Patronat medialny


 


"Nie oglądałem walki Mateusza Masternaka z Yourim Kalengą na żywo, ale potem trzy razy obejrzałem powtórkę i jest mi smutno." - pisze w swoim felietonie na łamach "Przeglądu Sportowego" Dariusz Michalczewski. - "Nasz bokser nie wykorzystał wielkiej szansy na zdobycie pasa mistrza świata WBA wagi junior ciężkiej."

"Jeszcze zanim obejrzałem ten pojedynek, byłem wściekły na polskiego sędziego, który dał wygraną Francuzowi. Gdyby wskazał na naszego, pas należałby do Polaka. Jednak potem przyznałem mu rację. Mateusz przespał pierwsze cztery rundy. Na początku był zbyt pasywny. Tak się nie boksuje, gdy chce się zostać mistrzem świata. Trzeba od razu pokazać, że się ma jaja." - zauważa "Tiger". - "W kolejnych rundach było trochę lepiej, ale ciągle Master był zbyt pasywny. Pamiętam, że w poprzednich pojedynkach zawsze szedł do przodu, a teraz nie wiedzieć czemu obrał taktykę defensywną. Można jednak cofać się i atakować, a nie tylko bronić się."

Michalczewski zaznacza jednak, że mimo porażki nie przekreśla jeszcze "Mastera": "Od dawna sercem jestem za Mateuszem, więc może trudno mi być do końca obiektywnym. Wiem, że wielu straciło wiarę w niego. A ja ciągle liczę, że zostanie mistrzem świata. Nadzieja umiera ostatnia."

Cały felieton Dariusza Michalczewskiego do przeczytania na przegladsportowy.pl >>