Patronat medialny


 

Przez dwa tygodnie był pan w Kijowie na sparingach z mistrzem świata WBO wagi cruiser Ołeksandrem Usykiem, szykującym się do sobotniej walki w półfinale turnieju World Boxing Super Series w Rydze z posiadaczem pasa WBC Mairisem Briedisem. Brytyjczyk Isaac Chamberlain relacjonował, że dawał pan Ukraińcowi naprawdę duży wycisk.
Mateusz Masternak: Jestem już chyba za stary, żeby podniecać się takimi wypowiedziami. Owszem, wchodziłem na ring nie po to, by skakać przez trzy rundy i wrócić do hotelu na kolację. Każdy sparing traktuję poważnie i nie boję się zadać ciosu w obawie przed kontrą. Uważam, że sporo pomogłem Usykowi i tyle. A czy sypały się iskry? Po prostu wykonywałem swoją pracę, mimo dużego doświadczenia mogłem dowiedzieć się czegoś także o sobie. Do domu wróciłem zadowolony.

Na czym polegała pana rola?
Sparowałem z Usykiem trzy razy w tygodniu. Wchodziłem na ring na przykład na dwie rundy, zmieniałem się z innym sparingpartnerem i czekałem przez trzy rundy, wracałem na kolejne dwie. Chodziło o to, by Ołeksandr ciągle boksował z kimś wypoczętym i łącznie spędził w ringu nawet 15 rund. Najdłużej bez przerwy przewalczyłem z nim cztery rundy. W ten sposób nie przygotowałbym się solidnie do własnego pojedynku.

Ukrainiec jest tak dobry, jak powszechnie się uważa?
Jest lepszy niż przypuszczałem. Doskonale wyszkolony technicznie, cholernie inteligentny, ma świetne wyczucie dystansu, pracę nóg. Trudno znaleźć element, który byłby niedopracowany. To prawdziwy mistrz i jeśli będzie gotowy psychicznie, bo fizycznie na pewno jest, to w kategorii cruiser wygra ze wszystkimi.

Pełna treść artykułu w "Przeglądzie Sportowym" >>