Sponsorzy grupy KnockOut

Patronat medialny


 

 

Mateusz Masternak (47-5, 31 KO) zamieścił w mediach społecznościowych wpis, w którym wraca do niedawnej walki z Jasonem Whateleyem (10-1, 9 KO). Dzięki tej wygranej, Polak zyskał status oficjalnego pretendenta do tytułu mistrza świata IBF wagi junior ciężkiej.

- Pojawiały się opinie, że z boku walka z Whateley’em wyglądała jak spacerek dla mnie. Ale pozwolę sobie opowiedzieć o tym kilka słów, bo to ja byłem w ringu. Przede wszystkim rywal miał cholernie twarde uderzenia, wiec pomimo tego, że technicznie nad nim górowałem, to przez cały czas musiałem być bardzo zdyscyplinowany, ostrożny i maksymalnie skupiony - wspomina "Master".

- Poruszałem się trochę jak saper po polu minowym. Już w pierwszej rundzie, po przyjęciu prawego prostego, który wszedł mi aż w pięty, pomyślałem „o ja pie*dole, trzeba uważać”. Schodząc do narożnika po pierwszej rundzie, Trener Piotr Wilczewski powiedział, że jest dobrze. Ale patrząc na „2” niesioną przez ringgirl, znów pomyślałem „o ja pie*dole, jeszcze 11 rund” - opisuje pięściarz z Wrocławia.

W przyszłym roku dojdzie do walki Mateusza Masternaka z Jaiem Opetaią, który od lipca jest mistrzem świata IBF w limicie do 90,7 kg. Dokładna data oraz lokalizacja tego pojedynku nie są jeszcze znane.

- Na razie tylko domyślam się, ile ta walka będzie mnie kosztować energii, determinacji i sił, bo wiem, ile kosztowała mnie ta ostatnia, by być tu, gdzie teraz jestem. Powoli zaczyna ustępować zmęczenie, a wtedy motywacja rośnie i wiem, że warto i że chcę. Teraz stoję przed wielkim mostem i wystarczy tylko przejść na stronę mistrzów, na stronę ludzi, którzy odwagą i nieugiętością, bardzo często bólem, spełnili swoje marzenia. Chcę to zrobić i wiem, że mogę to zrobić. Zrobię to - podsumowuje Masternak.