Boks to nasza wspólna pasja

Patronat medialny





 



fightklub

Pobierz pasek ringpolska.pl

Kto jest online?

Odwiedza nas 11174 gości oraz 111 użytkowników.

Po ciężkim nokaucie w walce z Denisem Lebiediewem, niektórzy postawili już krzyżyk na Pawle Kołodzieju. Jeden z nielicznych, który w niego wciąż wierzy to... Andrzej Gmitruk, u którego Paweł zaczął treningi po rozstaniu ze Sferis Knockout Promotion. – Jeszcze zrobimy z niego znakomitego ciężkiego – deklaruje najlepszy polski trener.

Pomysł wydawałoby się absurdalny, ale... już nie raz „znawcy” szydzili z Gmitruka, a okazywało się, że ma rację (vide, Adamek i Masternak). Czy tak samo będzie z Kołodziejem?! Nie wykluczałbym tego.

Nie śmiejcie się, ale jednym z pierwszych posunięć Gmitruka w pracy z Kołodziejem był zakup na warszawskim bazarze przy placu Szembeka... gumy u szewca!!! Specjalnej gumy wykorzystywanej do robienia obcasów. Zamierza nałożyć ją na nadgarstek i przedramię, otejpować i usztywnić w ten sposób nadgarstek. – Paweł rzuca trochę ciosy. Jak ustabilizuję mu kości śródręcza, będzie bił mocniej. A warunki fizyczne na wagę ciężką ma podobne jak Władimir Kliczko – argumentuje Andrzej (Kliczko 198 cm wzrostu, 206 zasięg rąk, Kołodziej – odpowiednio 195 i 203).

Pomysł Gmitruka jest odważny. Kołodziej waży już powyżej 100 kg, zostanie wzmocniony fizycznie. Jest tylko jedno... ale. Czy trenerowi uda się zmienić psychikę Pawła i poprawić jego odporność na ciosy?

Pełny tekst Andrzeja Kostyry na Polsatsport.pl >>

Paweł Kołodziej (33-1, 18 KO) prawdopodobnie będzie na stałe pracował z trenerem Andrzejem Gmitrukiem. Niedawny pretendent do tytułu WBA kategorii junior ciężkiej przebywał w ubiegłym tygodniu na konsultacjach u warszawskiego szkoleniowca.

- Wszystkie znaki na niebie i ziemi wskazują na to, że będziemy tę współpracę kontynuować - stwierdził w magazynie "Puncher" Gmitruk, który doradza Kołodziejowi przejśćie do wagi ciężkiej.

- Paweł waży 102 kg bez dodatkowych treningów, to jest sygnał, że mając taki wzrost i zasięg powyżej dwóch metrów to są warunki na ciężką. W wadze ciężkiej Kołodziej będzie boksował bezpieczniej dla siebie niż w cruiser. Z takim Hammerem mógłby walczyć już jutro - ocenił Andrzej Gmitruk. 

Niedawny pretendent do tytułu mistrza świata wagi junior ciężkiej Paweł Kołodziej (33-1, 18 KO) rozpoczął pod okiem trenera Andrzeja Gmitruka przygotowania do powrotu na ring. W poprzednich latach swojej przygody z boksem, pięściarz z Krynicy trenował z Fiodorem Łapinem.

34-letni Kołodziej rozstał się z grupą Sferis KnockOut Promotion po poniesionej w ubiegłym roku porażce z Denisem Lebiediewem. Aktualnie "Harnaś" waży 99 kg i przymierza się do startów w kategorii ciężkiej, choć nie wyklucza powrotu do limitu wagi cruiser, jeśli w jego ręce trafi ciekawa sportowo oraz finansowo oferta.

Data kolejnej walki Pawła Kołodzieja nie jest jeszcze znana. W gronie zawodowych pięściarzy kryniczanin występuje od września 2004 roku.

Były pretendent do tytułu mistrza świata wagi junior ciężkiej Paweł Kołodziej (33-1, 18 KO) nie jest już zawodnikiem grupy Sferis KnockOut Promotions - poinformował w rozmowie z ringpolska.pl Andrzej Wasilewski, wieloletni promotor pięściarza z Krynicy.

- Podziękowaliśmy sobie za wiele lat współpracy. Rozstaliśmy się polubownie, między nami panują przyjazne stosunki i mamy otwartą drogę, aby w przyszłości w jakiś sposób jeszcze współpracować - powiedział Wasilewski.

Kołodziej ostatni raz boksował we wrześniu ubiegłego roku, przegrywając przez nokaut z Denisem Lebiediewem. Stawką tego pojedynku był pas mistrza świata federacji WBA.

Nie jest wykluczone, że niedawny pretendent do tytułu mistrzowskiego wagi junior ciężkiej Paweł Kołodziej (33-1, 18 KO) kolejny profesjonalny pojedynek stoczy w Stanach Zjednoczonych. W gronie potencjalnych rywali 34-latka z Krynicy wymienia się m.in. BJ Floresa (31-1-1, 20 KO) i Jordana Shimmella (18-0, 15 KO).

- Rozpoczęliśmy bardzo wstępne rozmowy na temat walki Pawła Kołodzieja w USA z BJ Floresem lub Jordanem Shimmellem, obaj są reprezentowani przez Ala Haymona - powiedział w magazynie "Puncher" Andrzej Wasilewski, promotor Kołodzieja.

Współwłaściciel grupy Sferis KnockOut Promotions przy okazji zdradził, że w najbliższym czasie najprawdopodobniej zostaną zmienione dotychczasowe zasady współpracy pomiędzy pięściarzem, a jego promotorami.

Kołodziej ostatni raz boksował we wrześniu, kiedy to przegrał z Rosjaninem Denisem Lebiediewem w starciu o pas federacji WBA.

- Tomasz Babiloński chce walki Michał Cieślak vs Paweł Kołodziej w Legionowie. Promotor złożył konkretną ofertę. Kołodziej odpowie w styczniu - napisał na Twitterze dziennikarz Polsatu Sport Mateusz Borek.

34-letni Kołodziej we wrześniu tego roku boksował o pas WBA wagi junior ciężkiej, przegrywając przez nokaut w drugiej rundzie z Denisem Lebiediewem. 7 lat młodszy Cieślak, mający na swoim koncie tylko siedem pojedynków w ostatnim starcie wypunktował doświadczonego Ismaila Abdoula.

- Jeśli Paweł zamierza wrócić, musi pokazać teraz charakter - mówi trener Fiodor Łapin pytany o przyszłość Pawła Kołodzieja (33-1, 18 KO), który 27 września został znokautowany w Moskwie przez Denisa Lebiediewa (26-2, 20 KO) w walce o pas WBA wagi junior ciężkiej.

W sobotę w Moskwie Paweł Kołodziej (33-1, 18 KO) przegrał przez nokaut w drugiej rundzie z mistrzem świata WBA wagi junior ciężkiej Denisem Lebiediewem, ponosząc pierwszą porażkę w zawodowej karierze. W rozmowie z Eurosport.onet.pl pięściarz z Krynicy-Zdroju zapewnia, że nie powiedział jeszcze w boksie ostatniego słowa, jednak póki co nie może wznowić treningów ze względu na poważną kontuzję dłoni, której nabawił się na kilkanaście dni przed sobotnią walką.

- [Chciałbym wrócić na ring] jak najszybciej - mówi Kołodziej. - To jest dla mnie teraz najważniejsze. Problemem jest tylko moja prawa ręka, która jest pogruchotana. Do tej walki z Lebiediewiem przystąpiłem tylko dlatego, że była szansa na tytuł mistrza świata. Gdyby to była jakakolwiek inna walka, to na pewno bym zrezygnował. Na początku moich sparingów uderzyłem tą ręką w czoło Białorusina i rozbiłem ją. Tak naprawdę nadawała się ona do tego, by włożyć ją do gipsu. Teraz muszę ją wyleczyć.

Kołodziej na pytanie o swoją sportową przyszłość odpowiada: - Jestem otwarty na wszelkie rozmowy. Trzeba jednak powiedzieć, że na panu Andrzeju [Wasilewskim] boks się nie kończy. Jeżeli się nie dogadamy, to po prostu będę się realizował gdzie indziej. Mam nadzieję, że jednak zostanę w KnockOut Promotions. Na razie wszystko jest tak świeże, że jeszcze nie zdążyliśmy spokojnie porozmawiać po tej walce.

Cały wywiad z Pawłem Kołodziejem na stronie Eurosport.onet.pl >>

Brutalnie został Pan zweryfikowany w pojedynku o pas federacji WBA w wadze junior ciężkiej z Rosjaninem Denisem Lebiediewem. Porażka w szóstej minucie walki przez techniczny nokaut może załamać...

Paweł Kołodziej: Zwłaszcza człowieka, który jest bardzo ambitny i miał plan na zdobycie mistrzowskiego pasa. Pojechałem do Rosji z zamiarem wygrania, dlatego ta przedwczesna porażka całkowicie podcięła mi skrzydła. Jeden cios, którego nie zauważyłem, przesądził sprawę. Lebiediew skręcił całe ciało, czyli włożył maksymalną siłę w uderzenie i trafił mnie idealnie w punkt. Niestety uprawiam dyscyplinę sportu, w której czasami w takich okolicznościach trzeba przełknąć gorycz porażki. Padali najwięksi w historii boksu, ja też zostałem ścięty z nóg.

Właśnie ta umiejętność zadania mocnego, niesygnalizowanego ciosu odróżniła Lebiediewa od Pana dotychczasowych 33. pokonanych rywali.
Mógłbym coś więcej powiedzieć na temat tego ciosu, gdybym go widział. Rosjanin bardzo fajnie zamarkował, ja wykonywałem swoją akcję i dałem się zaskoczyć jego precyzyjnemu uderzeniu. To moja wina.

W ogóle od początku drugiej rundy sprawiał Pan wrażenie pięściarza nieaktywnego. Dlaczego?
Założenie było takie, żeby przez pierwsze dwie – trzy rundy przyjrzeć się, pracować na nogach i sukcesywnie wchodzić w walkę. Przeciwnika miałem zacząć spychać od czwartej rundy.

Lewy sierpowy Lebiediewa to najsilniejszy cios, jaki kiedykolwiek wylądował na Pana szczęce?
Mocy pięści nie poczułem, ale precyzja spowodowała, że „odcięło” mi świadomość i przez chwilę kompletnie nie byłem w dyspozycji, żeby kontynuować walkę. Sędzia spojrzał mi głęboko w oczy i podjął raczej słuszną decyzję.

W szatni rzucał Pan, czym popadło?
Nie, ale obudził się we mnie wulkan emocji. Moje ciało było przygotowane na 12 rund bardzo ciężkiej pracy, a ja nie zdążyłem się porządnie spocić. Organizm zgłupiał, dlatego posłuchałem zalecenia trenera i nazajutrz wstałem z samego rana, po czym wykonałem 10-kilometrowy bieg.

Na jednej porażce życie się nie kończy, ale Pana kariera znalazła się na zakręcie.
Sytuacja nie jest łatwa, ale charakter prawdziwego sportowca poznaje się, gdy jest ciężko i pod górkę. Nie dopuszczam myśli, że jedna przegrana można mnie wbić w ziemię.

Czyli nie rozważa Pan rozbratu z boksem?
Broń Boże, nawet nie dopuszczam takiej myśli. Już teraz odczuwam wolę jak najszybszego powrotu na ringu.

Tym bardziej, że ma Pan 34 lata, więc czasu na odbudowanie kariery pozostało niewiele.
Zgadza się, przede mną jeszcze dwa lub trzy lata boksowania.

Pełna rozmowa z Pawłem Kołodziejem na Dziennikpolski24.pl >>

- Na razie myślę o tym, że nie zrealizowałem planu, taki jest wniosek. Nie chcę w tej chwili podejmować żadnych decyzji odnośnie swojej kariery - powiedział Paweł Kołodziej (33-1, 18 KO) po przegranej przez nokaut w drugiej rundzie walce z Denisem Lebiediewem (26-2, 20 KO).

- Paweł, mistrzowska próba zakończyła się dla ciebie brutalnie, jakie ci teraz towarzyszą emocje?
Paweł Kołodziej: Ciężko mi na gorąco jeszcze coś powiedzieć. Zakładałem, że wygram i z takim nastawieniem przyleciałem do Moskwy, naprawdę trudno mi teraz zebrać myśli.

- Walka zakończyła się szybko...
Cóż mogę powiedzieć, nie widziałem tego ciosu, dałem się trafić i było po pojedynku. Gratulacje dla Lebiediewa.

- Byłeś w stanie jeszcze dalej boksować, byłeś mocno zamroczony?
Sędzia uznał, że trzeba walkę przerwać i nie będę dyskutował z jego decyzją, on to widział lepiej, ja po prostu byłem zaskoczony, że już jest po wszystkim. To był mocny cios.

- Początek nie był taki zły, w pierwszej rundzie wszystko wyglądało tak, jak miało wyglądać?
Tak, chciałem wejść spokojnie w walkę, poczuć siłę Lebiediewa, szkoda, że nie przyjąłem tego ciosu na gardę, tylko na szczękę. Takie uderzenia mają właśnie takie konsekwencje. To jest boks - jeden czysty cios i po wszystkim.

- Myślisz, że przeskok w klasie rywali odegrał tu dużą rolę?
Nie wiem, jak odpowiedzieć na to pytanie. Wolałbym mieć więcej materiału do analizy, tak jak ma Krzysiek po pojedynku z Drozdem.

- Nie można było mówić o tym wcześniej, ale jeszcze na zgrupowaniu w Wiśle doznałeś poważnej kontuzji prawej ręki. To jakoś zaważyło na obrazie pojedynku?
Ręka była znieczulona, bólu podczas walki nie czułem, ból przyszedł dopiero w nocy po walce. Faktem jest, że od kilkunastu dni podczas przygotowań boksowałem tylko lewą ręką, może nie było tego odruchu, by ręka wracała do obrony... Nie chcę szukać usprawiedliwień, przegrałem.

- Mówiłeś, że do tej walki szykowałeś się całą karierę, weryfikacja była bezlitosna, myślisz teraz o tym, co dalej?
Na razie myślę o tym, że nie zrealizowałem planu, taki jest wniosek. Nie chcę w tej chwili podejmować żadnych decyzji odnośnie swojej kariery. Gdy opadną emocje, przyjdzie czas na analizę.

ISSN: 2082-9760

Najnowsze komentarze

Zapraszamy: