Patronat medialny


 


Jego lewy prosty to najlepszy cios całego AG Promotion. Odważnie spogląda w kierunku Stanów. Nie paraliżują go nazwiska: Crawford, Broner, Postol, Trojanowski. Nie przeraża, że mistrzem kategorii, w której boksuje był niegdyś sam Floyd Mayweather Junior. Informacje te działają na wyobraźnię, mobilizują. „Jestem najlepszy, czuję się najlepszy, ale to wszystko musi być poparte pełnym profesjonalizmem. Poświęceniem” – pewnego dnia powziął postanowienie. Od tego momentu zmienił podejście do treningów, spojrzenie na boks.

W sobotę Michał Syrowatka zmierzy się w swoim rodzinnym Ełku z byłym dwukrotnym czempionem Europy i pretendentem do tytułu IBF Rafałem Jackiewiczem. „Wojownik” wraca do Ełku po sześciu latach. To właśnie na mazurskiej ziemi stoczył jedną z najdramatyczniejszych walk w historii polskiego boksu. Po pełnej zwrotów akcji zaciętej konfrontacji z Delvinem Rodriguezem, wywalczył prawo starcia o mistrzowski pas.

Wydaje się, że u schyłku kariery amatorskiej nie miałeś w kraju specjalnej konkurencji. Po feralnych mistrzostwach Polski w Poznaniu, którym uważnie przyglądał się Marco Huck, stwierdziłeś: „Najtrudniejszą walkę stoczyłeś wcale nie w ringu, ale przed zawodami. Z wagą”.
Michał Syrowatka: Tamten turniej był dla mnie bardzo łatwy. Naprawdę najtrudniej było mi zrobić wagę, co nie jest przecież wyjątkowo wielkim wyzwaniem. Walczyłem z amatorami – to słowo dobrze oddaje ich umiejętności. W ostatnich latach mojej obecności w boksie amatorskim rywale byli bardzo, bardzo słabi.

Dlatego właśnie nie prowadziłeś się wtedy jak sportowiec?
Gdybym trenował na amatorstwie tak jak trenuję teraz, nie wierzę, że byłaby impreza, z której wróciłbym bez medalu. Wiesz jak wtedy wyglądał mój trening? Przychodziłem na salę trzy razy w tygodniu, robiłem pojedyncze zajęcia, a przez resztę dni siedziałem w domu i piłem piwo. Tak wyglądało moje życie.

Co sprawiło, że podporządkowałeś wszystko boksowi?
Miałem taki sparing, już po przejściu na zawodowstwo. Rywal był dobrze znany, wcześniej kilka razy z nim sparowałem i bez problemu dawałem sobie radę. Przyjechałem do niego i po szóstej rundzie zabrakło mi paliwa. Nagle zaczął ze mną wygrywać. Byłem zaskoczony. Podchodzę do niego po sparingu i pytam: „Co się z tobą stało?”. On na to, że szanuje swoje zdrowie, dba o to co je, nie pije. „Kur..a, przecież to wcale nie jest takie trudne” – pomyślałem. To był przełomowy moment. Zdecydowałem, że na czas przygotowań do walki całkowicie odstawiam alkohol. Skupiam się tylko treningu, zdrowym odżywianiu i spaniu.

W sobotę walczysz w Ełku. W swoim rodzinnym mieście jako zawodowiec wystąpiłeś dotychczas raz. W listopadzie 2013 roku pokonałeś na punkty leworęcznego Francuza Frank Petitjeana.
To była bodaj ostatnia walka, do której przygotowywałem się nie do końca profesjonalnie. Łączyłem treningi z rozrywkowym życiem. W dodatku, dwa tygodnie przed galą mocno się rozchorowałem. Straciłem tydzień leżąc w łóżku. Przygotowania do Petitjeana wyglądały bardzo, bardzo kiepsko. Wszystko wyszło w ringu. Po czwartej rundzie schodzę zmordowany do narożnika i zastanawiam się: „Co ja tutaj robię?!”. Nie miałem siły. Na szczęście dała o sobie znać wola zwycięstwa. W następnej odsłonie trafiłem Francuza czystym ciosem i już nie odpuściłem. „Idę do końca, już niewiele zostało” – postanowiłem.

Przed Tobą czwarty pojedynek wieczoru w karierze. „Starcie pokoleń” – tak firmowany jest Twój bój z Jackiewiczem. Wiesz, że „Wojownik” jest w trakcie pisania autobiografii?
Tak? Nie wiedziałem. Mam nadzieję, że mnie w niej umieści i odpali kawałek za rozdział.

Pełna rozmowa z Michałem Syrowatką na Prawyprosty.com >>