Patronat medialny


 


Ekipy Michała Cieślaka (21-1, 15 KO) i Mairisa Briedisa (27-1, 19 KO) finalizują rozmowy na temat organizacji walki o pas IBF wagi junior ciężkiej. Do pojedynku dojść ma 24 września w Polsce, jednak menadżer Mariusza Wacha (36-7, 19 KO) Jerzy Mazur twierdzi, że starcie stoi pod znakiem zapytania, bo Łotysz może niebawem stracić mistrzowski pas.

- Briedis jest zobowiązany kontraktem do walki z Wachem i nawet jeśli chciałby z niej zrezygnować, musi nam zapłacić pieniądze zapisane w umowie na wypadek takiej okoliczności - tłumaczy Mazur. 

- Do tej pory promotorzy Briedisa nie zapłacili nam należnych pieniędzy. Ostateczny termin wyznaczyliśmy im na 20 sierpnia. Jeśli nie zapłacą, możemy wkroczyć na drogę prawną, a wtedy pojedynek Briedisa z Cieślakiem zostanie zablokowany - przekonuje menadżer "Wikinga" i dodaje" - Jeśli federacja IBF uzna, że Briedis nie może z powodu zobowiązań kontraktowych bronić swojego tytułu, to go po prostu może stracić. Mieliśmy ostatnio dość podobną sytuację w przypadku negocjacji walki Joshua - Fury, którą odwołano, bo Fury został zmuszony do pojedynku z Wilderem. 

Gdyby faktycznie doszło do sytuacji, w której Briedis został pozbawiony tytułu, o wakujące trofeum Cieślak zaboksowałby z kolejnym w rankingu Jayem Opetaią (20-0, 16 KO), jednak według informacji ringpolska.pl kwota, o której mówi Jerzy Mazur nie jest na tyle duża, by ekipa łotewskiego czempiona nie mogła "wrzucić jej w koszty" konfrontacji z Cieślakiem.