkie rundy i udanie wrócił na ring po ubiegłorocznej porażce z Erikiem Moliną.

Już dziś na gali Polsat Boxing Night w Gdańsku Tomasz Adamek (50-5, 30 KO) zmierzy się z Solomonem Haumono (24-3-2, 21 KO). - Przygotowania były bardzo dobre. Sparowałem z Batmanem, Supermanem i Ironmanem. Uszedłem z życiem, więc chyba jestem gotowy na Adamka - mówi przed zbliżającym się pojedynkiem Haumono.

W sobotę w Ergo Arenie pojedynek Tomasz Adamek – Solomon Haumono. Po nim będziemy wiedzieli, na co jeszcze stać czterdziestoletniego Polaka.

Na pytanie, co sądzi o polskim pięściarzu, Australijczyk podczas konferencji prasowej w Gdańsku odpowiedział: – Mam świadomość, że Adamek zdobywał mistrzowskie pasy w dwóch kategoriach wagowych, a w ciężkiej walczył o tytuł WBC z Witalijem Kliczką. I jestem bardzo wdzięczny, że dostałem taką szansę. Znam dobrze Paula Briggsa, który dekadę temu przegrał z Adamkiem dwie walki o mistrzowski tytuł w wadze półciężkiej. Paul, wspominając je, wyrażał się o Polaku z wielkim uznaniem – mówił spokojny, wyciszony Haumono. Bez cienia agresji w głosie, bez modnych w tym środowisku zaczepek. Bardzo podobny do Adamka, który też nie szuka zwady poza ringiem.

– To będzie wojna, bo Solomon jest silnym mężczyzną, który nie przewróci się po pierwszym mocniejszym ciosie. Zawsze mówiłem, że do tańca trzeba dwojga, a w tym przypadku zdaje się, że nie będzie z tym problemów. Jeśli będę tak szybki, jak oczekuję, to sobie poradzę, ale lepiej nie mówić zbyt dużo, bo to jest boks – stwierdził Adamek.

Polak będzie faworytem, ale Australijczyka nie można lekceważyć. Twardy charakter pokazywał wielokrotnie, miał trzy miesiące na przygotowania i wygląda, że jest w dobrej formie.

Pełna treść artykułu w "Rzeczpospolitej" >>

Mateusz Borek, komentator sportowy Polsatu, sobotnią galą Polsat Boxing Night 7 - "Nowe Rozdanie", zadebiutuje w roli promotora boksu. W rozmowie z Eurosport.Onet.pl przyznał, że w ostatnich tygodniach wiele dowiedział się o całym środowisku. - Kilka osób na pewno się przekona, że mam też drugie oblicze i też nie muszę być sympatyczny i uśmiechnięty - powiedział Borek.

Jest trema przed debiutem?
Mateusz Borek: Kompletnie. Za stary jestem na tremę. Jestem blisko boksu od ponad 35 lat, bo przecież chodziłem na mecze Igloopolu Dębica, kiedy jeszcze ta dyscyplina w Polsce stała na zupełnie innym poziomie. Zaraziłem się wówczas emocjami, jakie panowały w meczach ligowych. Wtedy boksowało wielu medalistów igrzysk olimpijskich, mistrzostw świata i Europy. To było coś. Przyglądałem się temu boksowi, a potem zajmowałem się nim jako dziennikarz. Czasami jednak wydaje mi się, że dziennikarstwo robi się dla mnie za ciasne. Szukam rozszerzenia, a do tego zawsze interesował mnie sport pod względem biznesowym. Kiedyś sobie pomyślałem, że fajnie byłoby, gdyby udało mi się w życiu spiąć trzy takie płaszczyzny: promocyjną, sportową i finansową, to wówczas spróbuję czegoś takiego.

Tomasz Adamek miał być magnesem. Czy rzeczywiście tak jest?
Chciałem, żeby ta publiczność rozłożyła swoje sympatie. I tak moim zdaniem będzie. Część kibiców przyjdzie na Adamka, a część na Głowackiego. Wielu będzie takich, którzy przyjdą obejrzeć Sulęckiego, a dużo fanów może mieć Balski. Widzę to po biletach sprzedawanych przez zawodników. Nie ukrywam, że zależało mi na ekspozycji czołowych polskich pięściarzy. Chciałbym, żeby ktoś, kto usiądzie w hali na samym początku gali, co chwilę krzyczał: wow! Część pewnie przyjdzie dla wspomnień, część z takim przeświadczeniem, że to ostatnia walka Adamka. Niektórzy liczą na jego reaktywację, ale przyjdą też tacy, którzy chcą, by został znokautowany, bo takich też nie brakuje.

Jest pomysł na kolejną galę?
Mam propozycję dużej walki dla Tomka, jeżeli wygra. Niekoniecznie w Polsce i niekoniecznie byłbym w roli promotora, ale bardziej jako jego menedżera. Wtedy nie musiałbym się niczym zajmować, poza negocjowaniem warunków. Nie chcę jednak o tym na razie mówić, bo może się okazać, że Tomek, który jest najlepiej przygotowany od 8-10 lat, opuści lewą rękę, zdrzemnie się i te wszystkie plany nie będą mieć w ogóle żadnego sensu.

Pełna treść artykułu na Eurosport.onet.pl >> 

 

- Jestem w dobrej formie, a najważniejsze, że jestem szybki - przekonuje w rozmowie z Eurosport.onet.pl Tomasz Adamek (50-5, 30 KO). Były mistrz świata dwóch kategorii wagowych dzisiaj na gali Polsat Boxing Night zmierzy się z Solomonem Haumono (24-3-2, 21 KO).

Można powiedzieć, że to były pana najlepsze pana przygotowania w karierze. Mateusz Borek, dla którego będzie to debiut w roli promotora, twierdzi, że to najlepszy Tomasza Adamek od 8-10 lat.
Tomasz Adamek: Poprzednie moje przygotowania też były niezłe. Jestem w dobrej formie, a najważniejsze, że jestem szybki. To jeden z tych atutów, którym wygrywałem wszystkie swoje walki. Jeżeli w ringu pokażę to, co przepracowaliśmy w czasie przygotowań, to będzie dobrze.

Nie żal trochę, patrząc już z perspektywy czasu, że wcześniej nie rozpoczął pan współpracy z młodszym trenerem?
Nie ma się co zastanawiać nad przeszłością. To już nic nie zmieni. Teraz mam nowego trenera i liczę na to, że będzie dobrze.

Jak spędzi pan te ostatnie godziny przed walką?
Najważniejszy będzie spokój i odpoczynek. Trzeba się wyciszyć. Także poprzez modlitwę.

Pełna treść artykułu na Eurosport.onet.pl >>

W sobotę 24 czerwca Tomasz Adamek (50-5, 30 KO) zmierzy się z Solomonem Haumono (24-3-2, 21 KO) podczas walki wieczoru gali Polsat Boxing Night 7 w gdańskiej Ergo Arenie. - Jeśli Polak wygra, będzie miał jeszcze szansę zostać mistrzem świata. Ale jeżeli przegra, to już nikt raczej nie będzie chciał oglądać jego walk. Chyba, że z... Mariuszem Pudzianowskim - powiedział Maciej Miszkiń, były pięściarz, a obecnie komentator.

Haumono już w wieku siedmiu lat chciał odebrać sobie życie. Nie udało się, bo nóż, w ostatniej chwili wyrwał mu ojciec. Mijały lata, a depresja nie ustępowała. Później były kolejne próby. Kiedyś już mierzył do siebie ze strzelby, zrezygnował gdyż... zachciało mu się kolejnej dawki narkotyków.

- Nie potrafię nawet powiedzieć, ile razy myślałem o samobójstwie. Nie pamiętam, ale było tego dużo - powiedział Haumono w 2015 roku w rozmowie z ”Daily Telegraph”.

- Zaczynałem od marihuany, a potem piłem kilka drinków, brałem kokainę i zjadałem kilka piguł - opisywał swoją klasyczną imprezę.

Brał dragi, bo chciał poczuć się twardzielem. Później przestało mu to wystarczać. Zaczął też zarabiać na handlu. Produkował ponad 10 tysięcy tabletek Extasy miesięcznie. A w międzyczasie zarabiał na rugby.

Australijczyk urodzony w Nowej Zelandii (1975 r.) jest synem Maile`a Haumona, niegdyś cenionego pięściarza wagi ciężkiej. Dzięki pasji ojca również pokochał sport, ale zaczynał od rugby. Łączył ćpanie z byciem zawodowcem. Uważano go za całkiem przyzwoitego zawodnika. W australijskiej National Rugby League zdążyć zagrać ponad 100 meczów.

W 2000 roku uznał, że jednak chce podążać śladami ojca. Wygrał pierwsze osiem zawodowych pojedynków. Wydawało się, że może osiągnąć spory sukces, ale depresja i silne uzależnienie nie pozwalało mu się skupić wyłącznie na treningach.

- Byłem naprawdę bardzo niestabilny i ciągle uzależniony. Sąsiedzi musieli myśleć, że jestem totalnie zwariowany, ponieważ czasami wybiegałem na podwórko i po prostu zaczynałem strzelać z mojego karabinu szturmowego w powietrze. Tylko po to, aby wyładować moje frustracje - powiedział.

Pełna treść artykułu na Sport.pl >>


Najnowsze komentarze