onet.pl sport


ARTV Chicago


Przegląd Sportowy

Patronat medialny





 

- Przyznam, że dużo ludzi ze środowiska cały czas mnie namawia i próbuje mi przetłumaczyć, że może warto wycofać się z deklaracji. Jednak to moja decyzja i, na dzień dzisiejszy, tego się trzymam - mówi w rozmowie z Interią Patryk Szymański, który w sobotę na gali MB Promotions w katowickim Spodku współtworzył, zdaniem wielu, najbardziej emocjonujący pojedynek zawodowy na polskich ringach. W piątej rundzie tego obfitującego w dramaturgię boju młody pięściarz z Konina przegrał przez techniczny nokaut z weteranem Robertem Talarkiem i w wieku niespełna 26 lat ogłosił zakończenie kariery.

Od gali w Katowicach minęło dopiero kilka dni. Wszystkie myśli w pana głowie bez przerwy orbitują wokół tego, co wydarzyło się na ringu w Spodku?
Patryk Szymański: Może niekoniecznie myślę tylko o tym, co miało miejsce w ostatnią sobotę. Przed oczami przebiega mi całe moje sportowe życie, które trwało dwadzieścia lat. Widzę, jak po raz pierwszy pojawiłem się na sali bokserskiej, a było to w 1999 roku. Od tamtego momentu miałem jeden cel i jedno marzenie, czyli zostać mistrzem świata. Takie miałem plany, ale mimo znakomitych przygotowań i świetnej dyspozycji do ostatniej walki, czegoś zabrakło. Stąd na ten moment decyzja, którą podjąłem przed pojedynkiem, że porażka oznacza rozbrat z boksem. Nieważne, że ta walka zapisała się w historii i tak dużo się o niej mówi, bo finałem była moja przegrana i reszta w ogóle się nie liczy.

Jaka będzie pana nowa aktywność?
Może zostanę w boksie, ale w innej roli? Gotowego planu jeszcze nie mam, na razie cieszę się rodziną, bo ostatnie trzy miesiące spędziłem poza domem. Boli mnie, że mimo tak perfekcyjnych przygotowań, taki jest finał i muszę odnaleźć się w nowej rzeczywistości. Choć wyznam szczerze, że jeśli nawet wygrałbym walkę z Talarkiem, ale po takim scenariuszu i z tą ilością nokdaunów z mojej strony, to podjąłbym taką samą decyzję.

A to ciekawe, dotąd nie mówił pan o tym głośno.
Przed walką powiedzieliśmy sobie z Mateuszem Borkiem prosto w twarz, że mam wyjść i zdominować Talarka, udowadniając na jego tle niewątpliwie wyższą klasę sportową. Widocznie Talarek jest lepszy ode mnie w innych aspektach, które dużo trudniej wytrenować. U mnie pojawiła się chwila zwątpienia i, jakby poza świadomością, odpuściłem ten pojedynek.

Pełna treść artykułu na Interia.pl >>