onet.pl sport


ARTV Chicago


Przegląd Sportowy

Patronat medialny





 



ŁączyNasPasja:  "Bokser bez ciosu i szczęki, za to z otwartą głową" - to o Tobie. Zgadzasz się z tą opinią?
Przemysław Saleta: I tak i nie (śmiech). Na pewno nie mam jakiegoś atomowego uderzenia, ale też tacy pięściarze jak Mike Tyson czy Krzysztof Włodarczyk zdarzają się raz na jakiś czas. Nie jestem też najodporniejszy na ciosy, ale postrzegam to jako plus w kontekście zdrowia. Dlatego, że najgorszą rzeczą dla pięściarza jest jak przyjmuje wiele uderzeń i nie przewraca się, a w tym czasie mózg ulega zniszczeniu.

Jak na zawodnika bez dwóch głównych atutów, to udało się Tobie osiągnąć całkiem sporo. Mocna psychika i inteligencja, to rzeczywiście ponad połowa sukcesu?
Inteligencja jest potrzebna do odniesienia sukcesu w każdej dziedzinie życia i dyscyplinie sportu. Dlatego, że trzeba wyciągać wnioski z tego, co się robi oraz analizować każdą przegraną. Ja na ringu bokserskim przegrałem osiem razy, ale nigdy nie z tego samego powodu. Popełniałem błędy - jak każdy i musiałem za nie zapłacić porażkami. Prawda też jest taka, że ja zacząłem trenować bardzo późno i szanse na sukces miałem bardzo małe. Stoczyłem zaledwie trzy bokserskie walki na amatorstwie. Tytuł mistrza Europy, to było maksimum co mogłem zdobyć i to mi się udało.

I to wszystko udało ci się osiągnąć ucząc się początkowo sztuk walki z gazet. Dzisiaj to brzmi nieprawdopodobnie…
No tak (śmiech). Dzisiaj realia są zupełnie inne i jeśli ktoś chce trenować sztuki walki, to ma do tego doskonałe warunki. W każdej, nawet najmniejszej miejscowości można znaleźć miejsce do uczenia się konkretnej dyscypliny. Ja będąc w II klasie Liceum Ogólnokształcącego zobaczyłem film "Wejście Smoka" i od razu chciałem trenować kickboxing. Mieszkając w Bystrzycy Kłodzkiej, która jest małym 10-tysięcznym miasteczkiem nie miałem możliwości, żeby uprawiać sporty walki. Pamiętam też, że byłem przeraźliwie chudy i jak prowadziłem zeszyt ze swoimi parametrami, to miałem 1 metr i 86 centymetrów wzrostu i ważyłem 62 kilogramy. Siłownie zorganizowałem sobie w piwnicy, a ciężarki odlewałem z betonu. To były zupełnie inne realia. Dopiero potem razem z przyjacielem założyliśmy siłownie i kupiliśmy trochę profesjonalnego sprzętu. Myślę, że dzisiejsza młodzież w ogóle nie potrafi sobie tego wyobrazić. To była po prostu inna rzeczywistość. (...)

Boks, jako dyscyplina sportu na całym świecie przeżywa teraz kryzys?
Trochę tak i widać to też w Polsce. Ma na to wpływ kilka czynników. Po pierwsze - brak super gwiazd. Po drugie - MMA. Powstała ta dyscyplina i rozwija się bardzo szybko i przemawia do dużej ilości kibiców. Jako ostatni czynnik, to postawiłbym mniejsze pieniądze, jakie obecnie można zarobić na boksie. W Polsce złote czasy były w latach 96- 99, kiedy dwie platformy cyfrowe: Wizja i Canal + rywalizowały ze sobą i płaciły bardzo przyzwoite pieniądze. Wiadomo, że telewizja to jest biznes i chcą płacić jak najmniej, a sport na wysokim poziomie kosztuje bardzo dużo.

Sam jesteś aktywny na facebooku czy instagramie. Nie uważasz, że w polskim boksie, poza kilkoma wyjątkami, jest słaba świadomość funkcjonowania w mediach społecznościowych przez zawodników?
To wynika z tego, że boks jest jedną z najstarszych dyscyplin sportu i przy tym bardzo konserwatywnych. Dzięki temu, to da sobie radę i przetrwa. Nie potrafię sobie wyobrazić, żeby tej dyscypliny zabrakło na Igrzyskach Olimpijskich, pomimo licznych skandali - głównie sędziowskich. Jeszcze jest taki moment, że ludzie boksu czują, że nie muszą ulegać trendom. Wiadomo, że MMA jest sportem zupełnie innej generacji ludzi, otwartej na media społecznościowe. Zupełnie inaczej też funkcjonuje UFC, które sporo bazuje na twitterze i facebooku. Dana White, co chwilę zamieszcza jakieś wpisy, podtrzymując cały czas zainteresowanie mediów i kibiców. W MMA jest zupełnie inna mentalność.

Jesteś zdziwiony tym, jak sukces sportowy zaszkodził Tysonowi Fury?
Tak zupełnie szczerze, to myślę, że Tyson Fury nie do końca ma wszystko po kolei w głowie (śmiech). Działało to też na jego korzyść. Wyszedł przecież do Władimira Kliczki i walczył kompletnie bez stresu. Ukrainiec zgłupiał, spiął się podczas pojedynku i nie wiedział, co z tym zrobić. Potem jednak to "szaleństwo" odwróciło się przeciwko Brytyjczykowi.

Cały wywiad z Przemysławem Saletą na laczynspasja.pl >>